Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

PODATKI KONSUMPCYJNE

Jak pisał Jean Baptiste Say nie ma dobrych podatków. Wszystkie są złe. Ale niektóre są gorsze od innych. Moim zdaniem DZIŚ najgorsze jest opodatkowanie pracy. Co prawda Adam Smith twierdził, że opodatkowanie pracy, powodując wzrost ceny siły roboczej i podwyżkę płac, odpija się w konsekwencji na konsumencie, gdyż pracodawca, którego podatek od wynagrodzeń obciąża w pierwszej kolejności, stara się przerzucić ciężar podatkowy na nabywców wytwarzanych przez siebie towarów. Ostatecznie podatki od płacy ponoszą więc konsumenci. Podobnie rzecz się ma z opodatkowaniem towarów konsumpcyjnych – ciężar tego podatku spoczywa na barkach konsumentów. Jednak w przypadku opodatkowania towarów pierwszej potrzeby przerzucenia podatku jest nieco bardziej skomplikowane. Jako że płacę roboczą reguluje popyt na pracę i przeciętna cena towarów niezbędnych do utrzymania robotników, „każde podniesienie tej przeciętnej powoduje konieczność podniesienia także płacy w taki sposób, by robotnik po dawnemu mógł kupić artykuły pierwszej potrzeby w dotychczasowej ilości, o ile w tym samym czasie popyt na pracę nie wzrośnie i nie zmaleje. Podatek od artykułów pierwszej potrzeby działa dokładnie w ten sposób, co bezpośredni podatek od płacy roboczej”. Ale tak było KIEDYŚ – gdy podatki były nakładane zgodnie z zasadami Smitha, to znaczy były między innymi „umiarkowane”, nie służyły redystrybucji dochodu narodowego, gdy nie było podatku bezpośredniego nazywanego „składką ubezpieczeniową”, nie istniało zjawisko „szarej strefy”, a pensje „klasy robotniczej” wynikały z popytu na pracę i przeciętnej cena towarów niezbędnych do jej UTRZYMANIA.

Inaczej już za czasów Smitha, rzecz się miała z podatkami od przedmiotów zbytku, wzrost ceny których nie powoduje konieczności podniesienia płacy robotniczej. Zdaniem autora „Bogactwa Narodów”, takie podatki można było podnosić z mniejszym ryzykiem ich przerzucenia. Co więcej, Smith dopuszczał opodatkowanie „nieco powyżej proporcji”, gdy dotyczyło ono nie majątku produkcyjnego, tylko przedmiotów zbytku.

Dziś, wbrew poglądom głoszonym przez populistów, nie wiele osób żyje poniżej progu rzeczywistego ubóstwa. Takim osobom pomoc nie może być niesiona przy pomocy systemu podatkowego. Z tego powodu, że kilka milionów osób może jest niedożywionych, nie należy utrzymywać obniżonego podatku VAT na żywność w stosunku do pozostałych kilkudziesięciu milionów. Jeśli zakładamy, że państwo powinno zajmować się pomaganiem biednym, to od tego jest pomoc społeczna w poszczególnych gminach, a nie system podatkowy. Dla większości podatników żywność jest za tania! Proszę przejechać się na wysypisko śmieci i zobaczyć jak nieprawdopodobne jej ilości są wyrzucane. Czy DZIŚ opodatkowanie żywności takim samym podatkiem, jak innych dóbr, a nie stawką uprzywilejowaną, będzie miało taki sam skutek, jak w czasach Smitha? Z pewnością nie! A jak wszystkie towary i usługi zostaną opodatkowane jedną stawką – tak jak na Słowacji – to być może się okaże, że będzie to mogła być stawka niższa niż obecnie obowiązująca stawka podstawowa. Może będzie mogła wynosić nie 22%, a 21%, albo 20%? W zależności od tego, czy państwo zmniejszy swoje, często absurdalne wydatki – między innymi na pomoc dla tych, którzy tej pomocy wcale nie potrzebują.

Ale podwyższenie (de facto) podatku VAT pozwoli obniżyć opodatkowanie pracy. Zważywszy, że pracownicy nie wydaja dziś prawie całej pensji na żywność i czynsz, inaczej niż za czasów Smitha, będą mogli rozdysponować nadwyżką wynagrodzenia według własnej woli! I o to właśnie chodzi w myśleniu rynkowym: o pozostawienie ludziom wyboru. Jedni, tak jak dotychczas będą wyrzucali na śmietnik ser, którego termin przydatności do spożycia minął dlatego, że ostatnio mieli większą ochotę na szynkę. Inni zjedzą ser, nie kupią szynki, a resztę przeznaczą na cos innego – może zaoszczędzą, albo będą mieć na wyższą ratę na kredyt za dom. „Eksperyment”, jaki zrobiła na tym polu Słowacja udał się znakomicie. Jest więc nie tylko teoria, ale i empiryczny przykład.

Jak powiadał Krzysztof Dzierżawski, parafrazując tytuł książki Richarda Weavera „Idee mają konsekwencje, podatki też mają konsekwencje.

