Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: styczeń 2010

2010-01-29 18:50

LIST OTWARTY DO 10 ZNANYCH EKONOMISTÓW

10 znanych ekonomistów w grudniu, na łamach Gazety Wyborczej apelowało do rządu w sprawie reform finansów publicznych. Teraz zamierzają wypowiadać się regularnie m.in. na temat zmian w systemie podatkowym, finansowaniu służby zdrowia, nauki i edukacji czy zarządzania długiem publicznym. We wtorek przedstawili swoje pomysły na reformę systemu emerytalnego.

Pierwszego wystąpienia nie komentowałem Ale wczorajsze skomentuję i to nawet ze szpitalnego łóżka dziękując 10 znanym ekonomistom za ich wystąpienie bo podniosło mi poziom adrenaliny we krwi a jak wiadomo nic tak dobrze nie działa na samopoczucie jak adrenalina.

Gdy 11 lat temu Krzysztof Dzierżawski napisał na temat reformy emerytalnej krytyczny artykuł „Fakty, mity, sofizmaty” przez kilka miesięcy nikt nie chciał mu go opublikować. Nic dziwnego: OFE wydały wówczas na reklamę 2 miliardy złotych! Dziś na szczęście Internet jest o wiele bardziej powszechny, więc postanowiłem  „pojechać po bandzie”!

„Należy upowszechnić system emerytalny, w którym każdy ma emeryturę proporcjonalną do swoich składek” - przekonywał Witold Orłowski. Tłumaczył, że sytuacja, gdzie kilkadziesiąt tysięcy Polaków jest traktowanych zupełnie inaczej, lepiej, niż pozostałe kilka milionów, jest nieuczciwa. Drogi Witku, skoro jedni są traktowani „lepiej” to znaczy, że inni traktowani są gorzej. Nie uważasz? A czy „uczciwsza” jest sytuacja, żeby ci traktowani „lepiej” zostali potraktowani gorzej, czy może na odwrót? Przecież sam wielokrotnie mówiłeś i pisałeś, że koszty pracy są w Polsce za wysokie (np. tu:. http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,3756196.html) Więc dlaczego chcesz je podnieść tym, którzy mają je niższe?.

„Konstytucyjna zasada równości wymaga objęcia wszystkich obywateli jednolitymi zasadami emerytalnymi. Dlatego górnicy i osoby pracujące w służbach mundurowych powinny być objęte powszechnym systemem emerytalnym” - wtórował mu Wiktor Wojciechowski.

Po pierwsze, chciałbym poinformować, że górnicy jak najbardziej są objęci „powszechnym systemem emerytalnym” – tylko mają przywilej wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. To „mundurowi” nie są. Po drugie, Trybunał Konstytucyjny de facto uznał przywileje górników za konstytucyjne uchylając się (moim zdaniem nie słusznie) od wydania merytorycznego wyroku w tej sprawie, stwierdzając jednak, że organizacje pracodawców nie są stroną w sprawie emerytur górniczych – co oznacza, że nawet sędziowie Trybunału nie rozumieją „wysublimowanej” konstrukcji powszechnego systemu emerytalnego; a po trzecie jakbyśmy jednak przekonali Trybunał Konstytucyjny, że „zasada równości wymaga objęcia wszystkich obywateli jednolitymi zasadami emerytalnymi”, to na pewno nie wymaga, żeby ci, którzy zdaniem Pana Profesora Orłowskiego, są traktowani „lepiej”, zostali potraktowani „gorzej”. Na pewno zgodne z Konstytucją byłoby też działanie odwrotne.

Na szczęście dla rolników w przedstawionym dziś przez Pana Premiera Donalda Tuska wiekopomnym „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów Publicznych 2010-2011” (wrócę do niego w następnym wpisie) choć zapowiedziano (oczywiście jako wielkie wydarzenie) „rozpoczęcie debaty nad przeprowadzeniem ewolucyjnej reformy systemu ubezpieczenia emerytalno-rentowego rolników” dopisano w nawiasie „(z zachowaniem instytucji KRUS)” i dodano boldem „należy podkreślić, że przedstawione propozycje w żadnej mierze nie zmierzają do likwidacji KRUS “.

Moim zdaniem, to zmuszanie ludzi do wpłacania pieniędzy prywatnym instytucjom finansowym, które zyski wypracowują tylko w giełdowym trendzie, z których to pieniędzy instytucje te pobierają swoją dolę niezależnie od osiągniętych wyników jest bardziej sprzeczne z Konstytucją niż to, że niektórzy z nich (jak rolnicy) tego robić nie muszą.

„Polsce, mimo że żyjemy coraz dłużej, to bardzo wcześnie odchodzimy z rynku pracy” – stwierdził Maciej Bukowski. „Demografia sprawia, że jeśli nic nie zrobimy, to w ciągu 10 lat liczba pracujących spadnie o 1 mln, czyli o jedną szesnastą. To bardzo dużo. Żeby zaradzić tej sytuacji, trzeba podnosić wiek emerytalny. Do 67 lat” Tutaj pełna zgoda. Szkoda tylko, że nie poparliście Państwo naszej (CAS) tezy o konieczności zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i jego wydłużenia ani 11 lat temu, gdy o tym mówił Krzysztof Dzierżawski, ani 4 lata temu gdy to powiedziałem jako Przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS. Ośmielę się twierdzić, że moja propozycja przedłużania wieku emerytalnego „o pół roku co pół roku” była lepsza od Waszej, aby „wiek emerytalny podnosiłby się z miesiąca na miesiąc. I tak mężczyzna urodzony w styczniu 1950 r. przeszedłby na emeryturę w wieku 65 lat, urodzony w lutym - w wieku 65 lat i miesiąca, w marcu - w wieku 65 lat i dwóch miesięcy itd. Kobieta urodzona w styczniu 1955 r. przeszłaby na emeryturę w wieku 60 lat, ale już ta urodzona w lutym w wieku 60 lat i miesiąca. W sumie dojście do emerytur wypłacanych od 67. roku życia trwałoby u mężczyzn dwa lata, a u kobiet pięć”.

