Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: wrzesień 2009

2009-09-30 21:40

ZAPROSZENIE

Centrum Monitoringu Wolności Prasy,

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

oraz Fundacja Nowe Media

zapraszają na konferencję:

“Czy wszyscy internauci pójdą siedzieć? O konieczności rejestracji stron internetowych “

Organizatorzy chcą zwrócić uwagę na problem, który może dotknąć milionów polskich autorów stron internetowych:

Po co wprowadza się obowiązek rejestracji witryn?

Dlaczego polscy internauci są traktowani surowiej niż ich koledzy z całej Unii Europejskiej?

Czy polski system sądowy ma możliwość wyegzekwowania tych przepisów?

Czy osoba niepełnoletnia ma możliwość samodzielnej rejestracji strony?

Czy konieczne są zmiany w prawie prasowym?

W Polsce istnieje około 2 milionów blogów i kilkakrotnie więcej stron internetowych. Wedle aktualnie obowiązującego prawa prasowego, polscy internauci powinni rejestrować swoje strony internetowe i blogi w sądzie. Propozycja nowelizacji tego prawa, przedstawiona przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, wywołała nie mniej kontrowersji, niż precedensowe wyroki polskich sądów karzących za niezarejestrowanie strony.

2 października 2009 r. (piątek), godz. 12:00

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Foksal 3/5, I p.

konferencja będzie transmitowana na stronie: blog.mediafun.pl

Więcej informacji na stronie: http://fundacjanowemedia.org/pl/konferencja/


2009-09-29 22:10

KULTURA A ZUS

Obrady Kongresu Kultury Polskiej odciągnęły moją uwagę od nowych problemów ZUS z „prywaciarzami”. Podobno tysiące z nich legalnie nie płaci składek ubezpieczeniowych. Jak napisała „Gazeta Wyborcza” „chytrzy” przedsiębiorcy podejmują „pracę” w Wielkiej Brytanii, na Litwie i w Szwecji. Są zatrudniani jako „konsultanci” albo „instruktorzy”, a rad udzielają przez Internet albo telefonicznie. Zatrudnienie za granicą zwalnia z obowiązku płacenia składki ubezpieczeniowej w Polsce. Straty ZUS idą w dziesiątki mln. zł

http://wyborcza.pl/1,75478,7072995,Na_ZUS_nie_placimy.html#ixzz0S0FkMXeK

Ciekawe co znaczy „chytrzy”? Może znaczyć, że „sprytni”. A może też znaczyć, „chciwi”. Albo i „chciwi” i „sprytni”.

Na Onet.pl za „Wyborczą” pojawiła się informacja o „szwindlu”.

http://biznes.onet.pl/wielka-ucieczka-z-zus,18490,3037980,1,prasa-detal

Autor informacji nie wyjaśnił dlaczego napisał o „szwindlu” skoro GW napisała, że wszystko było „legalnie”?

Podobno sprawą powinna się zająć ABW. Nie wiem tylko jak i dlaczego? Bo czy to w końcu legalne, czy nie legalne?

Nielegalność polegać ma na „fikcyjności” zatrudnienia za granicą. Jeżeli praca za granicą jest rzeczywiście „fikcyjna” to ci „prywaciarze”, którzy nie płacili w Polsce składki emerytalnej będą musieli ją zapłacić. Podobnie ja ci, którzy są zatrudnieni „fikcyjnie” w Polsce – nie koniecznie za granicą.

Ale niby dlaczego sprawą powinna zająć się ABW? „Ten proceder zagraża naszemu systemowi ubezpieczeń społecznych, a więc bezpieczeństwu państwa” – stwierdził Jeremi Mordasiewicz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. To ta sama Konfederacja, która oprotestowała do Trybunału Konstytucyjnego obniżenie maksymalnej wysokości opłat pobieranych przez OFE.

Czyżby się okazało, że ci wszyscy nieuczciwi „prywaciarze” nie „oszczędzają” jednak na swoją emeryturę, jak im się od 10 lat wmawia, tylko utrzymywali jakiś „system”?

Uprzejmie donoszę, że utrzymanie przymusu „oszczędzania” przez nas w OFE, przy jednoczesnym ewentualnym przyznaniu przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości racji Komisji Europejskiej, która domaga się od Polski zniesienia limitów inwestycyjnych dla OFE za granicą, będzie miało o wiele gorszy wpływ na „bezpieczeństwo państwa”! A jest to wielce prawdopodobne.

http://news.money.pl/artykul/polska;pozwana;za;limity;inwestycyjne;dla;ofe,20,0,443668.html

Jeśli OFE nie będą musiały kupować obligacji rządowych, to skąd rząd będzie miał środki na dotację dla ZUS żeby starczyło na dzisiejsze emerytury?