Jak młody człowiek, który wkroczył właśnie w wiek produkcyjny i reprodukcyjny idzie do pracy i dostaje wynagrodzenie netto (po opodatkowaniu podatkiem dochodowy) 2.000 zł., to jego pracodawca musi odprowadzić do budżetu państwa jeszcze 1.600 zł. Zważywszy, że kobiety zarabiają mniej do mężczyzn, co jest przyczyną ubolewanie feministek, żona/partnerka takiego młodego człowieka jak pójdzie do pracy, to za taką samą/podobną pracę otrzyma (statystycznie) wynagrodzenie netto 1.600 zł. Mniej więcej tyle, ile państwo odebrało mężowi/partnerowi z samego tylko tego faktu, że podjął legalne zatrudnienie. Oczywiście Panie (proszę zauważyć, że z Wielkiej litery) mogą sobie pracować. Jak tego chcą. Wiadomo, że uwielbiają wstawać o 6 rano, żeby zrobić dzieciom śniadanie, odwieść je do przedszkola i na 8 pojechać do pracy, gdzie przez 8 godzin użerać się będą z klientami i/lub szefami, których często (i często słusznie) uważają za idiotów. Ale taka „przyjemność” nie powinna być dla Pań (albo panów – sam mógłbym zostać „gosposiem” domowym, jakby któraś z Pań wzięła mnie na utrzymanie) przymusem ekonomicznym, tylko efektem rzeczywistego wyboru. Bo, o czym była mowa nieco wyżej, prawo dokonywania wyborów to najważniejszy przejaw ludzkiej wolności. Wówczas jakby kiedyś ktoś powiedział, że dom starców, to zemsta dzieci za przedszkole, miałby absolutną rację. Podatki mają konsekwencje. Tą konsekwencją są i przedszkola i domy starców.

 

Skomentuj

*
Udowodnij, że jesteś człowiekiem (nie jesteś skryptem spamerskim). Wpisz słowo-klucz, prezentowane na obrazku.
Anti-Spam Image


Komentarze: 8

  1. js | 2009-10-26 20:12 | IP: 87.206.249.*

    Osobiście akurat jestem przeciwnikiem podatków pośrednich, ale może o tym trochę później. Co do tezy z początku artykułu, problem w tym że gospodarka to układ o bardzo dużej inercji i jeżeli praca robotnika zostanie opodatkowana, to proste przełożenie na konsumenta to nie jest do końca prawda. Zanim mechanizmy rynkowe przeniosą to obciążenie minie oczywiście jakiś dłuższy czas. Nie rozpisując się zbytnio - problem widzę tutaj bardziej w braku jasności systemu podatkowego (podatki pośrednie!!), praca opodatkowywana jest wielokrotnie, a ile osób zdaje sobie w rzeczywistości z tego sprawe?? Jednostki?


    http://tnij.org/warszawskie-nieruchomosci

  2. oli | 2009-10-26 21:11 | IP: 83.29.163.*

    dokładnie!!! IM chodzi o to, żeby kobiety zmusić do pracy zawodowej a ich dzieci poupychać w przedszkolach, żłobkach, szkołach, przed telewizorami gdzie spece od prania mózgów mogą zrobić z dzieckiem wszystko - w sensie ideologicznym oczywiscie…..czyżby wykuwanie “nowego człowieka” dopiero sie zaczynało??? no bo jak ta biedna mama ma mieć siły na prace i porządne wychowanie dziecka??

    niestety większość pań ( zwłaszcza po “studiach” hehe) myli możliwość pracy z przymusem pracy z jakim mamy teraz do czynienia…..

  3. mwis | 2009-10-27 10:54 | IP: 80.55.81.*

    Jeśli chciałoby się Panu kiedyś założyć partię i wpisać powyższe jako podstawę programu, to proszę pamiętać o mnie. Jestem gotów złamać maje zasady i pierwszy raz w życiu (a mam ponad 55 lat) zapisać się do niej oraz czynnie wspierać !

  4. zbyleon | 2009-10-27 14:14 | IP: 194.181.153.*

    “dom starców, to zemsta dzieci za przedszkole” - to bardzo dobre powiedzenie.
    Jestem ciekaw,jak je potraktują forumowicze poniżej 60tki?

  5. Karwan | 2009-10-27 14:35 | IP: 77.253.201.*

    Telepatia działa. Jakies pół godziny temu rozmawialismy w pracy o podatkach. Doszliśmy do wniosku, że nie powinno byc podatku od dochodu, a jedynie podatki pośrednie. Dołaczajac sie do poprzednia, jestem kolejnym kandydatem do Pańskiej partii.

  6. anja | 2009-10-27 19:12 | IP: 87.207.70.*

    pełna racja, podatek dochodowy to zbedne papiernictwo, przy okazji biurokracja sie pomniejszy o połowe a wiadomo wszytkim bedize się źyło lepiej.

  7. Krzysztof Mazur | 2009-10-28 10:56 | IP: 81.210.9.*

    Tu pełna zgoda.
    Ale SLD i prezydent szybko by to zawetowali.
    Ja bym zaproponował, jakbym był rządem, podnieść VAT na żywniość o kilka procent i “zobaczyć co się wydarzy”, to może by przeszło (chociaż wątpię).
    VAT na wszystko 22 %, spłacać dług i ciąć “składkę” ZUS, potem PIT.

  8. Piotr Kwiatkowski | 2009-10-31 20:59 | IP: 91.94.59.*

    Święta Racja!! , Robercie, Święta…….