Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: lipiec 2008

2008-07-31 16:10

NA ZDROWIE PR, NA ZDROWIE…

Jakoś umknął mi rewolucyjny pomysł ominięcia spodziewanego veta Pana Prezydenta  w sprawie prywatyzacji szpitali. Otóż jakiś geniusz od PR, których Kancelaria Premiera zatrudniła całe mrowie, wymyślił, a dziennikarze ochoczo to podchwycili, że wystarczy w drodze rozporządzenia Ministra Finansów zwolnić szpitale, które przekształcą się w spółki prawa handlowego z VAT i one już natychmiast same się będą chciały w te spółki przekształcać bez żadnej ustawy, którą wróg publiczny numer 1 – czyli Pan Prezydent – mógłby zawetować.

Specjalnie dla Geniusza, który to wymyślił, zacytuję art. 217 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej:

„Nakładanie podatków, innych danin publicznych, określanie podmiotów, przedmiotów opodatkowania i stawek podatkowych, a także zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następuje w drodze ustawy”

Żeby dobrze uprawiać PR, trzeba coś wiedzieć o przedmiocie, który się promuje. Albo trzeba mieć przynajmniej wzrok Kaszpirowskiego…

Geniuszowi z kancelarii najbardziej liberalnego w histori III, IV i Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, polecam szczególnej uwadze książkę: “Lives at Risk. Single-Payer National Health Insurence Around the World “. Ostatnio ją chyba nawet Fijor wydał po polsku.

 


2008-07-30 10:10

BURŻUJE I POPYT WEWNĘTRZNY

Politycy wyjechali na wakacje, ale związkowcy chyba nie. Dzięki temu mogliśmy się dowiedzieć, kto jest winny spowolnienia wzrostu gospodarczego. Jak zwykle… kułacy i burżuje – dziś nazywani „przedsiębiorstwami” lub „firmami”. Ogłosił to przewodniczący NSZZ Solidarność – Janusz Śniadek. Uważa on, że firmy prowadzą gospodarkę rabunkową i w związku z tym są zagrożeniem dla rozwoju kraju, gdyż „motorem rozwoju jest popyt wewnętrzny, tymczasem pensje pracowników nie rosną, a  25% zatrudnionych zarabia poniżej 1.500 zł brutto”. Na dodatek – jak twierdzi – firmy forsują umowy na czas określony, o dzieło i samozatrudnienie. To wszystko powoduje, że „pracownicy nie mogą zwiększać popytu konsumpcyjnego, a skoro nie mogą zwiększać popytu, to rozwój gospodarczy jest zagrożony”!!!!!

No i proszę jakie to proste: wystarczy zwiększyć wynagrodzenia, zwiększy się „popyt wewnętrzny” i gospodarka będzie się szybko rozwijała!

Nie pasuje tylko jedno – połączenie krytyki niskich wynagrodzeń i umów o dzieło i samozatrudnienia. No bo w przypadku umowy o dzieło i samozatrudnienia płaci się niższe podatki – czyli więcej zostaje na „zwiększanie popytu wewnętrznego”! Nieprawdaż?


2008-07-29 19:00

P0OSŁOWIE NA URLOPACH

W nocy z piątku na sobotę posłowie zakończyli pracę i udali się na wakacje. Zdaniem 64% ankietowanych przez TNS OBOP w telefonicznym sondażu przeprowadzonym dla Wiadomości TVP w dniu 28 lipca na ogólnopolskiej, reprezentatywnej grupie 500 osób powyżej 18 roku życia, parlamentarzyści nie zasłużyli na odpoczynek. Przeciwnego zdania jest tylko 30% ankietowanych.

Z sondażu wynika, że Polacy „najbardziej doceniają” pracę samorządu. Władze lokalne popiera 28% respondentów (sic!)

Skoro 28% popiera samorząd, to oznacza, że 72% go nie popiera!!! Ale przekaz jest taki, że „Polacy najbardziej doceniają pracę samorządu”.

Moim zdaniem nie chodzi o to, czy „zasłużyli”, czy „nie zasłużyli”, tylko o to czy mają pojechać na wakacje?

Najlepiej byłoby, gdyby parlamentarzyści i samorządowcy wyjeżdżali na wakacje zaraz po wyborach i wracali dopiero przed następnymi! Ale niestety – na nasze nieszczęście – muszą oni przecież „zarabiać” jakoś na życie.