W papierach rządowych OFE mają ulokowane około 100 mld. zł! Ilu „prywaciarzy” przez ile lat musiałoby nie płacić składek, żeby w równym stopniu zagrozić „bezpieczeństwu systemu emerytalnego”? Jak jest ich półtora miliona, to na każdego przypada ponad 66 tysięcy. Ma już ktoś tyle na swoim indywidualnym koncie emerytalnym?

Ale najbardziej mnie ciekawi, co powinna zrobić ABW? Może powinna natychmiast zatrzymać podejrzanych przedsiębiorców? Ale kto będzie płacił za nich składki emerytalne, jak zostaną zatrzymani? To dopiero byłoby zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa! No i dla finansowania kultury wysokiej.


2009-09-26 15:30

KULTURA NAJWYŻSZA

Pisząc wczoraj o kulturze „wysokiej” nie czytałem jeszcze artykułu Kazimierza M. Ujazdowskiego o finansowaniu kultury. Opatrzono go tytułem „Prywaciarz nie wykarmi muzeów i festiwali”. Nie wiem, czy to były Minister Kultury wymyślił ten tytuł, czy może redaktor, ale to jest dopiero kultura. Najwyższa! 

Na kulturze „wysokiej” to ja się może nie znam, ale śpieszę donieść jej wyznawcą, że to właśnie ludzie nazywani pieszczotliwie „prywaciarzami” Was utrzymują. Płacą bowiem podatki! Oczywiście największym płatnikiem podatków jest w Polsce PKN Orlen SA. Ale największy podatek jaki płaci to akcyza. Jest to proszę wyznawców kultury „wysokiej” podatek pośredni. Jego ostatecznymi podatnikami są „prywaciarze”. Ci nieeleganccy ludzie z różnych bazarów i warsztatów, zakładający skarpetki do sandałów (i to jeszcze białe), co tak bardzo drażni przedstawicieli kultury „wysokiej”, że nawet o tym braku poczucia estetyki pisali felietony w kulturalnej prasie kolorowej. Ale to właśnie oni „karmią” muzea i festiwale. Orlen ufundował stypendium dla Rafała Blechacza, nabył na zagranicznej aukcji rękopisy Chopina, sponsorował wystawy malarstwa w Muzeum Narodowym. Na jednaj z nich widziałem zresztą znajomego „prywaciarza” z dziećmi.


2009-09-25 20:40

KULTURA WYSOKA

W Krakowie odbył się Kongres Kultury Polskiej.

Uczestnicy prawili o dwóch kulturach: „wysokiej” i „popularnej”. Ich zdaniem Polacy nie uczestniczą dziś w kulturze „wysokiej”, a hegemonem jest kultura „popularna”.

Wielką rolę w tworzeniu i propagowaniu kultury odgrywają media. Niestety jest to w głównej mierze kultura „prostactwa i kiczu”.

Zastanawiam się jak to możliwe? Przecież istnieje Ministerstwo Kultury? W jakiż to sposób mogło dojść do tego, że pod czujnym okiem urzędników z Ministerstwa Kultury tyle tego kiczu?

Być może jest to kwestia niewystarczających jeszcze nakładów? Pan Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski ogłosił, że zakontraktowano inwestycje w infrastrukturę na kwotę 2 miliardów złotych. „Kultura będzie liderem absorpcji środków europejskich” – zapewnił Pan Minister. Nie wiem, czy uczestnicy Kongresu są usatysfakcjonowani. Czymże jest jakaś tam „infrastruktura” wobec „Kultury” (oczywiście przez wielkie K)? Człowiek kulturalny pieniądz i „pogoń” za nim powinien mieć przecież w głębokiej pogardzie. Kultury nie tworzy się dla pieniędzy! Nieprawdaż?

„Więcej państwa w kulturze i więcej kultury w państwie” – tak pięknie Pan Minister Zdrojewski podsumował swoje wystąpienie. Wyraził też żal, że mało było relacji z Kongresu w telewizji publicznej. Ale przecież w telewizji publicznej jest 100% państwa?! Więcej już być nie może! To może jednak, żeby było więcej kultury w państwie i telewizji publicznej powinno być mniej państwa w telewizji publicznej?

Coś mi się wydaje, że uczestnicy kultury „wysokiej” nie czytali Ayn Rand, której książki zaliczą być może (z uwagi na ilość sprzedanych egzemplarzy) do kultury „popularnej”. Więc podrzucę im pomysł, jaki wygłosił w Atlas Shrugged profesor Balph Eubank podczas dyskusji o wyrównywaniu szans:

„Powinno istnieć prawo ograniczające nakład jednej książki do dziesięciu tysięcy egzemplarzy. To otworzyłoby rynek literacki na młode talenty, świeże pomysły i twórczość niekomercyjną. Jeśli zabroni się ludziom kupować miliony egzemplarzy tego samego szmelcu, będą zmuszeni kupować lepsze książki”.

