Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: wrzesień 2008

2008-09-30 23:00

STOCZNIA FORTIS

Unijna komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes zapowiada negatywne decyzje w sprawie polskich stoczni - podała telewizja TVN24.

No i co do zasady słusznie. Nie widzę najmniejszego powodu, żeby podatnicy po nraz kolejny robili zrzutkę na ratowanie stoczni, które dłużej i drożej produkowały statki od swojej konkurencji i jeszcze w dodatku były źle zarządzane przez nominatów politycznych. Tylko jest jedno małe „ale”…

Otóż rządy Belgii, Luksemburga i Holandii zapowiedziały właśnie, że „zainwestują” prawie 3,5 mld euro w bank Fortis. A niby dlaczego „rynki finansowe” maja być traktowane inaczej niż stocznie???

Prawie 1,5 mld euro wyłoży rząd Belgii, 1,2 mld euro rząd Holandii, a rząd Luksemburga prawie 800 mln euro w zamian za 49% akcji Fortisu w tych krajach. Plan ratunkowy zakłada także sprzedaż pakietu akcji Fortisu przez ABN Amro, który grupa ta kupiła w ubiegłym roku za 24 mld euro. Nabycie przez rządu państw Beneluksu czegoś od ABN Amro, czego nie chciałby kupić nikt inny, to nie jest aby „pomoc publiczna”???

Ale jak powszechnie wiadomo, „rynki finansowe” są poza standardami. Stanowią standard „sam w sobie”. Albo już nawet „sam dla siebie” – podobnie jak marksistowska „klasa robotnicza”!


2008-09-30 11:40

NIE MA KORKÓW W WARSZAWIE I PANIKI W NOWYM YORKU

Żeby polepszyć troszkę humory inwestorom giełdowym, szczególnie tym z Warszawy, mam dla nich dobrą wiadomość. Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz stwierdziła w TVN 24, że „Warszawa nie jest totalnie zakorkowana. Przyjechali koledzy z Gdańska i z Krakowa i powiedzieli, że w stolicy jest bardzo fajnie” – przekonywała Pani Prezydent.

Na Giełdzie w Nowym Yorku też nie ma paniki :) 

Co ciekawe, Jankesi się spierają nie o to, czy rąbnąć podatnikom te 700 mld dolków, ale o to, jak je wydać!!! Krótko mówiąc, zgodnie z teorią Marksa, chodzi o to kto będzie „zawłaszczał wartość dodatkową”! Czy istniejący dziś system bankowy przechwyci po raz kolejny kasiorkę od podatników, czy może dzisiejsi „autsajderzy”, z profesorskimi tytułami (a niektórzy nawet Nobliści), którzy dotąd nie mięli żadnych etatów w FED, a chcieliby mieć, stworzą nowy rodzaj nadzoru na „rynkiem”?

A jak ma się do tego Keynes? Podobno w radiu mówili, że sie nie znam na Keynesie. Świętą prawdę mówili :) Ja to się znam na Smithsie, Misesie, Rothbardzie i Friedmanie. Wszyscy oni są z różnych liberalnych szkół, często zwalczających się nawzajem, ale żadna z nich nie ma nic wspólnego z tym, co zmontowali intelektualni potomkowie twórców FED!

Jutro napiszę o tym coś więcej - dzisiaj idę zdawać egzamin na prawo jazdy :)


2008-09-29 21:20

GOD BLESS CONGRESS!

Izba Reprezentantów nie zdecydowała się „dmuchnąć” podatnikom 700 mld dolców i odrzuciła plan Paulsona ratowania zadłużonych „instytucji finansowych” za pieniądze wyborców. Okręgi jednomandatowe potrafią jednak zdziałać cuda. No bo jak czcigodni Kongresmani by się przed wyborcami wytłumaczyli? Co prawda „rynki finansowe” rozpętały niezłą histerię, żeby podatnicy pospłacali długi, które „instytucje finansowe” porobiły u siebie nawzajem, ale ten chytry plan się nie powiódł. Indeksy giełdowe w USA od razu zaczęły spadać. Jutro czas na Europę. Ale szwajcarski producent scyzoryków nie specjalnie się tym wszystkim przejmuje. Bo produkuje sobie bardzo dobre, wszystkim potrzebne scyzoryki. Teraz powinien być nawet na nie większy popyt – przedstawiciele „rynków finansowych” powinni się nimi „pochlastać”. Ale oni nie są chyba aż tak bardzo honorowi.


