Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: styczeń 2009

2009-01-31 11:40

JAK TO JEST Z TYMI KREDYTAMI?

Podobno nasila się kryzys, bo banki nie udzielają kredytów. We wszystkich programach informacyjnych eksperci zażarcie dyskutują dlaczego tak się dzieje i jak temu zaradzić, bo że zaradzić jakoś trzeba dla dyskutantów nie ulega wątpliwości.

Nie lubię siedzieć w statystykach, ale ciekawe statystyki znalazłem na blogu Pawła Dobrowolskiego: http://dobrowol.org/blog/2009/01/banki_polskojzyczne.html

Wynika z nich, że przez CAŁY czwarty kwartał ubiegłego roku (już po bankructwie Lehman Brothers i to nie tylko w grudniu) banki działające w Polsce akcję kredytową zwiększały, a nie ograniczały! Ale, jak powiadał Wielki Językoznawca – Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili (pseudonim Stali) „jeśli fakty przeczą teorii, to tym gorzej dla faktów”. A więc debatujmy nadal nad tym, jak pomóc bankom, żeby… udzielały więcej kredytów.


2009-01-28 15:00

OBYWATELSKI PROJEKT OGRANICZENIA WYDATKÓW PAŃSTWA

Mam pomysł. Pan Premier Donald Tusk zapowiedział, że resorty mają znaleźć oszczędności w wysokości 17 mld zł. Zakładam, że nie znajdą. Spróbujmy im pomóc i zrobić projekt ograniczenia wydatków państwa.

Zapraszam do składania propozycji – albo w komentarzach, albo drogą mailową.

Pierwsze, szybkie propozycje ad hoc:

1. Uchylić ustawę o służbie cywilnej – niech rząd, jak w Ameryce, może zwolnić administrację poprzedników. I tak nie daje jej nic ważnego do roboty, a zatrudnia nowych (swoich) urzędników – w ten sposób ich liczba nieustannie rośnie.

2. Uchylić ustawę o zamówieniach publicznych – jej skutki są katastrofalne dla budżetu państwa i samorządów. Wszystko kosztuje znacznie drożej, niż w przypadku zamówień realizowanych na aukcjach internetowych – przejrzyście i transparentnie.

3. Stworzyć Agencję Rozliczeniową Państwa. Agencja ta powinna zajmować się zbieraniem wszystkich środków publicznych (podatki i składki). Posłużyć do tego może system komputerowy ZUS. Nie trzeba będzie wydawać pieniędzy na kolejne systemy komputerowe w Ministerstwie Finansów i organach podatkowych. Pozwoli to zlikwidować: urzędy skarbowe, urzędy kontroli skarbowej, izby skarbowe, urzędy celne i izby celne – jako instytucje.

4. Ujednolicić podstawę obliczania podatków i składek – system informatyczny zużywał będzie znacznie mniej prądu na prowadzenie obliczeń.

5. Połączyć ZUS z KRUS-em w jeden Państwowy Zakład Emerytalny – zajmujący się jedynie wypłacaniem świadczeń.

6. Zlikwidować progresję podatkową i wprowadzić podatek od funduszu wynagrodzeń. Pozwoli to zaoszczędzić na kosztach: druku formularzy, przesyłania formularzy, wprowadzania formularzy do systemu komputerowego, kosztów energii z tym związanej, kosztów komputerów i programów do obsługi tego systemu i kosztów osobowych tych, którzy tym się zajmują.

7. Obniżyć koszty pracy – mniej podatków trzeba będzie ściągać od podatników na wynagrodzenia brutto dla sfery budżetowej. Skorzystają nie tylko przedsiębiorcy, ale i rząd jako pracodawca, który też przecież musi liczyć koszty osobowe brutto.

8. Znieść cła na samochody japońskie i amerykańskie i wprowadzić jako jedyne kryterium zakupu samochodów przez administrację w danym segmencie rynkowym –  cenę.

9. Zlikwidować PFRON i jeszcze parę innych agend i agencji (tu czekam na propozycje uzasadnienia: które i dlaczego).

10 .Uchwalić w końcu budżet zadaniowy żeby było widać na co wydajemy i z jakim skutkiem.

Uwagi krytyczne wobec tych propozycji także mile widziane.


2009-01-28 2:20

PREMIER O BANKACH I EKSPERTACH

Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. „Banki nie są i nie będą celem pomocy ze strony rządu – powiedział Pan Premier Donald Tusk po posiedzeniu Rady Ministrów.

