Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

2010-02-08 17:50

POLSKIE STRONNICTWO LIBERALNE - CZYLI PREMIER PAWLAK O SYSTEMIE EMERYTALNYM

„W Polsce zdarzały się już wcześniejsze wybory” – powiedział Pan Wicepremier Waldemar „Terminator” Pawlak na pytanie DGP, co się stanie, jeśli PO nie poprze jego pomysłu w sprawie reformy systemu emerytalnego http://www.dziennik.pl/polityka/article544471/Pawlak_Od_KRUS_zalezy_los_koalicji.html  

Dotąd wszyscy twierdzili, że KRUS trzeba „zreformować” (czytaj: podnieść rolnikom podatki) bo sa „uprzywilejowani”. Ciągle powtarzałem, że jak jedni są uprzywilejowani, to najlepiej tak samo „uprzywilejować” wszystkich, i wtedy już nikt nie będzie uprzywilejowany. No o proszę: „Nie może być tak, że system emerytalny przynosi profity wyłącznie kilku instytucjom finansowym – i to nawet w czasach kryzysu” – powiedział Pan Premier Pawlak. I dodaje: „Mamy do czynienia z sytuacją, w której państwo krańcowo się zadłuża, a instytucje finansowe nadal uważają, że nawet w kryzysie należy im się kolejna walizeczka pieniędzy (…) Nie możemy dać się zwieść kilku gościom, którzy dobrze żyją sobie z obecnego systemu kapitałowego, i na których cały kraj musi pracować”.

Jak zawierałby z TFI umowę, na podstawie której Fundusz (Inwestycyjny) zarobi zawsze, a ja może, jak się uda, to jest to wolny rynek. Ale jak przychodzi poborca podatkowy i pod przymusem zabiera mi pieniądze dla innego Funduszu (Emerytalnego) – też prywatnego, który zarobi zawsze, i to tyle, ile pozwoli mu państwo, a ja może zarobię (jak w przypadku z TFI), jak jakiś balonik znowu nie pęknie Panu Blankfein’owi przy dmuchaniu, to jest to rozbój w biały dzień.

Wyczytałem gdzieś, że mamy podobno najbardziej liberalnego Premiera od 1989 roku? Czyżby chodziło o Pana Premiera Pawlaka? Bo Pan Premier Kaczyński przed Komisją Śledczą  zeznawał podobno (piszę podobno bo oczywiście nie słucha posiedzeń Komisji i znam tylko ze „słyszenie”) że jest dobry lobbing (w imieniu firm państwowych) i „zły” – w imieniu różnych „określonych” grup – czyli chodzi zapewne o „Układ”. No bo oczywiście lobbing uprawiany pod sejmem przy pomocy kilofów jest skuteczniejszy – czytaj „dobry”, od takiego uprawianego na cmentarzach, który skuteczny bywa jedynie czasami – ergo jest zły (przynajmniej z punktu widzenia skuteczności, czyli wydatkowanej energii i środków finansowych w relacji do efektów). Ale dzień wcześniej Pan Premier Tusk tez podobno zeznał, że celem prac nad „ustawą hazardową” było, żeby większe zyski miał budżet, a nie „branża”. Oczywiście „branża” brzmi bardziej „liberalnie” niż „określony układ”, ale podsunąłbym Panu Premierowi jeszcze parę innych pomysłów. Bo czy to normalne, żeby na rozpijaniu narodu zyski miała jakaś branża „spirytusowa”, albo „piwna”? Nie lepiej już przywrócić monopol spirytusowy państwa? Nie mówiąc już o „branży” tytoniowej. Przecież z każdego opakowania bije napis, że Minister Zdrowia  ostrzega, że palenie powoduje raka, a mimo to jakaś „branża” czerpie z tego zyski! To przecież ewidentny skandal. Kiedyś być państwowy Monopol Tytoniowy! I komu to przeszkadzało?

A tu „ludowiec”, deklaruje wprowadzenie systemu „takiego jak w Szwecji czy Kanadzie, gdzie państwo zapewnia podstawową emeryturę obywatelską, a wolny i świadomy obywatel dba o dodatkowe zabezpieczenie”!!! Zdaniem Pana Premiera Pawlaka, jak również moim, „KRUS jest prostym systemem emerytalnym. Obowiązuje w nim stała, ryczałtowa stawka. I za tę stawkę przysługuje podstawowa emerytura. Za stawkę w wysokości 68 złotych otrzymuje się świadczenie w wysokości około 600 złotych. To nie jest dużo – ale podobnie działają systemy emerytalne w krajach, takich jak Szwecja czy Kanada. Tam o to, co jest ponad standard, każdy troszczy się sam. Dlatego jeśli by wprowadzić system podobny do KRUS na przykład dla osób prowadzących działalność gospodarczą, to działałby on w sposób całkowicie racjonalny. Łatwo policzyć, że stawka w wysokości 100 złotych miesięcznie odprowadzana przez 40 lat i lokowana na 5 procent w skali roku dawałaby na koniec ok. 150 000 złotych. Gdybyśmy te pieniądze wypłacali w ciągu następnych 20 lat, to moglibyśmy wypłacać sobie po 1000 złotych miesięcznie. Tak właśnie działa KRUS!  To rozwiązania o wiele bardziej nowoczesne i efektywne. W dodatku bardziej liberalne – bo zakładające, że zabezpieczenie ponadstandardowe powstaje w oparciu o wolność gospodarczą obywatela”.

I na koniec jeszcze jeden cytacie: „Chwilę temu premier ogłosił, że (…) zadba o to, by został zniesiony przepis uniemożliwiający kobietom ubieganie się o becikowe, jeśli do dziesiątego tygodnia ciąży nie zgłosiły się do lekarza. Nic mnie – i PSL – tak ostatnio nie ucieszyło – bo analogiczny projekt złożył w tej sprawie nasz poseł Mirosław Kasprzak pół roku temu…”

Szanowny Panie Premierze – nic mnie – i CAS – tak ostatnio nie ucieszyło – bo analogiczne projekty głosimy od lat. I absolutnie nie mam za złe, że się Pan Premier na mnie nie powołał, bo przecież do tak oczywistych wniosków każdy może dojść samemu.

Życzę powodzenia we wcielaniu liberalnych i rozwiązań w „oparciu o wolność gospodarczą obywatela”. Pan Premier Miller przysłużył się przedsiębiorcom liniowym podatkiem dochodowym w wysokości 19%. Pan mógłby się im jeszcze lepiej przysłużyć „liniową” składką  „na ZUS” w wysokości 100 zł.

