Zwiększanie i poszerzanie funkcji państwa generuje konieczność zwiększenia wydatków publicznych, a to z kolei pociąga za sobą konieczność zwiększenia podatków oraz zredefiniowania funkcji samych podatków. Ci, którzy podzielają interwencjonistyczny paradygmat ekonomiczny optują za przyznaniem podatkom wielu różnych funkcji. Natomiast zwolennicy paradygmatu liberalnego ilość funkcji podatków starają się ograniczyć.
Mimo drobnych różnic pomiędzy różnymi autorami panuje raczej communis opinio, że do głównych funkcji podatków należą: (1) dochodowa (nazywana też fiskalną lub skarbową); (2) społeczna, w ramach której wyodrębnić można funkcje: (i) alokacyjną, (ii) redystrybucyjną, (iii) regulacyjną i (iv) socjalną; (3) gospodarcza, w ramach której wyodrębnić można funkcje: (i) stabilizacyjną i (ii) stymulacyjną; oraz (4) informacyjno-kontrolna. Wymieniane są one przez różnych autorów w różnej kolejności, która oczywiście nie ma żadnego znaczenia. Niektórzy autorzy analizujący wyłącznie system podatkowy wymieniają jeszcze funkcję regulowania zasobów podatnika.
W XX wieku szczególną karierę zrobiło redystrybucyjne i stymulacyjne traktowanie podatków. Pierwsze jest wynikiem upowszechnienia idei sprawiedliwości społecznej, której realizacja wymaga niwelowania nadmiernych różnic majątkowych między ludźmi przy pomocy aparatu państwowego, czemu najlepiej służyć ma system podatkowy. Drugie jest wynikiem przekonania, że państwo nie tylko może i powinno ingerować w gospodarkę w celu realizacji zasady tak zwanej sprawiedliwości społecznej, ale także, że skutecznie potrafi kierować procesami gospodarczymi i je odpowiednio stymulować. Niektórzy autorzy podkreślają wręcz szczególną i niejako pierwotną rolę funkcji redystrybucyjnej podatków.
Już w samej konstrukcji poszczególnych podatków, opłat i składek, a zwłaszcza progresywnego podatku dochodowego i tak zwanej składki na ZUS, zakodowany jest ich redystrybucyjny charakter. Przecież właśnie dlatego zabiera się więcej jednym, w sposób nieproporcjonalny, aby dać innym. Samo „dawanie” odbywa się poprzez budżet, ale „odbieranie” także – podatki są przecież instrumentem polityki budżetowej i świadczeniami przekazywanym właśnie do budżetu. Oczywiście nie każdy progresywny podatek dochodowy oznacza od razu redystrybucję dochodu narodowego. Dochody uzyskane z progresywnych podatków mogą być bowiem, teoretycznie, przeznaczone na inne cele, na przykład inwestycyjne, a nie na proste transfery redystrybucyjne. Aby można było mówić o redystrybucyjnej funkcji podatków, rzeczywiście musi istnieć budżetowy system transferów finansowych do pewnych grup społecznych. Jeżeli jednak takie transfery współistnieją z progresją podatkową, to nie można mówić, że system podatkowy nie realizuje funkcji redystrybucyjnej.
