Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

BIEDNI SZERPOWIE W HIMALAJACH

Za oknem -18 st. C. Zwiększyłem emisję CO2 z kominka więc się przyczyniam do globalnego ocieplenia. Ale jak ono nastanie, to zmniejszę emisję CO2 i co będzie wtedy? Globalne oziębienie? Pewnie gdzieś tam w Himalajach Szerpowie też palą ogień w swoich chatach, w ogóle się nie przyjmując, że himalajskie lodowce mają się roztopić do 2035 roku. Tak przynajmniej przewidywali naukowcy z Intergovernmental Panel on Climate Change (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, w skrócie IPCC). Teraz właśnie przyznali, że się pomylili. Lodowce nie stopnieją już w roku 2035 tylko dopiero w 2050.  http://www.tvn24.pl/-1,1639024,0,1,klimatolodzy-przyznaja–ws-lodowcow-mylilismy-sie,wiadomosc.html

Ciekawe, czy dla Szerpów jest to dobra wiadomość, czy zła?

IPCC została założona w 1988 roku przez dwie organizacje Narodów Zjednoczonych - światową Organizację Meterologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) w celu oceny ryzyka związanego z wpływem człowieka na zmianę klimatu.

Przewodniczącym IPCC jest Rejendra Kumar Pachauri, który z wykształcenia jest inżynierem kolejowym. W 2007 roku to właśnie IPCC oraz Al Goreotrzymali Nagrodę Nobla za wysiłki na rzecz budowy i upowszechniania wiedzy na temat zmian klimatu wynikających z działań człowieka i za stworzenie podstaw dla środków, które są niezbędne do walki z takimi zmianami.

Głównymi dokumentami publikowanymi przez IPCC są raporty dotyczące zmian klimatycznych. Pierwszy z nich ukazał się w 1990 roku. Ostatni w roku 2007. To właśnie w nim prorokowano to, czemu się teraz zaprzecza.

Wiceprezes IPCC Jean-Pascal van Ypersele powiedział „BBC News”, że „był to błąd i badania powinny być zrewidowane”. Ypersele przynajmniej jest klimatologiem, a nie kolejarzem, co, jak widać, nie uchroniło go od „błędu”. Ale jak podkreśla, ten błąd „nie zmienia całościowego obrazu wpływu człowieka na zmiany klimatyczne”. „Niektórzy będą usiłowali podważyć wiarygodność IPCC, ale jeśli możemy ujawnić błąd, wytłumaczyć go i zmienić prognozę, to takie działanie powinno tylko wzmocnić wiarygodność IPCC, pokazując, że jesteśmy gotowi uczyć się na własnych błędach” - powiedział Pan Wiceprezes IPCC.

Absolutnie nie usiłuję podważać wiarygodności IPCC z uwagi na ich pomyłkę, do której naukowcy się przyznali. Dokładnie, to nie oni sami się przyznali, tylko ich przyłapano. W grudniu ubiegłego roku czterech glacjologów przygotowało list do publikacji w czasopiśmie „Science”, argumentując, że całkowite stopnienie do 2035 roku jest fizycznie niemożliwe. „To po prostu nie może się dokonać. Jeśli wziąć pod uwagę grubość lodu - 200-300 m, a w niektórych przypadkach do 400 m grubości oraz jeśli tempo utraty lodu rocznie wynosi metr lub dwa metry, to nie jest możliwa utrata 200 metrów lodu w ćwierć wieku” - powiedział BBC News Jeffrey Kargel z Uniwersytetu Arizony.