 

 


2009-09-23 16:00

RYNKOWY UMYSŁ

W kultowym dla mojego pokolenia radiowym kabarecie „Sześćdziesiąt minut na godzinę” Andrzej Zaorski opowiadał Marianowi Kociniakowi o tym jaki „fajny film wczoraj widział”.

A ja fajną książkę wczoraj czytałem. „Momentów” było pełno. Najlepszy był o tym, że „należy badać prawa rządzące działaniami ludzi i społeczną współpracą tak, jak fizycy badają prawa natury”.

Coraz częściej przy okazji „Kryzysu” słychać o konieczności zwiększenia zakresu różnych regulacji i państwowej (ergo urzędniczej) kontroli nad gospodarką. „Autorytety” moralne prześcigają się w twierdzeniach, że życie społeczne nie może podlegać prawom „dżungli”. „Dziki kapitalizm” z jego „darwinowską walką o byt”, w której zwyciężają „najlepiej przystosowani” jest nieetyczny i musi być zastąpiony jakimś „Inteligentnym Projektem”.

Dokładnie ci sami ludzie, którzy chcą ekonomii opartej na „empatii” i współpracy, a nie konkurencji, alergicznie reagują na religię. A przecież chcą ekonomii raczej „ewangelicznej”. Najlepszym wyrazem „Inteligentnego Projektu” jest przecież kreacjonizm! Dlaczego zatem zwolennicy państwowego „interwencjonizmu” nie uznają „interwencjonizmu” Pana Boga?  Pana Boga nie ma! Jest za to Pan Prezydent, Pan Premier, Panowie Ministrowie, Panowie Posłowie i Senatorowie, Panowie Dyrektorzy Departamentów, Panowie Starsi Specjaliści i kto tam jeszcze. I oni wszyscy razem potrafią to, czego przecież nie potrafiłby jakiś Pan Bóg – stworzyć coś z niczego i uporządkować świat.

Co ciekawe, ci którzy twierdzą, że nie wierzą w wolny rynek wyśmiewają kreacjonistów, którzy twierdzą, że nie wierzą w ewolucję. A to nie jest kwestia wiary, tylko faktów. Nie wierzyć można także w prawo grawitacji. Różnica jest taka, że działanie prawa grawitacji jest obserwowalne bezpośrednio przez ludzki umysł, a działanie praw ewolucji i praw rynku – nie jest. Dlatego „potoczna ekonomia” nakazuje żywić pogardę do bogatych. Nie ma w tym nic dziwnego. Przez 95% swojej historii ludzie żyli we wspólnotach łowczych-zbieraczy. Jak ktoś zjadł więcej, ktoś inny musiał zjeść mniej. Przez wieki nieliczni (władcy, kapłani, arystokracja) wykorzystywali system niewolniczy, czy feudalny dla własnych potrzeb, wpychając całe masy w nędzę. Dlatego do dziś bogactwo kojarzy się niektórym ze złem.

Ale wraz z ewolucją ludzkiego ciała i rozumu oraz rozwojem ludzkich skupisk, ewoluowały też relacje między nimi. Także gospodarcze. Gospodarka towarowa ewoluowała w gospodarkę towarowo-pieniężną, dla której najlepszym sposobem rozwoju okazał się wolny rynek. To całkowicie naturalne mechanizmy rynkowe sprawiły, że gospodarka przestała być zero-sumowa, jaką była onegdaj. Ale przy pierwszym spojrzeniu nie potrafimy tego dostrzec. Podobnie jak nasze oko nie dostrzega ruchu elektronów w atomie, z których zbudowana jest otaczająca nas materia, tak nasz umysł nie dostrzega ruchu cen na rynku i jego znaczenia dla istnienia tych wszystkich dóbr, które nas otaczają i których tak pożądamy. Ale przecież „potoczna astronomia” nakazywałaby wierzyć, że ziemia jest płaska, a ciała niebieskie kręcą się wokół niej. Dostrzeżenie krzywizny ziemi wymaga odpowiedniej perspektywy – musimy się wzbić odpowiednio wysoko w przestworza. Dostrzeżenie roli wolnorynkowo ukształtowanej ceny dla rozwoju ekonomicznego wymaga tego samego.

W świecie ożywionym, rozwojem złożonych systemów adaptacyjnych kieruje dobór naturalny, którego motorem są zmienność i dobór kierunkowy (kumulatywny). Rozwój gospodarczy następuje podobnie. Uruchamia go produkcja i selekcja niezliczonych dóbr. Sceną ewolucji biologicznej jest środowisko. Sceną na której rozwija się gospodarka jest rynek. Żyjące organizmy „zaprojektowane” zostały przez dobór naturalny. Gospodarka tak samo jest „oddolnym” projektem stanowiącym efekt działania „niewidzialnej ręki”.

