Pan Premier Donald Tusk ogłosił „Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów 2010–2011”
Poza opozycją polityczną, która z powodów oczywistych plan skrytykował, analitycy piali z zachwytu. Z wyjątkiem Pana Profesora SGH Krzysztofa Rybińskiego, który słusznie zauważył, że to „PR bez żadnego praktycznego znaczenia”.
Plan został stworzony metodą „kopiuj”, „wklej” bo nie ma w nim niczego, co nie znalazłoby się we wcześniejszych propozycjach rządowych (głownie w przygotowanej przez Zespół Doradców Strategicznych Premiera strategii „Polska 2030”) lub w dokumentach resortowych.
Miarą wagi tego rzekomo „rewolucyjnego” Planu jest punkt 3.3.2. poświęcony „Ograniczeniu odliczeń podatku VAT przy nabyciu samochodów z tzw. kratką oraz paliwa do tych samochodów”
W „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów” rząd się zajmuje duperelami. Oszczędność budżetu ma wynieść w 2010 roku 588 mln zł (!!!) Przypomnę tylko, że deficyt planowany jest na 52 mld zł!!! Ale skoro już mamy dzielić samochody pod względem podatkowym (choć to fiskalny absurd), to należy je podzielić na potrzebne do działalności gospodarczej i nie potrzebne, a nie na „z kratką” i „bez kratki”. Jeżeli ktoś postanowi rozpocząć działalność gospodarczą w zakresie, na przykład, rozwożenia pieczywa z osiedlowej piekarni do okolicznych sklepików, to po jaki gwint ma sobie wstawiać kratkę do Berlingo, czy choćby Seicento??? Ale skąd biedaki z Ministerstwa Finansów, czy Kancelarii Premiera mają to wiedzieć? Przecież oni w życiu nie przepracowali a realnej gospodarce ani godziny. A jak z kolei ja jadę do klienta, któremu wystawiam fakturę za usługę (razem z dojazdem) z VAT, to co Pana Premiera obchodzi jakim samochodem ja jadę? (Żeby nie było niedomówień: mam terenówkę bez kratki, choć mogłem mieć z kratką, ale przyjemność naigrywania się z Ministra Finansów i niektórych jego podwładnych – bezcenna).
A jak już jestem przy fakturach za usługi prawnicze, to przejdę od razu do drugiego punktu „Wielkiego Planu Tuska” . Punkt 3.3.1. Wprowadzenie obowiązku stosowania kas fiskalnych przez prawników i lekarzy oraz przez osoby wykonujące niektóre inne zawody. Nemo iudex in causa sua – powiadali już starożytni Rzymianie więc w zasadzie tego punktu jako adwokat (wcześniej doradca podatkowy) nie powinienem komentować. Ale jako że ja swoim klientom wystawiam faktury VAT, a oni płacą mi (bo i tak muszą – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa) przelewem bankowym to interesują mnie szczegóły: tę kasę fiskalną to „se mam” zainstalować gdzie? Tam gdzie się spotykam z klientami, wozić ze sobą na spotkania poza biurem, czy może księgowa ma mieć moją kasę fiskalną w swoim biurze i dopinać paragon do faktury VAT??? Ale można powiedzieć, że pomoc prawna w sprawach gospodarczych rządzi się innymi prawami. Dla biznesowych klientów usługa adwokacka jest kosztem prowadzonej działalności gospodarczej i potrzebują oni od adwokatów faktury. Ale jest cała rzesza klientów, którzy faktur nie potrzebują. Więc puszczam wodze fantazji i wyobrażam sobie taką oto scenkę: przychodzi „Bonzo” do adwokata i prosi go o reprezentowanie w sprawie karnej. I co? Pan mecenas mówi: „oczywiście bardzo chętnie podejmę się tej sprawy. Proszę o wpłacenie zaliczki w wysokości 5 mln zł. plus VAT. Tutaj, proszę, jest paragon fiskalny.” Tak to sobie Pan Premier i jego doradcy wyobrażają???
Kasy fiskalne mają też mieć lekarze. I znowu wyobraźnia podsuwa mi taką oto scenkę rodzajową z dnia dzisiejszego: przychodzi jakiś pacjent do lekarza, do jego prywatnego gabinetu prowadzonego gdzieś „na mieście” po godzinach pracy w szpitalu. Lekarz bada pacjenta, zaleca dalsze badania specjalistyczne, po których, być może, konieczna będzie hospitalizacja (w domyśle w szpitalu, w którym pracuje do godziny 15). I mówi pacjentowi, że za wizytę płaci 250 zł. Kto z Państwa poprosi wówczas o paragon fiskalny??? Moim zdaniem tylko agent CBA opanowywanego ostatnio przez CBŚ. Więc pewnie pacjenci zdrowi, którzy przyszli na konsultacje (podejrzenie że agenci) będą dostawali paragon, a pacjenci chorzy (którzy będę musieli przyjść znowu – nie. Ale jak lekarz będzie miał wydać paragon fiskalny, to nadal powie: „250”, czy może „350”? (22% VAT oraz 19% na PIT, żeby netto pozostało na 250). Przypomnę bowiem, że podatki są przerzucane, a w przypadku usług medycznych jest to dość łatwe, bo konkurencja wyjechała za granicę, a pacjenci „sprzedadzą ostatnią koszulę” żeby się leczyć. Więc to oni zapłacą więcej w związku z „Rozwojem i Konsolidacją Finansów Publicznych” a w szczególności w związku z „poszerzaniem bazy podatkowej”.
