„Nigdy już podatnicy amerykańscy nie będą zakładnikami banków zbyt dużych, by upaść” – powiedział Pan Prezydent Barack Obama. Co się takiego stało, że Pan Prezydent tak się zapędził w krytyce „Bożej roboty”, którą rzekomo wykonuje Goldman Sachs, za którą musi być tak dobrze opłacany - jak powiada jego prezes?
Pan Prezydent Obama chce wrócić do starych regulacji prawnych, które nie pozwalały bankom na prowadzenie ryzykownych inwestycji przez hedge funds zgodnie z zasadą: „możesz być bankiem albo funduszem inwestycyjnym wysokiego ryzyka, ale nie możesz być i jednym, i drugim”. Z niewielu rozwiązań ekonomicznych, które się Roosveltowi akurat udały, był „Banking Act of 1933” znany również od nazwisk swoich ustawodawczych sponsorów, Cartera Glassa i Henry Steagalla, „Glass-Steagall Act”. (więcej tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Glass%E2%80%93Steagall_Act)
Po ogłoszeniu tych propozycji Dow Jones spadł o 2%. Najbardziej (7%) stracił Goldman Sachs.
Z propozycji Obamy zapewne nic nie wyjdzie, bo podobno wielu członków zarządów banków powiedziało mediom, że „na pewno nie da już nigdy więcej pieniędzy Obamie na kampanię”.
http://wyborcza.pl/1,75248,7486803,Obama__Koniec_bankowych_molochow.html
Ciekawe czy to nie z tego powodu Szef komisji finansów Izby Reprezentantów Barney Frank stwierdził, że „nowe propozycje nie wejdą w życie wcześniej niż za trzy lata” To co prawda będzie już po wyborach, ale może Loyd Blankfein nie będzie chciał dopuścić do tego, żeby ktoś mu przeszkadzał w Boskiej robocie” i w 2012 roku (jak nie będzie końca świata) sfinansuje kampanię wyborczą jakiemuś nowemu objawieniu o niezwykłym uroku osobistym i zdolności porywania tłumów? „Afroamerykanin zrobił swoje, Afroamerykanin może odejść”.
Ale może nie być łatwo, gdyż w tym akurat „Dziele Bożym” ponad 60% Amerykanów Obamę popiera (w odróżnieniu od reformy służby zdrowia). A jak Pan Loyd Blankfein jeszcze przez te trzy lata politykę „kreacji” (jak na Boga przystało) wartości swojej firmy będzie kontynuował, posługując się darmowymi dolarami dostarczanymi mu przez kumpli z FED, to ich jeszcze przybędzie. Oj przybędzie!
Ale wróćmy do pytania, co napadło Obamę? Na razie nie mam pomysłu na proste wytłumaczenie. Zezorro twierdzi (http://zezorro.blogspot.com/), że to porażka Demokratów w uzupełniających wyborach w Massachusetts, które wygrał Scott Brown. Ale coś mi się wydaje, że to nie znany wcześniej z rozkładówki w Cosmpolitan młodzieniec z owłosionym podbrzuszem (http://thegossiper.typepad.com/.a/6a0120a5b83330970c0120a592948e970b-500wi) uznany za „Cosmo’s Center Fold Winner”, zmusza Obamę do zmiany retoryki. Poczekamy zobaczymy.
P.S. Microsoft jest targany po sądach za praktyki monopolistyczne, a powinien być za niepoprawność polityczną. Jak piszę nowocześnie i poprawnie „Afroamerykanin” to ciągle podkreśla, że niepoprawnie. A jak napisałem niepoprawnie – tak jak kiedyś przeczytałem u Tuwima – to nie podkreślił.
Próba odpowiedzi. Prezydent Obama odwrócił się od swoich niedawnych popleczników tak jak Premier Tusk od popierających go do niedawna zwolenników podatku liniowego. Po prostu koniunktura polityczna, nic więcej.
Przesmaczny wpis. Jakiś czas temu pomyślałem, że zamiast rolników do ZUSu to można wszystkich innych do KRUSU
Ale do rzeczy.
A’ propos PS -> Murzyn to nie to co Czarnuch. Znaczy tyle co “Czarny człowiek” (tak jak Rusin to człowiek z Rusi). To jest stwierdzenie faktu (nikt mi nie powie, że murzyni nie są, mniej lub bardziej, czarni) i konotacja nie jest tu nacechowana negatywnie (a przynajmniej nie powinna być).
Z kolei amerykańskie “nigger” można tłumaczyć jako czarnuch, co jest nacechowane negatywnie, więc politycznie niepoprawne.
Nie dajmy się zwariować
Pozdrawiam serdecznie,
Szymon Dąbrowski