2008-09-26 13:20

RYNKI FINANSOWE - ATAK KLONÓW (EPIZOD NIE WIADOMO KTÓRY)

Usłyszałem dziś w jednym z programów radiowych głosy kilku wybitnych przedstawicieli „rynków finansowych”, że nie wprowadzenie planu Paulsona doprowadzi do jeszcze większego kryzysu!!! Ergo – nie zabranie amerykańskim podatnikom 800 miliardów dolarów ma doprowadzić świat na skraj zapaści!

Dlaczego??? No bo domy potaniały!!! W skrócie tak wygląda pokrętna argumentacja „rynków finansowych” mająca uzasadniać dlaczego podatnicy mają te „rynki” ratować.

Na zdrowy rozum jak domy potaniały to ludzie, którzy chcą je kupić powinni się cieszyć! Nieprawdaż??? Przedstawiciele „rynków finansowych” straszą, że ludzie nie będą mieć pieniędzy na te tańsze domy! A wcześniej to niby mięli „pieniądze”??? NIE!!! To ich podpis pod zobowiązaniem do spłaty kredytu stawał się „pieniądzem”, za który inni kupowali domy!

Czy z tego powodu, że banki przejęły własność domów, których właścicieli nie stać na spłatę rat kredytowych z powodu podwyższenia stóp procentowych, to miliony Amerykanów przeniosły się pod mosty nie mając dachu nad głową??? NIE!!! Zamiast płacić ratę kredytową, będą płacić czynsz. Czy to w czymkolwiek zmieni ich realną siłę nabywczą??? NIE!!! Owszem stracą przedsiębiorcy budowlani – mniej się buduje. Ale czy przedsiębiorstwa w sektorze rolniczym, artykułów spożywczych, naftowym, komputerowym zmniejszają zatrudnienie, albo obniżają pensje? NIE!!!

Na prawdziwym rynku dokonałaby się naturalna alokcja naszego popytu – WYNIKAJĄCEGO Z NASZEJ REALNEJ SIŁY NABYWCZEJ OKREŚLONEJ WARTOŚCIĄ NASZEJ PODAŻY – w kierunku realnych towarów i usług, a nie „produktów finansowych”.

Tymczasem zwolennicy i przeciwnicy planu Paulsona nie kłócą się wcale o takie „detale”. Oni się kłócą o to, kto położy łapę na pieniądzach odebranych podatnikom. Sama zasada nie wzbudza specjalnych emocji. Państwo ma przynieść ratunek rynkom finansowym! Ale co to jest „państwo”??? „Państwo” w tym przypadku to nic innego jak urzędnicy państwowi! A czy krytykowany dziś powszechnie Alan Greenspan nie był aby urzędnikiem państwowym??? Więc dokonajmy subsumpcji: w miejsce: „państwo” wstawmy: „urzędnik”. Jak będzie brzmiało takie oto zdanie: „Urzędnicy mają przynieść ratunek rynkom finansowym”! Prawda że ładnie?

Cały dowcip polega na tym, że urzędnicy państwowi doskonale się rozumieją z „rynkami finansowymi” – bo to także urzędnicy, tyle że korporacyjni. Takie „klony”. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsi zarządzają pieniędzmi podatników, a drudzy akcjonariuszy. Podobieństw zaś jest o wiele więcej. Po pierwsze i ci, i ci zarządzają nie swoimi pieniędzmi. Po drugie, akcjonariusze są dziś tak samo anonimowi jak podatnicy. Po trzecie, wywalenie urzędnika korporacyjnego jest dla akcjonariusza tak samo trudne, jak dla podatnika wywalenie urzędnika państwowego. Trzeba zdobywać większość, zawiązywać koalicje i sporo się natrudzić. Po czwarte, urzędnicy korporacyjni zajmują się tym samym co urzędnicy państwowi: robieniem wody z mózgu podatnikom-wyborcom i podatnikom-akcjonariuszom. Instrumenty są tylko inne. Urzędnik państwowy po pieniądze podatnika może wysłać policjanta. A urzędnik korporacyjny musi się bardziej natrudzić, żeby akcjonariusze sami mu tę kasę przynieśli. Ale jak już nie ma pomysłu – „formuła kredytów subprime uległa wyczerpaniu”, a próba pompowania kolejnej bańki surowcowej wzięła w łeb, to co się wtedy robi? Ano idzie się do kolegów urzędników (państwowych) i prosi, żeby wysłali do podatników policjantów.