A tak a propos  wcześniejszych wyborów, to coś mi podpowiada, że PiS i SLD z całą pewnością na zaproponowaną przez Pana Premiera reformę emerytalną przystaną. Pod warunkiem  wszelako, że PSL przyłączy się do „koalicji telewizyjnej” i zagłosuje za konstruktywnym wnioskiem nieufności wobec rządu Pana Premiera Tuska. A kto mógłby wówczas stanąć na czele nowego rządu?

 

2010-02-05 18:20

FEAR THE BOOM AND BUST

 

http://www.youtube.com/watch?v=whGlF-hjCaI - „bezcenne” :)

2010-02-04 21:20

ORLEN JUŻ NIE W MOŻEJKACH?

Po wpisie sprzed ponad już trzech lat („Orlen w Możejkach” http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=45), o którym postanowiłem przypomnieć, bo nikt mnie dziś nie chwalił, a wręcz przeciwnie zostałem „skarcony” za krytykę doskonałego systemu emerytalnego, więc sam się muszę pochwalić dla poprawienia ego, czas na kolejny.

We wtorek 2 lutego pojawiła się informacja o sondowaniu przez Orlen sprzedaży Możejek. 

http://gielda.onet.pl/sondowanie-sprzedazy-mozejek,18727,3170712,1,prasa-detal

http://www.rp.pl/artykul/9211,428068_Orlen_i_Mozejki__czyli_zwiazek_przed_rozwodem___.html

Wśród komentarzy przeczytałem, że „najwyższa cena, jaką można by osiągnąć za Możejki, to taka, za jaką Orlen kupił spółkę w 2006 r. (84,36 proc. kosztowało ponad 2,34 mld dol)”.

I że „w grę może wchodzić tylko rosyjski inwestor, bo bez niego rurociągiem do Możejek nigdy nie popłynęłaby ropa”.

To drugie zdanie, to akurat święta prawda, dlatego krytykowałem w 2006 roku strategię kupowania Możejek „wbrew” Rosjanom i uwypuklania tego właśnie „priorytetu”.

Ale po pierwsze, Wańkowicz takie myślenie nazywał „chciejstwem”. „Rosyjski inwestor” musiałby upaść na głowę, żeby dziś zapłacić Orlenowi za Możejki, tyle samo, ile zapłacił za nie Orlen. No chyba, żeby Rosjanie chcieli okazać się większymi „polakofilami” niż my „rusofobiami”. Albo że przy okazji ubiją z nami jakiś dodatkowy interes.

Przeczytałem również, że „sprzedaż Możejek w obecnym otoczeniu makro i przy aktualnych wynikach finansowych oznaczałaby wygenerowanie dużej straty na tej transakcji”. Komentarz ten został opatrzony tytułem „Orlen straciłby prawie 4 mld na sprzedaży Możejek”.

http://nafta.wnp.pl/orlen-stracilby-4-mld-zl-na-sprzedazy-mozejek,100739_1_0_0.html

Więc jako „oszołom”, który kupno Możejek krytykował (zdecydowana większość analityków była „za”, czemu nie należy się dziwić, zważywszy na wysokość kredytów, jakie Orlen musiał zaciągnąć na tę inwestycję w bankach, w których pracowali owi analitycy) teraz mam równie „oszołomski” scenariusz.