Ale, jako że ja małostkowy nie jestem to Waszej propozycji krytykował nie będę, tylko dlatego, że jest Wasza. Dziś rzeczywiście trzeba przedłużać wiek emerytalny już co miesiąc. A jak tego nie zrobimy, to za kilka lat trzeba będzie go przedłużyć jednorazowo o kilka lat.

Ekonomiści chcą też reformować Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. „Do każdej osoby w KRUS podatnicy muszą dziś dopłacać. Wszystko przez nierównowagę między składkami, a wypłacanymi z KRUS świadczeniami” – powiedziała Agnieszka Chłoń-Domińczak. Tłumaczyła, że „konieczne jest natychmiastowe zamknięcie dopływu do kasy nowych ubezpieczonych. W dalszej kolejności z KRUS miałyby być wykluczone osoby, które utrzymują się z działalności pozarolniczej. Stopniowo do powszechnego systemu mieliby też być przesuwani rolnicy, na początek najwięksi. W latach 2017-18 system powszechny zastąpiłby KRUS” Pani Agnieszko, a pamięta Pani, co mówiła na temat kosztów pracy w swoim referacie na konferencji „Wyzwania i szanse Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki”. Przecież to właśnie koszty pracy uznała Pan za powód trudności z utrzymywaniem aktywności na rynku pracy osób starszych i postulowała zwolnienie pracodawców zatrudniających osoby w wieku 50+ z płacenia składek na FP i FGŚP? http://www.konferencja-efs.pl/ffw/upload/file/Panel_3_ACD.ppt#275,17,Program 50+ Cele polityki rynku pracy A jeśli chce Pani, żeby do „powszechnego systemu emerytalnego” (czyli też do hołubionego OFE) przesuwani byli „na początek najwięksi” rolnicy, to należy rozumieć, że z czasem mają się w OFE znaleźć wszyscy! Wynika to zresztą wprost ze zdania, że „W latach 2017-18 system powszechny zastąpiłby KRUS” Sam, niestety, jestem w „powszechnym systemie emerytalnym” i bardzo nie życzę żeby to samo nieszczęście dotknęło rolników. Może zechce Pani zauważyć, że  gospodarstw powyżej 20 hektarów jest w Polsce około 6%!!! Jak chce Pani policzyć dochód wszystkich pozostałych, żeby OFE mogły zabrać im 7,5% tegoż??? Macie już Państwo jakiś algorytm na stawkę amortyzacji konia w gospodarstwach liczących mniej niż 10 hektarów? Bo w wielu z nich koń jest siłą pociągową.

Pewien rolnik, który przy okazji prowadzenia gospodarstwa prowadzi też hodowlę psów, u którego kupowałem swojego psa, przysłał mi takiego maila:

„rolnik pracuje 24h/d. To że ja siedziałem w niedziele w domu nie znaczyło, że moja praca się „zatrzymała”, w każdej chwili może zadzwonić alarm ze nie ma prądu i po 15 min indory można wywozić na bakutil…, nie można tego zamknąć na 2 dni bo chce się mieć wolne. Przez 52 tyg. dzień i noc trzeba tego doglądać i za każdy błąd, niedopatrzenie płaci się z własnej kieszeni a nie podatników. Pracownik fabryki urzędnik wychodzi w piątek i wraca w poniedziałek. 8 h i do domu. I 26 dni urlopu w roku. Ja na wakacjach byłem jak chodziłem do szkoły”.

Jego też planujecie Państwo zapisać przymusowo do OFE??? Bo nie udawajmy: pod pojęciem „powszechny system emerytalny” ukrywa się OFE! No bo przecież nie ZUS!!! W OFE znajdują się pieniądze publiczne! Bo każda złotówka odebrana obywatelowi pod przymusem, której nie zapłacenie obwarowane jest przez aparat przymusu państwowego sankcją karną, jest złotówką publiczną. I bardzo nie życzę rolnikom, żeby OFE również z nich robiły takich samych frajerów jak ze mnie za pomocą poborców składek z ZUS.

Co prawda Pani Ewa Lewicka – Prezes Izby Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych –   stwierdziła w trakcie konferencji, że „OFE dałyby wyższe zyski niż waloryzacja tych samych środków w ZUS”, ale przecież Fundusz Rezerwy Demograficznej zarządzany przez ZUS, zwłaszcza w czasach Pana Prezesa Ireneusza Fąfary, uzyskiwał lepsze wyniki inwestycyjne niż większość OFE!!! A same OFE największe zyski jak dotąd przyniosły swoim pracownikom i akcjonariuszom, a nie emerytom.

Przeczytałem w jednym z prasowych komentarzy do propozycji 10 ekonomistów, że jeśli propozycje Minister Fedak ograniczające wysokość wpłat do OFE wejdą w życie, to „będziemy biedować na emeryturze”. A jeśli nie wejdą? To będziemy odpoczywać pod palmami jak na reklamówkach OFE z 1999 roku??? Jakaś na to gwarancja?

Uprzejmie informuję, że ja sam lepiej potrafię zadbać o swoją emeryturę niż OFE i najbardziej nawet znani ekonomiści! A argument, że ja to może dam sobie radę, ale część obywateli, jak nie będzie ubezpieczona przymusowo w OFE, to zamiast oszczędzać na swoje przyszłe emerytury wyda na wódkę i na starość i tak podatnicy będą musieli ich utrzymywać, dość dziwnie brzmi w ustach zwolenników demokracji. Przecież Ci obywatele to w końcu wyborcy! To może wprowadźmy jakiś cenzusie wyborczy. Na przykład prawo wyborcze mogliby mieć ci, którzy wylegitymują się polisą ubezpieczeniową? Nie? A dlaczego?