Podmiotem pomocy mają być ludzie i przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa, gdyż „gospodarka ma przetrwać najtrudniejszy okres aktywnie, a nie tylko przez konsumpcję środków”. Toż to jakaś propodażowa herezja!!! A co z ożywianiem popytu???

„Rząd – stwierdził dalej Pan Premier – nie jest zainteresowany, żeby kogokolwiek w sektorze bankowym wspomagać, by dawać kasę jakiemuś bankowi. Jesteśmy bardzo konserwatywni pod tym względem i zakładamy, że to banki są od tego, by udzielać pożyczek i pomocy, a nie odwrotnie”. I w tym momencie zacząłem zachodzić w głowę, kto w Kancelarii Premiera czyta tego bloga?

Ale największe moje zdumienie wywołało następujące stwierdzenie Pana Premiera: „Jeśli przeanalizować wszystkie możliwe podpowiedzi, jakie pojawiają się w tej przestrzeni publicznej, to jakże wiele z nich ma charakter ewidentnie lobbystyczny. Jest bardzo wiele instytucji czy podmiotów życia gospodarczego i finansowego, które w czasie kryzysu chciałyby skorzystać z pieniędzy publicznych (…) Jest cała grupa instytucji i ekspertów, którzy biliby brawa, gdyby rząd dał dużo i szybko wskazanym podmiotom. Ale na to niech nikt nie liczy”.

Zgodnie ze spiskową teorią dziejów rządzący pokłócili się o kasę i Pan Premier „pogonił” w ten sposób co bardziej „namolnych” „neoliberałów” w głębi których, jak u Pana Profesora Sachsa, odezwała się tęsknota za interwencjonizmem. Ja wolę jednak teorie wolnorynkowe od spiskowych. Jak podpowiada Prawo Murphy’ego „ludzie postępują racjonalnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne metody zawiodą”. Może więc po prostu doszliśmy właśnie do tej granicy i jutro rano Pan Premier, gdy się już wyśpi, nie zmieni tego sensownego zdania na bezsensowne, jak to się mu wcześniej zdarzało, pod wpływem niektórych „podmiotów życia gospodarczego” oraz jakiejś „grupy instytucji i ekspertów”.


2009-01-27 18:30

DONIESIENIA ZE STREFY EURO

Pan Dariusz Malinowski z wnp.pl sprawdził co tam słychać u braci Słowaków po wprowadzeniu euro. http://finanse.wnp.pl/slowaccy-gorale-zatesknili-za-korona,70901_1_0_0.html

„Wejście do strefy euro okazało się katastrofą dla branży turystycznej” – powiedział Peter Chudý, przewodnik ze słowackich Tatr.

Według wstępnych szacunków liczba turystów i narciarzy u naszych południowych sąsiadów spadła o 80%.

Rząd próbuje tonować nastroje tłumacząc, że także w Alpach jest mniej turystów, a pustki w hotelach i na stokach to efekt ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego. Tyle że Alpach spadek wynosi 30%, a na Słowacji – 80%. Co więcej, do 10 stycznia, kiedy można było płacić jeszcze słowacką koroną, spadek natężenia ruchu turystycznego był na poziomie takim samym jak w Alpach. I dopiero po tym terminie nastąpiła zapaść – twierdzą słowaccy górale.


2009-01-27 13:50

YANKES CHIŃCZYK DWA BRATANKI

Profesor Leszek Balcerowicz stwierdził w jednym z ostatnich wywiadów, że wydatki rządu USA sfinansować mogą Chiny kupując amerykańskie obligacje. Stwierdzenie to zrodziło pytanie jak to jest z amerykańskim deficytem budżetowym. Czy drukują pieniądze, czy je pożyczają? Bo to przecież istotna różnica. Na dziś jest to istotna różnica. Na „jutro” dużo mniejsza. Na „pojutrze” – żadna.