Możejki nie są warte tyle, ile Orlen za nie zapłacił i nigdy nie były – zwłaszcza bez rosyjskiej ropy. Możejki zawsze były rafinerią eksportową. Przerabiały ropę rosyjska i eksportowały produkty naftowe na Zachód. Pomysł, że ropę do Możejek będziemy importować, na przykład z Wenezueli, przerabiać ją i z powrotem eksportować produkty naftowe na dotychczasowe rynki zbytu oznacza, że  ktoś nie uważał chyba na lekcjach geografii. A jaki może być inny rynek zbytu na produkty Możejek? Skandynawia, „Pribaltika” i…. Polska! Jak Orlen miał zamiar podjąć konkurencję w Norwegii ze Statoil, to bardzo żałuję, że nie dane nam było poobserwować jej wyników. A może to podbój rynków litewskiego, łotewskiego i estońskiego (razem coś około 6 milionów mieszkańców – tyle samo co w województwach śląskim i opolskim) miał przynieść jakiś super zwrot z zainwestowanego kapitału? Wykorzystanie pełnych mocy produkcyjnych Płocka i Możejek oraz realizacja programu „10+” w Gdańsku oznaczała konkurencję na… rynku Polskim. Czyli czysty kanibalizm.
Ergo – Orlen nie straci na „sprzedaży Możejek”, tylko stracił na ich „zakupie”.
Być może warto wykonać jakiś telefon do Amerykanów, którzy w 2005 roku proponowali Orlenowi na części rafineryjnej takie samo joint venture, jakie Orlen na części petrochemicznej ma z Basellem. Orlen miał wnieść do spółki aktywa rafineryjne i stacje benzynowe, ConocoPhillips swoje stacje plus gotówkę dla wyrównania wielkości wkładów i GWARANCJĘ DOSTAW ropy naftowej o określonych parametrach na określonej formule cenowej. Aleśmy Amerykanom „popędzili kota”, bo stawiali warunek: do nich miała należeć kontrola operacyjna (głównie nad wydatkami). Ale jako że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” to raczej nie liczyłbym na powtórzenie takiej propozycji z ich strony. Jednak zawsze warto spróbować. Tylko trzeba znać numer telefonu.
Lotos wielokrotnie wspominał o idei budowy Koncernu Bałtyckiego. Podobno współpracą z Lotosem zainteresowany jest Statoil, ale wolałby zostać inwestorem strategicznym w połączonych polskich spółkach energetycznych (Orlen, PGNiG) bo sam Lotos to dla Norwegów za mały gracz.. Byłoby super, gdyby to była prawda. W tym przypadku jestem pewien, że Pan Prezes Paweł Olechnowicz zna telefon na który trzeba zadzwonić.
Jak się z Amerykanami ani z Norwegami rozmowa telefoniczna nie uda, to pozostanie, na przykład, jakiś fundusz „z Kataru”. Ale to oznacza, że za parę lat odkupią biznes Rosjanie.
Więc bym radził nie korzystać z „katarskiego” pośrednika i dogadywać się bezpośrednio z Rosjanami, dopóki mamy aktywa, które są coś warte i interesujące. Kupując Możejki Orlen zamierzał do „ochrony rynku” przed „zalewem tanich paliw ze wschodu”. Ja to bym się ucieszył, jakbym mógł kupować „tanie paliwa”, ale rozumiem, że interes indywidualny to co innego niż „interes społeczny”. Niestety najczęściej bywa tak, że „interes społeczny” jest największym „interesem indywidualnym” dla tego, kto definiuje „interes społeczny”. Cel nie został jednak zrealizowany, bo i tak na stacjach Łukoil możemy kupić „tańsze paliwo ze wschodu” niż na stacjach Orlenu. Co więcej prawdziwe nieszczęście będzie wówczas, gdy zaleje nas jeszcze tańsze paliwo z zachodu! A zaleje nas jak Łukoil sfinalizuje trwające podobno rozmowy z TotalFinaElf i kupi rafinerię w Leuna tuż za naszą zachodnia granicą, którą w 2000 roku próbował kupić Orlen, ale politycy zablokowali tę transakcję. Total sprzedał już Łukoilowi 45% akcji w holenderskiej rafinerii Vlissingen. Przy okazji podpisywania umowy prezes Totala, Christophe de Margerie, powiedział, że „w Rosji nie jest trudno pracować. Trzeba się tylko nauczyć, jak pracować…”. No właśnie. Bo w zamian Total podpisał umowę z koncernem Nowatek o wspólnej eksploatacji złóż gazu na półwyspie Jamał na Syberii. 20% akcji Nowatek ma Gazprom. Nowatek wydobywa co prawda tylko 30 mld m3 gazu rocznie, ale pewnie teraz będzie wydobywał więcej. I choć Rosjanie wybili połowę Wielkiej Armii Francuzów w 1812 roku, to się dogadali. A jak się dogadają i w sprawie rafinerii w Leuna? To Orlen po kilku latach znajdzie się w takiej samej sytuacji finansowej, jak obecnie znajdują się Możejki bo Rosjanie będą przerabiać swoją ropę, w swojej rafinerii w Europejskiej Strefie Wolnego Handlu. A w Polsce jest do kupienia wystarczająca ilość stacji benzynowych od ich prywatnych właścicieli, żeby zrobić konkurencyjną sieć sprzedaży detalicznej. A skoro „Goldmaniątka” znów grają na zwyżkę cen ropy, bo im zostało pewnie trochę kontraktów kupionych po 147 USD za baryłkę, to Rosjanie będą znowu mieć na inwestycje.
Jak można „dokuczyć” Rosjanom? Zrobić z nimi interes tak, żeby nie dać się im wykiwać i samemu na tym interesie zarobić. Ale nie można przy tym próbować wykiwać ich. To się nazywa w biznesie „win-win strategy”. Ale politycy o takiej to nie słyszeli. Bo przecież tylko jeden może być prezydentem czy premierem więc w nadchodzących kampaniach wyborczych będą się licytowali, kto lepiej zadba o Orlen, jak kiedyś się licytowali, kto lepiej zadba o stocznie. A Rosjanie nie muszą sie troszczyć o kampanię wyborczą, bo z góry wiadomo, kto wygra i moga myśleć w dłuższej perspektywie czasowej. Moim zdaniem bardziej upokarzające jest prowadzenie zaciekłej pyskówki, jak w przypadku North Stream, gdy wiadomo, że Rosjanie i tak postawią na swoim i się będą z nas śmiać, niż zrobienie interesu, tak, żeby na nim zyskać i żeby się śmiać nie mogli. A w Rosji nadszedł własnie czas, jak przewidywałem, że przyjaźń Pana Prezydenta z Panem Premierem jest coraz bardziej „szorstka”, jak kiedyś Kwaśniewskiego z Millerem. (http://wyborcza.pl/1,76842,7522693,Doradcy_Miedwiediewa_proponuja_prezydentowi_antyputinowska.html) Jako że obaj Panowie mają swoje interesy ekonomiczne ulokowane w innych spółkach energetycznych, możnaby było to wykorzystać w negocjacjach z nimi. Przydałaby się teraz jakaś wiedza „specjalna” służb specjalnych o tym, co się pod rosyjskim dywanem dzieje, ale niestety polskie slużby specjalne zajęte są wzajemną konkurencją o obsadzanie stanowisk w polskich spółkach energetycznych i nie mają za bardzo czasu na zajęcie się rosyjskimi.

2010-02-01 21:20

PLAN ROZWOJU I KONSOLIDACJI FINANSÓW

Pan Premier Donald Tusk ogłosił „Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów 2010–2011”

Poza opozycją polityczną, która z powodów oczywistych plan skrytykował, analitycy piali z zachwytu. Z wyjątkiem Pana Profesora SGH Krzysztofa Rybińskiego, który słusznie zauważył, że to „PR bez żadnego praktycznego znaczenia”.

Plan został stworzony metodą „kopiuj”, „wklej” bo nie ma w nim niczego, co nie znalazłoby się we wcześniejszych propozycjach rządowych (głownie w przygotowanej przez Zespół Doradców Strategicznych Premiera strategii „Polska 2030”) lub w dokumentach resortowych.

Miarą wagi tego rzekomo „rewolucyjnego” Planu jest punkt 3.3.2. poświęcony „Ograniczeniu odliczeń podatku VAT przy nabyciu samochodów z tzw. kratką oraz paliwa do tych samochodów”

W „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów” rząd się zajmuje duperelami. Oszczędność budżetu ma wynieść w 2010 roku 588 mln zł (!!!) Przypomnę tylko, że deficyt planowany jest na 52 mld zł!!! Ale skoro już mamy dzielić samochody pod względem podatkowym (choć to fiskalny absurd), to należy je podzielić na potrzebne do działalności gospodarczej i nie potrzebne, a nie na „z kratką” i „bez kratki”. Jeżeli ktoś postanowi rozpocząć działalność gospodarczą w zakresie, na przykład, rozwożenia pieczywa z osiedlowej piekarni do okolicznych sklepików, to po jaki gwint ma sobie wstawiać kratkę do Berlingo, czy choćby Seicento??? Ale skąd biedaki z Ministerstwa Finansów, czy Kancelarii Premiera mają to wiedzieć? Przecież oni w życiu nie przepracowali a realnej gospodarce ani godziny. A jak z kolei ja jadę do klienta, któremu wystawiam fakturę za usługę (razem z dojazdem) z VAT, to co Pana Premiera obchodzi jakim samochodem ja jadę? (Żeby nie było niedomówień: mam terenówkę bez kratki, choć mogłem mieć z kratką, ale przyjemność naigrywania się z Ministra Finansów i niektórych jego podwładnych – bezcenna).