Wiarygodności IPCC pozbawiła się sama dużo wcześniej, uprawiając ideologię, zamiast nauki. Być może będzie globalne ocieplenie. Być może to działalność człowieka stanie się jego przyczyną. Wykluczyć tego nie sposób zgodnie z pozytywistyczną teorią falsyfikacji twierdzeń naukowych stosowaną w ekonomii przez Miltona Friedmana. Podobnie jak się nie da wykluczyć, że zanim nastanie globalne ocieplenie wybuchnie wojna atomowa, albo w Ziemię uderzy jakaś kometa, czy inny czort. Ale nie sposób nie zwrócić uwagi, że w historii ludzkości, i to całkiem niedalekiej jak dla geologów, bywało już i dużo zimniej i dużo cieplej. Z pewnością nie spowodował tamtych zmian człowiek. Mało tego – nic wielkiego się w ich rezultacie z ludzkością nie stało. Więc o co ten dzisiejszy hałas? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o dziewczynę, albo o pieniądze. Choć wśród „zielonych” nie jedna by się może i znalazła, ale jako że faceci ostatnio tacy zniewieściali, to pewnie chodzi im jednak o pieniądze. A stosując metodę, którą  w ekonomii stosował Ludwig von Mises, rzekłabym, że wcale nie trzeba czekać, aż zgubne skutki działania kościoła klimatologów dadzą o sobie znać, bo można je przewidzieć. Wydawanie na walkę z globalnym ociepleniem, a już zwłaszcza na naukowców piszących na ten temat raporty, choćby „pensa” z zapłaconych przez nas podatków, których i tak nie starcza rządzącym na ich „hulaszczy” tryb życia i organizowanie szczytów klimatycznych, więc się muszą zadłużać na potęgę na poczet przyszłych pokoleń, szkodzi tym pokoleniom bardziej, niż gdyby nawet globalne ocieplenie było, choć patrząc za okno nie można mieć wcale pewności, że jest.

Przez całą swoją historię, bez względu na to, czy było zimniej, czy było cieplej, ludzkość się sukcesywnie rozwijała tworząc coraz lepsze rozwiązania dla własnego życia. Upowszechniały się najlepsze i najtańsze. Oczywiście mamy też nisze. Na przykład wspaniałe zegarki mechaniczne, które się regularnie śpieszą albo późnią, ale za to potrafią być 1000 razy droższe od „kwarca” pokazującego czas z dokładnością do 1/100 sekundy. I właśnie ten „kwarc” jest miarą postępu. Podobnie jak kaloryfery w domu, które są ciepłe, jak za oknem zimno, na razie głównie dzięki węglowi. Co prawda posiadacze tych pięknych spieszących się zegarków, mają u siebie w domach pompy ciepła i teraz, podobnie jak ja palą w kominkach, bo na -18 st. C pompa nie „pompuje”, a jak nawet „pompuje”, to tylko dzięki poborowi energii elektrycznej z okolicznej elektrowni spalającej węgiel.

Rozwój ludzkości w czasach „wilczego” kapitalizmu, gdy nie było jeszcze „demokracji budujących społeczne gospodarki rynkowe” polegał na dostarczaniu masom coraz tańszych rozwiązań, które wcześniej nie były dla nich dostępne. Dostarczali je chciwi kapitaliści, którzy ciężko pracowali dla swojego własnego zysku. Dziś „przywódcy” współczesnych „demokracji” chcą, aby biedniejsi ludzie płacili więcej za prąd, żeby lepiej mieli się współcześni socjaliści – czyli ci, którzy nie potrafią niczego wartościowego stworzyć bez pieniędzy podatników. A jak już nawet tworzą, to się to okazuje zazwyczaj droższe i gorsze od wielu wynalazków sprzed dwustu lat – czyli z czasów wstrętnego kapitalizmu – więc skoro nie można ludzi do nich zachęcić ceną i/lub jakością, trzeba ich zmusić przy pomocy zakazów i nakazów (jak na przykład żarówki).

Skąd się biorą pieniądze, które mają wspierać „innowacyjne” technologie potrzebne w walce z globalnym ociepleniem? Przecież nie z drukarni tylko od podatników!!! A kto płaci największe podatki? Ci, którzy mają największe zyski. A kto ma największe zyski? Ci, którzy są najbardziej innowacyjni, którzy posiadają produkty najbardziej poszukiwane przez klientów. Więc urzędnicy zabierają pieniądze firmom najlepszym i przydzielają je tym, którzy najlepiej piszą głupawe raporty mające uzasadniać przekazywanie pieniędzy głupawym inżynierom.