Ale w obszarze „skutki” regulacji stwierdzono: „zmniejszenie szarej strefy i zwiększenie wpływów z podatków dochodowych” To, być może, będzie skutek dla budżetu. A dla pacjentów? Jakoś inaczej brzmi przekaz: „zwalczanie szarej strefy”, niż „podwyższenie cen”.
I znowu: daleki jestem od obrony szarej strefy i nie płacenia podatków zarówno przez adwokatów, jak i lekarzy. Ale to państwo stworzyło taki system opieki zdrowotnej, który taką sytuację po prostu wymusza. A tymczasem w wielkim Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów nie ma słowa o finansowaniu opieki medycznej nazywanej „służbą zdrowia”, co mi się bardziej z wojskiem, niż z medycyną kojarzy. Dla twórców Planu ważniejsze były jak widać samochody „z kratką” niż sprawy dla społeczeństwa i finansów publicznych naprawdę istotne, jak choćby absurdalny pomysł lansowany w Ministerstwie Zdrowia wprowadzenia cen sztywnych na leki refundowane w celu „zwiększenia konkurencji”. Jakoś autorzy planu nie zająknęli się o konieczności współpłacenia za pobyt w szpitalu przez pacjentów, a przecież Konstytucja gwarantuje „bezpłatny” dostęp do usług medycznych, a nie do jedzenia w szpitalu. Jak dostaje jeść w szpitalu, to nie wydaję na jedzenie w domu. Energii w domu też używam mniej, podobnie jak środków czystości. Dlaczego ja za ubezpieczenie siebie i trójki dzieci płacę taki sam procent wynagrodzenia, jak kolega, który dzieci jeszcze nie ma. Moje dzieci – moja sprawa a nie jego. Widocznie są to tematy bardziej błahe dla finansów publicznych niż samochody z kratką.
A co Premier zaproponował w drugim newralgicznym dla finansów publicznych obszarze – czyli emerytur? „Mundurowi” mają być objęci powszechnym systemem emerytalnym. Będą płacić składki na OFE? A z czego? Dostaną w związku z tym niższe wynagrodzenie netto? Czy może będziemy musieli jako podatnicy zapłacić wyższe podatki, żeby podwyższyć wynagrodzenia brutto służb mundurowych, na składki do OFE??? Taki szczegół, ale dość istotny i tak sprytnie pominięty.
A o OFE w Planie pisze się bardzo dużo. Celem ma być „rozwiązanie problemu narastania księgowej wysokości długu publicznego generowanego w związku z odmienną klasyfikacją składek emerytalnych gromadzonych w OFE i na indywidualnym koncie emerytalnym w ZUS”. Jeśli jest to jedynie problem czysto „księgowy” jak wynika z zacytowanego zdania, to w ogóle nie ma problemu i potrzeby zawracania nim sobie głowy. No chyba że problem jest nie tylko „księgowy”.
Aczkolwiek przyznać muszę, że jak już OFE mają być przymusowe (choć nie powinny) to plan „wprowadzenia zewnętrznego benchmarku do oceny efektywności inwestycji otwartych funduszy emerytalnych – gdyż obecna metodyka benchmarku odnosząca się do ważonego średniego wyniku osiąganego przez wszystkie OFE, zachęca zarządzających funduszami do powielania strategii największych graczy na rynku; zmiana zasad wynagradzania powszechnych towarzystw emerytalnych, tak by w większym stopniu wynagradzać za osiągane w dłuższym okresie wyniki oraz karać za nieosiągnięcie benchmarku; czy wprowadzenie zakazu akwizycji i reklamy oraz dalsze obniżenie opłat pobieranych przez powszechne towarzystwa emerytalne” to jakieś pocieszenie dla niewolników OFE (o przepraszam – ubezpieczonych w OFE)
W ramach Planu Rozwoju i Konsolidacji Finansów cały rozdział (4.2) poświęcono „Rozwojowo Polski Cyfrowej” głownie „wspieraniu rozwoju infrastruktury szerokopasmowej” (4.2.1). Cele, ma być „zapewnienie powszechnej dostępności sieci szerokopasmowych na całym obszarze Polski, co spowoduje wyeliminowanie wykluczenia cyfrowego z powodów infrastrukturalnych.” Współbrzmi to z punktem 3.2.4. o „zadaniach kluczowych dla pełnego uporządkowania systemu emerytalnego w Polsce ze względu na długoterminowe procesy społeczne i demograficzne” w którym z niewiadomych powodów znalazł się zapis o konieczności wprowadzenia rozwiązań „zapewniających bardzo tani Internet na wsi”. Po pierwsze to na wsi rodzi się więcej dzieci w jednej rodzinie niż w miastach, a po drugie a po drugie „tani Internet szerokopasmowy” dzietności kobiet na wsi raczej nie podniesie, chyba że autorzy Planu wiedzą już coś, czego ja jeszcze nie wiem o robieniu dzieci, albo wiarę w bociany zastąpili wiarą w Internet.