Zróbmy debatę oksfordzką na temat systemu emerytalnego. Może TVN, która transmitowała już kilka debat organizowanych przez FOR, w trakcie których wszyscy się ze sobą zgadzali, zechce przeprowadzić transmisję i z takiej debaty, w której nastąpi prezentacja dwóch odmiennych stanowisk. Dwóch na dwóch. Dwóch przedstawicieli CAS i dwójka znanych ekonomistów. Miejsce do Państwa wyboru. Termin do Państwa wyboru. Po 15 min prezentacji stanowisk obu stron. Potem seria wzajemnych pięciu pytań (nie dłuższych niż 30 sekund) i odpowiedzi (nie dłuższych niż 3 minuty). Potem seria po pięć pytań z sali z takim samym reżimem czasowym. Zgoda?

Tylko jeszcze jedna „oszołomska” propozycja: jak się wypowiadamy o OFE, to zacznijmy od tego, że każdy z dyskutantów złoży oświadczenie „lustracyjne” jakie, w ciągu ostatnich 10 lat, otrzymał wynagrodzenie z OFE, PTE lub banku będącego akcjonariuszem PTE lub ile od nich otrzymała instytucja, w której jest on zatrudniony, lub której jest ekspertem.

P.S. Witam w gronie „oszołomów” Panią Leokadię Oręziak, Profesor SGH i WSHiP, która w ostatnim numerze Polityki (nr 5/2010 – niestety jeszcze niedostę0pny w Internecie w wersji elektronicznej więc trzeba zainwestować 5 zł, albo poczekać 5 dni) w artykule „Zlikwidować OFE” pisze o  OFE to samo co CAS.


2010-01-27 23:10

WYLALI BIZNES Z HAZARDOWĄ KĄPIELĄ

No i wylali dziecko z kąpielą. Konieczność przyćmienia spotkań po cmentarzach sprawiła, że rząd przyjął, parlament uchwalił, a prezydent podpisał głupawą ustawę hazardową. W efekcie organizatorzy zawodów o Puchar Świata w Zakopanym powinni wylądować niebawem w areszcie. W czasie ostatniego konkursu Pucharu Świata w Zakopanem bujał się na wietrze wielki balon z logo francuskiej firmy Bet-at-home zajmującej się hazardem w Internecie. Na razie sprawą „interesują się” podwładni Pana Ministra Jacka Kapicy z. Urzędu Celnego w Nowym Targu, którzy powiadomił prokuraturę w Zakopanym o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura też się sprawą „zainteresuje” jak dostanie list polecony z Urzędu Celnego, bo jak przeczytałem w Gazecie Wyborczej „list polecony powinien dotrzeć, jeśli jeszcze nie dziś to z pewnością na dniach”. Niewiadomo tylko co by się stało, jakby wybuchł strajk listonoszy? Czy może Urząd Celny włożył do koperty jakąś blaszkę i wysłał list do prokuratury inPostem?

Dostrzegam jednak pewien problem. Otóż skoczkowie nosili reklamę Bet-at-home na numerach startowych. W państwie prawa, które uchwala prawo rozsądne po to, żeby go przestrzegać, Adam Małysz zamiast w Vancouver powinien wylądować we Wronkach albo w innym areszcie i to razem z innymi kolegami za skoczni. Zgodnie z zasadą terytorialności prawu obowiązującemu w Polsce podlegają wszyscy, którzy w Polsce przebywają. A zatem Gregor Schlierenzauer, Simon Ammann, Thomas Morgenstern i inni powinni iść siedzieć razem z Małyszem. Bo co to za usprawiedliwienie, że numery startowe dali im organizatorzy? W świetle ustawy hazardowej – żadne. Przecież rząd walczy z hazardem bezkompromisowo. Nadzieja dla skoczków jest tylko taka, że Polska nie jest jakimś tam zwykłym „państwem prawa”, tylko „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

Więc się pewnie wszystkim upiecze bo rząd miał determinację w uchwalaniu ustawy, a nie w jej przestrzganiu.


2010-01-27 13:00

BOŻA ROBOTA

„Nigdy już podatnicy amerykańscy nie będą zakładnikami banków zbyt dużych, by upaść” – powiedział Pan Prezydent Barack Obama. Co się takiego stało, że Pan Prezydent tak się zapędził w krytyce „Bożej roboty”, którą rzekomo wykonuje Goldman Sachs, za którą musi być tak dobrze opłacany - jak powiada jego prezes?

Pan Prezydent Obama chce wrócić do starych regulacji prawnych, które nie pozwalały bankom na prowadzenie ryzykownych inwestycji przez hedge funds zgodnie z zasadą: „możesz być bankiem albo funduszem inwestycyjnym wysokiego ryzyka, ale nie możesz być i jednym, i drugim”. Z niewielu rozwiązań ekonomicznych, które się Roosveltowi akurat udały, był „Banking Act of 1933” znany również od nazwisk swoich ustawodawczych sponsorów, Cartera Glassa i Henry Steagalla, „Glass-Steagall Act”. (więcej tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Glass%E2%80%93Steagall_Act)

Po ogłoszeniu tych propozycji Dow Jones spadł o 2%. Najbardziej (7%) stracił Goldman Sachs.