Ewolucja i ekonomia to dwa przykłady złożonych systemów adaptacyjnych, których poszczególne elementy (części organizmu lub jednostki ludzkie) oddziałują na siebie, przetwarzają informacje i dostosowują swoje zachowania do zmieniających się warunków. Takie systemy są zdolne do uczenia się, w miarę jak stają się coraz bardziej złożone. Są one też autokatalityczne – występują w nich pętle sprzężenia zwrotnego.

Ekosystem biologiczny to złożony system adaptacyjny, który wyewoluował tworząc warunki harmonijnej koegzystencji milionów osobników i tysięcy gatunków. „Ekosystem gospodarczy” to złożony system adaptacyjny, który wyewoluował tworząc warunki stosunkowo bezkonfliktowego życia obcych sobie ludzi w wielkich skupiskach miejskich. Darwin i Smith poszukiwali odpowiedzi na odmienne pytania, a zaproponowali podobne rozwiązania znacznie głębszego problemu niż ten, o którym pisali.

Aczkolwiek Darwin nie cytuje Smitha, to dla wielu badaczy nie ulega wątpliwości, że teoria ewolucji powstała w znacznej mierze pod wpływem teorii niewidzialnej ręki. Niestety, ręce panów polityków i panów urzędników, w odróżnieniu od ręki Pana Boga są doskonale widzialne. Zwłaszcza gdy się wyciągają po nasze pieniądze.

Michael Shermer, Rynkowy umysł,

tłumaczenie Anna Eichler i Piotr Szwajcer, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2009


2009-09-21 16:40

VETO

Kilkakrotnie pisałem o konieczności rozdzielenia funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Nie mogę więc nie napisać, że Pan Prezydent zawetował właśnie ustawę z dnia 28 sierpnia 2009 roku o zmianie ustawy o prokuraturze oraz niektórych innych ustaw, która taki rozdział wprowadzała.

Pan Prezydent stwierdził, że oddzielenie stanowiska ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego pozbawi rząd wpływu na prokuraturę. Pan Prezydent doskonale wie co mówi. Był przecież Ministrem Sprawiedliwości i wpływ na prokuraturę miał. Podobnie zresztą jak Pan Minister Ziobro. I realizowali „politykę rządu”. Co prawda dość kiepsko im szło realizowanie polityki rządu w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika, ale za to świetnie im szło w wielu innych sprawach, w których prokuratura najpierw nasyłała ABW w celu zatrzymania podejrzanego, potem organizowała konferencje prasową i ogłaszała o postawieniu zatrzymanym zarzutów. No chyba, że się zatrzymany(a) zastrzelił(a) i nie było komu postawić zarzutu.

Rodzi się więc pytanie, dlaczego Pan Minister Czuma zdecydował się pozbawić takiego wpływu na prokuraturę? Odpowiedź brzmi: on się niczego nie pozbawia!

Prokuratora Generalnego będzie powoływał Prezydent z dwóch kandydatów: jednego zgłosi Krajowa Rada Sądownictwa, a drugiego Krajowa Rada Prokuratury.

Krajowa Rada Prokuratury ma być nowym organem. Składać się będzie z dwudziestu pięciu członków. W jej skład wejdą: Minister Sprawiedliwości, Prokurator Generalny, przedstawiciel Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, czterech posłów, dwóch senatorów, prokurator wybrany przez zebranie prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej, prokurator wybrany przez zebranie prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej ‑ Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, trzech prokuratorów wybranych przez zebranie prokuratorów Prokuratury Generalnej oraz jedenastu prokuratorów, wybranych przez zgromadzenia prokuratorów w prokuraturach apelacyjnych.

Zgodnie z art. 187 Konstytucji Krajowa Rada Sądownictwa składa się z Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Ministra Sprawiedliwości, Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego i osoby powołanej przez Prezydenta Rzeczypospolitej, piętnastu członków wybranych spośród sędziów Sądu Najwyższego, sądów powszechnych, sądów administracyjnych i sądów wojskowych, czterech członków wybranych przez Sejm spośród posłów oraz dwóch członków wybranych przez Senat spośród senatorów.

Jak łatwo dostrzec Minister Sprawiedliwości zasiada i w jednej Radzie i w drugiej. Podobnie jak przedstawiciel Prezydenta oraz czterech posłów i dwóch senatorów (mogą być ci sami – skoro Minister Sprawiedliwości może?)