Absolutnie rozwój Internetu szerokopasmowego ma niezwykle istotne znaczenie. Ale co on ma wspólnego z „Rozwojem i Konsolidacją Finansów Publicznych”??? To jest zupełnie inna bajka, ale trzeba było zapisać jeszcze kilka dodatkowych stron w dokumencie, który tak generalnie jest o niczym.
A kuriozalność rządowego planu „rozwój nowoczesnej infrastruktury teleinformatycznej dzięki stworzeniu warunków do budowy i eksploatacji takiej infrastruktury przez samorządy lub z ich udziałem, na obszarach gdzie siły rynkowe i dotychczasowe działania regulacyjne nie spowodowały jej powstania” bije po oczach z pierwszych stron dzienników, w których pod informacjami o tych ambitnych planach rządu znalazła się i taka: „Solorz da Internet za złotówkę”. Jako niezależnemu członkowi RN Polsatu Cyfrowego trochę niezręcznie mi o tym pisać, ale o planach internetowych „Cyfrowego” na wsiach i małych miasteczkach mówi jego Prezes – Dominik Libicki – w kilku wywiadach udzielonych prasie w ostatnich dniach. W związku tymi mglistymi planami rządu na „rozwój nowoczesnej infrastruktury teleinformatycznej dzięki stworzeniu warunków dobudowy i eksploatacji takiej infrastruktury przez samorządy lub z ich udziałem, na obszarach gdzie siły rynkowe i dotychczasowe działania regulacyjne nie spowodowały jej powstania” tym ciekawiej brzmi informacja, że akcjonariusze Sferii zaproponowali ostatnio fuzję spółce Hawe kończącej pomału budowę pętli światłowodowej dookoła Polski. Państwo ma co prawda pośrednią kontrolę nad zasobami Telekomunikacji Kolejowej, ale jest to podobno spółka „strategiczna” PKP, więc z całą pewnością „siły rynkowe” okażą się mimo wszystko szybsze i skuteczniejsze w tworzeniu dostępu do szerokopasmowego Internetu niż rząd w pisaniu Planu Rozwoju i Konsolidacji Finansów.
Ale jak doszliśmy do problemów wsi poruszonych w Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów, to zwrócił moją uwagę bardzo znaczący fakt, że rząd w swoim wielkim planie zaplanował „rozpoczęcie debaty”!!! Dokładniej „rozpoczęcie debaty nad stopniowym i ewolucyjnym podniesieniem i zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, które nie dotyczyłoby jednak osób w wieku wyższym niż 55 lat oraz powiązaniem wysokości opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów”. Taka debata trwa już od wielu miesięcy, a może nawet lat. Jedni starają się rolników unieszczęśliwić obowiązkiem oszczędzana w OFE a inni, pomni własnych przykrych doświadczeń, ich przed tym bronią.
Plan przewiduje „rozpoczęcie debaty nad powiązaniem opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów. Rozwiązanie to umożliwiłoby objęcie rolników, m. in. takimi elementami polityki fiskalnej państwa jak ulga na dzieci oraz ulga internetowa”! Zważywszy, że Internet ma być dostarczany przez Cyfrowy za złotówkę, a docelowo w planach mówi się o Internecie darmowym to „ulga internetowa” będzie miała zapewne „kolosalne” znaczenie. I jeszcze ciekawostka socjologiczno-polityczna. Powszechnym systemem emerytalnym mają być objęci rolnicy o WYŻSZYCH dochodach. Ergo ci o dochodach niższych nie będą mieć możliwości skorzystania z takich „elementów polityki fiskalnej państwa jak ulga na dzieci oraz ulga internetowa”!!!