Skomentuj

*
Udowodnij, że jesteś człowiekiem (nie jesteś skryptem spamerskim). Wpisz słowo-klucz, prezentowane na obrazku.
Anti-Spam Image


Komentarze: 10

  1. templariusz | 2010-01-23 12:32 | IP: 89.75.207.*

    Zastanawiam sie czy gdybyśmy żyli w monarchii, jakikolwiek król wydałby choć złotówkę na globalne ocieplenie?

  2. HenryK | 2010-01-23 14:37 | IP: 217.172.230.*

    Na początku cytat: “Skąd się biorą pieniądze, które mają wspierać „innowacyjne” technologie potrzebne w walce z globalnym ociepleniem? Przecież nie z drukarni tylko od podatników!!! A kto płaci największe podatki? Ci, którzy mają największe zyski. A kto ma największe zyski? Ci, którzy są najbardziej innowacyjni, którzy posiadają produkty najbardziej poszukiwane przez klientów. Więc urzędnicy zabierają pieniądze firmom najlepszym i przydzielają je tym, którzy najlepiej piszą głupawe raporty mające uzasadniać przekazywanie pieniędzy głupawym inżynierom.”
    A teraz komentarz: Boże chroń mnie przed głupawymi inżynierami, podobnie jak przed ogłupiającymi wyznawcami prostych jak cep - teorematów ekonomicznych. Niejedno już słyszałem od “znawców ekonomii” rodem spod budki z piwem, ale powyższy ciąg skutkowo-przyczynowy, bije wszystkie pijane wywody na głowę!
    Życzę szybkiego powrotu do równowagi i pozdrawiam.

  3. R.G. | 2010-01-23 17:53 | IP: 77.113.0.*

    HenrykK: Czyżby Pan sądził, że pieniądze pochodzą jednak z drukarni??? :) :) :)

  4. HenryK | 2010-01-23 19:19 | IP: 217.172.230.*

    R.G. do HenryK: Czyżby Pan sądził, że pieniądze pochodzą jednak z drukarni???

    Odp.: Obserwując współczesne tzw. “rynki finansowe” - z całą pewnością można powiedzieć, że jakaś niemała część pieniędzy (w ogólnym bilansie), pochodzi właśnie z drukarni ! :-) Pan z pewnością ma lepszy wgląd, jaka to może być część - i właśnie na taką (fachową) wiedzę liczę (ile jest cukru w tym cukrze?). Tymczasem w swoich felietonach zapędza się Pan na pole skomplikowanych stosunków międzyludzkich, a wyraźnie widać, że nie jest to Pańską domeną. Czyżby zamierzał Pan , (wbrew deklaracjom z winiety!) w najbliższej przyszłości obudować swoją osobę obszernym kołem wyznawców?
    Proszę, niech pan tego nie robi! Być może zbuduje Pan swój wizerunek, ale straci Pan twarz.
    Prawdziwym przekleństwem prawd głoszonych z szacownych trybun, są ich wyznawcy. Stąd mędrcy, którzy wiedzą – nie mówią, zaś ci, którzy mówią - nie wiedzą! Jest albo - albo, nic pośredniego. Nie można być “troszkę w ciąży”. Cóż można w tak skomplikowanej sytuacji pożytecznego zrobić?! Sugerowałbym przy następnym kieliszku, (bo na trzeźwo nie mogę Pańskich wcześniejszych wywodów nijak zaakceptować) - wypić! - “za nasze zdrowie!!” Zdrówko!

  5. thgy | 2010-01-24 6:21 | IP: 83.21.131.*

    @ HenrykK
    Ale żeby nawet pochodziły z drukarni to najpierw muszą byc pobrane od podatników, przecież nawet aby je wydrukować to trzeba maszyn.

  6. konrad | 2010-01-24 12:56 | IP: 87.239.216.*

    thgy: “Ale żeby nawet pochodziły z drukarni to najpierw muszą byc pobrane od podatników, przecież nawet aby je wydrukować to trzeba maszyn.”

    czy w tym zdaniu jest ukryte jakies trzecie dno?? a jesli nie to co autor miał na mysli?