Z propozycji Obamy zapewne nic nie wyjdzie, bo podobno wielu członków zarządów banków powiedziało mediom, że „na pewno nie da już nigdy więcej pieniędzy Obamie na kampanię”.

http://wyborcza.pl/1,75248,7486803,Obama__Koniec_bankowych_molochow.html

Ciekawe czy to nie z tego powodu Szef komisji finansów Izby Reprezentantów Barney Frank stwierdził, że „nowe propozycje nie wejdą w życie wcześniej niż za trzy lata” To co prawda będzie już po wyborach, ale może Loyd Blankfein nie będzie chciał dopuścić do tego, żeby ktoś mu przeszkadzał w Boskiej robocie” i w 2012 roku (jak nie będzie końca świata) sfinansuje kampanię wyborczą jakiemuś nowemu objawieniu o niezwykłym uroku osobistym i zdolności porywania tłumów? „Afroamerykanin zrobił swoje, Afroamerykanin może odejść”.

Ale może nie być łatwo, gdyż w tym akurat „Dziele Bożym” ponad 60% Amerykanów Obamę popiera (w odróżnieniu od reformy służby zdrowia). A jak Pan Loyd Blankfein jeszcze przez te trzy lata politykę „kreacji” (jak na Boga przystało) wartości swojej firmy będzie kontynuował, posługując się darmowymi dolarami dostarczanymi mu przez kumpli z FED, to ich jeszcze przybędzie. Oj przybędzie!

Ale wróćmy do pytania, co napadło Obamę? Na razie nie mam pomysłu na proste wytłumaczenie. Zezorro twierdzi (http://zezorro.blogspot.com/), że to porażka Demokratów w uzupełniających wyborach w Massachusetts, które wygrał Scott Brown. Ale coś mi się wydaje, że to nie znany wcześniej z rozkładówki w Cosmpolitan młodzieniec z owłosionym podbrzuszem (http://thegossiper.typepad.com/.a/6a0120a5b83330970c0120a592948e970b-500wi) uznany za „Cosmo’s Center Fold Winner”, zmusza Obamę do zmiany retoryki. Poczekamy zobaczymy.

P.S. Microsoft jest targany po sądach za praktyki monopolistyczne, a powinien być za niepoprawność polityczną. Jak piszę nowocześnie i poprawnie „Afroamerykanin” to ciągle podkreśla, że niepoprawnie. A jak napisałem niepoprawnie – tak jak kiedyś przeczytałem u Tuwima –  to nie podkreślił.


2010-01-23 13:50

O PANU MINISTRZE ROSTOWSKIM TEORIACH ZMARŁYCH EKONOMISTÓW I KRĘCENIU MŁYNKA PALCAMI

Jako że spędziłem chwilkę w Kijowie, gdzie miałem okazję się przekonać o fatalnych skutkach polskiej polityki zagranicznej dla stosunków gospodarczych między naszymi krajami, złe wrażenie której jest na szczęście zacierane żmudną pracą polskich przedsiębiorców, dopiero dziś wpadłem na artykuł Pana Ministra Finansów Jacka Rostowskiego w Financial Times z 13 stycznia 2010: „Intolerance of small crises led to big one”. http://www.ft.com/cms/s/0/602fd6ee-0079-11df-b50b-00144feabdc0.html

Przez chwilkę się zastanawiałem, dlaczego polski Minister Finansów nie był uprzejmy napisać tego samego po polsku w jakiejś polskiej prasie? Ale nie będę małostkowy. Wiele razy Pana Ministra krytykowałem, a teraz muszę (i chcę) pochwalić (i to bez żadnego sarkazmu). Pan Minister, który kiedyś mnie zmroził stwierdzeniem, że „rząd nie zajmuje się teoriami zmarłych ekonomistów”, widać, że chyba zaczął się nimi zajmować – jak radziłem. I całkiem nieźle mu to poszło.

„The financial crisis was not a crisis of capitalism or globalisation. Instead it is a crisis of the „deep Keynesian project”, according to which the aim of economic policy should be the maximum smoothing out of fluctuations in the real economy” – napisał Pan Minister.

Wow!!! Zakrzyknąłem ze zdumienia. A już kompletnie mnie przytkało takie zdanie:

„Our major challenge is to contain public expenditure and restore fiscal balance. The big concern for the west is elevated public debt. The world needs smaller and more rational entitlement systems, not more discretionary spending, which has a tendency to become permanent”.

Panie Ministrze, skoro nie zajmując się teoriami „zmarłych ekonomistów” doszedł Pan do takich samych wniosków jak oni, to wielkie gratulacje. A jeśli Pan jednak troszkę się nimi jednak zajął, to też nie ma się czego wstydzić. Ale jakby nie było, najważniejsze są konkluzje. Na razie, co prawda, teoretyczne, ale teraz przed Panem wielka szansa wcielenia ich w życie: budżet RP na 2010!

Panu Ministrowi Rostowskiemu odpisał na łamach „FT” Pan Profesor Giuseppe Fontana, (Professor of Monetary Economics, Leeds University Business School, UK), że „Keynes’ thinking is alive and well” http://www.ft.com/cms/s/0/caa1ef0c-03d1-11df-a601-00144feabdc0.html, zadając „fundamentalne” (i chyba sarkastyczne) pytanie: „Is Mr Rostowski suggesting that Mervyn King, Ben Bernanke and Jean-Claude Trichet should go skiing rather than wasting their time on minor things such as economic analyses? And second, what is the „deep Keynesian project”? Here, perhaps Mr Rostowski is suggesting that Gordon Brown, Barack Obama and Nicolas Sarkozy might have been better twiddling their thumbs rather than developing fiscal policies to battle the worst recession since the 1930s?”

Pan Minister Rostowski już nie odpowiadał, więc ja sobie pozwolę: Tak! Panowie Mervyn King, Ben Bernanke and Jean-Claude Trichet powinni raczej pójść na narty. Razem z Profesorem Fontaną. Ale jeśli w narciarstwie są tak świetni, jak w ekonomii, to może niech już razem z Gordonem Brownem, Barackiem Obamą i Nicolasem Sarkozym „kręcą młynka palcami („twiddling their thumbs”).