Rząd planuje też „przeznaczenia części (podkreślenie moje) oszczędności powstałych w wyniku wprowadzenia reformy systemu ubezpieczenia społecznego rolników (podkreślenie rządu) na stworzenie programu „równe szanse”. Program ten będzie skierowany do mieszkańców obszarów wiejskich z terenów o dominującym udziale małych, niskodochodowych gospodarstw rolnych i będzie opierał się na instrumentach:
− sprzyjających powstawaniu żłobków i przedszkoli wypełniających wysokiej jakości
funkcje edukacyjne (o małej liczebności grup);
− stypendiach dla młodzieży wiejskiej;
− ułatwiających przekwalifikowanie zawodowe;
− dopłatach do transportu publicznego, tak by ułatwić dojazdy do pracy z terenów
wiejskich;
− (i wspomniany już ) bardzo tani Internet na wsi.
To jakich oszczędności spodziewa się rząd z reformy systemu ubezpieczeń emerytalnych rolników żeby ich CZĘŚĆ pokryła te wszystkie wydatki??? Jeszcze raz rządowi przypomnę, że gospodarstw o powierzchni powyżej 20 hektarów mamy nieco powyżej 100 tys.!!! Objęcie tej grupy rolników reformą emerytalną przyniesie oszczędności dzięki którym da się może wybudować ze dwa żłobki rocznie.
Składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19,52% i finansowana jest po połowie przez pracodawcę i zatrudnionego – płacą oni po 9,76% od podstawy, którą jest dochód obliczony dla potrzeb podatku dochodowego – w 2009 roku było to około 3.000 zł. Czyli składka emerytalna od statystycznego zatrudnionego wynosiła 585 zł. miesięcznie – z czego 292,5 od pracownika.
Wysokość składki dla rolników (od października 2009 płaconej co miesiąc, a nie co kwartał), którzy mają gospodarstwo do 50 ha wynosi 10% emerytury podstawowej, czyli obecnie 68 zł miesięcznie. Osoby posiadające gospodarstwa od 50 ha do 100 ha płacą 12% emerytury podstawowej, a te, które gospodarują na 100–150 ha – 24%, Od gospodarstwa o powierzchni 150-300 ha – 36%., a 48% płacą ci, którzy mają gospodarstwa ponad 300 ha.
Gospodarstw powyżej 20 ha jest raptem około 100 tys.! (6,4% ubezpieczonych w KRUS). W tym powyżej 50 ha – 18 tys. (1% ubezpieczonych) A tylko w przypadku gospodarstw powyżej 20 ha jest o co kruszyć kopie. Zacznijmy zatem od pytania, czy rolnicy, którzy przecież są sami dla siebie pracodawcami mają płacić 19,52%, czy 9,76%?
Pójdźmy na maxa i wyobraźmy sobie , że 100 tys rolników zamiast 68 zł miesięcznie płaci 585 zł. Do budżetu wpływa 620.000.000 – raptem 32.000.000 więcej niż od samochodów z kratką. Ale zgodnie z zasadami tak zwanej „sprawiedliwości społecznej” rolnicy za siebie powinni płacić raczej nie 19,52%, tylko, tak jak pracownicy, - 9,76%. Czyli da to budżetowi nie 620 mln zł, tylko 310 mln zł.
A może rolników potraktować jak przedsiębiorców. Ich składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19.52% od kwoty nie niższej niż 1887,60 zł (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego, przyjętego do ustalenia kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na dany rok kalendarzowy) czyli 368 zł. Jak nie liczyć 100 tys. gospodarstw rolnych o areale powyżej 20 ha zapłaci 300 mln zł więcej w ciągu roku. Na ile to starczy „żłobków i przedszkoli”?
Chyba, że Wielki Plan przewiduje, żeby potraktować jak przedsiębiorców wszystkich rolników – również tych z gospodarstwami do 5 ha, których jest prawie milion (!!!) – czyli prawie 59% wszystkich. Ale wówczas PSL prędzej zawrze koalicję z PiS niż zagłosuje za takim rozwiązaniem. A jak już obejmiemy „powszechnym systemem emerytalnym” gospodarstwa poniżej 20 ha w celu powiązania opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów” to będziemy musieli wprowadzić do ustawy o podatku dochodowym stawkę amortyzacji konia – bo w wielu z takich gospodarstw koń nadal stanowi siłę pociągową. I wówczas pojawi się nam problem „konia z kratką” – to znaczy z siodłem. Bo hodowcy koni wierzchowych pewnie też będą zechcieli je „amortyzować”, na co ustawodawca nie będzie mógł pozwolić i obejmie amortyzacją jedynie konie pociągowe, czyli „z kratką”.