Jako że sposób powoływania Prokuratora Generalnego w zestawieniu ze składem Krajowej Rady Prokuratury wyklucza możliwość powołania Prokuratora Generalnego w sposób przewidziany w ustawie, trzeba było wprowadzić rozwiązanie przejściowe. Zgodnie zresztą z art. 18 ust 1 ustawy z dnia 28 sierpnia 2009 roku o zmianie ustawy o prokuraturze oraz niektórych innych ustaw pierwszego powołania Prokuratora Generalnego Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej dokonuje spośród dwóch kandydatów zgłoszonych przez Krajową Radę Sądownictwa w terminie 2 miesięcy od daty ich zgłoszenia,  po zasięgnięciu opinii Rady Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym.

W skład Rady Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym, która będzie opiniowała kandydatury na stanowisko nowego Prokuratora Generalnego zgłoszone przez Krajowa Radę Sądownictwa, w której zasiada Minister Sprawiedliwości (czyli obecny Prokurator Generalny) wchodzi: trzech przedstawicieli wybranych przez zebranie prokuratorów Prokuratury Krajowej (mianowanych wcześniej przez… Prokuratora Generalnego), przedstawiciela wybranego przez zebranie prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej, przedstawiciela wybranego przez zebranie prokuratorów IPN, przedstawicieli wybranych przez zgromadzenia prokuratorów w prokuraturach apelacyjnych (mianowanych wcześniej przez… Prokuratora Generalnego) – po jednym z każdej prokuratury apelacyjnej, i trzech prokuratorów powołanych przez… Prokuratora Generalnego. Acha… żebym nie zapomniał: Przewodniczącym Rady jest… Prokurator Generalny.

No i dodajmy jeszcze, że kandydat na Prokuratora Generalnego musi mieć co najmniej dziesięcioletnie doświadczenie w prokuraturze. To jest całkowicie zrozumiałe. Musiał przecież, pod rządami takich Prokuratorów Generalnych jak pan prokurator… (tu proszę przejrzeć listę i wpisać wybrane nazwisko), mieć okazję żeby wykazać się apolitycznością, niezłomnym charakterem, odpornością na naciski polityczne przełożonych i wielką wiedzą prawniczą.


2009-09-19 10:30

PATRIOTY, PREZERWATYWY, ROPA I GAZ

Polska dyplomacja świętuje ostatnio same sukcesy. Temat tarczy antyrakietowej przemilczę, bo się nie znam na polityce ale troszkę mnie śmieszyło gdy pojawiły się przecieki prasowe z „kół dyplomatycznych”, że umowa z Amerykanami w sprawie tarczy może być dla Polski „niekorzystna”? Pamiętacie Państwo dlaczego? Bo Amerykanie chcieli być zwolnieni z VAT-u (między innym od prezerwatyw kupowanych przez ich żołnierzy stacjonujących w Polsce) – to pewnie miałaby być „niekorzystna” wyrwa budżetowa.

Ważniejsza informacja jest taka, że międzynarodowy skład konsorcjum budującego Gazociąg Północny poszerzy się o francuski koncern energetyczny GDF Suez. Potwierdza się więc przypuszczenie, o którym pisałem we wpisie „Gaz the North” (http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=546)

Pozostali udziałowcy spółki Nord Stream, obok oczywiście rosyjskiego Gazprom, to niemieckie koncerny BASF i E.ON Ruhrgas oraz holenderski Gasunie.

Ciekawe co zrobi Premier Tusk, który nie odebrał telefonu od Prezydenta Obamy, gdy ten zamierzał go poinformować o rezygnacji z budowy tarczy, jak się dowie, że Rosjanie zaczęli budować swoją „tarczę gazową” – czyli Nord Stream? Bo że w końcu zaczną, przepowiadam od dawna.

Nasza bardzo skuteczna dyplomacja ma zamiar się temu dalej przeciwstawiać na forum Unii Europejskiej. Będziemy się domagali stanowiska komisarza do spraw energii aby ten… zablokował budowę Gazociągu Północnego. Podobno główną przeszkodą na drodze do realizacji polskich planów energetycznych był dotychczasowy komisarz do spraw energii Andris Piebalgs. Jak pisze „Polska The Times” „czułym na punkcie bezpieczeństwa energetycznego” polskim eurodeputowanym Łotysz bardzo się nie podoba”. To polityk, który otwarcie popiera szkodliwy dla naszego bezpieczeństwa energetycznego projekt rosyjsko-niemieckiego rurociągu Nord Stream powiedział jeden z nich. O Francuzach i Holendrach w tym interesie nasz eurodeputowany zapomniał.

Co prawda na razie ubiegamy się o tekę komisarza do spraw rynku wewnętrznego albo budżetu, ale za konkurentów możemy mieć Francuzów, którzy właśnie dlatego wycofali sprzeciw wobec Jose Manuela Barroso by przeforsować swojego kandydata do którejś z tek gospodarczych. I pewnie dlatego właśnie liczymy, że Francuzi się zgodzą, żeby polski komisarz blokował inwestycję gazową spółki, w której francuski koncern nabywa właśnie udziały.