2008-07-29 11:40

POLITYCZNE POPARCIE DLA STAWEK PODATKOWYCH I PRAWA GRAWITACJI

Prawo i Sprawiedliwość chce cofnąć „polityczne poparcie” dla wprowadzenia od przyszłego roku – przyjętych przecież za czasów PiS – dwóch stawek w podatku dochodowym od osób fizycznych. Posłowie PiS dyskutowali podobno o tym na posiedzeniu klubu parlamentarnego, co potwierdził sam przewodniczący klubu – Przemysław Gosiewski. Posłowie PiS nieoficjalnie mówią dziennikarzom, że cofnięcie politycznego poparcia dla wprowadzenia dwóch stawek podatkowych jest niemal przesądzone. Wszystko więc wskazuje na to, że PiS po zawiązaniu koalicji z SLD w sprawie ustawy medialnej (nota bene słusznie bo ustawa była do bani) teraz z SLD spróbują przeciągnąć na swoją stronę niektórych posłów PSL, żeby przeprowadzić zmianę ustawy o PiT i przywrócić trzy stawki podatkowe.

Ciekawe, czy polityczne poparcie dla prawa grawitacji też było dyskutowane? Zważywszy, że niektórzy posłowie (i to nie tylko z PiS) zdają się permanentnie lewitować, jakaś koalicja dla politycznego poparcia lub niepopierania grawitacji powinna zostać zawiązana.

Zważywszy, że PiS już kiedyś z Samoobroną i LPR – i to jeszcze gdy partie te były w opozycji jak rządziło SLD – przegłosowały 50-procentową stawkę podatku dochodowego dla „najbogatszych”, nie ma takiego kretynizmu w sprawach podatkowych, którego nie zrobi ta banda politruków, by zamącić ludziom w głowach w walce o wpływy na służby specjalne i telewizję. Bo przecież nawet jak w kampanii wyborczej podnoszone są jakiekolwiek kwestie gospodarcze, to po wyborach i tak zwycięzcy zajmują się głównie, a w każdym razie w pierwszej kolejności, zmianami w służbach i Radiokomitecie – o pardonem moi – Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. No cóż – „Lenin wiecznie żywy” i jego metoda sprawowania władzy przy pomocy propagandy i policji.

Więc chyba trzeba pogodzić się z losem – trzeba będzie płacić wyższe podatki, żeby Jarosław Kaczyński znowu mógł być premierem. Na tym tle to już chyba lepszy Tusk, bo on chce podwyższać tylko składki ubezpieczeniowe. I znowu będzie rozpowszechniana teoria „mniejszego zła”…


2008-07-24 19:30

P.S.

Chyba jednak przesadziłem - aż tak dla dobra kraju to ja się jednak nie będę poświęcał :)
Wystarczy, że cały czas poświęcają  się inni. 
Z Panem Prezydentem i Panem Premierem na czele :)


2008-07-24 19:20

VETO Z KOMINA

Pan Prezydent Lech Kaczyński poinformował podczas konferencji prasowej, że zawetował nowelę ustawy kominowej, która miała umożliwić podwyższenie wynagrodzeń menedżerów w spółkach z udziałem Skarbu Państwa. Pan prezydent powiedział, że przepisy ustawy nie przewidujące jakiegokolwiek limitu wynagrodzeń dla kadry kierowniczej budzą jego zasadniczy opór i czynią dla niego nowelę niemożliwą do podpisania. Rozumiem, że prezesi mianowani przez PiS nie zasługiwali na wynagrodzenia wyższe od sekretarek prezesów firm prywatnych – zwłaszcza niektórzy. Ale mam dobrą radę dla PO na obejście veta Pana Prezydenta, bo na SLD w tej sprawie nie można liczyć jeszcze bardziej niż w przypadku ustawy medialnej. Należy szybciutko sprywatyzować te spółki ich prezesi „wyskoczą z komina”. A warunkiem prywatyzacji mogą przecież być odpowiednie „pakiety socjalne” dla prezesów. Skoro gwarancje zatrudnienia od inwestorów mogą dostawać wszyscy pracownicy, to mogą i prezesi. Per saldo i tak się wszystkim będzie opłacało. No i Pan Prezydent nie mógłby umieszczać w sprywatyzowanych spółkach kolegów swoich kolegów, jakby PiS wygrało któreś z następnych wyborów. Ale mimo ewidentnych korzyści dla wszystkich PO raczej nie skorzysta z tej dobrej rady. No bo przecież ci prezesi przestaliby chodzić na pasku panów premierów i panów ministrów.

