Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

Archiwum: kwiecień 2008

2008-04-30 10:10

30 KWIETNIA - NARODOWE ŚWIĘTO PODATNIKA IM. LESZKA MILLERA

Pamiętacie Państwo jeden ze sztandarowych pomysłów PO na reformę systemu podatkowego? Decyzje określające wysokość zobowiązania miały być wykonalne dopiero po ich uprawomocnieniu się. Ale, jak przyznał kilka tygodni temu wiceminister gospodarki, Adam Szejnfeld, urzędnicy ministerstwa finansów zablokowali ten pomysł. Zapowiedział jednak że jego resort jeszcze nie zrezygnował z poprawienia doli podatników. No i proszę mamy rezultaty: zgodnie z projektem zmian w ordynacji podatkowej, gdy podatnik będzie występował o wstrzymanie wykonania decyzji podatkowej, fiskus będzie mógł żądać od niego…. deklaracji majątkowej. Prezydent Kwaśniewski nie podpisał, dzięki Bogu, w 2002 roku ustaw „kołodkowych”, ale jak widać zorganizowana grupa przestępcza (na szczęście źle zorganizowana), która doprowadziła do upadku JTT, spektakularnego zatrzymania Romana Kluski a jednocześnie tworzyła przepisy, dzięki którym chłopcy „ze WSI” mieszali w paliwach, nie dała za wygraną i znowu wraca do tego pomysłu. W toku postępowania podatkowego, gdy urzędnik skarbowy uzna, że podatnik może nie wykonać zobowiązania, będzie mógł zażądać od niego wyjawienia majątku, czyli sporządzenia deklaracji majątkowej dotyczącej nieruchomości oraz ruchomości o wartości ponad 10,6 tys. zł. Jeżeli podatnik odmówi, decyzja podatkowa będzie wykonywana od razu. Podatnik sam będzie musiał oszacować wartość swojego majątku, a za nieprawdziwe dane będzie odpowiadał karnie. W wywiadzie dla „Polityki” premier Tusk stwierdził właśnie, że jest najbardziej liberalnym premierem, więc niedługo będziemy się pewnie dziwowali, że Polacy „zniechęcili się do liberalizmu”, jak to już miało raz miejsce po początkowej euforii z 1989 roku.

A przy okazji: najbardziej liberalnym premierem, w świetle FAKTÓW a nie DEKLARACJI, to był Leszek Miller. Dowód na to ma dziś – w ostatnim dniu rozliczania się z fiskusem za miniony rok – grubo ponad 300 tys. przedsiębiorców, którzy oddają państwu mniej niż połowę tego, co musieliby oddać według przepisów z 2003 roku.

Więc proponuję, żeby majowy weekend mógł być jeszcze dłuższy, wprowadzenie w dniu 30 kwietnia nowego święta narodowego – „Święta Podatnika im. Leszka Millera”.


2008-04-29 12:00

LINIOWY PREZYDENT TUSK

Premier Donald Tusk zapowiedział w wywiadzie dla najnowszej „Polityki”, że wprowadzenie podatku liniowego jest możliwe od 2011 roku. Ustawa o podatku liniowym trafi pod obrady Sejmu, zgodnie z wstępnym porozumieniem koalicji PO i PSL po wyborach prezydenckich w 2010 roku, w ostatnim roku kadencji obecnego parlamentu.

„Prezydent Kaczyński powiedział publicznie, a także w bezpośredniej ze mną rozmowie, że podatku liniowego nie będzie. Wszystkie partie opozycyjne też nie pozostawiają nam w tej sprawie złudzeń. Pole manewru jest więc wąskie” - uzasadnił Pan Premier.

Ale przecież Pan Prezydent zapowiedział także veto do „ustawy medialnej” – a mimo to koalicja PO i PSL ją uchwaliła już nie czekając do roku 2011 aż będzie po wyborach prezydenckich?!?!

Przekaz dość czytelny: wybierzecie mnie na prezydenta - będzie liniowy.


2008-04-28 15:40

KIJ I MARCHEWKA

M Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło wyniki badań „Przyczyny pracy nierejestrowanej w Polsce”. Przeprowadziły je, na zlecenie resortu, Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS), Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) oraz CBOS i SMG/KRC.Jak wynika z ich badań, w szarej strefie zatrudnionych jest ok. 10% pracujących, czyli blisko 1 mln 300 tys. osób. Główne sektory pracy nierejestrowanej to pomoc w gospodarstwach domowych (opieka nad dziećmi i osobami starszymi, sprzątanie, korepetycje itp.), z drugiej - rolnictwo (przede wszystkim sezonowe prace pomocnicze), budownictwo i usługi.

Z tych poważnych badań wyszło, że przyczynami zatrudniania pracowników na czarno są „wysokie koszty pracy, rygorystyczny kodeks pracy, skomplikowane procedury przy zawieraniu umowy o pracę, a także potrzeba elastyczności”.

Nie żebym był zawistny, ale ciekawe ile kosztowały mnie, jako podatnika, te badania.

Żeby jeszcze badający potrafili wyciągnąć wnioski z uzyskanych rezultatów badań. Właściwe. A jakie wyciągnęli? Wiceminister Czesława Ostrowska, z ministerstwa, które badania zamówiło, stwierdziła, że „praca nierejestrowana to straty dla budżetu państwa i zwiększone koszty dla pracujących legalnie. Choć szarej strefy nie udało się zlikwidować w żadnym kraju, trzeba próbować ją ograniczać”. Jak? Proszę bardzo: na etapie konsultacji społecznych jest projekt ustawy, w myśl którego całość kosztów legalnego zatrudnienia opiekunek do dzieci czy osób starszych będzie można odpisać od dochodu przed opodatkowaniem! A umowę o pracę z taka osobą będzie można rozwiązać w trybie przewidzianym w kodeksie pracy??? Bo przecież zwolnienie zatrudnionej w gospodarstwie domowym jednej osoby – to już chyba „zwolnienia grupowe”?