Komisarz Barroso naszym przedstawicielom w Europarlamencie też się nie podoba. „Mówi nie tyle i nie tak, jak byśmy chcieli” – stwierdził Pan Saryusz-Wolski, który przewodniczy polskiej grupie posłów z PO i PSL we frakcji chadeckiej. Odniósł się w ten sposób do wystąpienia nowego-starego szefa Komisji Europejskiej, który mówił co prawda o bezpieczeństwie energetycznym, ale większy nacisk kładł na zielone źródła energii niż na budowanie wspólnej europejskiej sieci gazowej, na czym zależy Polsce. „Werbalnie poparcie jest, ale jak przychodzi do działania, to jedne państwa są za Nabucco, inne popierają konkurencyjny rosyjski South Stream a jeszcze inni popierają obydwa projekty, co jest już zupełnym skandalem” – powiedział „Polska The Times” Pan Saryusz-Wolski. Proszę zauważyć, że „skandalem” jest popieranie dwóch konkurencyjnych projektów na raz. A co to takiego „dywersyfikacja”?

Jeśli chcemy jakoś troszkę Francuzom, Niemcom i Holendrom opóźnić (bo zastopować „siłowo” się nie da) zrobienie interesu z Rosjanami, to nie powinniśmy o tym z góry rozpowiadać. Tylko po co w ogóle to robić? Żeby leczyć czyjeś kompleksy?

Macie Państwo kompleks Rosjan? Albo Niemców? Albo Francuzów? Że nie wspomnę o Holendrach, którzy też przystąpili do spółki z Rosjanami? Albo może ostatnio jakiś kompleks Amerykanów?

Z Amerykanami mogliśmy zrobić interes w zakresie bezpieczeństwa energetycznego - proponowali Orlenowi utworzenie joint-venture na części rafineryjnej z gwarancją dostaw ropy do takiej spółki. Ale Orlen wolał nasłać na nich prokuratorów w Czechach, więc sprzedali swój biznes rafineryjny Lukoilowi. To są te stacje benzynowe, na których można dziś kupić olej napędowy od kilku do nawet dwudziestu kilku groszy taniej niż na stacjach Orlenu.

Ale mamy jeszcze jakieś szanse, choć nie u Amerykanów. Z kół nie dyplomatycznych, tylko biznesowych wyciekła  informacja, że jakbyśmy połączyli LOTOS z PGNiG, to Statoil mógłby zostać ważnym akcjonariuszem takiego koncernu. Zważywszy, że to właśnie Statoil jest jedynym, którego nie wyrzucono jeszcze z interesów w Rosji, moglibyśmy mieć nadzieję, że dla zrównoważenia interesów robionych z Francuzami i Niemcami Rosjanie zrobią też interes z Norwegami i wybudują Jamał II, bo przecież gaz wydobywany przez Statoil na dalekiej Syberii trzeba będzie jakoś transportować. Ale pomysł jest zbyt dobry, żeby mógł zostać zrealizowany w naszym politycznym grajdole. Największe nieszczęście jakie mamy to nasi politycy. Ale z tego powodu też nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów – skoro Amerykanie wybrali sobie Obamę. Zazdrościć możemy tylko Francuzom – Carli Bruni.


2009-09-16 8:30

ONE YEAR AFTER…

Joseph Stiglitz, choć został alterglobalistą, miewa czasami rację. Wczoraj, w rocznicę upadku Lehman Brothers powiedział, że przez miniony rok nie udało się naprawić systemu finansowego, a co więcej jest on w jeszcze gorszym stanie.

Nie zawsze więc wolnorynkowiec z definicji musi nie zgadzać się z alterglobalistą. Osobiście jestem bowiem tego samego zdania co Stiglitz. Tylko z innych powodów.

Wczorajsza rocznica nastroiła wspominkowo światowe media, autorów i wydawnictwa. Lawrence G. McDonald i Patrick Robinson, wydali książkę „A Colossal Failure of Common Sense: The Inside Story of the Collapse of Lehman”. Na Amazon można już ją kupić z przeceny za $17.82 (http://www.amazon.com/Colossal-Failure-Common-Sense-Collapse/dp/0307588335).