A jak już jestem przy fakturach za usługi prawnicze, to przejdę od razu do drugiego punktu „Wielkiego Planu Tuska” . Punkt 3.3.1. Wprowadzenie obowiązku stosowania kas fiskalnych przez prawników i lekarzy oraz przez osoby wykonujące niektóre inne zawody. Nemo iudex in causa sua – powiadali już starożytni Rzymianie więc w zasadzie tego punktu jako adwokat (wcześniej doradca podatkowy) nie powinienem komentować. Ale jako że ja swoim klientom wystawiam faktury VAT, a oni płacą mi (bo i tak muszą – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa) przelewem bankowym to interesują mnie szczegóły: tę kasę fiskalną to „se mam” zainstalować gdzie? Tam gdzie się spotykam z klientami, wozić ze sobą na spotkania poza biurem, czy może księgowa ma mieć moją kasę fiskalną w swoim biurze i dopinać paragon do faktury VAT??? Ale można powiedzieć, że pomoc prawna w sprawach gospodarczych rządzi się innymi prawami. Dla biznesowych klientów usługa adwokacka jest kosztem prowadzonej działalności gospodarczej i potrzebują oni od adwokatów faktury. Ale jest cała rzesza klientów, którzy faktur nie potrzebują. Więc puszczam wodze fantazji i wyobrażam sobie taką oto scenkę: przychodzi „Bonzo” do adwokata i prosi go o reprezentowanie w sprawie karnej. I co? Pan mecenas mówi: „oczywiście bardzo chętnie podejmę się tej sprawy. Proszę o wpłacenie zaliczki w wysokości 5 mln zł. plus VAT. Tutaj, proszę, jest paragon fiskalny.” Tak to sobie Pan Premier i jego doradcy wyobrażają???

Kasy fiskalne mają też mieć lekarze. I znowu wyobraźnia podsuwa mi taką oto scenkę rodzajową z dnia dzisiejszego: przychodzi jakiś pacjent do lekarza, do jego prywatnego gabinetu prowadzonego gdzieś „na mieście” po godzinach pracy w szpitalu. Lekarz bada pacjenta, zaleca dalsze badania specjalistyczne, po których, być może, konieczna będzie hospitalizacja (w domyśle w szpitalu, w którym pracuje do godziny 15). I mówi pacjentowi, że za wizytę płaci 250 zł. Kto z Państwa poprosi wówczas o paragon fiskalny??? Moim zdaniem tylko agent CBA opanowywanego ostatnio przez CBŚ. Więc pewnie pacjenci zdrowi, którzy przyszli na konsultacje (podejrzenie że agenci) będą dostawali paragon, a pacjenci chorzy (którzy będę musieli przyjść znowu – nie. Ale jak lekarz będzie miał wydać paragon fiskalny, to nadal powie: „250”, czy może „350”? (22% VAT oraz 19% na PIT, żeby netto pozostało na 250). Przypomnę bowiem, że podatki są przerzucane, a w przypadku usług medycznych jest to dość łatwe, bo konkurencja wyjechała za granicę, a pacjenci „sprzedadzą ostatnią koszulę” żeby się leczyć. Więc to oni zapłacą więcej w związku z „Rozwojem i Konsolidacją Finansów Publicznych” a w szczególności w związku z „poszerzaniem bazy podatkowej”.

Ale w obszarze „skutki” regulacji stwierdzono: „zmniejszenie szarej strefy i zwiększenie wpływów z podatków dochodowych” To, być może, będzie skutek dla budżetu. A dla pacjentów? Jakoś inaczej brzmi przekaz: „zwalczanie szarej strefy”, niż „podwyższenie cen”.

I znowu: daleki jestem od obrony szarej strefy i nie płacenia podatków zarówno przez adwokatów, jak i lekarzy. Ale to państwo stworzyło taki system opieki zdrowotnej, który taką sytuację po prostu wymusza. A tymczasem w wielkim Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów nie ma słowa o finansowaniu opieki medycznej nazywanej „służbą zdrowia”, co mi się bardziej z wojskiem, niż z medycyną kojarzy. Dla twórców Planu ważniejsze były jak widać samochody „z kratką” niż sprawy dla społeczeństwa i finansów publicznych naprawdę istotne, jak choćby absurdalny pomysł lansowany w Ministerstwie Zdrowia wprowadzenia cen sztywnych na leki refundowane w celu „zwiększenia konkurencji”. Jakoś autorzy planu nie zająknęli się o konieczności współpłacenia za pobyt w szpitalu przez pacjentów, a przecież Konstytucja gwarantuje „bezpłatny” dostęp do usług medycznych, a nie do jedzenia w szpitalu. Jak dostaje jeść w szpitalu, to nie wydaję na jedzenie w domu. Energii w domu też używam mniej, podobnie jak środków czystości. Dlaczego ja za ubezpieczenie siebie i trójki dzieci płacę taki sam procent wynagrodzenia, jak kolega, który dzieci jeszcze nie ma. Moje dzieci – moja sprawa a nie jego. Widocznie są to tematy bardziej błahe dla finansów publicznych niż samochody z kratką.

A co Premier zaproponował w drugim newralgicznym dla finansów publicznych obszarze – czyli emerytur? „Mundurowi” mają być objęci powszechnym systemem emerytalnym. Będą płacić składki na OFE? A z czego? Dostaną w związku z tym niższe wynagrodzenie netto? Czy może będziemy musieli jako podatnicy zapłacić wyższe podatki, żeby podwyższyć wynagrodzenia brutto służb mundurowych, na składki do OFE??? Taki szczegół, ale dość istotny i tak sprytnie pominięty.

A o OFE w Planie pisze się bardzo dużo. Celem ma być „rozwiązanie problemu narastania księgowej wysokości długu publicznego generowanego w związku z odmienną klasyfikacją składek emerytalnych gromadzonych w OFE i na indywidualnym koncie emerytalnym w ZUS”. Jeśli jest to jedynie problem czysto „księgowy” jak wynika z zacytowanego zdania, to w ogóle nie ma problemu i potrzeby zawracania nim sobie głowy. No chyba że problem jest nie tylko „księgowy”.

Aczkolwiek przyznać muszę, że jak już OFE mają być przymusowe (choć nie powinny) to plan „wprowadzenia zewnętrznego benchmarku do oceny efektywności inwestycji otwartych funduszy emerytalnych – gdyż obecna metodyka benchmarku odnosząca się do ważonego średniego wyniku osiąganego przez wszystkie OFE, zachęca zarządzających funduszami do powielania strategii największych graczy na rynku; zmiana zasad wynagradzania powszechnych towarzystw emerytalnych, tak by w większym stopniu wynagradzać za osiągane w dłuższym okresie wyniki oraz karać za nieosiągnięcie benchmarku; czy wprowadzenie zakazu akwizycji i reklamy oraz dalsze obniżenie opłat pobieranych przez powszechne towarzystwa emerytalne” to jakieś pocieszenie dla niewolników OFE (o przepraszam – ubezpieczonych w OFE)

W ramach Planu Rozwoju i Konsolidacji Finansów cały rozdział (4.2) poświęcono „Rozwojowo Polski Cyfrowej” głownie „wspieraniu rozwoju infrastruktury szerokopasmowej” (4.2.1). Cele, ma być „zapewnienie powszechnej dostępności sieci szerokopasmowych na całym obszarze Polski, co spowoduje wyeliminowanie wykluczenia cyfrowego z powodów infrastrukturalnych.” Współbrzmi to z punktem 3.2.4. o „zadaniach kluczowych dla pełnego uporządkowania systemu emerytalnego w Polsce ze względu na długoterminowe procesy społeczne i demograficzne” w którym z niewiadomych powodów znalazł się zapis o konieczności wprowadzenia rozwiązań „zapewniających bardzo tani Internet na wsi”. Po pierwsze to na wsi rodzi się więcej dzieci w jednej rodzinie niż w miastach, a po drugie a po drugie „tani Internet szerokopasmowy” dzietności kobiet na wsi raczej nie podniesie, chyba że autorzy Planu wiedzą już coś, czego ja jeszcze nie wiem o robieniu dzieci, albo wiarę w bociany zastąpili wiarą w Internet.