Peter Schiff, prezes Euro Capital Pacific, który zasłynął po publikacji (tuż przed rozpoczęciem kryzysu) książki „Crash Proof: How to Profit From the Coming Economic Collapse”, prognozuje, że rosnąca w wielkim tempie bańka amerykańskiego długu będzie musiała pęknąć – jak bańka nieruchomościowa. Amerykańskie władze, za radą niektórych makroekonomistów, liczą na to, że zagraniczni inwestorzy, szczególnie Chińczycy, Japończycy i Saudyjczycy, będą finansować rosnącą górę długu USA, dzięki któremu amerykańska gospodarka wyjdzie z kryzysu. Ale się mogą przeliczyć – pisze Schiff na łamach The Wall Street Journal w artykule „The World Won ′t Buy Unlimited U.S. Debt” (http://online.wsj.com/article/SB123266988914308217.html)

O szczególnym stanie symbiozy pomiędzy gospodarką amerykańską a chińską lub szerzej – wschodnioazjatycką pisał niedawno Witold Gadomski: http://wyborcza.pl/1,76842,6196748,Bedzie_skromniej_i_wydajniej.html

Chiński przemysł zyskał amerykański rynek zbytu, dzięki czemu gospodarka chińska rosła w tempie dwucyfrowym rocznie, ale popyt amerykańskich konsumentów na chińskie wyroby finansowały oszczędności chińskich gospodarstw domowych, dzięki którym przeciętny Amerykanin mógł wydawać więcej niż zarabiał. To Chiny dostarczyły amerykańskiemu rządowi i amerykańskim instytucjom finansowym kapitału przeznaczonego na konsumpcję wyrobów chińskiego przemysłu. Rząd amerykański jest dziś winny rządowi chińskiemu ponad 650 mld USD. Ale przecież, zgodnie z teorią Keynesa, najważniejszy jest popyt. Tylko jakby Chińczycy zaczęli się zachowywać jak Amerykanie, to kto sfinansowałby deficyt ogólnoświatowy? Pewnie Marsjanie!

Ale największy szok amerykańskich makroekonomistów musiało wzbudzić przyznanie się Schaff’a do inspiracji ze strony Szkoły Austriackiej, bo oni o takiej szkole prawdopodobnie w ogóle nie słyszeli.

„As a follower of the Austrian School of economics I believe that market forces apply equally to people and nations. The problems we face collectively are no different from those we face individually. Belt tightening is required by all, including government”. „There ′s No Pain-Free Cure for Recession” http://online.wsj.com/article/SB123033898448336541.html


2009-01-26 23:20

NEOFICI INTERWENCJONIZMU

Pan Profesor Jeffrey Sachs, doradca polskich rządów w procesie transformacji ustrojowej na początku lat 90-tych, wyznał Jackowi Żakowskiemu w wywiadzie opublikowanym w Polityce, że „skończył studia w duchu ortodoksji radykalnej szkoły rynkowej i poruszał się w jej granicach”, ale „w głębi był… socjaldemokratą i wolał model skandynawski od amerykańskiego”!!! Nie wiadomo w głębi czego Pan Profesor był socjaldemokratą: serca, duszy, czy może umysłu???

Dziś z żarliwością neofity stwierdza, że teza, iż „skoro socjalizm zawiódł, to znaczy, że sprawdza się tylko wolny rynek” była tezą „konserwatywnej prawicy” (sic!!!), która, „wbrew doświadczeniu” (ciekawe jakiemu?!) stworzyła wrażenie, że są tylko dwie drogi: prowadzący do katastrofy socjalizm albo dający bogactwo rynek.

W efekcie, „pogrążona w kryzysie Ameryka, którą dziedziczy Obama, to produkt epoki Reagana”!

Choć Pan Profesor Sachs stara się jak może, odnoszę nieodparte wrażenie, że za mało cierpkich słów poświęcił Reaganowi, aby móc zyskać uznanie w oczach Naomi Klein i Grzegorza W. Kołodko, czyniących z niego ikonę „neoliberalizmu”, który całkiem słusznie krytykują. Z tym, że ten „neoliberalizm” i „wolnorynkowy kapitalizm” a la Sachs ma się do tradycyjnego liberalizmu i demokratycznego kapitalizmu jak demokracja socjalistyczna do demokracji!

Ale po wyznaniu Pana Profesora o tym, co mu tam w sercu, duszy, czy umyśle tak naprawdę grało, łatwiej zrozumieć dlaczego utrzymywano „popiwek” (podatek od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń) a z ceny węgla uczyniono „kotwicę inflacyjną”, co uczyniło „reformę rynkową” podobną do przestawienia ruch kołowego w Anglii na prawostronny z tym zastrzeżeniem, że ciężarówki miałyby jeździć nadal po staremu. Przy okazji do komunistycznej ustawy Wilczka wprowadzono szereg restrykcji w zakresie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, podniesiono składki ubezpieczeniowe do niebotycznych rozmiarów, wprowadzono progresywny podatek dochodowy z kuriozalnie skonstruowaną skalą, za sprawą której takie same stawki podatkowe jak w innych krajach zastosowano do dochodów dziesięć razy niższych, a za prywatyzację „robił” „Program” Narodowych Funduszy Inwestycyjnych.

