PRYWATYZACJA I ZWIĄZKOKRACJA
W najnowszym numerze Forbesa skreśliłem kilka słów na temat prywatyzacji i „związkokracji”. Miesięczniki, mają swoje prawa – głównie objętościowe. Ja na blogu nie mam aż takich – jedynym kryterium objętościowym jest obawa przed zanudzeniem niektórych czytelników, więc pozwolę sobie kilka wątków rozwinąć.
Premier ogłosił niedawno plany prywatyzacyjne rządu na najbliższe półtora roku. „Wielki plan prywatyzacji” kilkuset spółek ma przynieść budżetowi do końca 2010 roku prawie 37 mld zł. „Mamy sukces. Przyjęliśmy realny program przyspieszenia prywatyzacji” - triumfował na konferencji prasowej minister Grad.
Łatwo u nas o sukces! Wystarczy, że rząd przyjmie jakiś plan i już jest powód do radości.
Rząd utrzymuje, że nie uległ presji związków zawodowych, które zapowiadały strajk, na wypadek prywatyzacji KGHM. Ale czy aby na pewno?„Udało się załatwić sprawę tak, by wilk był syty i owca cała. Dotrzymaliśmy przedwyborczych zapowiedzi, bo KGHM nie zostanie całkowicie sprywatyzowany, a pieniądze ze sprzedaży 10 proc. akcji zasilą budżet” – skomentował wicepremier Schetyna. Terrorystom zrzeszonym w związkach nie chodziło o to, czy rząd sprzeda 10% akcji, tylko o to, czy utrzyma kontrolę nad spółką. W Orlenie ma 27 proc akcji i też robi co chce – więc było pole do kompromisu w tej swoistej „komisji trójstronnej”: rząd – zarząd – związkowcy.
Jak powiadał Alfons „Al” Capone ludzi można przekonać dobrym słowem, ale łatwiej jest dobrym słowem i pistoletem. Pomni tej nauki związkowcy postanowili przyłożyć rządowi pistolet do głowy i zorganizowali strajk ostrzegawczy. Stanęły wszystkie trzy kopalnie - do pracy nie przystąpiło 44 proc. załogi. Nadawane przez radiowęzeł zakładowe komunikaty o tym, że strajk jest nielegalny, nie zrobiły na nikim żadnego wrażenia.
Za plan dalszej prywatyzacji KGHM premiera zaatakowała natychmiast opozycja. Podobno w ciągu dwóch lat można wypłacić z KGHM tyle dywidendy z zysku, ile da pozbycie się 10 proc. akcji. Oczywiście można - pod warunkiem, że będzie jeszcze jakiś zysk. No bo na przykład w Orlenie, po tym jak za czasów opozycji wziął się za budowanie bezpieczeństwa energetycznego i kupił Możejki, zysku już nie ma – jest strata. A jak po 13-stce i 14-stce w KGHM wypłacą jeszcze związkowcom 15-stkę i 16-stkę albo „zainwestują” w tytuł mistrza polski w piłce kopanej dola Zagłębia, to za kilka lat „zysk” będzie taki jak w Orlenie, albo w stoczniach. Na 18 tys. pracowników KGHM 16 tys. należy do związków. Central jest 15! Na związkowych etatach jest 42 działaczy, którym co roku KGHM płaci 7,5 mln zł, a na funkcjonowanie ich biur - 650 tys. zł. Średnia pensja związkowca to 14 tys. 810 zł!!! Koszty pracy w KGHM należą do najwyższych na świecie spośród wszystkich kopalni miedzi.
Zresztą nie jest to sytuacja odosobniona w spółkach skarbu państwa. To raczej „normalka”. W 16 kopalniach Kompanii Węglowej działają 172 organizacje związkowe(!!!) Ich roczne utrzymanie kosztuje ponad 20 mln zł. Nie ma się co dziwić, że polski węgiel zaczyna być droższy od chińskiego – licząc razem z transportem.
Za szybką prywatyzacją KGHM przemawia jeszcze jeden argument. Śmigłowców dla armii nie kupi się dziś za przyszła dywidendę. Można z dzisiejszej sprzedaży akcji. Nie znam się na polityce i nie wypowiadam się na temat zasadności pobytu naszych wojsk w Afganistanie. Ale skoro politycy już je tam wysłali, to powinni wysłać im też coś do strzelania, na co nie ma pieniędzy, bo MON musi ciąć wydatki. Więc warto sprzedać nie 10%, ale 40% akcji KGHM, żeby lepiej chronić chłopaków, których posłało się na wojnę. Chyba żeby wysłać do Afganistanu związkowców – skoro tacy bitni są, co pokazują podczas różnych manifestacji w Warszawie, to dajmy im się sprawdzić w Nangar Khel. I wtedy zapytajmy, czy chcą dostać na tę wyprawę śmigłowce za prywatyzację KGHM.