Tymczasem podatki przede wszystkim powinny służyć dostarczeniu środków budżetowi państwa. I prawie wyłącznie w taki sposób były traktowane aż do drugiej połowy XX wieku. Francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku w artykule 13 głosiła, że powszechna kontrybucja może być wprowadzona w celu utrzymania sił zbrojnych i w związku z wydatkami administracyjnymi. Rozdział VIII Konstytucji Stanów Zjednoczonych zaczynał się zaś od stwierdzenia, że podatki mogą być wprowadzone przez Kongres w celu spłacenia długów oraz utrzymania obronności i pomyślności kraju. Funkcja fiskalna podatku była więc i jest całkiem klarowna. Jednakże czasami używanie tego pojęcia może być mylące, kryją się bowiem pod nim różne treści. Polskie słowo „fiskalny” wywodzi się z języka łacińskiego, w którym „fiskus” oznaczał, w starożytnym Rzymie, skarb cesarski. W literaturze frankojęzycznej określenie „politique fiscale”, a zwłaszcza anglojęzyczne określenie „fiscal policy” odnosi się już do całej polityki finansowej państwa. Dlatego słuszniej byłoby mówić w odniesieniu do samych podatków raczej o funkcji dochodowej. Sama ta funkcje, polegająca na ściągnięciu pieniędzy do skarbu państwa, abstrahując od jej nazwy, raczej nie podlega dyskusji, aczkolwiek libertarianie przeciwstawiający się samemu istnieniu państwa jako takiego mają na ten temat odmienne zdanie. Co prawda, istnieniu państwa przeciwstawiają się także anarchiści, ale ich filozofia polityczna pozostawiała system podatkowy raczej poza sferą swojego zainteresowania. Libertarianie natomiast uczynili z ataków na system podatkowy przyczółek do zanegowania potrzeby istnienia państwa w ogóle. Oczywiście ich doktryna nie ma większej siły oddziaływania, ale nie można o niej zapominać, nie chcąc samemu narazić się na wysunięty na wstępie zarzut przemilczania odmiennych poglądów przez reprezentantów profiskalnej i interwencjonistycznej filozofii podatkowej.
Jednak funkcja fiskalna nie może koncentrować się jedynie na prostym zagadnieniu zasilania budżetu państwa – tylko na zasilaniu na takim poziomie, które nie czyni z celów społecznych i gospodarczych podstawowych funkcji podatków. Cele społeczne i gospodarcze powinny być przez system podatkowy realizowane tylko „przy okazji”. Najpierw muszą być określone niezbędne potrzeby państwa, a dopiero potem wyznaczane cele społeczne i gospodarcze. W innym przypadku funkcja fiskalna stać się może narzędziem realizacji innych funkcji w wyniku czego skala pobrań będzie nieodpowiednia. Funkcja fiskalna jest dobrze realizowane wówczas, gdy podatki są wydajne i elastyczne. Wymogom tym doskonale odpowiadają podatki pośrednie. Ich elastyczność wyraża się wzrostem wpływów w czasie koniunktury gospodarczej oraz malejącymi obciążeniami konsumentów i firm wówczas, gdy zmniejszy się tempo rozwoju gospodarki, obroty przedsiębiorstw i konsumpcja gospodarstw domowych. Wydajność podatków pośrednich, zwłaszcza podatku VAT, jest wynikiem opodatkowania wielkości docelowej popytu konsumpcyjnego, którego rozpoznanie bierze na siebie producent lub usługodawca. Jeśli ich ocena popytu będzie błędna nie sprzedadzą oni swoich towarów lub usług i nie otrzymają podatku należnego, od którego mogliby odjąć podatek naliczony.
Z punktu widzenia dochodowej funkcji podatku państwo powinno optymalizować wpływy – czyli uzyskać jak najwięcej, jak najmniejszym kosztem. Dla państwa pojęcie dochodu nie może mieć innego znaczenia, niż to, jakie przypisuje mu się powszechnie. Dochód państwa to przychód (wpływy podatkowe) pomniejszony o koszty jego uzyskania (wydatki poniesione na pobór podatków). Wysokość wpływów jest uwarunkowana z jednej strony zamożnością podatników, z drugiej wysokością podatków. Ale stałe podnoszenie podatków nie wpływa na zwiększenie dochodu państwa. Na potwierdzenie tej tezy przywoływane są obliczenia zależności pomiędzy wysokością stopy podatkowej i wielkością wpływów podatkowych państwa, zwane krzywą Laffera. Zagadnienie to jest przedmiotem odrębnej analizy, w tym miejscu trzeba jednak podkreślić, że niezależnie od rozważań na temat wysokości podatków, druga strona ekonomicznego równania – czyli wydatki na sam pobór podatków, niezależnie od innych wydatków rządowych, ma charakter o wiele bardziej obiektywny. Wydatki łatwo parzcież można zmierzyć, w celu sprawdzenia efektywności istniejącego systemu podatkowego i ustalenia, czy państwo nie wydaje na ten cel zbyt wiele i czy nie można uzyskać takich samych wpływów po niższych kosztach.
