W kultowym dla mojego pokolenia radiowym kabarecie „Sześćdziesiąt minut na godzinę” Andrzej Zaorski opowiadał Marianowi Kociniakowi o tym jaki „fajny film wczoraj widział”.
A ja fajną książkę wczoraj czytałem. „Momentów” było pełno. Najlepszy był o tym, że „należy badać prawa rządzące działaniami ludzi i społeczną współpracą tak, jak fizycy badają prawa natury”.
Coraz częściej przy okazji „Kryzysu” słychać o konieczności zwiększenia zakresu różnych regulacji i państwowej (ergo urzędniczej) kontroli nad gospodarką. „Autorytety” moralne prześcigają się w twierdzeniach, że życie społeczne nie może podlegać prawom „dżungli”. „Dziki kapitalizm” z jego „darwinowską walką o byt”, w której zwyciężają „najlepiej przystosowani” jest nieetyczny i musi być zastąpiony jakimś „Inteligentnym Projektem”.
Dokładnie ci sami ludzie, którzy chcą ekonomii opartej na „empatii” i współpracy, a nie konkurencji, alergicznie reagują na religię. A przecież chcą ekonomii raczej „ewangelicznej”. Najlepszym wyrazem „Inteligentnego Projektu” jest przecież kreacjonizm! Dlaczego zatem zwolennicy państwowego „interwencjonizmu” nie uznają „interwencjonizmu” Pana Boga? Pana Boga nie ma! Jest za to Pan Prezydent, Pan Premier, Panowie Ministrowie, Panowie Posłowie i Senatorowie, Panowie Dyrektorzy Departamentów, Panowie Starsi Specjaliści i kto tam jeszcze. I oni wszyscy razem potrafią to, czego przecież nie potrafiłby jakiś Pan Bóg – stworzyć coś z niczego i uporządkować świat.
Co ciekawe, ci którzy twierdzą, że nie wierzą w wolny rynek wyśmiewają kreacjonistów, którzy twierdzą, że nie wierzą w ewolucję. A to nie jest kwestia wiary, tylko faktów. Nie wierzyć można także w prawo grawitacji. Różnica jest taka, że działanie prawa grawitacji jest obserwowalne bezpośrednio przez ludzki umysł, a działanie praw ewolucji i praw rynku – nie jest. Dlatego „potoczna ekonomia” nakazuje żywić pogardę do bogatych. Nie ma w tym nic dziwnego. Przez 95% swojej historii ludzie żyli we wspólnotach łowczych-zbieraczy. Jak ktoś zjadł więcej, ktoś inny musiał zjeść mniej. Przez wieki nieliczni (władcy, kapłani, arystokracja) wykorzystywali system niewolniczy, czy feudalny dla własnych potrzeb, wpychając całe masy w nędzę. Dlatego do dziś bogactwo kojarzy się niektórym ze złem.
Ale wraz z ewolucją ludzkiego ciała i rozumu oraz rozwojem ludzkich skupisk, ewoluowały też relacje między nimi. Także gospodarcze. Gospodarka towarowa ewoluowała w gospodarkę towarowo-pieniężną, dla której najlepszym sposobem rozwoju okazał się wolny rynek. To całkowicie naturalne mechanizmy rynkowe sprawiły, że gospodarka przestała być zero-sumowa, jaką była onegdaj. Ale przy pierwszym spojrzeniu nie potrafimy tego dostrzec. Podobnie jak nasze oko nie dostrzega ruchu elektronów w atomie, z których zbudowana jest otaczająca nas materia, tak nasz umysł nie dostrzega ruchu cen na rynku i jego znaczenia dla istnienia tych wszystkich dóbr, które nas otaczają i których tak pożądamy. Ale przecież „potoczna astronomia” nakazywałaby wierzyć, że ziemia jest płaska, a ciała niebieskie kręcą się wokół niej. Dostrzeżenie krzywizny ziemi wymaga odpowiedniej perspektywy – musimy się wzbić odpowiednio wysoko w przestworza. Dostrzeżenie roli wolnorynkowo ukształtowanej ceny dla rozwoju ekonomicznego wymaga tego samego.
W świecie ożywionym, rozwojem złożonych systemów adaptacyjnych kieruje dobór naturalny, którego motorem są zmienność i dobór kierunkowy (kumulatywny). Rozwój gospodarczy następuje podobnie. Uruchamia go produkcja i selekcja niezliczonych dóbr. Sceną ewolucji biologicznej jest środowisko. Sceną na której rozwija się gospodarka jest rynek. Żyjące organizmy „zaprojektowane” zostały przez dobór naturalny. Gospodarka tak samo jest „oddolnym” projektem stanowiącym efekt działania „niewidzialnej ręki”.
Ewolucja i ekonomia to dwa przykłady złożonych systemów adaptacyjnych, których poszczególne elementy (części organizmu lub jednostki ludzkie) oddziałują na siebie, przetwarzają informacje i dostosowują swoje zachowania do zmieniających się warunków. Takie systemy są zdolne do uczenia się, w miarę jak stają się coraz bardziej złożone. Są one też autokatalityczne – występują w nich pętle sprzężenia zwrotnego.
Ekosystem biologiczny to złożony system adaptacyjny, który wyewoluował tworząc warunki harmonijnej koegzystencji milionów osobników i tysięcy gatunków. „Ekosystem gospodarczy” to złożony system adaptacyjny, który wyewoluował tworząc warunki stosunkowo bezkonfliktowego życia obcych sobie ludzi w wielkich skupiskach miejskich. Darwin i Smith poszukiwali odpowiedzi na odmienne pytania, a zaproponowali podobne rozwiązania znacznie głębszego problemu niż ten, o którym pisali.
Aczkolwiek Darwin nie cytuje Smitha, to dla wielu badaczy nie ulega wątpliwości, że teoria ewolucji powstała w znacznej mierze pod wpływem teorii niewidzialnej ręki. Niestety, ręce panów polityków i panów urzędników, w odróżnieniu od ręki Pana Boga są doskonale widzialne. Zwłaszcza gdy się wyciągają po nasze pieniądze.
Michael Shermer, Rynkowy umysł,
tłumaczenie Anna Eichler i Piotr Szwajcer, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2009