ZEGARKI PRZESTAWIONE?
Spaliśmy dzisiaj „krócej”! To znaczy większość pewnie spała tyle samo co zazwyczaj, tylko jak się obudziła było później, bo w nocy „ktoś” poprzestawiał nam zegarki. Tylko po co? Jak byłem małym chłopcem, to sam przestawiałem zegarek, żeby już była ta godzina, na którą czekałem. Podobno zmiana czasu na letni powoduje oszczędności dzięki efektywniejszemu wykorzystywaniu światła słonecznego. Wschód słońca będzie o godzinę później, dzięki czemu jasno zrobi się o godzinie 6 zamiast o 5, a ciemno o 19 zamiast o 18. Jako że więcej ludzi wstaje po godzinie 6 i kładzie się spać po godzinie 19, przy zmianie czasu na letni krócej palą światło – oszczędzają energię i tym samym przyrodę.
Prasa przypomniała w związku z tym, (jak robi to od jakiegoś czasu w każdą ostatnią sobotę marca i października), że za pomysłodawcę wprowadzenia czasu letniego uchodzi Benjamin Franklin, który wystąpił z taką propozycją w 1784 roku obserwując życie ówczesnego Paryża. Paryżanie spali jeszcze długo po wschodzie słońca przy spuszczonych żaluzjach, żeby ich nie raziło światło dzienne, a wieczorem przesiadywali przy świecach. „Zmuś człowieka, by wstał o czwartej rano, a sam z siebie pójdzie spać o ósmej wieczorem. To będzie trudne tylko przez kilka dni” – cytuje Franklina „Wyborcza”. Jego zdaniem, zmiana ludzkich przyzwyczajeń spowodowałaby znacznie zmniejszenie zużycia świec. Wówczas nie obowiązywała jeszcze teoria gospodarki popytowej więc współautor amerykańskiej Konstytucji nie martwił się stratą zarobku przez producentów wosku, knotów i świec.
Badania Brendan Cronin i Elizabeth Garnsey przeprowadzone w 2007 roku w Wielkiej Brytanii pokazały co prawda, że dzięki zmianie czasu zużycie energii elektrycznej spada w miesiącach zimowych o około 2% („Daylight saving in GB; is there evidence in favour of clock time on GMT?”). Ale badania przeprowadzone w tym samym roku w Kalifornii przez Adrienne Kandel i Margaret Sheridan pokazały, że pokazały, że zmiana czasu nie zmienia zużycia prądu („The effect of early daylight saving time on California electricity consumption: a statistical analysis”). A już zupełnym wstrząsem były badania, jakie przeprowadzili i Matthew J. Kotchen, profesor gospodarki ekologicznej w Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara i Laura E. Grant, doktorantka tej samej uczelni. Zbadali oni efekty wprowadzenia czasu letniego w stanie Indiana, w czasie gdy tylko niektóre hrabstwa zmieniły czas na letni, a inne nie. Sprawdzając rachunki około 250 tysięcy gospodarstw domowych stwierdzili oni, że co prawda letnie przesunięcie godzin zmniejszyło wydatki na oświetlenie, ale jednocześnie zwiększyło zużycie energii na klimatyzację i ogrzewanie. Rachunki indywidualne za prąd wzrosły od 1 do 4%. -Łącznie mieszkańcy stanu wydali o 8,6 mln USD więcej na energię elektryczną, choć nie wzrosła jej cena – ergo musiało wzrosnąć jej zużycie, prawdopodobnie z powodu dłuższego używania klimatyzacji bo później robiło się chłodniej. A mimo to zmieniono w Indianie prawo stanowe i teraz już wszystkie hrabstwa muszą stosować czas letni! Ale, „jak fakty przeczą teorii, tym gorzej dla faktów”.
Czas letni ma jednak swoich gorących orędowników. Należy do nich branża sportowa i rekreacyjna. Przedstawiciele przemysłu golfowego oświadczyli, że jeden miesiąc czasu letniego przynosi rocznie 400 mln dolarów z dodatkowej sprzedaży sprzętu i opłat za grę.
Największe „zyski” kryją się jednak gdzie indziej. W sztokholmskim Karolinska Institute podczas analizy przypadków zawałów serca zauważono, że ich liczba wzrastała o 5% w pierwszym tygodniu po wprowadzeniu czasu letniego, prawdopodobnie na skutek zakłócenia wzorców snu i rytmów biologicznych. I to jest dopiero oszczędność – jak się policzy o ile mniej państwo musi wydawać na emerytury i „bezpłatną” opiekę medyczną!
Skorzystają też na zmianie czasu prawnicy. Niektórzy doszli do wniosku, i podzielili się tym wnioskiem ze światem na łamach „Gazety Prawnej”, że osoby, które pracowały dzisiaj w nocy, będą pracować o jedną godzinę krócej, przez co nie wypracuje obowiązującego go w danym okresie rozliczeniowym wymiaru czasu pracy. Faktycznie będzie pracował siedem, a nie osiem godzin. Osoba wykonująca pracę na trzeciej zmianie od 22.00 w sobotę do 6.00 rano w niedzielę, w marcu przepracuje 175 godzin, choć pracownicy zatrudnieni w innych godzinach będą musieli przepracować 176 godzin. Jednak na podstawie art. 81 kodeksu pracy za nieprzepracowaną godzinę pracownik powinien otrzymać wynagrodzenie przestojowe. Pracodawca ma bowiem obowiązek wypłaty wynagrodzenia pracownikowi za czas jej niewykonywania, jeśli w tym czasie pracownik był gotowy do jej świadczenia i nie z własnej winy nie mógł jej wykonywać. Szkoda, że nie ma przepisu aby pracodawca mógł nie płacić pracownikowi, gdy był gotowy do zaoferowania pracy pracownikowi, ale nie z własnej winy jej nie mógł mu zaoferować!
Najlepszą konsekwencją zmiany czasu było to, że we wrześniu 1999 roku w Izraelu bomba zegarowa wybuchła przedwcześnie i zabiła terrorystów zamiast niewinnych ludzi.