Mógłbym więc swój pomysł rozwinąć. Na pół roku mogę zostać Ministrem Skarbu. Jakoś wytrzymam. Jeden z obecnych ministrów zostanie prezesem KGHM. Drugi pójdzie na Orlen. Tylko Premier pewnie na żadnego prezesa nie będzie chciał iść – tak bardzo chce „iść na prezydenta”. Ale jak się dowie, że ja zrobię z gospodarką to, co on obiecywał dwa lata temu i Prezydent już nic nie będzie mógł, to może jednak będzie wolał Orlen. Wtedy tego drugiego ministra  wsadzę do Lotosu. Innego zrobię jeszcze prezesem GPW. Kilku polityków z wiadomej partii dostanie po jakimś elewatorze, a potem to wszystko sprzedam na licytacji na allegro. I mam nadzieję, że będziecie posyłać mi paczki i płacic za mnie alimenty jak Pan Prezydent pozostanie panem prezydentem, a pewien minister wróci do pewnego ministerstwa - bo nie ma chyba żadnej firmy, której prezesura „polskich Robespierre ′ów” interesowałaby bardziej od władzy.


2008-07-24 11:10

A NIE MÓWIŁEM? “BIEDAEMERYTURY “

Gazeta Wyborcza podjęła właśnie trud kampanii o godne emerytury. Lepiej późno niż wcale, ale jednak szkoda, że nie dziesięć lat temu, gdy śp. Krzysztof Dzierżawski prorokował jakie będą skutki zmiany systemu emerytalnego.

Rząd wyliczył, że przeciętna emerytura, która będzie wypłacana według nowego systemu dla niektórych będzie nawet o jedną czwartą niższa niż ta, która obowiązuje dzisiaj!!! Pan Krzysztof  wyliczył to już w 1999 roku. Taki musiał być skutek reformy emerytalnej, która zakładała, że państwo przestanie „dopłacać” do emerytur. W nowym systemie ich wysokość ma zależeć od składek odłożonych w otwartych funduszach emerytalnych i ZUS. I tak 45-letnia dziś lekarka, jeśli zarabia 5 tys. zł brutto, w starym systemie emerytalnym dostałaby 3,5 tys. zł emerytury. W nowym dostanie 2,2 tys. zł brutto – donosi Wyborcza pod tytułem „Biedaemerytury”. Marek Góra, twórca reformy emerytalnej powiedział Gazecie: „Trudno, tak jest sprawiedliwie. Nie można dostawać pieniędzy za nic.” Święte słowa! Problem polega tylko na tym, że nie powiedziano tego ludziom, gdy tworzono OFE!!! Wówczas w reklamówkach pokazywano polskich emerytów, którzy odpoczywają pod palmami lub rywalizują z Japończykami w „cykaniu” fotek w czasie licznych wycieczek turystycznych.

W kraju, w którym ponad 15% społeczeństwa stanowią emeryci, wprowadzenie kapitałowego modelu emerytalnego opartego na opodatkowaniu wynagrodzeń nie jest możliwe! Młodzi, pracujący ludzie musieliby bowiem z własnych pensji nie tylko pokryć emerytury wypłacane ich dziadkom i rodzicom, ale także zaoszczędzić na swoje własne emerytury w przyszłości. No i jeszcze z tego co im zostanie po opodatkowaniu wychować dzieci. Bo przecież ktoś będzie musiał kupować te akcje, w które dziś zainwestujemy na swoją przyszłość, żeby miały one jakąś wartość w przyszłości.

Symulację wysokości emerytur rząd odważył się w końcu przedstawić oświatowym związkom zawodowym podczas negocjacji płacowych, które – jak mówi wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak – „walczą o zachowanie wcześniejszych emerytur, a to się po prostu nie opłaca”. Podziałało, że hej!!! „Nadal chcemy wcześniejszych emerytur. Ale bardziej będziemy naciskać na podwyżki płac” – skwitował wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński. Wcześniej poprzedniemu rządowi „kota popędzili” górnicy, którzy też nie są na tyle głupi, żeby liczyć na OFE.

