Pisałem już kilkakrotnie o tym, że z trzech rodzajów wolności: osobistej, politycznej i ekonomicznej dla klasycznych liberałów największe znaczenie ma ta trzecia, traktowana jako warunek i gwarancja dla dwu pozostałych. „Free speech does not live many hours after free industry and free commerce die” – stwierdził już Herbert Hoover. „Wolność ekonomiczna jest najważniejszą z ziemskich wolności. Bez wolności ekonomicznej wolność polityczna i inne zostaną nam z pewnością odebrane” – pisał współcześnie William Buckley. Zdaniem Miltona Friedmana, absolutna wolność w sferze politycznej jest nawet niemożliwa, podczas gdy wolność ekonomiczna może być osiągnięta w pełni. Jest ona wolnością absolutną, nie wymagającą żadnych ustępstw i kompromisów. Likwiduje ona konflikt między mniejszością i większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek toleruje wszelką różnorodność. „Mówiąc kategoriami politycznymi jest on systemem proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się”.
Ten sposób rozumowania lekko się we mnie zachwiał, gdy uczestniczyłem w programie publicystycznym o tym, jak organy państwa de facto wyzuły obywateli z ich własności pozbawiając ich najpierw wolności. Naczelnik Urzędu Kontroli Skarbowej prowadził osobiście postępowanie kontrolne w jakiejś spółce, powiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa karno-skarbowego (czyli podejrzeniu nie zapłacenia podatków – o co jesteśmy podejrzani wszyscy) ludzi pozamykali, odbyło się walne zgromadzenie, na które oczywiście nie przyszli ci, którzy siedzieli, naczelnik został przewodniczącym rady nadzorczej skontrolowanej przez siebie spółki, która to rada zmieniła zarząd, który z kolei upłynnił majątek spółki.
Do różnych materiałów prasowych, zwłaszcza ostatnio, podchodzę ostrożnie, ale Pan Profesor Stanisław Sołtysiński, który był jednym z uczestników tego programu, a znał dokładnie stan faktyczny, gdyż był autorem opinii prawnej na temat postępowania organów państwa, nazwał ich działania uzurpatorskimi. Postawił też tezę o tym, jak ważna jest wolność osobista. Bez niej można bowiem człowieka pozbawić nawet własności.
W pierwszym odruchu gotów byłem przyznać mu rację. Hoover, Buckley czy Friedman nie znali naszej siermiężnej rzeczywistości i dlatego mogli przedkładać wolność gospodarczą nad osobistą. W USA sądy działają trochę inaczej niż w dorzeczach Wisły i Odry. Ale po zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że wolność osobista została naruszona dzięki przepisom ograniczającym wolność gospodarczą.
W większości przypadków, gdy w dziwnych dość okolicznościach dochodzi do czyjegoś zatrzymania, a potem dziwne rzeczy dzieją się z majątkiem zatrzymanego, podstawą zatrzymania są albo enigmatyczne przepisy podatkowe, albo słynny artykuł o działaniu na szkodę spółki. Nawet własnej. To nic, że spółka może być własnością działającego „na jej szkodę”. Próba samobójstwo nie jest karalna, ale podwyższenie kapitału akcyjnego własnej spółki w sposób, który nie spodoba się prokuratorowi – już karalne być może.
Znam przypadek w którym ktoś kupił – jako osoba fizyczna – nieruchomość rolną. Odrolnił ją i wniósł na pokrycie kapitału zakładowego spółki, w której był 100% udziałowcem, według wartości po odrolnieniu. Został zatrzymany i zastosowano wobec niego areszt tymczasowy pod zarzutem działania na szkodę spółki, bo przecież mógł podwyższyć jej kapitał zakładowy pokrywając go wkładem pieniężnym, a następnie spółka mogła kupić nieruchomość i ją odrolnić. I w ten sposób mogłaby mieć niższy kapitał!!!
Zamknąć kogoś pod zarzutem, na przykład, gwałtu jest znacznie trudniej niż za działanie na szkodę spółki…