Natomiast według Krzysztofa Patera z IPiSS, działania, które należy podjąć, by ograniczyć szarą strefę, powinny przebiegać dwutorowo. Najpierw trzeba przeprowadzić szereg działań o charakterze organizacyjnym i edukacyjnym, a potem wprowadzać sankcje dla pracodawców zatrudniających „na czarno”.

Jak się okaże, że dobre intencje urzędników we wprowadzaniu zachęt nie wystarczą, to się wtedy: wprowadzi sankcje, „szczególnie dla recydywistów”. Sankcje nie obejmą gospodarstw domowych, bo nie ma jak ich ukarać, ale za to dla firm, oprócz kar finansowych, przewiduje się „pozbawianie przywilejów dla danej branży (np. zabranie koncesji na alkohol dla gastronomii albo możliwości o ubiegania się w zamówienia publiczne dla branży budowlanej).

NO!!!!! - jak mawiał Nikodem Dyzma.


2008-04-28 12:40

L. HAND I KRZYSZTOF H.

Sędzia Learned Hand napisał kiedyś bardzo ważne słowa na pokrzepienie serc podatników:

„Minimalizowanie zobowiązań podatkowych przy wykorzystywaniu różnego rodzaju ulg, skoro ustawodawca je wprowadził, nie jest niczym niemoralnym, ani też bezprawnym (…) Ciągle i ciągle na nowo sądy powtarzają, że nie ma niczego groźnego w takim organizowaniu swoich spraw, żeby utrzymać podatki na jak najniższym poziomie. Wszyscy to robią i wszyscy robią dobrze, ponieważ nikt nie jest zobowiązany, aby płacić więcej podatków niż tego wymaga prawo: podatki są narzuconym wymuszeniem, nie dobrowolnymi datkami. Każdy może tak ułożyć swoje sprawy, że jego podatki będą tak niskie jak to tylko możliwe; nie jest on zobowiązany wybierać tego wzorca w którym państwo dostanie najwięcej”.

Co prawda, dotyczyło to podatników amerykańskich, ale krzepić się nimi mogą także polscy. No może nie wszyscy. Nie mogę znaleźć informacji, co się ostatecznie stało z „Larrym Flintem polskich finansów” - czyli Krzysztofem Habichem? Szczególnie interesujące może być to, czy wydany na niego został jakikolwiek prawomocny wyrok za “omijanie prawa podatkowego “? Prokuratorzy, którzy zapewniali, że mają żelazne dowody jego winny, jakoś się nie przechwalali, że udało się im doprowadzić do jego skazania. Czyżby twierdzenia sędziego Handa miały rację bytu nawet u nas?

 


2008-04-27 11:20

EKONOMIA IN VITRO

Nie ma ustaw o wypłatach emerytur z drugiego filara, o zmianach przepisów podatkowych tylko się dyskutuje, Komisja Palikota odbyła co prawda 100 posiedzeń, ale efektów jej prac nie ma jeszcze żadnych, ale za to mamy spór o, jak to się ładnie nazywa, „zapłodnienie pozaustrojowe”.

Z inicjatywą powołania przy premierze grupy ekspertów, którzy mieliby przygotować projekt odpowiedniej ustawy, wystąpił już w styczniu poseł PO Jarosław Gowin. W skład zespołu wchodzą prawnicy, biolodzy, lekarze, etycy i teologowie.

Nad tym jak robić dzieci metodą odbiegającą od tradycyjnej będą radzić prawnicy: prof. Andrzej Zoll, prof. Eleonora Zielińska, prof. Włodzimierz Wróbel, prof. Maja Grzymkowska, dr Leszek Bosak; biolodzy lekarze: prof. Andrzej Paszewski, prof. Ewa Bartnik, prof. Krzysztof Marczewski, prof. Jacek Zaremba, dr Jerzy Umiastowski, oraz etycy teolodzy: prof. Barbara Hyrowicz, prof. Jacek Hołówka, prof. Zbigniew Szawarski, pastor prof. Marcin Hinz i ks. prof. Franciszek Longchamps de Berier.

Przewodniczący Zespołu – Jarosław Gowin – rzucił pomysł, żeby prawo do skorzystania z metody in vitro miały tylko małżeństwa. Reakcja była natychmiastowa: czy małżeństwa homoseksualne zawarte na przykład w Holandii, też powinny mieć takie prawo? A kobiety samotne??? A jak kobiety, to i mężczyźni – równouprawnienie musi być. W mediach wypowiedziały się już w tej sprawie chyba wszystkie największe autorytety, oczywiście poza tymi autorytetami, którzy weszli w skład Zespołu Gowina. Będzie się on musiał zbierać na swoje egzorcyzmy jeszcze częściej niż Komisja Palikota. Przecież diabeł, którego nawet pastor prof. Hinz i ks. prof. Longchamps de Berier nie wyświęcą, jak zawsze tkwi w szczegółach.  A ten drobny szczegół to… kasa. Szkoda więc, że do Zespołu Gowina nie wzięli jeszcze kogoś od finansów publicznych. Awantura zaczęła się bowiem od tego, że pani minister zdrowia Ewa Kopacz opowiedziała się za „współfinansowaniem zapłodnienia in vitro ze środków publicznych”. To nie tylko oznacza de facto, że ci panowie, którzy mogą, będą musieli zrobić zrzutkę, żeby ci, którzy normalnie nie mogą, też jednak mogli mieć dzieci, ale także albo konieczność podwyższenia podatków, żeby NFZ miał z czego płacić za zapładnianie (in vitro, in vitro oczywiście), albo trzeba będzie dokonać jakiegoś przesunięcia środków budżetowych.

Moje proroctwa sprzed lat zaczynają się powoli sprawdzać. Pytałem wówczas, gdzie są granice  redystrybucji? Jak mamy przekazywać w ramach sprawiedliwości społecznej przy pomocy progresji podatkowej pieniądze od tych, którzy mają więcej, do tych którzy mają mniej, to może ci, którzy mają ładniejsze żony, też będą się musieli dzielić nimi z sąsiadami? Przecież to jawna niesprawiedliwość, że ktoś ma żonę jak z żurnala, a ktoś inny nie ma. To może być jeszcze większy stres dla niektórych osobników, niż brak pieniędzy na wódkę.

Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że to nie ci pokrzywdzeni przez los ludzie, którzy nie mogą mieć dzieci, wyskoczyli z pomysłem, żeby się podatnicy zrzucili na „zapładnianie pozaustrojowe”, tak samo jak nie robotnicy wymyślili komunizm. Zrobili to oczywiście w ich imieniu obrońcy „pokrzywdzonych”. W rolę bolszewików postanowili się wcielić niektórzy specjaliści od robienia skrobanek, którzy za pieniądze podatników przeistoczą się w specjalistów od zapładniania. In vitro oczywiście. No bo nie ma to jak się dorwać do publicznych pieniędzy!!! Bez względu na powód! Nieprawdaż???

Jakby był w zespole Gowina jakiś specjalista od finansów publicznych, mógłby zaproponować, żeby nie płacić zasiłków na wódkę za nic, tylko za zapładnianie nie pozaustrojowe. Na pewno byłoby taniej, niż płacić z budżetu lekarzom za to wyręczanie Pana Boga.


2008-04-25 17:40

DORADCY PREZESA

Święte oburzenie wywołało zatrudnienie w charakterze doradcy przez Prezesa NBP Sławomira Skrzypka, przeciwnika wejścia Polski do strefy euro – Cezarego Mecha.

Jeden z ekspertów stwierdził, że „doradcy świadczą o poglądach prezesa”.

Ergo: Prezes powinien mieć tylko takich doradców, którzy się ze sobą zgadzają – czyli klakę. Ale jeśli tak, to po co prezesowi kilku doradców? Może wystarczyłby jeden? I to oczywiście pod warunkiem, że prezes bezkrytycznie podziela poglądy doradcy. No bo jeżeli sytuacja jest odwrotna i to doradca ma prezentować takie same poglądy jak prezes, to nawet ten jeden jest mu niepotrzebny.

Otóż moim skromnym zdaniem, decydent – obojętnie jaki – powinien zasięgać opinii ludzi o różnych poglądach i na ich podstawie wyrabiać sobie zdanie o sprawie, w której ma podjąć decyzję i ją podejmować.

Praktyka jest niestety taka, że decydenci zazwyczaj mniej więcej wiedzą co chcą zrobić, a doradców potrzebują, żeby im to tylko odpowiednio uzasadnili: jak przyjdzie prokurator, to się będą zasłaniać niezależnymi opiniami.

P.S. To wcale nie oznacza, że Prezes Skrzypek tak właśnie postąpił jak powinien i chce skonfrontować opinie różnych doradców, żeby podjąć decyzję. Tak coś czuje przez skórę, że Pan Prezes Skrzypek właśnie nie chce podejmować żadnej decyzji.


2008-04-25 16:30

KWESTIA CENY…

Na stronach internetowych Gazety Wyborczej przeczytałem taką oto informację: „Jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie będzie doradzał ministrowi skarbu w sporze z Eureko dotyczącym PZU. Holendrzy domagają się od Polski 35,6 mld zł za niedokończenie prywatyzacji PZU. Rząd chce się z nimi dogadać i uniknąć płacenia odszkodowania”.

O najciekawszym jednak nie napisano: ile to będzie kosztowało i na czym będzie polegało??

O ile oczywistym się wydaje zatrudnianie w sporze prawnym prawników (chyba pracują dla ministerstwa w tej sprawie już wszystkie możliwe kancelarie), o tyle po co do tego są bankierzy?

Pewnie chcą odkupić od Eureko akcje PZU, albo takiego nabywcę wskazać. Tylko niby dlaczego mają za usługi doradcze w tym zakresie płacić podatnicy?


2008-04-23 23:00

LOGIKA DLA PRAWNIKÓW

Na wydziałach prawa wykładany jest przedmiot o nazwie Logika. Zawsze mnie dziwiło, że podręczniki do tego przedmiotu noszą nazwę: „Logika dla prawników”. Koledzy z innych wydziałów twierdzą, że to dlatego, iż prawnicy logiki dla nie prawników nie potrafią się nauczyć. Coś w tym chyba jest…

W przypowieści bodajże Elzenberga o postracjonalizacji Kumoszka, która zbiła ucho w pożyczonym od sąsiadki dzbanku, nagabywana o jego zwrot tłumaczyła: „żadnego dzbanka nie pożyczałam, dawno już go zresztą oddałam, a to ucho to on miał zbite zanim go pożyczyłam…”

Spółka J&S tłumaczyła niedawno, że zapasy obowiązkowe ropy naftowej oczywiście miała, a Prezes Agencji Rezerw Materiałowych wydał nieprawidłowa decyzję nakładając na nią karę.

Ale teraz nowi prawnicy spółki twierdzą, że ustawa o zapasach obowiązkowych jest generalnie sprzeczna z Konstytucją, gdyż nakłada na operatorów rynku obowiązki fizycznie niemożliwe do wykonania, ze względu na brak wystarczających pojemności magazynowych do pomieszczenia wszystkich wymaganych prawem zapasów!!! A dodatkowo, operatorzy mięli zdecydowanie za mało czasu na dostosowane się do nowych, restrykcyjnych przepisów, bo vacatio legis wynosiło zaledwie 14 dni.

To znaczy, że zapasy mieli, choć mieć nie mogli, bo nie ma wystarczających do tego pojemności magazynowych, a dodatkowo czas dostosowania się do nowych wymogów był za krótki… Ucho było już oberwane…


2008-04-18 12:20

EDUKACJI CIĄG DALSZY: FUNKCJE PODATKÓW

Zwiększanie i poszerzanie funkcji państwa generuje konieczność zwiększenia wydatków publicznych, a to z kolei pociąga za sobą konieczność zwiększenia podatków oraz zredefiniowania funkcji samych podatków. Ci, którzy podzielają interwencjonistyczny paradygmat ekonomiczny optują za przyznaniem podatkom wielu różnych funkcji. Natomiast zwolennicy paradygmatu liberalnego ilość funkcji podatków starają się ograniczyć.