Co można zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse na godną starość? Minister Chłoń-Domińczak radzi: „Pracować dłużej niż obowiązujący teraz wiek emerytalny”. No i „trzeba odkładać dodatkowe pieniądze na emeryturę. I to już od momentu, kiedy się podejmie pierwszą pracę” – dodaje Filip Chybalski, ekspert emerytalny z Politechniki Łódzkiej.

Żeby ludzie chcieli pracować dłużej trzeba tylko – UWAGA, UWAGA!!! – „zapewnić przedszkola wnukom i dobrą opiekę starym rodzicom. Bo inaczej – tak jak teraz – ludzie będą rezygnować z pracy, by zająć się bliskimi”.

A co trzeba zrobić, żeby jeszcze ludzie chcieli dodatkowo oszczędzać? Na to rady jakoś nie ma. Rząd opodatkowuje przecież wynagrodzenia brutto (czyli to co pracodawca płaci w sumie za zatrudnienie pracownika temuż pracownikowi i fiskusowi) łącznie stawką 80%! Żeby pobudować przedszkola dla dzieci, domy spokojnej starości dla dziadków i żeby jeszcze emerytury (zarówno te wypłacane dziś, jak i te w przyszłości) mogły być „godne”, opodatkowanie pracy  musiałoby wynieść ze 200%.

Sejm zajmie się emeryturami dopiero po wakacjach, bo teraz zajmuje się imunitetem Ziobry, ale i tak będzie gorąco bo opozycja nie zostawia na projekcie suchej nitki. Co prawda dzisiejsza opozycja – czyli SLD i PiS – rządzili przez sześć minionych lat, ale dopiero bedąc w opozycji wiedzieliby co zrobić z emeryturami. Podobnie zresztą jak Platforma, która też wiedziała co zrobić – jak była w opozycji. Pierwsze kobiety mają zacząć otrzymywać emerytury z OFE już w styczniu 2009 roku, ale wciąż nie wiadomo, kto, co i jak będzie im wypłacał. Do pierwszego czytania rządowego projektu ustawy emerytalnej nie doszło, bo w projekcie były odwołania do funduszy dożywotnich a projektu ustawy wprowadzającej taki fundusz jeszcze rząd nie przyjął!!!!!

Wysokość emerytur będzie elementem międzypokoleniowego, politycznego „układu” między osobami aktywnymi zawodowo i emerytami. Bo świadczenia wypłacane tym, którzy już nie pracują muszą zależeć od ogólnego poziomu PKB. A ten jest wypracowywany przez tych, którzy pracują. I to w Polsce, a nie w Irlandii! Wszystko zależy więc od tego ilu ich w ogóle jest, i ilu ma pracę! A to w dużym stopniu zależy od opodatkowania tejże pracy. Każdy podatek wywiera efekt akcyzowy. Im bardziej coś opodatkujemy, tym tego czegoś mamy mniej. Jak opodatkujemy dochód, to mamy niższy dochód. Jak opodatkujemy oszczędności, to mamy mniejsze oszczędności. Jak opodatkujemy pracę, to mamy mniej pracy – ergo wyższe bezrobocie! I mniej osób wówczas pracuje i płaci jakiekolwiek składki na emerytury swoje i innych. Dlatego system emerytalny oparty głównie na opodatkowaniu wynagrodzeń za pracę musi upaść! Howgh! – jak mówił Winetu. 


2008-07-14 23:40

ODROLNIACIE? ODROLNIAMY!

Poseł Palikot zapowiada (już od 8 miesięcy) że nastąpi odrolnienie gruntów w obszarze miast. Mam dla Pana Posła złą wiadomość: ten pomysł nie przejdzie. Dowód znajduje się na www.dom.gratka.pl. Pod adresem:

http://dom.gratka.pl/tresc/21-4689125-mazowieckie-czersk.html?w=56c3e94ca5cd6775&s=2 oferowana jest działka rolna za 660.000 zł. Pod adresem:

http://dom.gratka.pl/tresc/21-4689477-mazowieckie-czersk.html?w=56c3e94ca5cd6775&s=2 oferowana jest TA SAMA działka za 2.778.000 zł. 