Jeżeli to był „neoliberalizm”, to wykorzystując fakt, że nowo powołany Minister Sprawiedliwości opowiedział się za upowszechnieniem prawa do posiadania broni, każdy poza pistoletem powinien dostać prawo zastrzelenia jednego takiego „neoliberała”.

 


2009-01-26 1:30

ZNOWU O WOLNOŚCI

Pisałem już kilkakrotnie o tym, że z trzech rodzajów wolności: osobistej, politycznej i ekonomicznej dla klasycznych liberałów największe znaczenie ma ta trzecia, traktowana jako warunek i gwarancja dla dwu pozostałych. „Free speech does not live many hours after free industry and free commerce die” – stwierdził już Herbert Hoover. „Wolność ekonomiczna jest najważniejszą z ziemskich wolności. Bez wolności ekonomicznej wolność polityczna i inne zostaną nam z pewnością odebrane” – pisał współcześnie William Buckley. Zdaniem Miltona Friedmana, absolutna wolność w sferze politycznej jest nawet niemożliwa, podczas gdy wolność ekonomiczna może być osiągnięta w pełni. Jest ona wolnością absolutną, nie wymagającą żadnych ustępstw i kompromisów. Likwiduje ona konflikt między mniejszością i większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek toleruje wszelką różnorodność. „Mówiąc kategoriami politycznymi jest on systemem proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może głosować na, powiedzmy, kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości podporządkowywać się”.

Ten sposób rozumowania lekko się we mnie zachwiał, gdy uczestniczyłem w programie publicystycznym o tym, jak organy państwa de facto wyzuły obywateli z ich własności pozbawiając ich najpierw wolności. Naczelnik Urzędu Kontroli Skarbowej prowadził osobiście postępowanie kontrolne w jakiejś spółce, powiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa karno-skarbowego (czyli podejrzeniu nie zapłacenia podatków – o co jesteśmy podejrzani wszyscy) ludzi pozamykali, odbyło się walne zgromadzenie, na które oczywiście nie przyszli ci, którzy siedzieli, naczelnik został przewodniczącym rady nadzorczej skontrolowanej przez siebie spółki, która to rada zmieniła zarząd, który z kolei upłynnił majątek spółki.

Do różnych materiałów prasowych, zwłaszcza ostatnio, podchodzę ostrożnie, ale Pan Profesor Stanisław Sołtysiński, który był jednym z uczestników tego programu, a znał dokładnie stan faktyczny, gdyż był autorem opinii prawnej na temat postępowania organów państwa, nazwał ich działania uzurpatorskimi. Postawił też tezę o tym, jak ważna jest wolność osobista. Bez niej można bowiem człowieka pozbawić nawet własności.

W pierwszym odruchu gotów byłem przyznać mu rację. Hoover, Buckley czy Friedman nie znali naszej siermiężnej rzeczywistości i dlatego mogli przedkładać wolność gospodarczą nad osobistą. W USA sądy działają trochę inaczej niż w dorzeczach Wisły i Odry. Ale po zastanowieniu się doszedłem jednak do wniosku, że wolność osobista została naruszona dzięki przepisom ograniczającym wolność gospodarczą.

W większości przypadków, gdy w dziwnych dość okolicznościach dochodzi do czyjegoś zatrzymania, a potem dziwne rzeczy dzieją się z majątkiem zatrzymanego, podstawą zatrzymania są albo enigmatyczne przepisy podatkowe, albo słynny artykuł o działaniu na szkodę spółki. Nawet własnej. To nic, że spółka może być własnością działającego „na jej szkodę”. Próba samobójstwo nie jest karalna, ale podwyższenie kapitału akcyjnego własnej spółki w sposób, który nie spodoba się prokuratorowi – już karalne być może.