Mimo drobnych różnic pomiędzy różnymi autorami panuje raczej communis opinio, że do głównych funkcji podatków należą: (1) dochodowa (nazywana też fiskalną lub skarbową); (2) społeczna, w ramach której wyodrębnić można funkcje: (i) alokacyjną, (ii) redystrybucyjną, (iii) regulacyjną i (iv) socjalną; (3) gospodarcza, w ramach której wyodrębnić można funkcje: (i) stabilizacyjną i (ii) stymulacyjną; oraz (4) informacyjno-kontrolna. Wymieniane są one przez różnych autorów w różnej kolejności, która oczywiście nie ma żadnego znaczenia. Niektórzy autorzy analizujący wyłącznie system podatkowy wymieniają jeszcze funkcję regulowania zasobów podatnika.

W XX wieku szczególną karierę zrobiło redystrybucyjne i stymulacyjne traktowanie podatków. Pierwsze jest wynikiem upowszechnienia idei sprawiedliwości społecznej, której realizacja wymaga niwelowania nadmiernych różnic majątkowych między ludźmi przy pomocy aparatu państwowego, czemu najlepiej służyć ma system podatkowy. Drugie jest wynikiem przekonania, że państwo nie tylko może i powinno ingerować w gospodarkę w celu realizacji zasady tak zwanej sprawiedliwości społecznej, ale także, że skutecznie potrafi kierować procesami gospodarczymi i je odpowiednio stymulować. Niektórzy autorzy podkreślają wręcz szczególną i niejako pierwotną rolę funkcji redystrybucyjnej podatków.

Już w samej konstrukcji poszczególnych podatków, opłat i składek, a zwłaszcza progresywnego podatku dochodowego i tak zwanej składki na ZUS, zakodowany jest ich redystrybucyjny charakter. Przecież właśnie dlatego zabiera się więcej jednym, w sposób nieproporcjonalny, aby dać innym. Samo „dawanie” odbywa się poprzez budżet, ale „odbieranie” także – podatki są przecież instrumentem polityki budżetowej i świadczeniami przekazywanym właśnie do budżetu. Oczywiście nie każdy progresywny podatek dochodowy oznacza od razu redystrybucję dochodu narodowego. Dochody uzyskane z progresywnych podatków mogą być bowiem, teoretycznie, przeznaczone na inne cele, na przykład inwestycyjne, a nie na proste transfery redystrybucyjne. Aby można było mówić o redystrybucyjnej funkcji podatków, rzeczywiście musi istnieć budżetowy system transferów finansowych do pewnych grup społecznych. Jeżeli jednak takie transfery współistnieją z progresją podatkową, to nie można mówić, że system podatkowy nie realizuje funkcji redystrybucyjnej.

Tymczasem podatki przede wszystkim powinny służyć dostarczeniu środków budżetowi państwa. I prawie wyłącznie w taki sposób były traktowane aż do drugiej połowy XX wieku. Francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku w artykule 13 głosiła, że powszechna kontrybucja może być wprowadzona w celu utrzymania sił zbrojnych i w związku z wydatkami administracyjnymi. Rozdział VIII Konstytucji Stanów Zjednoczonych zaczynał się zaś od stwierdzenia, że podatki mogą być wprowadzone przez Kongres w celu spłacenia długów oraz utrzymania obronności i pomyślności kraju. Funkcja fiskalna podatku była więc i jest całkiem klarowna. Jednakże czasami używanie tego pojęcia może być mylące, kryją się bowiem pod nim różne treści. Polskie słowo „fiskalny” wywodzi się z języka łacińskiego, w którym „fiskus” oznaczał, w starożytnym Rzymie, skarb cesarski. W literaturze frankojęzycznej określenie „politique fiscale”, a zwłaszcza anglojęzyczne określenie „fiscal policy” odnosi się już do całej polityki finansowej państwa. Dlatego słuszniej byłoby mówić w odniesieniu do samych podatków raczej o funkcji dochodowej. Sama ta funkcje, polegająca na ściągnięciu pieniędzy do skarbu państwa, abstrahując od jej nazwy, raczej nie podlega dyskusji, aczkolwiek libertarianie przeciwstawiający się samemu istnieniu państwa jako takiego mają na ten temat odmienne zdanie. Co prawda, istnieniu państwa przeciwstawiają się także anarchiści, ale ich filozofia polityczna pozostawiała system podatkowy raczej poza sferą swojego zainteresowania. Libertarianie natomiast uczynili z ataków na system podatkowy przyczółek do zanegowania potrzeby istnienia państwa w ogóle. Oczywiście ich doktryna nie ma większej siły oddziaływania, ale nie można o niej zapominać, nie chcąc samemu narazić się na wysunięty na wstępie zarzut przemilczania odmiennych poglądów przez reprezentantów profiskalnej i interwencjonistycznej filozofii podatkowej.

Jednak funkcja fiskalna nie może koncentrować się jedynie na prostym zagadnieniu zasilania budżetu państwa – tylko na zasilaniu na takim poziomie, które nie czyni z celów społecznych i gospodarczych podstawowych funkcji podatków. Cele społeczne i gospodarcze powinny być przez system podatkowy realizowane tylko „przy okazji”. Najpierw muszą być określone niezbędne potrzeby państwa, a dopiero potem wyznaczane cele społeczne i gospodarcze. W innym przypadku funkcja fiskalna stać się może narzędziem realizacji innych funkcji w wyniku czego skala pobrań będzie nieodpowiednia. Funkcja fiskalna jest dobrze realizowane wówczas, gdy podatki są wydajne i elastyczne. Wymogom tym doskonale odpowiadają podatki pośrednie. Ich elastyczność wyraża się wzrostem wpływów w czasie koniunktury gospodarczej oraz malejącymi obciążeniami konsumentów i firm wówczas, gdy zmniejszy się tempo rozwoju gospodarki, obroty przedsiębiorstw i konsumpcja gospodarstw domowych. Wydajność podatków pośrednich, zwłaszcza podatku VAT, jest wynikiem opodatkowania wielkości docelowej popytu konsumpcyjnego, którego rozpoznanie bierze na siebie producent lub usługodawca. Jeśli ich ocena popytu będzie błędna nie sprzedadzą oni swoich towarów lub usług i nie otrzymają podatku należnego, od którego mogliby odjąć podatek naliczony.