    Henryk: “Obserwując współczesne tzw. “rynki finansowe” - z całą pewnością można powiedzieć, że jakaś niemała część pieniędzy (w ogólnym bilansie), pochodzi właśnie z drukarni !”

    Idac tym tropem to mozna powiedziec ze wszystkie pianiadze pochadza z drukarni:))
    Nie wiem czy to wina 40 lat komunizmu czy tez slabej edukacji ekonomicznej spoleczenstwa, a moze jedno i drugie ale wiekszosc ludzi nie wie albo nie rozumie jaka jest podstawowa funkcja pieniadza a jest nia to ze jest uzywany jako SRODEK WYMIANY, wiec jesli ktos dostanie ekstra wydrukowane pieniadze to ktos musi stracic, placac wyższe podatki albo inflacja zaltwi sprawe.

  7. R.G. | 2010-01-24 18:59 | IP: 77.114.210.*

    Do HenrykaK Wpisy na blogu mają to do siebie, że trudno za każdym razem powtarzać całość własnych poglądów - w tym i na drukowanie pieniędzy. Problem polega na tym, że to co sie drukuje, to tak zwany “oficjalny środek płatniczy” - czyli pieniądz fiducjarny. “Fiducjarny” - czyli oparty na zaufaniu. A czy mamy zaufanie do tych, którzy go drukują? Ja nie mam. Z drukarni pochodzI tylko taki pieniądz. Prawdziwy pieniądz to tylko i wyłącznie, (a może aż) miernik wartości.
    „…nie pieniądz ale tylko reprezentowane przezeń dobra stanowią dochód jednostki albo społeczeństwa.”
    A. Smitha
    „…pieniądz nie jest przedmiotem konsumpcji, ale stanowi tymczasowe ucieleśnienie siły nabywczej, które może zostać spożytkowane do zakupu innych dóbr i usług…”
    M. Friedman
    Żeby taki pieniądz zdobyć, trzeba coś stworzyć. Coś, czego potrzebuja inni i za co bedą skłonni oddać nam coś co sami stworzyli. Oczywiśćie nie bezpośrednio - tylko w drodze setek, (tysięcy, czy może milionów) transakcji, do rozliczenia których przydatny jest pieniądz.
    A godpodarka to nic innego jak “skomplikowane stosunki międzyludzkie”. To nie jest mechznizm. To jest organizm! I dlatego tymi stosunkami sie zajmuję. Wyznawców nie potrzebuje. Piszę tylko dlatego, żeby - jak napisałem we wstępie do mojego bloga (ale na mojej witrynie - tu jest tylko “lustro”) przedstawić inny punkt widzenia - nie ten mainstreamowy.

  8. thgy | 2010-01-24 19:50 | IP: 83.21.140.*

    @konrad
    “czy w tym zdaniu ukryte jest trzecie dno?”
    Myślę, że drukarnie nie utrzymały by się same przez się, muszą więc pobierać podatki. Maszyny mają swoją wartość, trzeba je kupić, utrzymać i dbać o nie, a drukowany sztucznie pieniądz jest tylko na potrzeby zaistnienia. Bez względu na okoliczności.
    “Idąc tym tropem…..”
    Pieniądz nie jest tylko środkiem wymiany ale także środkiem przechowywania wartości ( ale wartości towarów) oraz miernikiem warortości ( też towarów).

  9. Anarch | 2010-01-25 12:46 | IP: 85.189.148.*

    Ale wogole rewelacje na temat lodowca wziely sie z raportu WWF, ktory wzial sie z artykulu w New Scientist z 1999 roku, ktory z kolei wzial sie z rozmowy telefornicznej z jakims malo znanym profesorem malo snanego uniwerku w Delhi.

    Wiecej u mnie na blogu.

  10. fan himalajów | 2010-02-20 18:45 | IP: 89.238.13.*

    Ci Szerpowie to całkiem ciekawa grupa. Niesamowite warunki fizyczne! Znam tylko jednak z opowieści i internetu te opinie. Polecam zwłaszcza artykuł http://faktygrudziadz.pl/article/1729/himalaje-cala-prawda-o-dachu-swiata