McDonald i Robinson piszą, że gdyby tylko Dick Fuld, były prezes Lehmana, słuchał tych, którzy ostrzegali go przed stratami w portfelu nieruchomościowym i nie pokłócił się z Hankiem Paulsonem – sekretarzem skarbu w administracji G.W. Busha –  Jocko żyłby nadal. Nie byłoby bowiem kryzysu. Michael nie musiałby organizować tak intensywnego światowego turne i się nim stresować, nie brałby tylu prochów i nie dostał zapaści. John McCain mógłby wygrać wybory, nie byłoby reformy służby zdrowia a’la Obama, Zielona Rewolucja w Iranie zyskałaby amerykańskie poparcie i Mahmud Ahmidinedżad nie byłby już prezydentem. No a przy okazji nie byłoby krachu kredytowego, indeks S&P 500 nie spadłby do 682 punktów (minimum z marca) i McDonald z Robinsonem nadal byliby bankierami inwestycyjnymi i nie musieliby pisać książek.

Rację ma nie tylko Stiglitz, ale i Jim Rogers, który w „The Financial Times” stwierdził, że potrzeba jest więcej takich bankructw, jak Lehman Brothers, aby wyjść z kryzysu. Oczywiście Stiglitz z taką oceną już by się pewnie nie zgodził. Bo zła sytuacja rynków finansowych nie jest, jego zdaniem, spowodowana bezsensowną interwencją państwa, tylko niewystarczającym zakresem tej interwencji. Rogers stwierdził, że „zasady rynkowe są takie, że kto poniósł porażkę, powinien upaść i zostać zastąpiony przez kreatywne, nowe siły, a nie być reanimowany, aby w efekcie stać się zombie”. Banki upadały od stuleci i świat jakoś to przetrwał. Gdyby w 1998 roku FED pozwolił zbankrutować funduszowi Long Term Capital Management, Lehman Brothers miałby większe szanse, żeby nie upaść. Nie powstałoby przeświadczenie, że istnieje jakaś polisa ubezpieczeniowa, która pozwala na „ostrą jazdę bez trzymanki” i dostanie jakiegoś „drugiego życia”.  Pozwolenie na bankructwo Lehmana było być może jedyną właściwą rzeczą, jaką zrobił rząd – skomentował Rogers. Ale chyba tak nie jest. Ci z Wall Street, którzy przetrwali, wyszli z kryzysu bardziej bezpieczni. Wiedzą, że mogą liczyć na pomoc rząd jak Long Term Capital Management, bo kto z polityków zaryzykowałby dziś dopuszczenie do kolejnego tak spektakularnego upadku jak w przypadku Lehmana?

Historia jest najlepszą nauczycielką życia, bo uczy, że jeszcze nigdy, niczego nikogo nie nauczyła. Nacjonalizacja banków i fabryk? Postulował to Karol Marks, a wcielali w życie bolszewicy! Z wiadomym skutkiem! Zwiększanie płynności? Rządy Messnera i Rakowskiego drukowały pieniądze bez opamiętania! Z wiadomym skutkiem! Ograniczenie wynagrodzeń menadżerów? W Polsce mamy ustawę „kominową” od 1999 roku! Z wiadomym skutkiem. Cała reakcja na upadek Lehmana polegała na sięgnięciu do tych właśnie „sprawdzonych” metod działania. Skutki będą takie, jaki już były.


2009-09-14 13:30

DOKTRYNA WIARYGODNOŚCI MINISTRA ROSTOWSKIEGO

Pan Minister Finansów Jan Vincent Rostowski ogłosił doktrynę budowania wiarygodności na kłamstwie.

Tak w skrócie można streścić sens wywodów Pana Ministra na Forum w Krynicy. Pan Minister zapowiadał aż do czerwca malutki deficyt na rok 2009 by Polska nie straciła wiarygodności. A jak jej nie straciła, a wręcz przeciwnie – nabrała jeszcze większej dzięki najwyższemu w Europie wzrostowi gospodarczemu w pierwszym półroczu 2009 – to Pan Minister mógł już powiedzieć prawdę o deficycie na rok 2010. Zaskakując wszystkich oświadczeniem, że deficyt przekroczy 50 mld zł.

Inwestorzy zagraniczni chyba inaczej niż Pan Premier Donald Tusk  nie są przekonani słowami Ministra Finansów, gdyż pozbywają się naszej waluty. Przez tydzień złoty stracił do euro 2,8%. To najgorszy wynik wśród walut rynków wschodzących.

Ale Ministerstwo Finansów pracuje bardzo aktywnie nad poprawą sytuacji budżetowej kraju i zamierza opodatkować osoby, które pomagają sobie w codziennych sprawach, takich jak opieka nad dzieckiem czy wyprowadzanie psa. Oczywiście chodzi o tych, którzy robią to w sposób zorganizowany – bo ich można łatwo namierzyć. Dlatego dobierze się do tak zwanych banków czasu. Jak ktoś wprowadza komuś psa na spacer w poniedziałki i środy, a w zamian druga osoba wyprowadza je we wtorki i czwartki, to się przecież Panu Ministrowi Rostowskiemu należy podatek VAT! A jak nie daj Boże podatniku, przelewasz na konto jakiejś pani (albo pana – orientacja nie ma znaczenia) jakieś sumki, i na pytanie urzędnika „za co” nieopatrznie się zarumienisz zamiast stwierdzić, zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 4) ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, że to za „czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy”, to Ci walną podatek od darowizny – na co zwraca uwagę dzisiejszy „Dziennik Gazeta Prawna”.