2010-01-23 12:20

BIEDNI SZERPOWIE W HIMALAJACH

Za oknem -18 st. C. Zwiększyłem emisję CO2 z kominka więc się przyczyniam do globalnego ocieplenia. Ale jak ono nastanie, to zmniejszę emisję CO2 i co będzie wtedy? Globalne oziębienie? Pewnie gdzieś tam w Himalajach Szerpowie też palą ogień w swoich chatach, w ogóle się nie przyjmując, że himalajskie lodowce mają się roztopić do 2035 roku. Tak przynajmniej przewidywali naukowcy z Intergovernmental Panel on Climate Change (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, w skrócie IPCC). Teraz właśnie przyznali, że się pomylili. Lodowce nie stopnieją już w roku 2035 tylko dopiero w 2050.  http://www.tvn24.pl/-1,1639024,0,1,klimatolodzy-przyznaja–ws-lodowcow-mylilismy-sie,wiadomosc.html

Ciekawe, czy dla Szerpów jest to dobra wiadomość, czy zła?

IPCC została założona w 1988 roku przez dwie organizacje Narodów Zjednoczonych - światową Organizację Meterologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) w celu oceny ryzyka związanego z wpływem człowieka na zmianę klimatu.

Przewodniczącym IPCC jest Rejendra Kumar Pachauri, który z wykształcenia jest inżynierem kolejowym. W 2007 roku to właśnie IPCC oraz Al Goreotrzymali Nagrodę Nobla za wysiłki na rzecz budowy i upowszechniania wiedzy na temat zmian klimatu wynikających z działań człowieka i za stworzenie podstaw dla środków, które są niezbędne do walki z takimi zmianami.

Głównymi dokumentami publikowanymi przez IPCC są raporty dotyczące zmian klimatycznych. Pierwszy z nich ukazał się w 1990 roku. Ostatni w roku 2007. To właśnie w nim prorokowano to, czemu się teraz zaprzecza.

Wiceprezes IPCC Jean-Pascal van Ypersele powiedział „BBC News”, że „był to błąd i badania powinny być zrewidowane”. Ypersele przynajmniej jest klimatologiem, a nie kolejarzem, co, jak widać, nie uchroniło go od „błędu”. Ale jak podkreśla, ten błąd „nie zmienia całościowego obrazu wpływu człowieka na zmiany klimatyczne”. „Niektórzy będą usiłowali podważyć wiarygodność IPCC, ale jeśli możemy ujawnić błąd, wytłumaczyć go i zmienić prognozę, to takie działanie powinno tylko wzmocnić wiarygodność IPCC, pokazując, że jesteśmy gotowi uczyć się na własnych błędach” - powiedział Pan Wiceprezes IPCC.

Absolutnie nie usiłuję podważać wiarygodności IPCC z uwagi na ich pomyłkę, do której naukowcy się przyznali. Dokładnie, to nie oni sami się przyznali, tylko ich przyłapano. W grudniu ubiegłego roku czterech glacjologów przygotowało list do publikacji w czasopiśmie „Science”, argumentując, że całkowite stopnienie do 2035 roku jest fizycznie niemożliwe. „To po prostu nie może się dokonać. Jeśli wziąć pod uwagę grubość lodu - 200-300 m, a w niektórych przypadkach do 400 m grubości oraz jeśli tempo utraty lodu rocznie wynosi metr lub dwa metry, to nie jest możliwa utrata 200 metrów lodu w ćwierć wieku” - powiedział BBC News Jeffrey Kargel z Uniwersytetu Arizony.

Wiarygodności IPCC pozbawiła się sama dużo wcześniej, uprawiając ideologię, zamiast nauki. Być może będzie globalne ocieplenie. Być może to działalność człowieka stanie się jego przyczyną. Wykluczyć tego nie sposób zgodnie z pozytywistyczną teorią falsyfikacji twierdzeń naukowych stosowaną w ekonomii przez Miltona Friedmana. Podobnie jak się nie da wykluczyć, że zanim nastanie globalne ocieplenie wybuchnie wojna atomowa, albo w Ziemię uderzy jakaś kometa, czy inny czort. Ale nie sposób nie zwrócić uwagi, że w historii ludzkości, i to całkiem niedalekiej jak dla geologów, bywało już i dużo zimniej i dużo cieplej. Z pewnością nie spowodował tamtych zmian człowiek. Mało tego – nic wielkiego się w ich rezultacie z ludzkością nie stało. Więc o co ten dzisiejszy hałas? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o dziewczynę, albo o pieniądze. Choć wśród „zielonych” nie jedna by się może i znalazła, ale jako że faceci ostatnio tacy zniewieściali, to pewnie chodzi im jednak o pieniądze. A stosując metodę, którą  w ekonomii stosował Ludwig von Mises, rzekłabym, że wcale nie trzeba czekać, aż zgubne skutki działania kościoła klimatologów dadzą o sobie znać, bo można je przewidzieć. Wydawanie na walkę z globalnym ociepleniem, a już zwłaszcza na naukowców piszących na ten temat raporty, choćby „pensa” z zapłaconych przez nas podatków, których i tak nie starcza rządzącym na ich „hulaszczy” tryb życia i organizowanie szczytów klimatycznych, więc się muszą zadłużać na potęgę na poczet przyszłych pokoleń, szkodzi tym pokoleniom bardziej, niż gdyby nawet globalne ocieplenie było, choć patrząc za okno nie można mieć wcale pewności, że jest.