Jeżeli już urzędnicy państwowi rąbną podatnikom tę kasę – to niech przynajmniej sami odpowiadają za to co z nią zrobią. Pomysł, żeby urzędnicy państwowi kasę od podatników wyciągnęli, i oddali ją „rynkom finansowym” jest kuriozalny. To tak samo jak z OFE: podatnicy muszą płacić, a zysk z operacji mają akcjonariusze OFE i ci, którzy biorą w OFE pensje.

Określenia „rynki finansowe” nadużywam z lubością, bo zaobserwowałem, że jeszcze nie tak dawno ciągle pytano przedstawicieli „rynków finansowych”, jak zareagują „rynki finansowe” na to, czy na tamto. A od kilku dni jest chyba cenzorski „zapis” na to określenie. W każdym razie przedstawiciele „rynków finansowych” nie są pytani jak zareagują „rynki finansowe” na sytuację na „rynkach finansowych”. I to jest w tym całym bajzlu pewna pociecha.


2008-09-23 12:10

BIŁ ŻONĘ? BĘDZIE NOWE REFERENDUM?

Europarlament przyjrzy się finansowaniu kampanii przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu w Irlandii. Według niektórych europosłów mogła być ona finansowana za pieniądze z USA.

Declan Ganleya z organizacji „Libertas”, która prowadziła kampanię na „NIE” w czasie irlandzkiego referendum nad traktatem lizbońskim, „miał mieć powiązania z Pentagonem”. Jego firma Rivada miała być wykonawcą olbrzymich kontraktów dla amerykańskiej armii. Ganley miał przekazać cześć tych pieniędzy na kampanię referendalną. „Libertas” wydała na nią „aż” 1.000.000 euro, a rządząca partia Fianna Fail „tylko” 700.000 euro.

No i mamy sposób jak zmusić Irlandczyków do ponownego głosowania za traktatem.

A swoją drogą to ma farta ten Galeny. Pamiętacie Państwo, że na przykład  taki Stan Tymiński podobno bił żonę i dzieci? :)

To ja się teraz dwa razy zastanowię zanim napiszę coś przeciwko szybkiemu wprowadzaniu euro :)

 

 


2008-09-20 22:00

HURAGAN “ALAN ” I WSTRĘTNI KAPITALIŚCI

Bankructwo Lehmana, nacjonalizacja Fredy, Fanny i AIG wywołały fale komentarzy o bankructwie nie jakichś instytucji finansowych, tylko o „moralnym” i „ekonomicznym” bankructwie całego systemu? Jakiego systemu? Oczywiście kapitalistycznego! W jednym z komentarzy przeczytałem, że co prawda Nowego Orleanu nie spustoszył huragan „Ike”, ale za to przez Nowy York przeszedł huragan „Alan” – powodując jeszcze większe straty. W efekcie jego działania mamy kryzys kapitalizmu i jego podstawy ideologicznej czyli „neoliberalizmu”. Trzeba więc powołać jakąś instytucję, która więcej nie dopuści do „takich” sytuacji i do tego, do czego dopuścił Alan Greenspan – czyli do nadmiernej „liberalizacji” rynków finansowych.

Liberalizm „robi” – a jakże – za „żelaznego wilka” jak onegdaj „Żydzi”, „masoni” lub „cykliści”.