Nie będę się natomiast naigrywał z jedynego wartościowego punktu Planu: Prywatyzacja nieruchomości rolnych Skarbu Państwa (3.4.2)
Odstąpienie od stosowania nietrwałych form zagospodarowania nieruchomości Zasobu Własności Skarbu Państwa, takich jak dzierżawa, najem i oddanie gruntów w administrowanie na rzecz ich sprzedaży rolnikom indywidualnym to postulat wysuwany od 20 lat więc dobrze że ma zostać zrealizowany. Oby tylko nie skończyło się na zapowiedziach. Niepokoi mnie tylko postulat: „uszczegółowienia kryteriów uznania osoby fizycznej za rolnika indywidualnego na potrzeby obrotu prawnego odbywającego się na zasadach ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego (m.in. związanych z nabywaniem nieruchomości rolnych z Zasobu Własności Skarbu Państwa) poprzez:
− wprowadzenie wymogu trzyletniego zamieszkania na terenie gminy, na obszarze której położona jest jedna z nieruchomości rolnych wchodzących w skład gospodarstwa rolnego, którego właścicielem, użytkownikiem wieczystym, samoistnym posiadaczem lub dzierżawcą jest rolnik;
− doprecyzowanie pojęcia „osobistego prowadzenia działalności rolniczej”, które oznaczać będzie wymóg pracy w tym gospodarstwie oraz podejmowania wszelkich decyzji dotyczących prowadzenia działalności rolniczej w tym gospodarstwie;
− doprecyzowanie pojęcia „posiadania kwalifikacji rolniczych” poprzez określenie wykształcenia rolniczego lub tytułów kwalifikacyjnych i wymaganego stażu pracy
Niepokoją mnie jednak szczegóły. No bo jak sprzedawane gospodarstwo z danej gminy graniczy z gospodarstwem rolnika z gminy sąsiedniej, to dlaczego nie mógłby kupić, jakby chciał zapłacić więcej. A może je bym też zechciał kupić takie gospodarstwo, przebijając oferty mieszkańców gminy, w której jest ono położone. W końcu potrafię wydoić krowę, orać zwykłym pługiem, prowadzić traktor i nawet kosić zboże zwykłą kosą!!!
Gdyby nie wprowadzać ograniczeń to rozwój i konsolidacja finansów byłaby bardziej efektywna. Skoro ograniczenia się wprowadza, to znowu nasuwa się podejrzenie, że nie finanse sa najważniejsze, tylko polityka.
Ale na tym oczywiście nie koniec Planu Rozwoju i konsolidacji Finansów. Będzie jeszcze prywatyzacja. Ma ona polegać między innymi na „dopuszczeniu (podkreślenie moje) możliwości prowadzenia prywatyzacji w trybie aukcji elektronicznej”. Ale przecież ta możliwość została już „dopuszczona” rozporządzeniem Rady Ministrów z 28 lipca 2009 r., zmieniającym rozporządzenie w sprawie szczegółowego trybu zbywania akcji Skarbu Państwa (Dz. U. Nr 127, poz. 1054) – o czym pisze sam rząd w Programie Rozwoju i Konsolidacji.
Dalej jest pomysł „wprowadzenie obowiązku przekazywania nadwyżki środków zgromadzonych na rachunku Funduszu Reprywatyzacji na przychody budżetu państwa”. Pisz wymaluj taj jak za pomysłem zabrania środków z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Czyli można powiedzieć, że jak nie było reprywatyzacji przez 20 lat, tak jej dalej nie będzie. Jak próbowali drapnąć kasę z FRD to jeszcze kilku „znanych ekonomistów” cos tam burknęło w proteście. Dziś o byłych właścicieli i ich prawa nie troszczy się pies z kulawa nogą.
W całym 2010 roku z prywatyzacji wpłynąć ma do budżetu 25 mld zł. Z tego w pierwszym kwartale 3 mld zł. Pierwszy miesiąc pierwszego kwartału właśnie minął! Jaki mamy wynik tej prywatyzacji. Ostatnio usłyszałem, że państwowy Tarnów, ma kupić państwowy Kędzierzyn. To też będzie prywatyzacja zaliczona do tych 3 mld zł?
Jednym z narzędzi realizacji tego celu ma być program „Wspieranie prywatyzacji poprzez udzielanie poręczeń spółkom z udziałem pracowników i jednostek samorządu terytorialnego”. Program przewiduje uruchomienie gwarancji i poręczeń obejmujących, w szczególności zobowiązania:
− spółek pracowniczych i spółek aktywności obywatelskiej finansujące ich udział w procesach prywatyzacyjnych;
− spółek aktywności obywatelskiej w celu nabycia od syndyka przedsiębiorstw lub ich zorganizowanych części wystawionych na sprzedaż w ramach postępowań upadłościowych;
− spółek aktywności obywatelskiej nabywających akcje spółki w celu zaoferowania ich do nabycia pracownikom.
Kredyty udzielane będą przez banki komercyjne. Poręczenia będą udzielane na zasadach rynkowych (komercyjnych) przez Bank Gospodarstwa Krajowego do czasu zakończenia procesu prywatyzacji”. Czy wpływy z kredytów poręczonych przez BGK też się będą zaliczały do wpływów z prywatyzacji? Od razu, czy dopiero, jak kredyty zostaną spłacone, a BKG nie będzie musiał uruchamiać gwarancji?