Przez całą swoją historię, bez względu na to, czy było zimniej, czy było cieplej, ludzkość się sukcesywnie rozwijała tworząc coraz lepsze rozwiązania dla własnego życia. Upowszechniały się najlepsze i najtańsze. Oczywiście mamy też nisze. Na przykład wspaniałe zegarki mechaniczne, które się regularnie śpieszą albo późnią, ale za to potrafią być 1000 razy droższe od „kwarca” pokazującego czas z dokładnością do 1/100 sekundy. I właśnie ten „kwarc” jest miarą postępu. Podobnie jak kaloryfery w domu, które są ciepłe, jak za oknem zimno, na razie głównie dzięki węglowi. Co prawda posiadacze tych pięknych spieszących się zegarków, mają u siebie w domach pompy ciepła i teraz, podobnie jak ja palą w kominkach, bo na -18 st. C pompa nie „pompuje”, a jak nawet „pompuje”, to tylko dzięki poborowi energii elektrycznej z okolicznej elektrowni spalającej węgiel.

Rozwój ludzkości w czasach „wilczego” kapitalizmu, gdy nie było jeszcze „demokracji budujących społeczne gospodarki rynkowe” polegał na dostarczaniu masom coraz tańszych rozwiązań, które wcześniej nie były dla nich dostępne. Dostarczali je chciwi kapitaliści, którzy ciężko pracowali dla swojego własnego zysku. Dziś „przywódcy” współczesnych „demokracji” chcą, aby biedniejsi ludzie płacili więcej za prąd, żeby lepiej mieli się współcześni socjaliści – czyli ci, którzy nie potrafią niczego wartościowego stworzyć bez pieniędzy podatników. A jak już nawet tworzą, to się to okazuje zazwyczaj droższe i gorsze od wielu wynalazków sprzed dwustu lat – czyli z czasów wstrętnego kapitalizmu – więc skoro nie można ludzi do nich zachęcić ceną i/lub jakością, trzeba ich zmusić przy pomocy zakazów i nakazów (jak na przykład żarówki).

Skąd się biorą pieniądze, które mają wspierać „innowacyjne” technologie potrzebne w walce z globalnym ociepleniem? Przecież nie z drukarni tylko od podatników!!! A kto płaci największe podatki? Ci, którzy mają największe zyski. A kto ma największe zyski? Ci, którzy są najbardziej innowacyjni, którzy posiadają produkty najbardziej poszukiwane przez klientów. Więc urzędnicy zabierają pieniądze firmom najlepszym i przydzielają je tym, którzy najlepiej piszą głupawe raporty mające uzasadniać przekazywanie pieniędzy głupawym inżynierom.


2010-01-22 17:30

LOTOS NA WYPŁATY

Na początku stycznia Ministerstwo Skarbu Państwa zapowiedziało podjęcie ostatecznej decyzji w sprawie sprzedaży akcji Grupy LOTOS „do lutego”. Pod uwagę brano dwie opcje: sprzedaż akcji na GPW lub zaproszenie strategicznego inwestora.

W środę 20 stycznia Wiceminister SP Pan Mikołaj Budzanowski, poinformował, że resort „w tym roku mógłby sprzedać inwestorowi na tyle duży pakiet akcji Grupy LOTOS, że „zszedłby poniżej 50% udziału”

W czwartek 21 stycznia pojawiły się informacje, które PAP powtórzył za Bloomergiem, że MSP zleciło czterem biurom maklerskim zbudowania księgi popytu na pakiet 10-13% akcji Grupy LOTOS. Według nieoficjalnych informacji Bloomberga, brokerami tymi są Ipopema, ING, BRE i Citigroup.

„Trudno w tym momencie temu zaprzeczyć, musimy poczekać na zakończenie transakcji, żeby to komentować” - powiedział w czwartek Pan Wiceminister Mikołaj Budzanowski. Ale dodał, że „nie zmieniamy naszego podejścia wyrażonego w ubiegłym tygodniu lub nawet wczoraj” – czyli, jak rozumiem, możliwości „zejścia” poniżej 50% udziału w Grupie LOTOS i zasugerował, że choć nie zdecydowano jeszcze kto zostanie nabywcą, to „najbardziej prawdopodobny jest wybór inwestora branżowego”

Po informacjach o sprzedaży akcji Grupy LOTOS akcje  spadły o ponad 2,5%, do 31,22 zł.

Dziś (piątek 22 stycznia) Skarb Państwa ogłosił, że sprzeda pakiet 11% akcji Grupy LOTOS, a cenę ustalił na 29 zł – czyli ponad 5% mniej niż cena giełdowa z czwartku. Kurs nadal spada.

Oczywiście jestem za tym, żeby LOTOS sprywatyzować. I wziąć od inwestora branżowego premię za kontrolę! A nie sprzedawać z dyskontem małego pakieciku tylko dlatego, żeby nadal móc  mieć wpływ na obsadę stanowisk w tej spółce, bo żadnego innego powodu nie ma. Spokojnie mozna przyjąć, że jakby Skarb Państwa chciał sprzedać posiadane przez siebie obecnie 63,97% akcji, to akcje mogłyby pójść spokojnie po 45 zł za sztukę. A jak Ipopema, ING, BRE i Citigroup takiego inwestora by nie znaleźli, to ja chętnie przyjmę zlecenie (z tym, że górkę dzilimy 50:50)

Ale skoro nie znaleziono inwestora branżowego na 13% (bo pakiet za mały), to sprzedawanie „na chybcika” na GPW pakietu 11 procent z 5 procentowym dyskontem i opowiadanie w tym samym czasie, że poszukamy inwestora branżowego na jeszcze kilka procent, to… musi być jakiś genialny plan, bo prosty człowiek nie jest go w stanie zrozumieć. Jak się bowiem słucha Najlepszego Ministra Finansów w Europie o świetnym stanie finansów publicznych, to trudno przypuszczać, że muszą sprzedzawać bez sensu po prostu dlatego, że na wypłaty nie mają na luty.