Działka z widokiem na ruiny Zamku Książąt Mazowieckich w Czersku należy rzeczywiście do tych o „one million dolar view”. Ale dlaczego to agent ma dostać 2.118.000 za „odrolnienie”??? Biorąc pod uwagę ile jest w Polsce takich działek i ilu agentów, przy których taki Lepper z Rybą to „małe pikusie” są, pomysł Palikkota nie ma szans!!!

Prezydent pewnego kurortu nad morzem, który miał zażądać dwóch mieszkań za jakąś przychylną inwestorowi decyzję, na pewno nie będzie popierał takich pomysłów popierał!


2008-07-14 13:30

ORLEN Z RĘKĄ W… KŁAJPEDZIE

Rząd Litwy jest gotów sprzedać Orlenowi swoje udziały w litewskiej rafinerii Możejki, ale na to będzie musiał jeszcze wyrazić zgodę litewski parlament. 10% akcji, którymi dysponuje litewski rząd, nie dają wpływu na zarządzanie – stwierdził premier Litwy po rozmowie z prezesem PKN Orlen. Jego zdaniem, parlament nie zdąży jednak wydać zgody do wyborów, które odbędą się 12 października. No i dobrze, bo niby za ile Orlen miałby te akcje kupować i w ogóle po co???

Litewskie media prognozują, że za nabycie resztówki Orlen musiałby zapłacić ponad 600 mln litów (obecnie 600 mln zł).

A dlaczego aż tyle? Chociaż za jedną akcje to byłoby znacznie mniej niż w grudniu 2005 roku, gdy przejmował kontrole nad litewską spółką. Ale wtedy Orlen płacił premię za kontrolę. Dziś już nie musi. Po co więc w ogóle chce kupować? Żeby zapłacić rządowi litewskiemu swoistą „łapówkę” za zgodę na kupno akcji w Klajpedos Nafta, zarządzającej terminalem w Kłajpedzie i na budowę rurociągu produktywnego z Możejek do terminalu Kłajpedzie lub w Butyndze, bo jak przejmował kontrolę na Możejkami, to o tym nie pomyślał. A może i pomyślał, ale tak się rwał do tej „transakcji stulecia”, że nie zwracał uwagi na „drobnostki”.

Orlen oczekuje właśnie zatwierdzenia generalnego planu budowy rurociągu, który przewiduje dwa warianty - Kłajpedę bądź Butyngę jako końcowy terminal. Złożył dokumenty do litewskiego ministerstwa gospodarki i oczekuje na decyzję. A rząd litewski może zwlekać. Chyba, że Orlen odkupi od niego niepotrzebne mu akcje Możejek.

Orlen byłby zainteresowany budową rurociągu do Kłajpedy pod warunkiem, że zostanie współwłaścicielem Klajpedos Nafta, spółki zarządzającej terminalem, która może znacząco podwyższyć  stawki portowe w Kłajpedzie. Obecnie większościowym właścicielem terminala, kontrolującym 70% jego akcji, jest litewski skarb państwa. Orlen słusznie zakłada, że zakup udziałów w Klajpedos Nafta dałby mu wpływ na kształtowanie się stawek przeładunkowych, a tym samym zagwarantowałby szybszy zwrot z inwestycji.

Za budową rury do terminalu w Kłajpedzie przemawia gotowa infrastruktura na miejscu. W Butyndze konieczne byłyby dodatkowe inwestycje. Koszt budowy rury do Kłajpedy szacowany jest na 100 mln USD (bez wliczania w to udziałów w Klajpedos Nafta). Rurociąg do Butyngi byłby krótszy, ale dodatkowe wydatki spowodowałyby, że ten wariant byłyby droższy o ok. 30%. Orlen szachuje tez rząd litewski sugestiami alternatywnych rozwiązań, jak budowa rurociągu do któregoś z portów łotewskich - Lietaja lub Ventspils.

Co ciekawe, kilka lat temu Orlen ochoczo sprzedał PERN-owi, czyli skarbowi państwa, swoje udziały w Naftoportcie – spółce, które w Polsce odgrywa taką samą rolę, jak Klajpedos Nafta na Litwie. Czyżby rząd Gedyminasa Kirkilasa miał dbać o bezpieczeństwo energetyczne swojego kraju gorzej, niż robił to rząd Marka Belki, za czasów którego doszło do przejęcia przez PERN kontroli nad Naftoportem?