A ja mam kilka pytań: którzy to „liberałowie” uważali, że wszystko można wyprodukować pod warunkiem, że ktoś to kupi – więc najważniejsze dla gospodarki są operacje na otwartym rynku finansowym? Którzy to „liberałowie” doradzali wprowadzenie pieniądza wirtualnego i porzucenie standardu złota, żeby jakiś kruszec nie przeszkadzał w prowadzeniu tych operacji??? Wychodzi na to, że spekulanci ze szkoły Keynesa to liberałowie byli. Jeszcze trochę i niektórzy NSDAP też uznają za partię liberalną – bo miała przecież w programie poszanowanie własności.

Czy czasem amerykański FED nie został powołany w roku 1913 po to, żeby nie zdarzały się „takie” sytuacje jak bankructwo Knickerbrocker Trust Company (trzecie co do wielkości towarzystwo ubezpieczeniowe) w 1907 roku?

Greenspan miał „pilnować” i nie upilnował więc teraz ktoś inny (najlepiej z „instytucji międzynarodowej”) będzie pilnował następców Greenspana. Więc kolejne pytanie: a kto tak pięknie piał z zachwytu nad polityką Greenspana przez minione lata za to że „uratował rynki finansowe” po tym jak pękła bańka internetowa???

Acha – ile wezmą członkowie tej „międzynarodowej instytucji nadzorczej” z pieniędzy podatników za sprawowanie swojego „światłego” nadzoru??? Przez kilka lat przedstawiciele „rynków finansowych” brali kasę – i to całkiem realną – za wypracowanie „zysków” czysto wirtualnych. Teraz najwyższa pora sięgnąć po następne pensje do kieszeni podatników bo tam pieniądze są realne – te które podatnik wypracował swoją ciężką pracą, te które odpowiadają wartości jego podaży – czyli wartości towarów lub usług które zaoferował rynkowi i znalazł na nie nabywców.

Na koniec cytat z najpopularniejsze książki świata. To z nią w ręku pierwsi osadnicy zdobywali „Dziki Zachód”. W książce tej jest napisane: „Nie kradnij”. Kto ją czytał na Wall Street? Jest ona sparafrazowana we wszystkich kodeksach karnych świata. Więc nie potrzebna jest żadna nowa instytucja, tylko prokurator.`

Kapitalistą, drodzy państwo, to był mój sąsiad. Na początku przemian ustrojowych wziął swoje sprawy w swoje ręce. Wstawał o 5.30 rano, jadł śniadanie, o 6.15 jechał po towar, o 6.45 był już na miejscu, kupował co uznał za wartościowe, do 7.30, o 8.00 rozstawiał swój stragan na Marszałkowskiej, handlował do 19, o 20 wracał do domu, jadł kolację o 21.30 kładł się spać żeby wstać następnego dnia o  5.30 rano…

W 1992 roku zaczął płacić jednak podatek dochodowy w wysokości 40%, który po dwóch latach podwyższono do 45%. Podwyższono też „składki ubezpieczeniowe” sprzedawczyni, którą zatrudnił. Za „komuny” składka na ZUS wynosiła 38%, ale ją podwyższono do 45% i o 20% - przy okazji ubruttowienia wynagrodzeń w związku z wprowadzeniem podatku dochodowego – podwyższono podstawę jej obliczania. W takich warunkach trudno było o jakąkolwiek akumulację kapitału, żeby pomyśleć o własnym sklepie. A tymczasem „szczęki” wydały się „nieestetyczne” władzom Warszawy, które uznały, że w „centrum Europy” nie przystoi tolerowanie byle straganiarzy na głównej ulicy. Więc „opchnęli” trochę gruntów odebranych przedwojennym właścicielom w podejrzanych okolicznościach za jakieś dziwne pieniądze inwestorom, którzy pobudowali eleganckie centra handlowe, a straż miejska powołana do życia za podatki mojego sąsiada i innych kupców (nazywanych wytwornie „handlarzami”) wszystkich ich z ulicy przegoniła. Jak przystało na kapitalistycznego krwiopijcę otworzył on stragan na naszym osiedlu, a wkrótce obok niego stanęły następne i się zrobił osiedlowy bazarek. Jak się zwrócił do „rynków finansowych” o kredyt, żeby kupić sklep, to się okazało, że nie ma zdolności kredytowej. Miał ją za to pośrednik, który kupił ten sklep od gminy a po 30 dniach odsprzedał jednej z sieci handlowych. Jak postanowił zwolnić sprzedawczynię, to musiał jej zapłacić sześciomiesięczną odprawę, bo jak się okazało, zgodnie z wprowadzonymi właśnie przepisami prawa, było to „zwolnienie grupowe”.