Absolutnie rozwój Internetu szerokopasmowego ma niezwykle istotne znaczenie. Ale co on ma wspólnego z „Rozwojem i Konsolidacją Finansów Publicznych”??? To jest zupełnie inna bajka, ale trzeba było zapisać jeszcze kilka dodatkowych stron w dokumencie, który tak generalnie jest o niczym.

A kuriozalność rządowego planu „rozwój nowoczesnej infrastruktury teleinformatycznej dzięki stworzeniu warunków do budowy i eksploatacji takiej infrastruktury przez samorządy lub z ich udziałem, na obszarach gdzie siły rynkowe i dotychczasowe działania regulacyjne nie spowodowały jej powstania” bije po oczach z pierwszych stron dzienników, w których pod informacjami o tych ambitnych planach rządu znalazła się i taka: „Solorz da Internet za złotówkę”. Jako niezależnemu członkowi RN Polsatu Cyfrowego trochę niezręcznie mi o tym pisać, ale o planach internetowych „Cyfrowego” na wsiach i małych miasteczkach mówi jego Prezes – Dominik Libicki – w kilku wywiadach udzielonych prasie w ostatnich dniach. W związku tymi mglistymi planami rządu na „rozwój nowoczesnej infrastruktury teleinformatycznej dzięki stworzeniu warunków dobudowy i eksploatacji takiej infrastruktury przez samorządy lub z ich udziałem, na obszarach gdzie siły rynkowe i dotychczasowe działania regulacyjne nie spowodowały jej powstania” tym ciekawiej brzmi informacja, że akcjonariusze Sferii zaproponowali ostatnio fuzję spółce Hawe kończącej pomału budowę pętli światłowodowej dookoła Polski. Państwo ma co prawda pośrednią kontrolę nad zasobami Telekomunikacji Kolejowej, ale jest to podobno spółka „strategiczna” PKP, więc z całą pewnością „siły rynkowe” okażą się mimo wszystko szybsze i skuteczniejsze w tworzeniu dostępu do szerokopasmowego Internetu niż rząd w pisaniu Planu Rozwoju i Konsolidacji Finansów.

Ale jak doszliśmy do problemów wsi poruszonych w Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów, to zwrócił moją uwagę bardzo znaczący fakt, że rząd w swoim wielkim planie zaplanował „rozpoczęcie debaty”!!! Dokładniej „rozpoczęcie debaty nad stopniowym i ewolucyjnym podniesieniem i zrównaniem wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, które nie dotyczyłoby jednak osób w wieku wyższym niż 55 lat oraz powiązaniem wysokości opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów”. Taka debata trwa już od wielu miesięcy, a może nawet lat. Jedni starają się rolników unieszczęśliwić obowiązkiem oszczędzana w OFE a inni, pomni własnych przykrych doświadczeń, ich przed tym bronią.

Plan przewiduje „rozpoczęcie debaty nad powiązaniem opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów. Rozwiązanie to umożliwiłoby objęcie rolników, m. in. takimi elementami polityki fiskalnej państwa jak ulga na dzieci oraz ulga internetowa”! Zważywszy, że Internet ma być dostarczany przez Cyfrowy za złotówkę, a docelowo w planach mówi się o Internecie darmowym to „ulga internetowa” będzie miała zapewne „kolosalne” znaczenie. I jeszcze ciekawostka socjologiczno-polityczna. Powszechnym systemem emerytalnym mają być objęci rolnicy o WYŻSZYCH dochodach. Ergo ci o dochodach niższych nie będą mieć możliwości skorzystania z takich „elementów polityki fiskalnej państwa jak ulga na dzieci oraz ulga internetowa”!!!

Rząd planuje też „przeznaczenia części (podkreślenie moje) oszczędności powstałych w wyniku wprowadzenia reformy systemu ubezpieczenia społecznego rolników (podkreślenie rządu) na stworzenie programu „równe szanse”. Program ten będzie skierowany do mieszkańców obszarów wiejskich z terenów o dominującym udziale małych, niskodochodowych gospodarstw rolnych i będzie opierał się na instrumentach:

− sprzyjających powstawaniu żłobków i przedszkoli wypełniających wysokiej jakości

funkcje edukacyjne (o małej liczebności grup);

− stypendiach dla młodzieży wiejskiej;

− ułatwiających przekwalifikowanie zawodowe;

− dopłatach do transportu publicznego, tak by ułatwić dojazdy do pracy z terenów

wiejskich;

− (i wspomniany już ) bardzo tani Internet na wsi.

To jakich oszczędności spodziewa się rząd z reformy systemu ubezpieczeń emerytalnych rolników żeby ich CZĘŚĆ pokryła te wszystkie wydatki??? Jeszcze raz rządowi przypomnę, że gospodarstw o powierzchni powyżej 20 hektarów mamy nieco powyżej 100 tys.!!! Objęcie tej grupy rolników reformą emerytalną przyniesie oszczędności dzięki którym da się może wybudować ze dwa żłobki rocznie.

Składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19,52% i finansowana jest po połowie przez pracodawcę i zatrudnionego – płacą oni po 9,76% od podstawy, którą jest dochód obliczony dla potrzeb podatku dochodowego – w 2009 roku było to około 3.000 zł. Czyli składka emerytalna od statystycznego zatrudnionego wynosiła 585 zł. miesięcznie – z czego 292,5 od pracownika.

Wysokość składki dla rolników (od października 2009 płaconej co miesiąc, a nie co kwartał), którzy mają gospodarstwo do 50 ha wynosi 10% emerytury podstawowej, czyli obecnie 68 zł miesięcznie. Osoby posiadające gospodarstwa od 50 ha do 100 ha płacą 12% emerytury podstawowej, a te, które gospodarują na 100–150 ha – 24%, Od gospodarstwa o powierzchni 150-300 ha – 36%., a 48% płacą ci, którzy mają gospodarstwa ponad 300 ha.