Nie bardzo też rozumiem, co w Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów robi punkt 4.3.1 „Ułatwienie absolwentom wejścia na rynek pracy – program Lepszy Start”. Jego celem jest podobno „ułatwienie młodym bezrobotnym oraz poszukującym pracy skutecznego wejścia na rynek pracy”. To też jest „Rozwój i Konsolidacja Finansów”? Czy raczej Plan Aktywizacji Zawodowej – przepisany w dużej mierze z planu Hausera z 2004 roku! Pamiętacie Państwo jeszcze taki plan? Pewnie chodzi o to, żeby mniej osób pobierało zasiłki, a więcej płaciło składki na ZUS (i OFE)! Ale czy rząd wie dlaczego osoby te „nie wchodzą na rynek pracy”? Właśnie z powodu zbyt wysokich składek na ZUS! Więc nie wystarczy przepisać w tym względzie paru pomysłów z tak zwanego Planu Hausera z 2004 roku. Pamiętacie Państwo o takim? A jak wyśmienite narzędzia mają służyć tej aktywizacji oddaje następujący passus: „przygotowywanie przez powiatowe urzędy pracy tzw. Indywidualnych Planów Działań, które będą obejmowały: diagnozę możliwości i preferencji młodego człowieka, potencjalne bariery utrudniające podjęcie zatrudnienia, działania możliwe do zastosowania przez urząd pracy w ramach programu dostosowane do indywidualnych potrzeb klienta i uwarunkowań lokalnego rynku pracy, w tym przedstawienie mu oferty/ofert pracy, pomoc w wyborze pracodawcy oraz pomoc w nawiązaniu kontaktu z wybranym pracodawcą”. Prawdziwa „rewolucja” która absolutnie i bezdyskusyjnie uzasadnia rezygnacje Pana Premiera w Jego staraniach „o żyrandol w Pałacu Prezydenckim”.
Ale najlepszy w Planie jest fragment z „mojego podwórka” zatytułowany: „Stworzenia systemu bezpłatnej (podkreślenie moje) pomocy prawnej” (5.2.2) w celu „zapewnienia niezamożnym obywatelom dostępu do usług prawniczych” Odbędzie się to poprzez:
• Stworzenie systemu udzielania informacji prawnej, rozumianej jako udzielenie osobie fizycznej informacji o treści obowiązującego prawa, prawach i obowiązkach wynikających z obowiązujących regulacji prawnych, instytucjach właściwych do załatwienia sprawy oraz trybie postępowania. W ramach informacji prawnej będą udzielane także wyjaśnienia o trybie i przesłankach przyznania podstawowej pomocy prawnej i rozszerzonej pomocy prawnej oraz pomocy prawnej przed sądami; (oczywiście „bezpłatnie”)
• Utworzenie Centrum Pomocy Prawnej (oczywiście też „bezpłatnie”) oraz jego ekspozytur w postaci ośrodków pomocy prawnej, początkowo po jednym w każdym mieście wojewódzkim (i w tym wypadku z pewnością też „bezpłatnie”). Ośrodki pomocy prawnej będą pełniły funkcje w obszarach:
− obsługi systemu pomocy prawnej, obejmującej potwierdzanie przyznania nieodpłatnej pomocy prawnej, rozstrzyganie w przedmiocie odmowy przyznania lub cofnięcia przyznanej nieodpłatnej pomocy prawnej, wydawanie decyzji w przedmiocie przyznania wynagrodzenia oraz zwrotu udokumentowanych wydatków podmiotowi, który udzielił pomocy prawnej beneficjentowi bądź sporządził opinię w przedmiocie braku podstaw do przyznania pomocy prawnej;
− punktu informacji prawnej;
− współpracy z podmiotami świadczącymi pomoc w ramach systemu, w tym prowadzenie i udostępnianie list podmiotów (które to podmioty zrobią to z pewnością „bezpłatnie”).
• Stworzenie Rady Pomocy Prawnej działającej jako organ ustalający standardy udzielania pomocy prawnej i badający ich przestrzeganie. Rada będzie organem służącym Ministrowi Sprawiedliwości do zapewnienia wysokiej jakości świadczonej pomocy prawnej i informacji prawnej. Bardzo mnie intryguje, kto to wszystko zrobi z „zapewnieniem wysokiej jakości” świadczonej pomocy prawnej i informacji prawnej „bezpłatnie”? Płacić będą podatnicy, a o jakość pomocy prawnej wcale nie jestem spokojny.