Po raz kolejny się sprawdza, co pisał Alexis de Tocqueville: „Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niesprawiedliwości, której nie mógłby popełnić skądinąd łagodny i liberalny rząd - jeśli zabraknie mu pieniędzy”! A co dopiero mówić o rządzie, który nigdy liberalny nie był?


2009-09-09 8:50

ABW I BOMBA ATOMOWA W ZUS

ABW zatrzymało Prezesa ZUS i kilka innych osób. Podobno dostał telewizor i blachę na dach. Przez instytucji, która na system komputerowy wydała ponad 3 mld zł w charakterze łapówki bierze telewizor? Chciałoby się skomentować, że jaki kraj – tacy łapówkarze.

Nikomu nie mam zamiaru wystawiać świadectwa moralności. Ale przecież ABW już wielokrotnie dokonywała spektakularnych zatrzymań, które kończyły się kompromitacją organów ścigania (Andrzej Modrzejewski, Roman Kluska), po których albo w ogóle ni dochodziło do wniesienia aktów oskarżenia i sprawy, mimo ich nagłośnienia medialnego, były umarzane, albo sąd z hukiem uniewinniał oskarżonych – jak choćby w przypadku członków Zarządu Stoczni Szczecin. Nota bene afera w ZUS też dotyczy Szczecina. Razem z Prezesem zatrzymano dyrektora szczecińskiego oddziału. Ostatnio tamtejsza prokuratura w charakterze biegłego w jednej z prowadzonych przez siebie spraw powołała pracownika… prokuratury w innym mieście. Jaki kraj – taka prokuratura.

Politycy natychmiast rzucili się sobie do gardeł: że to „przykrywka na Grada”, który miał być odwołany, a nie będzie i że to w ogóle skandal. Z ust jednego z posłów usłyszałem nawet, że to ABW „postawiła” zatrzymanym zarzuty. Jaki kraj – tacy posłowie. Zarzuty stawia prokurator. ABW działa na jego zlecenie. No chyba, że tak jak było w sprawie zatrzymania Pana Prezesa Modrzejewskiego, to ABW (wcześniejsza nazwa UOP, a jeszcze wcześniejsza SB) wymuszała na prokuraturze postawianie zarzutów i wydanie postanowienia o zatrzymaniu. Sprawy nie da się wyjaśnić, bo koledzy z korporacji prokuratorskiej nie zgodzili się na uchylenie immunitetu jednaj pani prokurator. Należy tylko pogratulować ABW, że tym razem nikt im się nie zastrzelił podczas akcji. Bo jaki kraj – takie służby specjalne.

Media zaniepokoiły się jednak losem emerytów. Dla ich uspokojenia wyjaśnię, że zatrzymanie Prezesa ZUS nie ma najmniejszego wpływu na wypłatę świadczeń. W końcu to nie Prezes ZUS przynosi ludziom emeryturę, tylko listonosz. ZUS zatrudniający prawie 50 tys. ludzi to taka wielka lokomotywa, która jedzie nawet bez maszynisty. Szeregowy pracownik Zakładu braku Prezesa nawet nie zauważy.

Emerytury są zagrożone z całkiem innego powodu. Dla poprawienia budżetu w przyszłym roku Pan Minister Rostowski planuje przekazać do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (z którego ZUS wypłaca emerytury) środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej, które miały posłużyć ratowaniu systemu emerytalnego około roku 2020, gdy sytuacja demograficzna ulegnie znaczącemu pogorszeniu i coraz mniej młodych ludzi będzie musiało pracować na emerytury coraz większej rzeszy emerytów (pisze o tym dzisiejsza GW) Ale wybory prezydenckie już za rok, więc kto by się tam martwił, co będzie za lat 11. Aczkolwiek Platforma powinna się martwić, bo jak powszechnie wiadomo będzie rządzić wiecznie, gdyż nie ma dla niej „realnej” alternatywy. Głosy nawołujące do rozsądku są więc ignorowane, bo przecież mają 60% poparcia. Przypomnę więc, że podobno Hitler w 1942 roku powiedział, że nie będzie wydawał pieniędzy na budowę bomby atomowej, bo po co –  i tak panuje nad Europą (ma zapewnioną „elekcję”), więc może robić wszystkie głupoty jakie przyjdą mu do głowy.

Zegarowy mechanizm wybuchowy bomby atomowej pod naszym systemem emerytalnym już „tyka” od dawna. Jest to zegar demograficzny.