Znam przypadek w którym ktoś kupił – jako osoba fizyczna – nieruchomość rolną. Odrolnił ją i wniósł na pokrycie kapitału zakładowego spółki, w której był 100% udziałowcem, według wartości po odrolnieniu. Został zatrzymany i zastosowano wobec niego areszt tymczasowy pod zarzutem działania na szkodę spółki, bo przecież mógł podwyższyć jej kapitał zakładowy pokrywając go wkładem pieniężnym, a następnie spółka mogła kupić nieruchomość i ją odrolnić. I w ten sposób mogłaby mieć niższy kapitał!!!

Zamknąć kogoś pod zarzutem, na przykład, gwałtu jest znacznie trudniej niż za działanie na szkodę spółki…


2009-01-23 12:30

ROK Z ŻYCIA AMERYKAŃSKIEGO INWESTORA

Od jednego z zaprzyjaźnionych bankowców dostałem sms-a, który robi podobno furorę wśród przedstawicieli rynków finansowych:

“… 1 year ago RBS paid $100bn for ABN Amro.

For this amount it could now buy:

Citibank $22,5bn

Morgan Stanley $10,5bn

Goldman Sachs $21bn

Deutsche Bank $13bn

Barclays $12,7bn

And still have $8bn change… which you would be able to pick up GM, Ford, Chrysler and the Honda F1 Team! “

Ale sobie policzyłem, że: 22,5+10,5+21+13+12,7=79,7. Zostaje 20,3 a nie 8! To gdzie jest moje $12,3bn??? :)

 

 

 


2009-01-23 0:30

PLAN WALDKA

Jako że czytelnictwo komentarzy na różnych blogach nie jest tak częste jak wpisów autora, a na innych portalach, którym pozwoliłem publikować moje wpisy, są komentarze czytelników tylko z tych portali, a nie ma w ogóle komentarzy bezpośrednio z mojej strony WWW, postanowiłem rozpowszechniać niektóre z nich, powtarzając je we własnych wpisach, bo są lepsze od moich.

„Jacek S” zwrócił dziś uwagę na słowa przedstawiciela Kancelarii Premiera, który stwierdził, że „nie ma żadnej dziury w budżecie MON, po prostu zapłacimy pieniędzmi z 2009 roku za wydatki z 2008”.

„Waldek” zaproponował rozwinąć ten pomysł i za wydatki z 2008 roku zapłacić pieniędzmi z 2020 roku, co da nam możliwość swobodnego wydawania pieniędzy za 2009 a nawet 2010 rok. A jakbyśmy wydali w 2009 roku jeszcze pieniądze z roku 2020 i 2021, to szybko pokonamy obecny kryzys, staniemy się potęgą i zarobimy tyle forsy, że będziemy mogli ją wydać w latach 2020-2021.

Myślę, że to jest zdecydowanie ciekawszy plan niż Flynta i postanowiłem go rozpropagować :)


2009-01-22 23:40

PLAN FLYNTA

Plan Paulsona jakoś nie pomógł gospodarce amerykańskiej. Sektor finansowy wydał pieniądze albo na relaks w SPA – jak menagerowie z AIG – co i tak nie było wielkim problemem bo przynajmniej ten wydatek zaksięgowano, w odróżnieniu od wielu innych (http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=542). Plan Obamy Wall Street przyjęła  „na czerwono”, ale za to pojawił się Plan Flynta, który jakoś przeoczyłem kilka dni temu.

Wydawca Hustlera zwrócił się do amerykańskiego Kongresu  o wsparcie przemysłu pornograficznego kwotą 5 mld USD. Jego zdaniem przemysł ten cierpi z powodu kryzysu tak samo, jak każdy inny. I już ten fakt powinien być wystarczającym powodem, aby udzielić mu wsparcia – tak jak sektorowi finansowemu i przemysłowi samochodowemu. Ale jest jeszcze argument dodatkowy: ludzie mogą łatwiej się obejść bez samochodów, których produkcja ma być wspierana rządowym planem ratunkowym, niż bez seksu. Co więcej, z powodu stresu spowodowanego kryzysem, mają z seksem kłopoty, więc Kongres powinien im pomóc łagodzić nie tylko same przyczyny (stres wywołany kryzysem) ale i skutki (zmniejszony popęd erotyczny wywołany stresem).

Zakładam, że Flynt zrobił sobie, tak zwane „jaja”. I wtedy jest to przedni żart. Ale nie wykluczam, ze Flynt „pojechał” na poważnie i wtedy… jest to jeszcze lepszy żart. Bo w najlepsze możemy oddać się ciekawym spekulacjom, czy należy stymulować podaż, czy może raczej popyt …