Naomi Klein, autorka bestsellera „No Logo”, odwiedziła Polskę. Ta wizyta, słowa które podczas niej padły, a w szczególności niezłomna wiara, że ma się racje, choć nie ma się pojęcia o faktach, które się komentuje, przywiodły mi na pamięć wizyty, jakie na początku lat 90. XX wieku odbywał cyklicznie Jeffrey Sachs. Tyle że a rebours. Wówczas nie było Internetu, więc moje zastrzeżenia pod adresem doktryny Sachsa mogłem przekazywać znajomym i studentom. Jak napisałem na ten temat artykuł, to za pierwszym razem nie wydrukowali. Dziś, choć to jest być może niesprawiedliwe (społecznie) mogę podzielić się swoimi opiniami z nieco szerszym gronem zainteresowanych.
W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Pani Klein stwierdziła miedzy innymi:
„Ruch Solidarności miał własne idee gospodarcze, które nie miały nic wspólnego z neoliberalizmem i reaganomiką. W latach 80. cały świat śledził te idee z zainteresowaniem, bo właśnie te elementy samorządności rysowały jakąś wizję “trzeciej drogi ” poza komunizmem i poza neoliberalizmem. I potem nagle w bardzo krótkim przedziale czasu te idee zostają porzucone - ludzie, którzy je dotąd głosili, albo je po prostu porzucili dosłownie z dnia na dzień, albo zamilkli. I tego naprawdę nie umiem zrozumieć. Jak to się stało? Czy może mi pan to jakoś wyjaśnić?”
Przeprowadzający wywiad Wojciech Orliński oczywiście nie wyjaśnił Nami. Więc może przypomnijmy, a raczej zapoznajmy Panią Klein, z listą 21 postulatów sierpniowych, bo napisała o nich w swojej książce, ale chyba ich nie czytała skoro mówi o „elementach samorządności, które rysowały jakąś wizję trzeciej drogi”.
Zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych.
Zagwarantowanie prawa do strajku.
Przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji.
Przywrócenie do poprzednich praw ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 i studentów wydalonych z uczelni za przekonania, zniesienie represji za przekonania.
Podanie w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS oraz opublikowanie jego żądań.
Podjęcie realnych działań wyprowadzających kraj z kryzysu.
Wypłacenie strajkującym zarobków za strajk, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ).
Podniesienie zasadniczej płacy o 2 tys. zł.
Zagwarantowanie wzrostu płac równolegle do wzrostu cen.
Realizowanie pełnego zaopatrzenia rynku. Eksport wyłącznie nadwyżek.
Zniesienie cen komercyjnych oraz sprzedaży za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
Wprowadzenie zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz zniesienie przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego.
Wprowadzenie bonów żywnościowych na mięso.
Obniżenie wieku emerytalnego - dla kobiet do 50 lat, dla mężczyzn do 55, lub zapewnienie emerytur po przepracowaniu w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn.
Zrównanie rent i emerytur starego portfela.
Poprawienie warunków pracy służby zdrowia.
Zapewnienie odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach.
Wprowadzenie płatnych urlopów macierzyńskich przez 3 lata.
Skrócenie czasu oczekiwania na mieszkania.
Podniesienie diety z 40 do 100 złotych i dodatku za rozłąkę.
Wprowadzenie wszystkich sobót wolnych od pracy.
Symbolicznym „elementem trzeciej drogi” byłyby „bony żywnościowe na mięso”. Nie wiadomo tylko, kto miałby budować mieszkania, aby „skrócić czas oczekiwania na nie”, skoro na emerytury już byśmy szli w wieku lat 50/55? Zdaje się, że tego postulat, to Pan Premier Tusk z Panem Prezydentem Kaczyńskim nie realizują, zwłaszcza, że dodatkowo miałoby nastąpić „zrównanie rent i emerytur starego portfela”.