Niektórzy autorzy koncentrują się natomiast na innych niż dochodowa funkcjach podatków. Podkreślają, że poprzez różne instrumenty polityki podatkowej możliwe jest realizowanie tak zwanej funkcji stymulacyjnej bądź, według innego określenia, bodźcowej. Jednakże udzielając wielu różnorodnych ulg, zwolnień lub obniżek podatkowych państwo może nie tylko wskazywać kierunki pożądanej przez siebie aktywności gospodarczej podatników, ale także wpływać na ich konkretne zachowania i reakcje. Nawet Adam Smith dopuszczał takie pociągnięcia podatkowe, które stymulowałyby pewne pozytywne zachowania podatników i przynosiły pożądane efekty.
Oczywiście władza polityczna może chcieć za pomocą podatków osiągnąć pożądane efekty społeczne. Wydaje się jednak nieporozumieniem, aby w gospodarce rynkowej władza musiała pobudzać przedsiębiorców do podejmowania działań przynoszących zyski. W rynkowym systemie gospodarczym przedsiębiorcy nie trzeba podatkami zachęcać do osiągnięcia zysku, który stanowi credo całej jego działalności. Pamiętać należy o przestrodze Henry’ego Hazlitta, że „rządowych zachęt dla przemysłu trzeba niekiedy obawiać się w równym stopniu, co jego wrogości”.
Oddziaływanie podatków na gospodarkę może być ogólne lub selektywne. O wpływie ogólnym można mówić ma przykład wówczas, gdy podatki wykorzystywane są do walki z inflacją, w celu zwiększenia lub zmniejszenia poziomu inwestycji, czy konsumpcji lub dla ożywienia gospodarczego. Selektywne działanie podatku ma miejsce wtedy, gdy państwo chce wymusić konkretne zachowania konkretnych podatników lub uzyskać środki na konkretne cele. We Francji ustawa budżetowa na rok 1983 ustanowiła system ulg podatkowych skłaniający do zwiększenia nakładów na badania naukowe. W Polsce stosowane są ulgi „mieszkaniowe” dla polepszenia sytuacji w budownictwie.
Stymulacja podatkowa jest łatwiejsza do przeprowadzenia w cedularnym systemie podatkowym lub w systemach mieszanych niż w systemach unitarnych. Dzięki wyodrębnieniu różnych źródeł przychodów możliwe jest wprowadzenie różnych stawek podatkowych, potrąceń czy odpisów, mających na celu rozwój lub dyskryminację poszczególnych źródeł. „Nie jest jednak rzeczą właściwą – jak pisał Roman Rybarski – by państwo, które chce przeprowadzić jakąś reformę, robiło to chyłkiem, nie otwarcie, tylko pośrednio (…) Podatek jako narzędzie reformy jest narzędziem negatywnym, działającym złośliwie (…) Drogą podatku można zniszczyć pewne formy życia gospodarczego, ale nie stworzy się nowych.”.
W stymulacyjnej i interwencyjnej funkcji podatków nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że państwo jest jednocześnie uczestnikiem gry rynkowej, która w ten sposób staje się coraz mniej rynkowa, a coraz bardziej sterowana. Państwo bowiem nie tylko ustala warunki gry, w której samo uczestniczy, ale ma także możliwość ich zmiany. Nawet jeżeli przyjęlibyśmy zasadę, iż przepisów podatkowych nie można zmieniać w ciągu roku podatkowego, to należałby zauważyć, że zasada ta zdaje się dotyczyć jedynie podatków dochodowych, gdyż zmiany w ustawie o podatku od towarów i usług, a wcześniej w podatku obrotowym, w stawkach celnych czy opłacie skarbowej wprowadzane w życie w trakcie roku podatkowego były i są codziennością. Zdarza się to zresztą także w przypadku podatków dochodowych zarówno od osób fizycznych, jak i prawnych za sprawą zmiany wykładni obowiązujących przepisów.
Wpływy podatkowe, zarówno ogólne, jak i z poszczególnych podatków, dostarczają organom państwa informacji o przebiegu procesów gospodarczych. Można więc mówić także o pewnego rodzaju funkcji informacyjnej podatków. Jednakże polski system fiskalny jest nieczuły na drugi z tych wskaźników. O ile kłopoty ze zbytem rzeczywiście rzutują na wysokość płaconych podatków (nie ma zbytu – nie ma dochodu – nie ma zobowiązania), o tyle trudności z wyegzekwowaniem należności nie obchodzą organów podatkowych. Zgodnie z zasadą memoriałową podatek dochodowy i VAT należy zapłacić po wystawieniu faktury, nawet jeżeli kontrahent nie wywiązał się ze swojego zobowiązania płatniczego. Nie jest to jednak najpoważniejszy mankament działania funkcji informacyjnej podatków. Informacje bowiem trzeba umieć odczytywać, a urzędnicy fiskusa nie wydają się być do tego zdolni.