 ***

Przy okazji „kryzysu” na „rynkach finansowych” z dziką satysfakcją powrócę do IPO Zakładów Azotowych w Tarnowie, gdy przedstawiciel tych „rynków”, który nie słyszał co prawda co to jest kaprolaktam, ale za to był „zapakowany po uszy” w Bioton i nie miał już nawet za co kupować akcji Azotów, które po zakończeniu procesu inwestycyjnego będą na 5 miejscu w Europie w produkcji poliamidu, stwierdził, że „skala inwestycji jest za mała”, a spółka wyceniona za drogo!!! Więc pozwolę sobie teraz powtórzyć, że „rynki finansowe” wcale nie wyceniają spółek – tylko ich akcje, a to nie jest do końca to samo.


2008-09-16 1:10

LEHMAN I INNI

Chyba już nigdy nie zmądrzejemy. Po bankructwie „Braci Lehmańskich” w telewizorach na całym świecie pełno gadających głów tak zwanych „analityków finansowych”, którzy nie bardzo wiedzą co mówić. Więc plotą o kryzysie. A to nie kryzys. To rezultat – że pozwolę sobie sparafrazować nieodżałowanego Kisiela. Od czasu gdy wypowiedział on tę sentencję w odniesieniu do kryzysu w gospodarce socjalistycznej nic się nie zmieniło. Również w przypadku socjalizmu panującego na Giełdzie Nowojorskiej.

Oczywiście nie brakuje dziś deklaracji różnych guru „alterglobalizmu”, którzy obwieścili, że sprawdzają się właśnie ich przewidywania o kryzysie „neoliberalizmu” i gospodarki „wolnorynkowej”!!! Winą za „kryzys” obarczyli administrację Busha „za brak nadzoru” i nadmierną „liberalizację” rynków finansowych.

Karol Marks twierdził, że w kapitalizmie mamy do czynienia z kryzysem nadprodukcji. Więc ciśnie mi się pytanie: czegoż to mamy dziś za dużo? Instrumentów pochodnych, derywatów, futursów i innych takich. Tylko co one mają wspólnego z liberalizmem i wolnym rynkiem, na którym pieniądz jest jedynie miernikiem wartości a nie wartością samą w sobie? Karol Marks miał zdaje się rację w jednym: władzę bankierów powinna zmieść jakaś rewolucja. Ale na to się, niestety nie zanosi. Dziś ci, którzy nie zdążyli się „zapakować” w kredyty subprime – i bardzo tego żałowali – odgrywają rolę „mędrców”, którzy byli ostrożni i teraz zastąpią „skompromitowanych” menadżerów bankowych. 

„…Nie pieniądz ale tylko reprezentowane przezeń dobra stanowią dochód jednostki albo społeczeństwa” – pisał Adam Smith w „Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Ale to przecież było ponad 200 lat temu. Ten właśnie argument, że nie możemy się „cofnąć” w ekonomii do połowy osiemnastego wieku, pozwalał przez ostatnie lata przedstawicielom „rynków finansowych” ramię w ramię z przedstawicielami „alterglobalistów” i innych komunistów, dyskredytowć poglądy zarówno klasycznej szkoły manchesterskiej, jak i austriackiej (choć to już była połowa dwudziestego wieku) i pompować kolejne bański spekulacyjne w imię teorii, że wszystko można wyprodukować, pod warunkiem, że ktoś to kupi. Zgodnie z tą teorią tworzono różne „instrumenty pochodne”, żeby ludzie mogli „kupować”. Problem polega jednak na tym, że w dłuższej perspektywie w „realu” siła naszego popytu wynosi tyle, ile wartość dóbr lub usług przez nas dostarczonych na rynek, a nie tyle, ile ktoś nam zapisze w jakimś komputerze „świadectw udziałowych”.