Z punktu widzenia ogarniętego przez komunistyczna ideologię wspierana przez sowieckie czołgi, najważniejsze były postulaty, które znalazły się na pierwszych miejscach listy: „zalegalizowanie niezależnych od partii i pracodawców związków zawodowych, zagwarantowanie prawa do strajku, przestrzeganie zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji”.
A co do „reaganomiki”, to jej jeszcze nie było w 1980 roku!. Może trzeba też przypomnieć, albo raczej uświadomić Panią Klein, że jej wróg osobisty Nr 1 – Milton Friedman – nie współpracował z Prezydentem Reganem, choć należał do kręgu osób popierających politykę ekonomiczną Ronalda Reagana i pochlebnie wyrażał się o nowej szkole ekonomicznej supply-side economics, która stała się intelektualną podstawą „reaganomiki” („istotą ekonomii podaży jest po prostu porządna analiza ekonomiczna” oparta na przekonaniu, „że ludzie kierują swą aktywność tam, gdzie mogą osiągnąć większe korzyści, zaniechując działań przynoszących korzyści mniejsze i, że krzywe popytu pochylają się ujemnie, a podaży dodatnio”, choć „ekonomia podaży nie zawiera w sobie prawie nic więcej, wydaje się czymś nowym, ponieważ dawno zapomnieliśmy o dobrej ekonomii i uprawialiśmy złą; robimy to zresztą nadal”). Jednak „podażowy” nie odwdzięczali się Friedmanowi tym samym, odnosząc się sceptycznie do reprezentowanej przez niego szkoły, zarzucając jej zbytnie zaabsorbowanie tymi samymi elementami ekonomii, które służyły za główny instrument keynesistom. „W swym zafascynowaniu inflacją i deflacją monetaryści i keynesiści łączyli swe siły także wówczas, gdy walczyli. Gromadząc się na dwóch końcach równania teorii ilościowej (MV=PT czyli pieniądz razy szybkość jego obiegu = wysokość cen razy ilość dokonywanych transakcji), wyobrażali sobie, że przeciągają intelektualną linę na centralnej arenie myśli ekonomicznej. Monetaryści uczepili się strony podaży pieniądza (MV), zaś keynesiści trwali uparcie przy globalnym popycie (PT) /…/ Przy całej gorączkowości ich konfliktu, byli oni tak mocno przywiązani do tego samego równania, że niewielu spostrzegło, iż ono samo ma znikome znaczenie dla większości zasadniczych problemów ekonomii” – pisał George Gilder, o którego książce „Bogactwo i ubóstwo” Ronald Reagan powiedział, że czyta jej kilka stron codziennie przed snem razem z Biblią.
W Polsce mało kto wiedział czym jest „reaganomika” nawet wówczas gdy już istniała. Ale za to podczas wyborów prezydenckich w USA w 1984 roku na Uniwersytecie Warszawskim znaczek z napisem „My Friend Reagan” dorównywał popularności znaczkowi z napisem „Element Antysocjalistyczny”. Bo w tym czasie, gdy Naomi Klein, choć była jeszcze małą dziewczynka, z całą swoją rodziną latali (jak wynika z jej biografii) na manifestacje przeciwko amerykańskiemu imperializmowi, a w szczególności „gwiezdnym wojnom” i rozmieszczaniu w Europie rakiet Pershing, „Our Friend Reagan”, nazywał Związek Sowiecki po imieniu: „Imperium zła”. I za to go kochaliśmy wznosząc w Sylwestra, po jego wyborczym sukcesie toasty: „Żeby Pershingom nie zabrakło paliwa nad Polską”.
Ale o tym wszystkim Pani Klein wie mniej więcej tyle samo, ile Pan Sachs wiedział o problemach polskich przedsiębiorców, którzy po 1989 roku postanowili „wziąć swoje własne sprawy w swoje własne ręce”, a potem im te ręce skrępowano, bo Panu Sachs i ci, którym tak mądrze doradzał, patrzyli tylko, żeby się im słupki w jakimś arkuszu kalkulacyjnym zgadzały.