Poza celami gospodarczymi, przy pomocy podatków próbuje się czasem osiągać różne cele społeczne. We Francji ustawa budżetowa na rok 1975 zwiększała, na przykład, podatek VAT od wszelkich transakcji mających za przedmiot filmy pornograficzne, z biletami do kin na takie filmy włącznie. Zrealizowano przy okazji także funkcję fiskalną podatku, zwiększając w ten sposób dochody państwa, ale uczyniono to pod hasłem prowadzenia kampanii umoralniającej.
W dzisiejszej rzeczywistości newralgicznym elementem systemu podatkowego w aspekcie społecznym jest jednak funkcja nazywana eufemistycznie „regulowaniem zasobów podatnika”. Chodzi w tym przypadku o szczególny „mix” funkcji fiskalnej, rozdzielczej i redystrybucyjnej.
Jednakże nawet przy uwypuklaniu redystrybucyjnej funkcji podatków, nie należy koncentrować się na samej redystrybucji i abstrahować zarówno od kosztów jej prowadzenia przez państwo, jak i od kosztów udziału w całym procesie osób bezpośrednio zainteresowanych, co pozostaje w ścisłym związku z omówioną powyżej funkcją dochodową podatków. Instrumentem redystrybucji są, na przykład, różnego rodzaju zasiłki. Aby jednak państwo uzyskało środki na te zasiłki musi najpierw nałożyć podatki – często na te same osoby, które następnie korzystają z tychże zasiłków. Po drodze jednak muszą zostać zaangażowane różne środki na przeprowadzenie tej operacji, które bardzo często przekraczają kwoty wypłaconych zasiłków. Z punktu widzenia rachunku ekonomicznego lepszym sposobem pomocy byłoby zezwolenie uprawnionym do odjęcia kwoty zasiłku od płaconego podatku bez pośrednictwa kilku urzędników.
Trzeba także pamiętać, iż istota redystrybucji sprowadza się do transferowania części dochodu wytworzonego w produkcyjnym dziale gospodarki narodowej do działu gospodarczo jałowego. Tym jałowym działem jest z jednej strony tradycyjny aparat państwa, który dochodu narodowego oczywiście nie tworzy, ale jest niezbędny z punktu widzenia funkcjonowania państwa jako prawnej formy organizacji społeczeństwa, jak administracja państwowa, wojsko, policja, sądownictwo, a z drugiej strony część społeczeństwa wspomagana socjalnie przez owo państwo. Podstawowym problemem jest więc wysokość i sposób transferu z jednego działu do dwu pozostałych.
Niektórzy autorzy, podkreślający znaczenie fiskalnych, czysto dochodowych funkcji podatku, minimalizują znaczenie innych funkcji i często wypowiadają się o konieczności prowadzenia neutralnej polityki podatkowej, w znaczeniu zbliżonym do tego, jakie pojęciu temu nadawała klasyczna myśl liberalna. Podnoszą oni wręcz postulowaną przez siebie neutralność podatków do rangi jednej z zasad podatkowych. Jednakże, w odróżnieniu od klasycznej doktryny liberalnej, która wykluczała jakiekolwiek oddziaływanie podatków na struktury i politykę gospodarczą państwa i istniejący w nim system społeczny, współcześni rzecznicy idei tak zwanej względnej neutralności podatków zgadzają się, że podatki mogą wywierać wpływ na gospodarkę. Godzą się więc z rzeczywistością, gdyż nie może pozostać bez wpływu na gospodarkę fakt przejmowania przez państwo poprzez podatki znacznej części produktu krajowego brutto. Podkreślają oni jednak, że system podatkowy nie powinien determinować decyzji gospodarczych dotyczących alokacji środków produkcji i faworyzować pewnych inwestycji ze szkodą dla innych. Ich zdaniem, podstawowym celem systemu podatkowego powinno być takie samo opodatkowanie dochodów z różnych źródeł oraz różnego typu form organizacyjnych.