P.S. Czy zwróciliście Państwo uwagę, że ofertę Bank of America nabycia akcji Merrill Lynch przyjął…. zarząd „Merrilla”. A taki naiwny „wolnorynkowy liberał” pewnie sądzi, że akcje to mają akcjonariusze – a zarządy to tylko zarządzają!

P.S. 2 Kilka dni temu poszedłem sobie na lunch robiąc przy okazji „prasówkę” i musiałem się bardzo starać, żeby nie słyszeć co facet przy stoliku obok wygadywał do kilku słuchających go osób na temat inwestycji w nowe „struktury” – czyli różne „strukturyzowane produkty finansowe”. Dotąd korzystały z nich jedynie „instytucje finansowe”. Tak, tak… Lehman and „consortes”. Dziś zaczęto je oferować klientom indywidualnym, żeby powstrzymać wycofywanie środków z funduszy inwestycyjnych. Są to „produkty”, które dają możliwość zarabiania na rynku kapitałowym z jednoczesnym ograniczeniem do minimum ewentualnej straty zainwestowanych pieniędzy (100% gwarancja kapitału). Ich specyfika polega na tym, że inwestor uczestniczy w zyskach zależnych od instrumentu bazowego (underlying), czyli instrumentu finansowego, na którym oparty jest dany produkt strukturyzowany. Mogą to być indeksy giełdowe, akcje wybranych spółek, ceny towarów rolnych, surowców, metali szlachetnych, walut obcych czy nawet – funduszy inwestycyjnych. Zrozumiałe? Nie? I właśnie o to chodzi. Nie trzeba rozumieć – trzeba inwestować ciesząc się, że nasze pieniądze są bezpieczne. Pewnie tak samo,  jak inwestycje Lehmana. Produkty te zaczęły być oferowane klientom indywidualnym po tym, gdy spanikowane sytuacją na „rynkach finansowych” banki centralne dodrukowały setki miliardów dolarów, funtów i euro, żeby ratować płynność „instytucji finansowych”. A więc tak naprawdę, to gwarancja ochrony kapitału jest gwarancją straty jedynie tych kilku procent – tyle ile wynosi inflacja. Ale i to jest nie do końca prawdą, gdyż opiera się na przekonaniu, że jak znowu będzie „wtopa” podobna do tej, jaką odnotowaliśmy na subprimach, to banki centralne uruchomią „tani” pieniądz. A najciekawsze jest to, że zysk z tych inwestycji jest zależny od… uwaga! uwaga!… metody jego obliczania!!! Tych metod jest bardzo wiele, a ich nazwy dla niewtajemniczonych brzmią egzotycznie (np. autocall, lookback, opcja barierowa in/out, czy swing). Jedno mają wspólne: zysk zależy nie tylko od obiektywnych wartości, ale także od sposobu jego liczenia!!! Pełny Matrix!


2008-09-10 9:20

KOMPROMITACJA Z KRUS???

Kompromitacja, kpina ze społeczeństwa - tak reformę Kasy Rolnego Ubezpieczenia Społecznego autorstwa PSL komentują ekonomiści przepytywani przez Gazetę Wyborczą. O co chodzi? Rolnik ma nadal płacić nawet dziesięciokrotnie mniejsze składki na emerytury niż fryzjer czy taksówkarz z miasta.

I proszę zwrócić uwagę, że nie jest skandalem to,  że „fryzjer czy taksówkarz z miasta” ma płacić dziesięciokrotnie większe składki na emerytury niż rolnik, tylko odwrotnie!

Ja mściwy nie jestem i nie będę się domagał, żeby rolnicy płacili tak samo dużo jak ja. Bo idąc tropem myślenia cytowanych przez Gazetę Wyborczą ekonomistów trzeba byłoby podwyższyć składki „fryzjera i taksówkarza z miasta” do poziomu pracownika „etatowego”. Bo czy nie jest „kompromitacją” i „kpiną ze społeczeństwa”, że przedsiębiorca płaci ZUS zryczałtowany, a pracownik najemny musi płacić znacznie wyższy???