Z punktu widzenia dochodowej funkcji podatku państwo powinno optymalizować wpływy – czyli uzyskać jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Dla państwa pojęcie dochodu nie może mieć innego znaczenia, niż to, jakie przypisuje mu się powszechnie. Dochód państwa to przychód (wpływy podatkowe) pomniejszony o koszty jego uzyskania (wydatki poniesione na pobór podatków). Wysokość wpływów jest uwarunkowana z jednej strony zamożnością podatników, z drugiej wysokością podatków. Ale stałe podnoszenie podatków nie wpływa na zwiększenie dochodu państwa. Na potwierdzenie tej tezy przywoływane są obliczenia zależności pomiędzy wysokością stopy podatkowej i wielkością wpływów podatkowych państwa, zwane krzywą Laffera. Zagadnienie to jest przedmiotem odrębnej analizy, w tym miejscu trzeba jednak podkreślić, że niezależnie od rozważań na temat wysokości podatków, druga strona ekonomicznego równania – czyli wydatki na sam pobór podatków, niezależnie od innych wydatków rządowych, ma charakter o wiele bardziej obiektywny. Wydatki łatwo parzcież można zmierzyć, w celu sprawdzenia efektywności istniejącego systemu podatkowego i ustalenia, czy państwo nie wydaje na ten cel zbyt wiele i czy nie można uzyskać takich samych wpływów po niższych kosztach.

Niektórzy autorzy koncentrują się natomiast na innych niż dochodowa funkcjach podatków. Podkreślają, że poprzez różne instrumenty polityki podatkowej możliwe jest realizowanie tak zwanej funkcji stymulacyjnej bądź, według innego określenia, bodźcowej. Jednakże udzielając wielu różnorodnych ulg, zwolnień lub obniżek podatkowych państwo może nie tylko wskazywać kierunki pożądanej przez siebie aktywności gospodarczej podatników, ale także wpływać na ich konkretne zachowania i reakcje. Nawet Adam Smith dopuszczał takie pociągnięcia podatkowe, które stymulowałyby pewne pozytywne zachowania podatników i przynosiły pożądane efekty.

Oczywiście władza polityczna może chcieć za pomocą podatków osiągnąć pożądane efekty społeczne. Wydaje się jednak nieporozumieniem, aby w gospodarce rynkowej władza musiała pobudzać przedsiębiorców do podejmowania działań przynoszących zyski. W rynkowym systemie gospodarczym przedsiębiorcy nie trzeba podatkami zachęcać do osiągnięcia zysku, który stanowi credo całej jego działalności. Pamiętać należy o przestrodze Henry’ego Hazlitta, że „rządowych zachęt dla przemysłu trzeba niekiedy obawiać się w równym stopniu, co jego wrogości”.

Oddziaływanie podatków na gospodarkę może być ogólne lub selektywne. O wpływie ogólnym można mówić ma przykład wówczas, gdy podatki wykorzystywane są do walki z inflacją, w celu zwiększenia lub zmniejszenia poziomu inwestycji, czy konsumpcji lub dla ożywienia gospodarczego. Selektywne działanie podatku ma miejsce wtedy, gdy państwo chce wymusić konkretne zachowania konkretnych podatników lub uzyskać środki na konkretne cele. We Francji ustawa budżetowa na rok 1983 ustanowiła system ulg podatkowych skłaniający do zwiększenia nakładów na badania naukowe. W Polsce stosowane są ulgi „mieszkaniowe” dla polepszenia sytuacji w budownictwie.

Stymulacja podatkowa jest łatwiejsza do przeprowadzenia w cedularnym systemie podatkowym lub w systemach mieszanych niż w systemach unitarnych. Dzięki wyodrębnieniu różnych źródeł przychodów możliwe jest wprowadzenie różnych stawek podatkowych, potrąceń czy odpisów, mających na celu rozwój lub dyskryminację poszczególnych źródeł. „Nie jest jednak rzeczą właściwą – jak pisał Roman Rybarski – by państwo, które chce przeprowadzić jakąś reformę, robiło to chyłkiem, nie otwarcie, tylko pośrednio (…) Podatek jako narzędzie reformy jest narzędziem negatywnym, działającym złośliwie (…) Drogą podatku można zniszczyć pewne formy życia gospodarczego, ale nie stworzy się nowych.”.

W stymulacyjnej i interwencyjnej funkcji podatków nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że państwo jest jednocześnie uczestnikiem gry rynkowej, która w ten sposób staje się coraz mniej rynkowa, a coraz bardziej sterowana. Państwo bowiem nie tylko ustala warunki gry, w której samo uczestniczy, ale ma także możliwość ich zmiany. Nawet jeżeli przyjęlibyśmy zasadę, iż przepisów podatkowych nie można zmieniać w ciągu roku podatkowego, to należałby zauważyć, że zasada ta zdaje się dotyczyć jedynie podatków dochodowych, gdyż zmiany w ustawie o podatku od towarów i usług, a wcześniej w podatku obrotowym, w stawkach celnych czy opłacie skarbowej wprowadzane w życie w trakcie roku podatkowego były i są codziennością. Zdarza się to zresztą także w przypadku podatków dochodowych zarówno od osób fizycznych, jak i prawnych za sprawą zmiany wykładni obowiązujących przepisów.