Rozważania o funkcji fiskalnej i redystrybucyjnej podatków prowadzą nieuchronnie do pytania: ile państwo może zabrać podatnikowi, nawet jeżeli samo nie potrzebuje, lub też pytania drugiego: ile państwo powinno zabrać podatnikowi w celu realizacji jakiejś idei sprawiedliwości społecznej. Drugi człon pierwszego pytania jest oczywiście czysto teoretyczny: nie ma bowiem takich kwot, których państwo jako takie oraz jego urzędnicy nie potrafiliby roztrwonić na niepotrzebne inwestycje lub wręcz zdefraudować. Pytaniem powinno więc być to, ile podatnikowi można zabrać, aby nie tylko nie unicestwić jego zdolności podatkowej, ale wręcz tę zdolność rozwinąć. Innymi słowy jest to pytanie o granice opodatkowania. Twórcy prawa podatkowego całkowicie ignorują jednak ten problem. Ich schemat myślowy ogranicza się do stworzenia obowiązku podatkowego, abstrahującego od jego wpływu na funkcjonowanie gospodarki. Najczęstszym ich argumentem jest sprawiedliwość społeczna, na którą powołują się albo wprost, albo pośrednio, poprzez argumenty o konieczności finansowania „bezpłatnej” służby zdrowia czy oświaty publicznej. Nie ma jednak takiej logicznie spójnej teorii sprawiedliwości, która byłaby wystarczającym uzasadnieniem współczesnych, redystrybucyjnych systemów podatkowych. Granice opodatkowania od zawsze wyznaczały z jednej strony potrzeby państwa, a z drugiej możliwości płatnicze podatników. Potrzeby państwa można oczywiście limitować. Jednak w wieku dwudziestym, a zwłaszcza w okresie powojennym, są one stale rozszerzane. Za potrzeby państwa uznano bowiem potrzeby części obywateli, czyniąc państwo odpowiedzialnym za ich urzeczywistnienie. Stanowiło to powód przesunięcia granic opodatkowania i niekontrolowanego wręcz wzrostu wydatków rządowych. We współczesnych państwach granice opodatkowania zaczęły być wyznaczane pozafiskalnymi zamierzeniami państwa, głównie w sferach społeczno-socjalnych.
Praktyka funkcjonowania współczesnych systemów podatkowych, a szczególnie doświadczenie polskie, każe do tych wszystkich, klasycznych funkcji podatków, dodać jeszcze inną, całkiem nową. Jest to funkcja polityczno-kontrolna. System podatkowy służy klasie politycznej jako narzędzie walki, stanowiąc poważny argument przetargowy we wszystkich kampaniach wyborczych i rozgrywkach w parlamencie i nawet wewnątrz poszczególnych partii, nie mówiąc już o koalicjach rządowych. Przykładem mogła być histeryczno-populistyczna reakcja polityków AWS w roku 1998 na propozycję Leszka Balcerowicza – ówczesnego lidera Unii Wolności, partii pozostającej z AWS w koalicji – wprowadzenia podatku liniowego. W roku 2003 w taki sam sposób zareagowała część polityków SLD, kojarzona z Aleksandrem Kwaśniewskim – jak Marek Borowski i Włodzimierz Cimoszewicz – na podobną propozycję wprowadzenia podatku liniowego premiera Leszka Millera. Podatki służą więc uprawianiu polityki, organizowaniu poparcia wyborczego, formowaniu grup specjalnych interesów, kształtowaniu relacji między różnymi grupami nacisku a decydentami politycznymi.
Co gorsza, podatki stają się także instrumentem kontroli obywateli i sterowania nimi, co pokazują przepisy ustawy o kontroli skarbowej oraz polityczne uzasadnienie dla ich wprowadzenia. Ustawa o utworzeniu wojewódzkich kolegiów skarbowych oraz o zmianie niektórych ustaw regulujących zadania i kompetencje organów oraz organizację jednostek organizacyjnych podległych ministrowi właściwemu do spraw finansów publicznych, odpowiednio interpretowana, pozwala wywiadowi skarbowemu, między innymi, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne podatników.