2010-01-20 3:00

SKŁADKI UBEZPIECZENIOWE OD ZYSKÓW KAPITAŁOWYCH

Pan Piotr Kuczyński, z którym miałem onegdaj dużą przyjemność polemizować w Colegium Civitas na temat „neoliberalizmu”, napisał na swoim blogu (http://kuczynski.blogbank.pl/2009/12/31/kilka-uwag-na-temat-%e2%80%9elistu-dziesieciu%e2%80%9d/#comments) kilka uwag na temat „listu dziesięciu”, którego autorzy . ocenili sytuację finansów publicznych jako bardzo niebezpieczną dla Polski. (http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7367552,Robmy_cos__bo_ten_dlug_nas_pograzy.html).

 Nie jestem współautorem listu i mam do niego swoje uwagi, ale rzucił mi się w oczy następujący passus z blogu Pana Piotra: „brakuje mi w tym liście jednak jednego: autorzy spojrzeli przede wszystkim na stronę wydatkowo-organizacyjną, a nie spojrzeli na przychodową (może oprócz systemu emerytalnego). Nic dziwnego - bardzo trudno byłoby się chyba im w tej sprawie porozumieć. W Polsce przecież nadal obowiązuje stara, neoliberalna triada „prywatyzować, ciąć podatki, ciąć wydatki socjalne”. Gdzie tu miejsce na to, co niedawno postulował profesor Jerzy Osiatyński (http://www.pulsbiznesu.com.pl/Default2.aspx?ArticleID=1595c84f-254f-4a56-8246-af764996ca7c&readcomment=1&page=0&orderBy=down ), a co ja popieram w całej rozciągłości (zdając sobie sprawę z burzy, która ściągam na swoją głowę)? Zwiększenie dochodów państwa wymagałoby jednak powrotu do starej składki rentowej, do podatku PIT z trzema skalami, do znacznego ograniczenia samozatrudnienia, które jakże często jest zakamuflowanym zatrudnieniem szkodzącym systemowi emerytalnemu i budżetowi państwa oraz do zwiększenia składki zdrowotnej. Poza tym nasze urzędy skarbowe musiałby mieć możliwości takie jak amerykański IRS. Tylko to może zmniejszyć szarą strefę”. Panie Piotrze a co powie Pan na taki postulat w ramach sprawiedliwości społecznej, wyrównywania szans i oczywiście zwiększania dochodów budżetu: składka rentowa, emerytalna i zdrowotna od zysków kapitałowych. Plus oczywiście „PIT z trzema skalami”, a nie jakiś tam zryczałtowany „podatek Belki” pobierany u źródła. A inwestycje giełdowe powinni móc prowadzić tylko i wyłącznie osoby zatrudnione na umowę o pracę, gdyż inwestowanie na giełdzie przypomina nieco „samozatrudnienie”, a nie płacenie przez inwestorów giełdowych składek ubezpieczeniowych oraz progresywnego podatku PIT z całą pewnością „szkodzi systemowi emerytalnemu i budżetowi państwa”.

 


2010-01-20 1:50

ILE ZAROBIŁ FED I NA CZYM

Być może z uwagi na globalne ocieplenie, które spowodowało, że handlowcy zamówili mniej odśnieżarek, w wyniku czego musiałem przewalać śnieg łopatą, przeoczyłem w ubiegłym tygodniu informację, że:

„Bank Rezerwy Federalnej kończy ubiegły rok rekordowym wynikiem 45 mld dol. zysku. To o 13 mld dol. więcej niż w 2008 r”.

(http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,7445628,Fed_zarobil_w_2009_roku_rekordowe_45_mld_dol_.html)

oraz, że: „Bank Rezerw Federalnych przekaże Departamentowi Skarbu USA aż 46,1 mld USD ze swojego rekordowego zysku netto, który w 2009 r. wyniósł 52 mld USD.(…) Instytucja ta odprowadzi więc do publicznej kasy największą sumę w swojej liczącej 96 lat historii. Poprzedni rekord padł w 2007 r., gdy do budżetu USA Fed przekazał 34,6 mld USD”

(http://www.hotmoney.pl/artykul/parkiet-oni-zarobili-miliardy-na-kryzysie-2-11297)

I nie to jest najciekawsze, że te profesjonalne informacje różnią się o głupie 7 mld USD. Dużo ciekawsze jest na czym Fed zarobił tyle pieniędzy? Odpowiedzi udzielił już Pan Mateusz Machaj na blogu Misesa, więc się nie będę silił na wyważanie otwartych drzwi, tylko zacytuję:

„Fed zarobił na papierach rządowych, które gwarantuje rząd. A rząd jak za nie zapłaci Fedowi, to ten swój „zarobek” wpłaci… z powrotem w ręce rządu. Rozumując w ten sposób rząd i bank centralny mogą „zarobić” nieskończone zyski – bez końca przelewając sobie w kółko 100 dolarów na konta.”

(http://mises.pl/2242/mateusz-machaj-zarobki-fed/)

No bo działa to mniej więcej tak: Pan Prezydent Obama zwiększa deficyt budżetowy i drukuje obligacje żeby go pokryć. W tym samym czasie Fed drukuje dolary i skupuje za nie obligacje rządowe. Gdy nadejdzie termin wykupu obligacji rząd będzie musiał zapłacić Fedowi należności z tego tytułu – czyli oddać, tylko że z nawiązką to, co dziś Fed wpłacił do budżetu z tytułu „zysku” z zaksięgowania w swoim bilansie „zysku” z zakupu rządowych obligacji.

Ale chyba niektórzy inwestorzy się w tym pokapowali, bo bezpośrednio po ogłoszeniu tych fantastycznej wiadomości o zyskach Fedu indeksy giełdowe za Oceanem zamknęły się na minusach (S&P500 -0,94%, NASDAQ100 -1,3%).