Gospodarstw powyżej 20 ha jest raptem około 100 tys.! (6,4% ubezpieczonych w KRUS). W tym powyżej 50 ha – 18 tys. (1% ubezpieczonych) A tylko w przypadku gospodarstw powyżej 20 ha jest o co kruszyć kopie. Zacznijmy zatem od pytania, czy rolnicy, którzy przecież są sami dla siebie pracodawcami mają płacić 19,52%, czy 9,76%?

Pójdźmy na maxa i wyobraźmy sobie , że 100 tys rolników zamiast 68 zł miesięcznie płaci 585 zł. Do budżetu wpływa 620.000.000 – raptem 32.000.000 więcej niż od samochodów z kratką. Ale zgodnie z zasadami tak zwanej „sprawiedliwości społecznej” rolnicy za siebie powinni płacić raczej nie 19,52%, tylko, tak jak pracownicy, - 9,76%. Czyli da to budżetowi nie 620 mln zł, tylko 310 mln zł.

A może rolników potraktować jak przedsiębiorców. Ich składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19.52% od kwoty nie niższej niż 1887,60 zł (60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego, przyjętego do ustalenia kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na dany rok kalendarzowy) czyli 368 zł. Jak nie liczyć 100 tys. gospodarstw rolnych o areale powyżej 20 ha zapłaci 300 mln zł więcej w ciągu roku. Na ile to starczy „żłobków i przedszkoli”?

Chyba, że Wielki Plan przewiduje, żeby potraktować jak przedsiębiorców wszystkich rolników – również tych z gospodarstwami do 5 ha, których jest prawie milion (!!!) – czyli prawie 59% wszystkich. Ale wówczas PSL prędzej zawrze koalicję z PiS niż zagłosuje za takim rozwiązaniem. A jak już obejmiemy „powszechnym systemem emerytalnym” gospodarstwa poniżej 20 ha w celu powiązania opłacanych przez rolników podatków i składek z wysokością uzyskiwanych przez nich dochodów” to będziemy musieli wprowadzić do ustawy o podatku dochodowym stawkę amortyzacji konia – bo w wielu z takich gospodarstw koń nadal stanowi siłę pociągową. I wówczas pojawi się nam problem „konia z kratką” – to znaczy z siodłem. Bo hodowcy koni wierzchowych pewnie też będą zechcieli je „amortyzować”, na co ustawodawca nie będzie mógł pozwolić i obejmie amortyzacją jedynie konie pociągowe, czyli „z kratką”.

Nie będę się natomiast naigrywał z jedynego wartościowego punktu Planu: Prywatyzacja nieruchomości rolnych Skarbu Państwa (3.4.2)

Odstąpienie od stosowania nietrwałych form zagospodarowania nieruchomości Zasobu Własności Skarbu Państwa, takich jak dzierżawa, najem i oddanie gruntów w administrowanie na rzecz ich sprzedaży rolnikom indywidualnym to postulat wysuwany od 20 lat więc dobrze że ma zostać zrealizowany. Oby tylko nie skończyło się na zapowiedziach. Niepokoi mnie tylko postulat: „uszczegółowienia kryteriów uznania osoby fizycznej za rolnika indywidualnego na potrzeby obrotu prawnego odbywającego się na zasadach ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego (m.in. związanych z nabywaniem nieruchomości rolnych z Zasobu Własności Skarbu Państwa) poprzez:

− wprowadzenie wymogu trzyletniego zamieszkania na terenie gminy, na obszarze której położona jest jedna z nieruchomości rolnych wchodzących w skład gospodarstwa rolnego, którego właścicielem, użytkownikiem wieczystym, samoistnym posiadaczem lub dzierżawcą jest rolnik;

− doprecyzowanie pojęcia „osobistego prowadzenia działalności rolniczej”, które oznaczać będzie wymóg pracy w tym gospodarstwie oraz podejmowania wszelkich decyzji dotyczących prowadzenia działalności rolniczej w tym gospodarstwie;

− doprecyzowanie pojęcia „posiadania kwalifikacji rolniczych” poprzez określenie wykształcenia rolniczego lub tytułów kwalifikacyjnych i wymaganego stażu pracy

Niepokoją mnie jednak szczegóły. No bo jak sprzedawane gospodarstwo z danej gminy graniczy z gospodarstwem rolnika z gminy sąsiedniej, to dlaczego nie mógłby kupić, jakby chciał zapłacić więcej. A może je bym też zechciał kupić takie gospodarstwo, przebijając oferty mieszkańców gminy, w której jest ono położone. W końcu potrafię wydoić krowę, orać zwykłym pługiem, prowadzić traktor i nawet kosić zboże zwykłą kosą!!!

Gdyby nie wprowadzać ograniczeń to rozwój i konsolidacja finansów byłaby bardziej efektywna. Skoro ograniczenia się wprowadza, to znowu nasuwa się podejrzenie, że nie finanse sa najważniejsze, tylko polityka.

Ale na tym oczywiście nie koniec Planu Rozwoju i konsolidacji Finansów. Będzie jeszcze prywatyzacja. Ma ona polegać między innymi na „dopuszczeniu (podkreślenie moje) możliwości prowadzenia prywatyzacji w trybie aukcji elektronicznej”. Ale przecież ta możliwość została już „dopuszczona” rozporządzeniem Rady Ministrów z 28 lipca 2009 r., zmieniającym rozporządzenie w sprawie szczegółowego trybu zbywania akcji Skarbu Państwa (Dz. U. Nr 127, poz. 1054) – o czym pisze sam rząd w Programie Rozwoju i Konsolidacji.

Dalej jest pomysł „wprowadzenie obowiązku przekazywania nadwyżki środków zgromadzonych na rachunku Funduszu Reprywatyzacji na przychody budżetu państwa”. Pisz wymaluj taj jak za pomysłem zabrania środków z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Czyli można powiedzieć, że jak nie było reprywatyzacji przez 20 lat, tak jej dalej nie będzie. Jak próbowali drapnąć kasę z FRD to jeszcze kilku „znanych ekonomistów” cos tam burknęło w proteście. Dziś o byłych właścicieli i ich prawa nie troszczy się pies z kulawa nogą.

W całym 2010 roku z prywatyzacji wpłynąć ma do budżetu 25 mld zł. Z tego w pierwszym kwartale 3 mld zł. Pierwszy miesiąc pierwszego kwartału właśnie minął! Jaki mamy wynik tej prywatyzacji. Ostatnio usłyszałem, że państwowy Tarnów, ma kupić państwowy Kędzierzyn. To też będzie prywatyzacja zaliczona do tych 3 mld zł?