Wpływy podatkowe, zarówno ogólne, jak i z poszczególnych podatków, dostarczają organom państwa informacji o przebiegu procesów gospodarczych. Można więc mówić także o pewnego rodzaju funkcji informacyjnej podatków. Jednakże polski system fiskalny jest nieczuły na drugi z tych wskaźników. O ile kłopoty ze zbytem rzeczywiście rzutują na wysokość płaconych podatków (nie ma zbytu – nie ma dochodu – nie ma zobowiązania), o tyle trudności z wyegzekwowaniem należności nie obchodzą organów podatkowych. Zgodnie z zasadą memoriałową podatek dochodowy i VAT należy zapłacić po wystawieniu faktury, nawet jeżeli kontrahent nie wywiązał się ze swojego zobowiązania płatniczego. Nie jest to jednak najpoważniejszy mankament działania funkcji informacyjnej podatków. Informacje bowiem trzeba umieć odczytywać, a urzędnicy fiskusa nie wydają się być do tego zdolni.

Poza celami gospodarczymi, przy pomocy podatków próbuje się czasem osiągać różne cele społeczne. We Francji ustawa budżetowa na rok 1975 zwiększała, na przykład, podatek VAT od wszelkich transakcji mających za przedmiot filmy pornograficzne, z biletami do kin na takie filmy włącznie. Zrealizowano przy okazji także funkcję fiskalną podatku, zwiększając w ten sposób dochody państwa, ale uczyniono to pod hasłem prowadzenia kampanii umoralniającej.

W dzisiejszej rzeczywistości newralgicznym elementem systemu podatkowego w aspekcie społecznym jest jednak funkcja nazywana eufemistycznie „regulowaniem zasobów podatnika”. Chodzi w tym przypadku o szczególny „mix” funkcji fiskalnej, rozdzielczej i redystrybucyjnej.

Jednakże nawet przy uwypuklaniu redystrybucyjnej funkcji podatków, nie należy koncentrować się na samej redystrybucji i abstrahować zarówno od kosztów jej prowadzenia przez państwo, jak i od kosztów udziału w całym procesie osób bezpośrednio zainteresowanych, co pozostaje w ścisłym związku z omówioną powyżej funkcją dochodową podatków. Instrumentem redystrybucji są, na przykład, różnego rodzaju zasiłki. Aby jednak państwo uzyskało środki na te zasiłki musi najpierw nałożyć podatki – często na te same osoby, które następnie korzystają z tychże zasiłków. Po drodze jednak muszą zostać zaangażowane różne środki na przeprowadzenie tej operacji, które bardzo często przekraczają kwoty wypłaconych zasiłków. Z punktu widzenia rachunku ekonomicznego lepszym sposobem pomocy byłoby zezwolenie uprawnionym do odjęcia kwoty zasiłku od płaconego podatku bez pośrednictwa kilku urzędników.

Trzeba także pamiętać, iż istota redystrybucji sprowadza się do transferowania części dochodu wytworzonego w produkcyjnym dziale gospodarki narodowej do działu gospodarczo jałowego. Tym jałowym działem jest z jednej strony tradycyjny aparat państwa, który dochodu narodowego oczywiście nie tworzy, ale jest niezbędny z punktu widzenia funkcjonowania państwa jako prawnej formy organizacji społeczeństwa, jak administracja państwowa, wojsko, policja, sądownictwo, a z drugiej strony część społeczeństwa wspomagana socjalnie przez owo państwo. Podstawowym problemem jest więc wysokość i sposób transferu z jednego działu do dwu pozostałych.

Niektórzy autorzy, podkreślający znaczenie fiskalnych, czysto dochodowych funkcji podatku, minimalizują znaczenie innych funkcji i często wypowiadają się o konieczności prowadzenia neutralnej polityki podatkowej, w znaczeniu zbliżonym do tego, jakie pojęciu temu nadawała klasyczna myśl liberalna. Podnoszą oni wręcz postulowaną przez siebie neutralność podatków do rangi jednej z zasad podatkowych. Jednakże, w odróżnieniu od klasycznej doktryny liberalnej, która wykluczała jakiekolwiek oddziaływanie podatków na struktury i politykę gospodarczą państwa i istniejący w nim system społeczny, współcześni rzecznicy idei tak zwanej względnej neutralności podatków zgadzają się, że podatki mogą wywierać wpływ na gospodarkę. Godzą się więc z rzeczywistością, gdyż nie może pozostać bez wpływu na gospodarkę fakt przejmowania przez państwo poprzez podatki znacznej części produktu krajowego brutto. Podkreślają oni jednak, że system podatkowy nie powinien determinować decyzji gospodarczych dotyczących alokacji środków produkcji i faworyzować pewnych inwestycji ze szkodą dla innych. Ich zdaniem, podstawowym celem systemu podatkowego powinno być takie samo opodatkowanie dochodów z różnych źródeł oraz różnego typu form organizacyjnych.

Rozważania o funkcji fiskalnej i redystrybucyjnej podatków prowadzą nieuchronnie do pytania: ile państwo może zabrać podatnikowi, nawet jeżeli samo nie potrzebuje, lub też pytania drugiego: ile państwo powinno zabrać podatnikowi w celu realizacji jakiejś idei sprawiedliwości społecznej. Drugi człon pierwszego pytania jest oczywiście czysto teoretyczny: nie ma bowiem takich kwot, których państwo jako takie oraz jego urzędnicy nie potrafiliby roztrwonić na niepotrzebne inwestycje lub wręcz zdefraudować. Pytaniem powinno więc być to, ile podatnikowi można zabrać, aby nie tylko nie unicestwić jego zdolności podatkowej, ale wręcz tę zdolność rozwinąć. Innymi słowy jest to pytanie o granice opodatkowania. Twórcy prawa podatkowego całkowicie ignorują jednak ten problem. Ich schemat myślowy ogranicza się do stworzenia obowiązku podatkowego, abstrahującego od jego wpływu na funkcjonowanie gospodarki. Najczęstszym ich argumentem jest sprawiedliwość społeczna, na którą powołują się albo wprost, albo pośrednio, poprzez argumenty o konieczności finansowania „bezpłatnej” służby zdrowia czy oświaty publicznej. Nie ma jednak takiej logicznie spójnej teorii sprawiedliwości, która byłaby wystarczającym uzasadnieniem współczesnych, redystrybucyjnych systemów podatkowych. Granice opodatkowania od zawsze wyznaczały z jednej strony potrzeby państwa, a z drugiej możliwości płatnicze podatników. Potrzeby państwa można oczywiście limitować. Jednak w wieku dwudziestym, a zwłaszcza w okresie powojennym, są one stale rozszerzane. Za potrzeby państwa uznano bowiem potrzeby części obywateli, czyniąc państwo odpowiedzialnym za ich urzeczywistnienie. Stanowiło to powód przesunięcia granic opodatkowania i niekontrolowanego wręcz wzrostu wydatków rządowych. We współczesnych państwach granice opodatkowania zaczęły być wyznaczane pozafiskalnymi zamierzeniami państwa, głównie w sferach społeczno-socjalnych.