Wielkie poparcie społeczne dla idei prywatyzacji z 1989 roku zostało zmarnotrawione, przez to, w jak beznadziejny sposób ta prywatyzacja była robiona. Zresztą prywatyzacja nie jest lekarstwem na wszelkie bolączki. Prywatne przedsiębiorstwa tez upadają. W prywatnych przedsiębiorstwach związkowcy tez się mogą „szarogęsić”. Ale nawet najgorszy prywatny właściciel jest lepszym właścicielem niż państwo. Bo nie ma z zasady sprzeczności interesów. Prywatne firmy mają zarabiać i płacić podatki. W przypadku spółek surowcowych mogą to być choćby podatki od licencji wydobywczych. I oczywiście podatki przychodowe, a nie dochodowe – wówczas prywatny właściciel nie ma powodów manipulowania kosztami. A politycy mają na wojsko i nie muszą się stresować, czy bardziej im zależy na głosach górników, czy matek żołnierzy.
Tylko prywatyzować trzeba umieć. Jak rząd ma prywatyzować KGHM, tak, jak sprywatyzował stocznie, to może lepiej niech nie prywatyzuje!
Jeszcze niedawno znalezienie inwestora dla stoczni, to nie była żadna sztuka. Dziś znalezienie takiego, który zapłaciłby, za to co chce kupić, przerosło zdolności ministerstwa skarbu państwa. Tak to jest, jak się musi manewrować między interesami różnych grup nacisku, których przedstawiciele „kręcą się w regałach” – czyli wokół ministerstwa, zamiast sprzedać temu, kto da więcej, bez żadnych warunków wstępnych po „tajnych negocjacjach”.
Podobno stocznie miały „iść” w pakiecie za gaz. Ale to bez sensu. Jak jakaś prywatyzacja miałby być łączona z dostawami gazu, to raczej prywatyzacja zakładów chemicznych, które są największym odbiorcą gazu. Jak ktoś miałby sprzedawać gaz, to może bardziej opłacałoby mu się wydłużyć łańcuch produktowy i uzyskać jeszcze dodatkowa marżę ze sprzedaży nawozów produkowanych dzięki temu gazowi. Mija właśnie rocznica ogłoszenia planu prywatyzacji chemii. Za rok będzie kolejna! Z IPO Kędzierzyna już zrezygnowano. Z zakupu Anwilu od Orlenu przez Kędzierzyn, Tarnów i Ciech też raczej nic już nie wyjdzie. Kilka miesięcy temu krążyły już po prasie plotki, że zakładami chemicznymi zainteresowany jest duży inwestor z Bliskiego Wschodu. Ten sam co stoczniami? Tylko po co, ten gaz wozić z tak daleka??? Może za inwestorami z Bliskiego Wschodu, kryje się jakiś inwestor z jeszcze bliższego wschodu?
Podobno zainteresowany jest Michał Sołowiow. Kupił już Dwory S.A. (obecnie Synthoz S.A.), wie jak się z przedsiębiorstw chemicznych wyciska zysk. Zwłaszcza jak się umie zawrzeć takie umowy, jakie Dwory (jeszcze) zawarły z PKN Orlen. Jakby Orlen zechciał zawrzeć ze mną umowę na dostawę benzenu na takich samach warunkach, na jakich z Dworami (jeszcze) zawarł umowę na sprzedaż etylobenzenu, to sam bym chętnie sobie jeden z tych zakładów kupił.
Podpisywane umowy prywatyzacyjne powinny być drukowane w dzienniku urzędowym Ministerstwa Skarbu. Bo rząd nie może mieć „tajemnicy handlowej” przed podatnikami. A jak inwestor chce ją mieć – to trzeba znaleźć innego inwestora. Ale sprzedawać należy pakiety kontrole! Spółki musza mieć konkretnego właściciela. Bo jak akcjonariat jest rozproszony, to urzędników państwowych zastępują urzędnicy korporacyjni, którzy myślą głównie o swoich bonusach, a nie cash flow firmy. Skutki są podobne jak w polskich stoczniach – czego przykładem są amerykańskie koncerny samochodowe, które zbankrutowały między innymi za sprawą kosztów horrendalnych przywilejów związkowych, bo ich prezesi bardziej bali się związkowców niż właściciela, którego nie było.
A dla związkowców, którzy często uczestniczą w pielgrzymkach, może warto zacytować słowa Papieża Leona XII z encykliki „Rerum Novarum”, która dała początek społecznej nauce Kościoła: „własność wspólna jest szkodliwa do robotnika, sprzeciwia się prawu natury, zagraża rodzinie i grozi społecznym rozstrojem”.