Jednym z narzędzi realizacji tego celu ma być program „Wspieranie prywatyzacji poprzez udzielanie poręczeń spółkom z udziałem pracowników i jednostek samorządu terytorialnego”. Program przewiduje uruchomienie gwarancji i poręczeń obejmujących, w szczególności zobowiązania:

− spółek pracowniczych i spółek aktywności obywatelskiej finansujące ich udział w procesach prywatyzacyjnych;

− spółek aktywności obywatelskiej w celu nabycia od syndyka przedsiębiorstw lub ich zorganizowanych części wystawionych na sprzedaż w ramach postępowań upadłościowych;

− spółek aktywności obywatelskiej nabywających akcje spółki w celu zaoferowania ich do nabycia pracownikom.

Kredyty udzielane będą przez banki komercyjne. Poręczenia będą udzielane na zasadach rynkowych (komercyjnych) przez Bank Gospodarstwa Krajowego do czasu zakończenia procesu prywatyzacji”. Czy wpływy z kredytów poręczonych przez BGK też się będą zaliczały do wpływów z prywatyzacji? Od razu, czy dopiero, jak kredyty zostaną spłacone, a BKG nie będzie musiał uruchamiać gwarancji?

Nie bardzo też rozumiem, co w Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów robi punkt 4.3.1 „Ułatwienie absolwentom wejścia na rynek pracy – program Lepszy Start”. Jego celem jest podobno „ułatwienie młodym bezrobotnym oraz poszukującym pracy skutecznego wejścia na rynek pracy”. To też jest „Rozwój i Konsolidacja Finansów”? Czy raczej Plan Aktywizacji Zawodowej – przepisany w dużej mierze z planu Hausera z 2004 roku! Pamiętacie Państwo jeszcze taki plan? Pewnie chodzi o to, żeby mniej osób pobierało zasiłki, a więcej płaciło składki na ZUS (i OFE)! Ale czy rząd wie dlaczego osoby te „nie wchodzą na rynek pracy”? Właśnie z powodu zbyt wysokich składek na ZUS! Więc nie wystarczy przepisać w tym względzie paru pomysłów z tak zwanego Planu Hausera z 2004 roku. Pamiętacie Państwo o takim? A jak wyśmienite narzędzia mają służyć tej aktywizacji oddaje następujący passus: „przygotowywanie przez powiatowe urzędy pracy tzw. Indywidualnych Planów Działań, które będą obejmowały: diagnozę możliwości i preferencji młodego człowieka, potencjalne bariery utrudniające podjęcie zatrudnienia, działania możliwe do zastosowania przez urząd pracy w ramach programu dostosowane do indywidualnych potrzeb klienta i uwarunkowań lokalnego rynku pracy, w tym przedstawienie mu oferty/ofert pracy, pomoc w wyborze pracodawcy oraz pomoc w nawiązaniu kontaktu z wybranym pracodawcą”. Prawdziwa „rewolucja” która absolutnie i bezdyskusyjnie uzasadnia rezygnacje Pana Premiera w Jego staraniach „o żyrandol w Pałacu Prezydenckim”.

Ale najlepszy w Planie jest fragment z „mojego podwórka” zatytułowany: „Stworzenia systemu bezpłatnej (podkreślenie moje) pomocy prawnej” (5.2.2) w celu „zapewnienia niezamożnym obywatelom dostępu do usług prawniczych” Odbędzie się to poprzez:

• Stworzenie systemu udzielania informacji prawnej, rozumianej jako udzielenie osobie fizycznej informacji o treści obowiązującego prawa, prawach i obowiązkach wynikających z obowiązujących regulacji prawnych, instytucjach właściwych do załatwienia sprawy oraz trybie postępowania. W ramach informacji prawnej będą udzielane także wyjaśnienia o trybie i przesłankach przyznania podstawowej pomocy prawnej i rozszerzonej pomocy prawnej oraz pomocy prawnej przed sądami; (oczywiście „bezpłatnie”)

• Utworzenie Centrum Pomocy Prawnej (oczywiście też „bezpłatnie”) oraz jego ekspozytur w postaci ośrodków pomocy prawnej, początkowo po jednym w każdym mieście wojewódzkim (i w tym wypadku z pewnością też „bezpłatnie”). Ośrodki pomocy prawnej będą pełniły funkcje w obszarach:

− obsługi systemu pomocy prawnej, obejmującej potwierdzanie przyznania nieodpłatnej pomocy prawnej, rozstrzyganie w przedmiocie odmowy przyznania lub cofnięcia przyznanej nieodpłatnej pomocy prawnej, wydawanie decyzji w przedmiocie przyznania wynagrodzenia oraz zwrotu udokumentowanych wydatków podmiotowi, który udzielił pomocy prawnej beneficjentowi bądź sporządził opinię w przedmiocie braku podstaw do przyznania pomocy prawnej;

− punktu informacji prawnej;

− współpracy z podmiotami świadczącymi pomoc w ramach systemu, w tym prowadzenie i udostępnianie list podmiotów (które to podmioty zrobią to z pewnością „bezpłatnie”).

• Stworzenie Rady Pomocy Prawnej działającej jako organ ustalający standardy udzielania pomocy prawnej i badający ich przestrzeganie. Rada będzie organem służącym Ministrowi Sprawiedliwości do zapewnienia wysokiej jakości świadczonej pomocy prawnej i informacji prawnej. Bardzo mnie intryguje, kto to wszystko zrobi z „zapewnieniem wysokiej jakości” świadczonej pomocy prawnej i informacji prawnej „bezpłatnie”? Płacić będą podatnicy, a o jakość pomocy prawnej wcale nie jestem spokojny.

Biorę obecnie udział w pewnym projekcie społecznym, bez wsparcia rządowego, którego realizacja przyniesie, moim nieskromnym zdaniem, o wiele więcej pożytku. Studencka Poradnia Prawnicza rzeczywiście BEZPŁATNIE pod nadzorem kadry dydaktycznej z Wydziału Prawa Łazarskiego będzie świadczyła pomoc w prostych sprawach biednym ludziom. Z pomocy studentów będą mogli też korzystać (zamiast zatrudniać asystentów na czarno lub płacić za nich ZUS) adwokaci prowadzący małe kancelarie adwokackie. Zaoszczędzą w ten sposób na kosztach, a studenci zostaną „zawaleni” robotą i będą pomału budować doświadczenie. W zamian, studenci będą mogli zwrócić się do adwokatów korzystających z ich pomocy w załatwianiu różnych spraw, o pomoc w nieco trudniejszych sprawach, z którymi zwróciły się do ich Poradni różne biedne osoby. Taki barter. Być może Pan Minister Finansów przyjdzie opodatkować „wymianę barterową” ale mu się to nie uda. Studenci otrzymali już do dyspozycji BEZPŁATNIE lokal od Taty jednego z nich (a dokładnie „jednej”), w którym poza Poradnią działać będzie kawiarenka internetowa, w której skorzystać można będzie z bazy informacji prawniczej (BEZPŁATNIE – co deklarują wydawnictwa bazy takie posiadające) przy BEZPŁATNEJ pomocy informatyka.