Biorę obecnie udział w pewnym projekcie społecznym, bez wsparcia rządowego, którego realizacja przyniesie, moim nieskromnym zdaniem, o wiele więcej pożytku. Studencka Poradnia Prawnicza rzeczywiście BEZPŁATNIE pod nadzorem kadry dydaktycznej z Wydziału Prawa Łazarskiego będzie świadczyła pomoc w prostych sprawach biednym ludziom. Z pomocy studentów będą mogli też korzystać (zamiast zatrudniać asystentów na czarno lub płacić za nich ZUS) adwokaci prowadzący małe kancelarie adwokackie. Zaoszczędzą w ten sposób na kosztach, a studenci zostaną „zawaleni” robotą i będą pomału budować doświadczenie. W zamian, studenci będą mogli zwrócić się do adwokatów korzystających z ich pomocy w załatwianiu różnych spraw, o pomoc w nieco trudniejszych sprawach, z którymi zwróciły się do ich Poradni różne biedne osoby. Taki barter. Być może Pan Minister Finansów przyjdzie opodatkować „wymianę barterową” ale mu się to nie uda. Studenci otrzymali już do dyspozycji BEZPŁATNIE lokal od Taty jednego z nich (a dokładnie „jednej”), w którym poza Poradnią działać będzie kawiarenka internetowa, w której skorzystać można będzie z bazy informacji prawniczej (BEZPŁATNIE – co deklarują wydawnictwa bazy takie posiadające) przy BEZPŁATNEJ pomocy informatyka.
CAFE LEX – bo tak się będzie nazywać – zarobi na siebie ze sprzedaży wydawnictw prawniczych i ekonomicznych, z prowadzonej kawiarenki (naprzeciwko sądów) ze sklepu z różnymi gadżetami prawniczymi, sprzedaży zaawansowanych i wyspecjalizowanych usług informatycznych potrzebnych w pracy prawnikom z małych i średnich kancelarii, których nie stać na utrzymywanie informatyków na etacie (a nie jest prawdą, że usługi informatyczne dla prawników i, np. producentów mebli, wymagają takiej samej wiedzy). Poprowadzi też usługi hostingowe dla kancelarii. I dzięki temu biedni ludzie będą mogli w prostych sprawach uzyskać pomoc naprawdę ZA DARMO.
I coś mi się wydaje, że w tej społecznej i akademickiej inicjatywie jest o wiele więcej sensu i konkretów niż w Wielkim Rządowym Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów! Nie planujemy powołania Centrum Pomocy Prawnej, które będzie zajmowało się „potwierdzaniem przyznania nieodpłatnej pomocy prawnej, rozstrzyganie w przedmiocie odmowy przyznania lub cofnięcia przyznanej nieodpłatnej pomocy prawnej, wydawanie decyzji w przedmiocie przyznania wynagrodzenia oraz zwrotu udokumentowanych wydatków podmiotowi, który udzielił pomocy prawnej beneficjentowi”. A wiecie Państwo dlaczego? Bo Pan Premier tego nie wie. Otóż przyznawaniem bezpłatnej pomocy prawnej zajmują się już sądy. Każdy może wystąpić o wyznaczenie obrońcy lub pełnomocnika z urzędu. Sam, w ciągu ostatnich 6 tygodni dostałem 5 takich spraw! Jakby Pan Premier, albo jego doradcy przygotowujący Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów się kogoś zapytali, kto się na tym zna, to by im pewnie udzielił BEZPŁATNIE stosownej informacji.
Tekst mi sie troche przy wklejaniu “rozleciał”. Na “lustrze” w blogbanku nie potrafię go poprawić, więc zainteresowanych prawidłowa wersją zapraszam na blog.gwiazdowski.pl
Długi tekst i trochę błędów (także ortograficznych).
Nie słyszałem, by Ministerstwo Zdrowia chciało wprowadzać sztywne ceny leków. Natomiast słyszałem, że chce wprowadzić sztywne dopłaty do leków, tzn. lek może kosztować dowolnie, ale z budżetu na lek pójdzie zawsze tyle samo pieniędzy.
To właśnie teraz są sztywne ceny niektórych leków (tzn. pacjent zawsze płaci tyle samo, a koncerny farmaceutyczne dają dowolną cenę, bo resztę dopłaca budżet). Tak więc sztywna dopłata jest IMHO OK - tylko jest nie na rękę wielkim, bo zmniejsza zyski, więc i PR robią odpowiedni, by nawet Robert się w tym nie mógł połapać.