Praktyka funkcjonowania współczesnych systemów podatkowych, a szczególnie doświadczenie polskie, każe do tych wszystkich, klasycznych funkcji podatków, dodać jeszcze inną, całkiem nową. Jest to funkcja polityczno-kontrolna. System podatkowy służy klasie politycznej jako narzędzie walki, stanowiąc poważny argument przetargowy we wszystkich kampaniach wyborczych i rozgrywkach w parlamencie i nawet wewnątrz poszczególnych partii, nie mówiąc już o koalicjach rządowych. Przykładem mogła być histeryczno-populistyczna reakcja polityków AWS w roku 1998 na propozycję Leszka Balcerowicza – ówczesnego lidera Unii Wolności, partii pozostającej z AWS w koalicji – wprowadzenia podatku liniowego. W roku 2003 w taki sam sposób zareagowała część polityków SLD, kojarzona z Aleksandrem Kwaśniewskim – jak Marek Borowski i Włodzimierz Cimoszewicz – na podobną propozycję wprowadzenia podatku liniowego premiera Leszka Millera. Podatki służą więc uprawianiu polityki, organizowaniu poparcia wyborczego, formowaniu grup specjalnych interesów, kształtowaniu relacji między różnymi grupami nacisku a decydentami politycznymi.

Co gorsza, podatki stają się także instrumentem kontroli obywateli i sterowania nimi, co pokazują przepisy ustawy o kontroli skarbowej oraz polityczne uzasadnienie dla ich wprowadzenia. Ustawa o utworzeniu wojewódzkich kolegiów skarbowych oraz o zmianie niektórych ustaw regulujących zadania i kompetencje organów oraz organizację jednostek organizacyjnych podległych ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych, odpowiednio interpretowana, pozwala wywiadowi skarbowemu, między innymi, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne podatników.

 

 


2008-04-17 12:00

NEUTRALNOŚĆ PODATKÓW

Trochę mi się nie chce kopiować na blogu książki, ale może jednak jest za droga, albo za długa, więc postanowiłem, dla uporządkowania dyskusji przekopiować jednak kilka słów o systemach podatkowych funkcjach podatków i potrzebie ich neutralności. Bo to wcale nie jest „nawijanie studentom makaronu na uszy”, jak twierdzi „Student”, a poza tym, na uczelniach zdecydowaną przewagę mają jednak wykładowcy, którzy mówią zupełnie co innego.

Neutralne systemy podatkowe nie służą redystrybucji dochodu narodowego, lecz gromadzeniu środków na finansowanie działań państwa i to w bardzo ograniczonym zakresie – służących jedynie zapewnieniu bezpieczeństwa obywateli, czyli tych funkcji państwa, które przypisywała mu klasyczna myśl liberalna. Budowane są one na przekonaniu, że najważniejszy dla gospodarki, a w konsekwencji dla efektywnych wpływów podatkowych, jest wzrost gospodarczy. W jego wyniku następuje zwiększenie podstawy opodatkowania i tym samym dochodów państwa przy nie zwiększonych stawkach podatkowych. Liberalny ustawodawca budując neutralny system podatkowy, kieruje się klasycznym prawem lekarskim: po pierwsze nie szkodzić. Podatki nie powinny utrudniać prowadzenia działalności gospodarczej i akumulacji kapitału, a naczelnym zadaniem systemu podatkowego powinno być sprzyjanie rozwojowi gospodarczemu, a nie utrudnianie go. Rozwój ten będzie tym szybszy, im państwo mniej będzie krępowało obywateli, między innym ciasnym gorsetem przepisów podatkowych. Większość środków przejętych od podatników przez państwo na realizację innych funkcji niż te, o których pisali klasycy myśli liberalnej, to środki bezpowrotnie stracone. Funkcja liberalnego systemu podatkowego jest przede wszystkim fiskalna, czyli dochodowa i po części rozdzielcza, czyli dystrybucyjna, gdyż polega na przekazaniu środków odebranych podatnikom agendom rządowym odpowiedzialnym za finansowanie podstawowych działań państwa. Fiskalizm ten ustawiony jest jednak na stosunkowo niskim poziomie z uwagi na ograniczone potrzeby państwa. Dlatego w odniesieniu do liberalnego systemu podatkowego trudno mówić o funkcji „fiskalnej”, gdyż określenie „fiskalizm” ma zabarwienie pejoratywne i używa się go dla określenia nadmiernych zakusów państwa, a nie jako synonim dochodów.