W portalach powtórka oburzenia pod hasłem: „Państwo sfinansuje 92% rolniczych rent i emerytur”. A nierolniczych to nie będzie finansowało? Same się sfinansują?

Owszem zróżnicowanie opodatkowania składką emerytalna w ZUS i KRUS jest kuriozalne. Ale to w ZUS jest za duże, a nie w KRUS za małe. Państwo i tak nam będzie „finansowało” emerytury bo większość naszej „składki” wypłacana jest dzisiejszym emerytom. Powtarzam to po raz chyba tysięczny. Ale skoro, zgodnie z zasadą Josepha Goebbelsa i Jerzego Urbana kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą, to może prawda powtórzona tysiąc razy się jakoś obroni?


2008-09-10 1:50

GRZECH W BAŁTYKU

Pan Premier Tusk Premier Donald Tusk w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Neue Osnabrücker Zeitung” wezwał do ponownego przemyślenia planów budowy Gazociągu Północnego w związku z wydarzeniami na Kaukazie, gdyż „tego rodzaju projekty mogą zwiększyć uzależnienie Zachodu od rosyjskich dostaw surowców energetycznych”.

Niemieccy politycy się nie specjalnie przejęli nawoływaniem polskiego Premiera.

W „Die Welt” Peter Ramsauer z bawarskiej CSU przyznał, że należy dążyć do zmniejszenia stopnia uzależnienia od importu surowców energetycznych, ale zaraz dodał „rezygnacja z budowy kolejnych rurociągów to fałszywa droga”.

Współprzewodniczący Partii Zielonych – Reinhard Bütikofer – poparł tezę, że Unia powinna zajmować jednolite stanowisko wobec Rosji w kwestiach energetycznych, ale wyraził za razem zdziwienie, że „polski premier kwestionuje sens budowy gazociągu, skoro do tej pory Polska postulowała, by jako „Rurociąg Bursztynowy” (Amber) prowadził on przez terytorium krajów bałtyckich i Polskę”.

Natomiast rzecznik niemieckiego rządu – Thomas Steg – uciął krótko „nie ma potrzeby by na nowo dyskutować na temat budowy”.

Już na użytek wyborcy polskiego (czytelnikom niemieckim takich głupot nie opowiadał) Premier dodał, że idea budowy Gazociągu Bałtyckiego „poczęła się w grzechu”. Pan Premier przecież doskonale wie, że Pan Bóg jest miłosierny i nawet jak się w grzechu pocznie, to zawsze można potem wziąć ślub. Nieprawdaż?

 


2008-09-06 21:30

“LIST ” OTWARTY JOHNA MCCAINA I BARACKA OBAMY DO LECHA KACZYŃSKIEGO I DONALDA TUSKA

Przepraszam za polityczny wtręt, ale tym razem nie mogłem się oprzeć pokusie skomentowania wydarzenia politycznego - zwłaszcza, że to amerykańskie wydarzenie :)

„Wszyscy byliśmy razem 11 września - nie jako demokraci i republikanie, lecz jako Amerykanie” - głosi wspólne oświadczenie, wydane przez dwóch kandydatów do urzędu prezydenta USA. John McCain i Barack Obama RAZEM pojawią się w rocznicę zamachów z 11 września 2001 roku na Ground Zero w Nowym Jorku, tzn. w miejscu, w którym zawaliły się wieże World Trade Center.

„W czwartek odłożymy na bok politykę i spotkamy się, by odnowić tamtą jedność, uczcić pamięć każdego Amerykanina, który wtedy zginął i opłakiwać wraz z rodzinami i przyjaciółmi stratę ich najbliższych. Podziękujemy też strażakom, policji i ratownikom, którzy dali bohaterski przykład bezinteresownej służby oraz tym mężczyznom i kobietom, którzy służą dzisiaj w obronie wolności i bezpieczeństwa” - głosi oświadczenie.