P.S. Jako że uparcie pytam analityków prorokujących kursy walut ile sami postawili, to się tym razem pochwalę, że wziąłem kredyt w USD jak spekulanci z Wall Street zachwiali złotówką i zielony był po 3,8. Jedynym ratunkiem dla USD jest znowu jakaś wojna. Ale jak będzie TAKA wojna, która miałby uratować dolara, to jego ewentualny kurs już nie będzie naszym zmartwieniem.


2010-01-18 14:30

MIŚ PL2012. SERIA II. ODCINEK 7

Na Portalu Kibica wywiad z Benem Veenbrink http://www.portalkibica.pl/aktualnosci/nowe-stadiony-wielki-boom-wielki-problem.html o naszym „Misiu”, którego sława zaczyna wykraczać poza granice naszego kraju.

Nawet Holendrzy się zorientowali, że skoro „koszty budowy w Polsce są na poziomie Niemiec i Holandii, ale PKB i możliwe wydatki Polaków na stadionach (bilety, catering, itd.) znacznie niższe” to „bez dopłacania z publicznych pieniędzy utrzymanie obiektu będzie niemożliwe”. Zresztą „bez dużej drużyny występującej co sezon 20-30 razy żaden stadion nie może generować zysków”. Ale Veenbrink nie oglądał Barei i nie wie jak się buduje „Misia” i po co, więc się dziwi:

„byłem zaskoczony wielkimi nakładami na niektóre stadiony, jak ten warszawski, który ma marne szanse by kiedykolwiek wyjść na zero bez wsparcia od władz (…) Stadion Narodowy jest zdecydowanie przepłacony. 2 miliardy złotych? To ponad dwukrotnie więcej niż kosztował podobnej klasy obiekt we Frankfurcie”.

A my się nie dziwimy! Prawda?

P.S. Ale przynajmniej pod hasłem „PL2012” wszystko idzie równie sprawnie jak u „Ryśka” w Zieleńcu.


2010-01-15 15:50

GOD PROTECT AMERICA AND INQUIRY COMMISSION

Komisje śledcze mnożą się nie tylko w Polsce. Zwyczaj szukania winnych afer przyjął się także w USA.

Kongres powołał dziesięcioosobową komisję śledczą, która ma zbadać ma przyczyny kryzysu finansowego (Financial Crisis Inquiry Commission). Jej celem w trakcie dwunastu miesięcy pracy ma być napisanie oficjalnej historii kryzysu finansowego. licząca dziesięciu członków komisja działa jako „pełnomocnik obywateli amerykańskich”, Jak powiedział kierujący Komisja Philip Angelides, były sekretarz skarbu Stanu Kalifornia, jej zadaniem jest „przeprowadzenie kompleksowego i uczciwego dochodzenia, które pozwoli ustalić, co doprowadziło do krachu amerykańskiego systemu finansowego. Komisja ma zająć się twardymi faktami i ustalić prawdę.”

Jako pierwsi zeznawali czterej szefowie największych banków inwestycyjnych: Lloyd Blankfein z Goldman Sachs, Jamie Dimon z J.P. Morgan Chase, John Mack z Morgan Stanley oraz Brian Moynihan z Bank of America. Ich zeznania były równie nudne, jak zeznania przed licznymi komisjami śledczymi polskiego parlamentu, choć w naszym przypadku pewnej rozrywki dostarczają sprawozdania telewizyjne, podczas których Pan Poseł Ryszard Kalisz na jednym programie przesłuchuje (chyba w sprawie Pani Barbary Blidy), a na drugim jest przesłuchiwany (chyba w sprawie hazardu, albo może w sprawie nacisków).

Jednego polscy posłowie mogą amerykańskim kolegom pozazdrościć: Kongres przeznaczył na pracę komisji 8 milionów dolarów. Będzie na ekspertów.

Podczas przesłuchań okazało się, że bankierzy to nie sprawcy kryzysu, tylko „ofiary okoliczności”. Owszem, podejmowali być może nadmierne ryzyko, ale „nie byli w stanie przewidzieć wydarzeń, które doprowadziły do kryzysu”.

„Cóż, jakoś nie przewidzieliśmy, że ceny nieruchomości nie będą szły cały czas w górę” – powiedział w pewnym momencie Jami Dimon. Szkoda że  nie prenumerują wystąpień Centrum Adama Smita. Mówiliśmy to od końca 2006. A za głupi 1% wartości TART (Troubled Assets Relief Program) to moglibyśmy im to nawet napisać po angielsku.

Lloyd Blankfein porównał kryzys do zbiegu okoliczności w postaci „czterech huraganów uderzających we Wschodnie Wybrzeże USA w ciągu jednego roku”. I już wiadomo, że jak są zyski to dzięki geniuszowi bankierów vel bankowców, którym należą się za to premie. A jak są straty, to przez Pana Boga. Angelides odparował co prawda, że kryzys nie został wywołany przez „interwencję boską”, lecz był dziełem „mężczyzn i kobiet,” których czyny „były w pełni kontrolowalne”, ale na tym spięcia między przesłuchującymi i przesłuchiwanymi się w zasadzie skończyły.

Za powód kryzysu przesłuchiwani uznali to, że „w ostatnich latach stopień złożoności rynków finansowych znacznie się zwiększył, podczas gdy system regulacyjny i nadzór finansowy nie nadążały za innowacjami finansowymi,” – jak to zgrabnie ujął John Mack. I to jest właśnie TO: „Innowacyjna gospodarka”! Chyba „bless” w „God boless America” najwyższy czas zamienić na „protect”. Oczywiśćie tylko w przypadku, gdy się ma do Ameryki jeszcze jakiś sentyment.