W 2004 roku Orlen odsprzedał PERN-owi udziały w Naftoporcie zawierając z PERN długoletnią umowę na stawki przeładunkowe. Ciekawe dlaczego nie zrobił tego samego, czyli nie postawił jako warunku zapłaty astronomicznej ceny za akcje Możejek, wcześniejszego zawarcia długoletniej umowy pomiędzy Mozejku Nafta a Klajpedos Nafta na przeładunek produktów naftowych??? Ach… Musiało się komuś rzeczywiście spieszyć… A teraz się obudzili z ręką w… :)


2008-07-08 22:40

RZĄD NA MACIERZYŃSKIM

Dawno temu, gdy moja sześcioletnia wówczas córka dopytywała się skąd się biorą dzieci tłumaczyłem, że rodzice się całują, tulą na golaska i dochodzi do połączenia haploidalnej gamety męskiej z żeńską i powstaje w brzuszku u mamusi diploidalna zygota, z której rozwija się dzidziuś. A jak już sam może oddychać, to się wtedy rodzi. Usłyszałem wówczas komentarz: acha! I spokojnie mogliśmy dalej grać w literki. Po klik tygodniach, gdy byliśmy u znajomych, którzy dzieci jeszcze nie mieli, córka konfidencjonalnym szeptem zapytała: a może oni nie wiedzą, że się trzeba tulić na golaska?

Zacząłem się zastanawiać, czy wie o tym zespół doradców premiera, który przygotował raport o sytuacji demograficznej kraju i sposobach radzenia sobie z nią. Fakt, że w sposób nieuchronny zmierzamy ku demograficznej katastrofie powoli dociera do świadomości rządzących. A jak wiadomo już, że jest problem, to wiadomo też jak sobie z nim  radzić: najlepiej powołać jakąś komisję i uchwalić jakieś nowe prawo. Moim skromny zdaniem, klin demograficzny wynika z faktu, że za mało rodzi się dzieci. A ich ilość bynajmniej nie wzrośnie za sprawą paru ustaw. Ale może ja się nie znam.

Zdaniem rządu dzieci będzie rodziło się więcej, gdy nastąpi wydłużenie urlopów macierzyńskich do 20 tygodni (przy urodzeniu jednego dziecka) i 31 tygodni (w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka przy jednym porodzie) oraz zwiększenie podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie społeczne za osoby na urlopie wychowawczym.

Jeśli ten pogląd byłby prawidłowy, i długość urlopu macierzyńskiego miałaby wpływ na dzietność kobiet, to można byłoby domniemywać, że wydłużenie go do 20 miesięcy rozwiąże problem demografii.

Co jednak najciekawsze, przyjęty przez rząd projekt ustawy rodzinnej przewiduje podniesienie podstawy składki na ubezpieczenie rentowe i emerytalne za osoby na urlopie wychowawczym do poziomu wynagrodzenia osiąganego przed przejściem na ten urlop. Dzięki temu osoby na urlopach wychowawczych będą mogły otrzymywać na swoje konto emerytalne w ZUS i OFE zamiast 81,98 zł jak obecnie, prawie 300 zł.

Tłumacząc to z języka rządowego „na nasze” – wzrosną podatki nazywane składkami. To oczywiście w ramach zapowiadanego w kampanii wyborczej obniżania podatków. No bo jak powszechnie wiadomo, składki to przecież nie podatki.

Podsumujmy: kobieta w wieku „produkcyjnym” otrzymuje wynagrodzenie brutto w wysokości średniej krajowej około 3 tys. zł. Pracodawca płaci jeszcze za nią składki ubezpieczeniowe: łącznie ponad 1,3 tys. zł. i potrąca jej zaliczkę na poczet podatku dochodowego w wysokości 570 zł. A więc za pracę wartą dla pracodawcy 4,3 tys., pracowniczka otrzymuje 2,5 tys. zł. Ale jak wyda zarobione przez siebie 2,5 tys. zł., to lekko licząc 200 zł będzie stanowił VAT tkwiący w cenie kupowanych przez nią towarów i usług. I tak przez 40 lat pracy. Gdyby jej siła nabywcza równała się jej sile podaży – czyli rzeczywistej wartości jej pracy, to starczyłoby jej na nianię, pieluchy, ubrania a potem na czesne za studia. Więc spokojnie mogłaby się tulić z mężem na golaska bez żadnych zachęt ustawowych ze strony doradców pana premiera.