Demagogia:
ze swojej ortografii raz się już tłumaczyłem. Mam dyslekcję. Podobno zgodnie z nowymi teoriami to nic innego jak lenistwo. Jedna Pani pscyholog tłumaczyła w Przekroju, jak cięzką pracą po kilka godzin dziennie można ten problem z ortografią “ograniczyć”. W dzieciństwie, jak mi mama robiła CODZIENNNE godzinne dyktanda przez cały rok szkolny, to sie troszkę poprawiłem. Po wakacjach wszystko wróciło do “normy”. I wtedy uznałem, że mniej jest ważne “jak” się pisze od tego co sie pisze i czyta - a na czytanie trzeba mieć czas. Dlatego miałem czas przeczytać o pomysłach wprowadzenia CEN SZTYWNYCH w aptekach. Po raz pierwszy taki plan powstał za PiS. Ale padł. Obecnie powrócił. Apteka nie będzie miała prawa OBNIŻYĆ ceny leku refundowanego, który sprzedaje poniżej limitu ustalonego w Ministerstwie. A że wielkie koncerny farmaceutyczne nas ….. to temat na inny felieton
Formatowanie poprawione, jak to zwykle bywa - zaciągnęło się ze znacznikami z MS Worda najprawdopodobniej - i to spowodowało problem. Skopiowałem tekst z blog.gwiazdowski.pl, mam nadzieję, że wiernie. Pozdrawiam.
@R.G.
Jedyny problem z ortografią jest taki, że “nie” pisane razem lub rozdzielnie MOŻE zmieniać sens zdania. Reszta błędów może tylko utrudniać czytanie. Tak się nawet zastanawiałem, czy to czasem nie było związane z rozjechaniem tekstu.
A wracając do meritum, to ja słyszałem o pomyśle “zamrożenia” dotacji do leków, czyli lek dostaje zawsze taką samą dotację. Zamrożenie ceny leku jest bez sensu i tylko pozornie osiąga się to samo. Niestety nie widziałem projektu ustawy w tej kwestii a tylko gdzieś trafiłem na wywiad z Minister Zdrowia.
“- No to jak ustalać ceny?
- Proponujemy ustalić maksymalną kwotę refundacji za lek, której nie można by przekraczać. Wyglądałoby to tak: firma przychodzi z nowym produktem, który chce wprowadzić na listę leków refundowanych, podaje populację pacjentów, którzy by go potrzebowali, a my sprawdzamy jego skuteczność. Jeśli wszystko jest w porzadku, wpisujemy nowy środek na listę leków refundowanych i ustalamy wartość jego sprzedaży w zależności od szacunków co do liczby potrzebujących go pacjentów….”
Dla koncernów farmaceutycznych oznaczałoby to faktycznie pewne zamrożenie ceny leku (bo przecież one nie mogą stracić).
A koncerny po prostu muszą zarabiać, więc trudno im się dziwić, że wykorzystują pozycję i sytuację. PR też jest jedną z metod walki konkurencyjnej.
No akurat prywatyzacja w styczniu ma się dobrze:2 mld za akcje kghm, 400mln bodaj za akcje lotosu. Duża szansa, że z prywatyzacją za 25 mld dadzą radę - byle ruszyli energetykę - enea, energa i jakieś pakiety tauronu i pge.
Ad meritum: dochodzę do przekonania, że tak naprawdę to realne ustabilizowanie finansów przytrafi nam się dopiero gdy zacznie działać reforma emerytalna co powinno się rozpocząć za 5-10 lat. Pewne - wcale nie takie wielkie - oszczędności dało by się uzyskać przez radykalne uproszczenie procedur administracyjnych i ograniczenie kompetencji administracji - to by pozwoliło realnie zmniejszyć jej koszty i liczebność. No i jeszcze spodziewam się zmniejszenia wydatków w latach 2011-2013 w sumie o ok. 5 mld rocznie - z tytułu wygaśnięcia krajowego udziału w dopłatach bezpośrednich przewidzianego w traktacie ateńskim. Pozostałe możliwości to “ściubienie” po kilka - kilkadziesiąt milionów w różnych miejscach lub podwyżki podatków.
Jeżeli - szczęśliwie, tak jak do tej pory - przebrniemy przez najbliższe 10 lat z długiem w okolicy 50% pkb to potem powinno się to wszystko jakoś samo ustabilizować. Oczywiście budżety zadaniowe, rozmaite racjonalizacje, redukcja administracji - jak najbardziej, ale nie spodziewam się jakichś szalonych korzyści z tego tytułu.
pozdrawiam Michał.
Plan generalnie do bani, bo co to za plan w którym są głównie ogólniki. Podać ceel i jak będą realizowane, konkrety ! I nie takie jak wyskok premiera w Krynicy o przyjęciu EUR. Dwa lata temu Tusk dużo obiecywał, a na razie to głównie zadłuża nas i następne pokolenia. I nie da się tego wytłumaczyć niechęcią prezydenta. Tak sobie myślę, że niektórzy ludzie wychowani w epoce Gierka (ja też z tej epoki) nie umieją inaczej i stąd taki konsolidacyjny plan. Dla mnie to głównie polityczne pustosłowie a nie plan ekonomiczny.
od dawna czytam Pana artykuly i powiem ze gdyby zechcial Pan kandydowac na Prezydenta tego kraju z prawem strzelania bez zbytniej straty czasu (wystarczy ze wymysliliby cos glupiego jak to zwykle to robia teraz) do wszystkich zatrudnionych tu urzedasow ma Pan moj glos