O neutralności podatkowej można mówić w znaczeniu makro- i mikroekonomicznym. W znaczeniu makroekonomicznym podatki są neutralne, gdy nie wpływają na alokację różnych czynników produkcji. W znaczeniu mikroekonomicznym podatki są neutralne, gdy podmioty gospodarcze w swych decyzjach nie kierują się przewidywanymi skutkami, jakie dla ich decyzji mieć będą przepisy podatkowe. Podstawowym celem systemu podatkowego powinna być neutralność pomiędzy opodatkowaniem przychodów z różnych źródeł oraz opodatkowaniem różnego typu form organizacyjnych i prawnych, w których prowadzona jest działalność gospodarcza. Oczywiście żaden podatek nie jest całkowicie neutralny, gdyż, jak pisze Jerzy Harasimowicz, „już sam fakt nałożenia podatku lub jego zniesienia obiektywnie działa bodźcowo lub hamująco”. System podatkowy, który w żaden sposób nie narusza swobodnego rozwoju gospodarki byłby cudem. Chodzi więc o taką konstrukcję systemu podatkowego, który byłby w miarę neutralny. Postulat neutralności spełniają bardziej podatki pośrednie, niż bezpośrednie podatki dochodowe. Niektórzy przypisują wręcz podatkowi VAT całkowitą neutralność ekonomiczną, twierdząc, że nie wpływa on na decyzje ekonomiczne przedsiębiorstw, gdyż jest podatkiem w całości przerzucalnym na konsumenta, a przedsiębiorcy są płatnikami tego podatku wyłącznie w sensie prawnym, a nie ekonomicznym. Rzeczywiście można mówić o neutralności (ale nie absolutnej) podatku VAT dla producentów (ale nie dla konsumentów). Trzeba jednak pamiętać, że memoriałowa zasada rozliczania podatku VAT po wystawieniu faktury, a nie otrzymaniu zapłaty powoduje, że jest to podatek zmniejszający płynność finansową wielu przedsiębiorstw, a więc nie można uznać go za neutralny. Co więcej, wprowadzenie obniżonych stawek podatku VAT na artykuły zaopatrzeniowe służące do dalszej produkcji jest przejawem, nawet rażącym, naruszania zasady neutralności tego podatku, gdyż uprzywilejowuje gałąź gospodarki, wyroby której są objęte obniżoną stawką. Neutralny podatek nie powinien faworyzować żadnego sektora gospodarczego.

Nie spełnia postulatu neutralności podatek akcyzowy. Choć jest płacony – tak jak VAT – przez ostatecznego konsumenta, to jednak powiększając cenę, zmniejsza popyt na towary nią objęte, co samo w sobie nie jest neutralne. Akcyza nie jest też – podobnie jak VAT – neutralna dla kształtowania poziomu konsumpcji gospodarstw domowych. Wreszcie, nie jest ona neutralna dla procesów inflacyjnych, gdyż dotyczy materiałów niezbędnych w procesie produkcji – jakim z pewnością są choćby paliwa.

Nie są neutralne podatki dochodowe, a zwłaszcza podatek progresywny. Sama progresja oddziaływa negatywnie na skłonność do pracy, oszczędzania i inwestowania. Dodatkowo immanentną cechą progresywnego podatku dochodowego jest cały szereg ulg, zwolnień, wyłączeń i ryczałtów, które sztucznie wpływają na procesy gospodarcze.

Alternatywą dla neutralnych systemów podatkowych, są systemy, które można nazwać interwencjonistycznymi. Opierają się one na przekonaniu, że państwo powinno prowadzić aktywną politykę gospodarczą i społeczną i uczestniczyć w procesach ekonomicznych bezpośrednio, jako właściciel różnych przedsiębiorstw gospodarczych, albo przynajmniej pośrednio przez system koncesji, zezwoleń i innych działań regulacyjnych oraz oczywiście przy pomocy podatków.

Interwencjonistyczne systemy podatkowe podzielić można na typowo fiskalne i redystrybucyjne. W systemach fiskalnych państwo ściąga od podatników wysoką daninę, ale przeznacza uzyskane kwoty głównie na swoje własne potrzeby i finansowanie rozbudowanego aparatu państwowego. W tym systemie podatki pełnią bardzo często także funkcję stymulacyjną. Przy ich pomocy państwo stara się zachęcać podatników do lokowania środków w sfery, które uznaje za pożądane i zniechęcać ich do podejmowanie działań gospodarczych uznawanych za szkodliwe. Systemy redystrybucyjne są oczywiście także systemami fiskalnymi, gdyż państwo musi ściągać od obywateli wysokie podatki. Jednak znaczna część uzyskanych od podatników środków przeznaczana jest na prosty transfer do innych grup społecznych. Rząd odgrywa w tym systemie rolę redystrybutora dochodu narodowego transferując dochód z obszarów, w których powstał, do obszarów, gdzie jest na niego polityczne zapotrzebowanie.

Jako zmienne do klasyfikacji systemów podatkowych na neutralne i interwencjonistyczne stosowane są trzy kryteria. Pierwszym z nich jest wysokość maksymalnych stawek podatkowych, drugim – stosunek opodatkowania oszczędności do opodatkowania wydatków, a trzecim – stopień progresji skali podatkowej. Wydaje się, że takie kryteria klasyfikacji są dość wyraźne. Problemem jest wyznaczenie granicy, której przekroczenie zmienia system podatkowy z lewicowego na prawicowy i odwrotnie. Jest to o tyle trudne, że mamy do czynienia z trzema zmiennymi, z których każda może kształtować się inaczej. Przy niskiej progresji, wysokość stawek podatkowych może być duża, choć odwrotną relację jest już trudno sobie wyobrazić. Stawki można określić na poziomie 60%, 65% i 70%, co spowoduje, że choć sama progresja będzie stosunkowo łagodna, to stawki będą bardzo wysokie. Przy niskich stawkach trudno wprowadzić progresję, z uwagi na zbyt niską rozpiętość pomiędzy hipotetycznym zerem – czyli brakiem opodatkowania, a niską (na poziomie do 20% – bo tylko taką można uznać za stosunkowo niską w kategoriach obiektywnych) marginalną stawką podatkową. Z kolei przy dowolnych stawkach i progresji można bardzo łagodnie opodatkowywać oszczędności, albo wręcz zwolnić je z opodatkowania, co z pewnością będzie negatywnie rzutowało na możliwość jednoznacznej klasyfikacji danego systemu podatkowego.