CAFE LEX – bo tak się będzie nazywać – zarobi na siebie ze sprzedaży wydawnictw prawniczych i ekonomicznych, z prowadzonej kawiarenki (naprzeciwko sądów) ze sklepu z różnymi gadżetami prawniczymi, sprzedaży zaawansowanych i wyspecjalizowanych usług informatycznych potrzebnych w pracy prawnikom z małych i średnich kancelarii, których nie stać na utrzymywanie informatyków na etacie (a nie jest prawdą, że usługi informatyczne dla prawników i, np. producentów mebli, wymagają takiej samej wiedzy). Poprowadzi też usługi hostingowe dla kancelarii. I dzięki temu biedni ludzie będą mogli w prostych sprawach uzyskać pomoc naprawdę ZA DARMO.

I coś mi się wydaje, że w tej społecznej i akademickiej inicjatywie jest o wiele więcej sensu i konkretów niż w Wielkim Rządowym Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów! Nie planujemy powołania Centrum Pomocy Prawnej, które będzie zajmowało się „potwierdzaniem przyznania nieodpłatnej pomocy prawnej, rozstrzyganie w przedmiocie odmowy przyznania lub cofnięcia przyznanej nieodpłatnej pomocy prawnej, wydawanie decyzji w przedmiocie przyznania wynagrodzenia oraz zwrotu udokumentowanych wydatków podmiotowi, który udzielił pomocy prawnej beneficjentowi”. A wiecie Państwo dlaczego? Bo Pan Premier tego nie wie. Otóż przyznawaniem bezpłatnej pomocy prawnej zajmują się już sądy. Każdy może wystąpić o wyznaczenie obrońcy lub pełnomocnika z urzędu. Sam, w ciągu ostatnich 6 tygodni dostałem 5 takich spraw! Jakby Pan Premier, albo jego doradcy przygotowujący Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów się kogoś zapytali, kto się na tym zna, to by im pewnie udzielił BEZPŁATNIE stosownej informacji.

2010-01-29 18:50

LIST OTWARTY DO 10 ZNANYCH EKONOMISTÓW

10 znanych ekonomistów w grudniu, na łamach Gazety Wyborczej apelowało do rządu w sprawie reform finansów publicznych. Teraz zamierzają wypowiadać się regularnie m.in. na temat zmian w systemie podatkowym, finansowaniu służby zdrowia, nauki i edukacji czy zarządzania długiem publicznym. We wtorek przedstawili swoje pomysły na reformę systemu emerytalnego.

Pierwszego wystąpienia nie komentowałem Ale wczorajsze skomentuję i to nawet ze szpitalnego łóżka dziękując 10 znanym ekonomistom za ich wystąpienie bo podniosło mi poziom adrenaliny we krwi a jak wiadomo nic tak dobrze nie działa na samopoczucie jak adrenalina.

Gdy 11 lat temu Krzysztof Dzierżawski napisał na temat reformy emerytalnej krytyczny artykuł „Fakty, mity, sofizmaty” przez kilka miesięcy nikt nie chciał mu go opublikować. Nic dziwnego: OFE wydały wówczas na reklamę 2 miliardy złotych! Dziś na szczęście Internet jest o wiele bardziej powszechny, więc postanowiłem  „pojechać po bandzie”!

„Należy upowszechnić system emerytalny, w którym każdy ma emeryturę proporcjonalną do swoich składek” - przekonywał Witold Orłowski. Tłumaczył, że sytuacja, gdzie kilkadziesiąt tysięcy Polaków jest traktowanych zupełnie inaczej, lepiej, niż pozostałe kilka milionów, jest nieuczciwa. Drogi Witku, skoro jedni są traktowani „lepiej” to znaczy, że inni traktowani są gorzej. Nie uważasz? A czy „uczciwsza” jest sytuacja, żeby ci traktowani „lepiej” zostali potraktowani gorzej, czy może na odwrót? Przecież sam wielokrotnie mówiłeś i pisałeś, że koszty pracy są w Polsce za wysokie (np. tu:. http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,3756196.html) Więc dlaczego chcesz je podnieść tym, którzy mają je niższe?.

„Konstytucyjna zasada równości wymaga objęcia wszystkich obywateli jednolitymi zasadami emerytalnymi. Dlatego górnicy i osoby pracujące w służbach mundurowych powinny być objęte powszechnym systemem emerytalnym” - wtórował mu Wiktor Wojciechowski.

Po pierwsze, chciałbym poinformować, że górnicy jak najbardziej są objęci „powszechnym systemem emerytalnym” – tylko mają przywilej wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. To „mundurowi” nie są. Po drugie, Trybunał Konstytucyjny de facto uznał przywileje górników za konstytucyjne uchylając się (moim zdaniem nie słusznie) od wydania merytorycznego wyroku w tej sprawie, stwierdzając jednak, że organizacje pracodawców nie są stroną w sprawie emerytur górniczych – co oznacza, że nawet sędziowie Trybunału nie rozumieją „wysublimowanej” konstrukcji powszechnego systemu emerytalnego; a po trzecie jakbyśmy jednak przekonali Trybunał Konstytucyjny, że „zasada równości wymaga objęcia wszystkich obywateli jednolitymi zasadami emerytalnymi”, to na pewno nie wymaga, żeby ci, którzy zdaniem Pana Profesora Orłowskiego, są traktowani „lepiej”, zostali potraktowani „gorzej”. Na pewno zgodne z Konstytucją byłoby też działanie odwrotne.

Na szczęście dla rolników w przedstawionym dziś przez Pana Premiera Donalda Tuska wiekopomnym „Planie Rozwoju i Konsolidacji Finansów Publicznych 2010-2011” (wrócę do niego w następnym wpisie) choć zapowiedziano (oczywiście jako wielkie wydarzenie) „rozpoczęcie debaty nad przeprowadzeniem ewolucyjnej reformy systemu ubezpieczenia emerytalno-rentowego rolników” dopisano w nawiasie „(z zachowaniem instytucji KRUS)” i dodano boldem „należy podkreślić, że przedstawione propozycje w żadnej mierze nie zmierzają do likwidacji KRUS “.

Moim zdaniem, to zmuszanie ludzi do wpłacania pieniędzy prywatnym instytucjom finansowym, które zyski wypracowują tylko w giełdowym trendzie, z których to pieniędzy instytucje te pobierają swoją dolę niezależnie od osiągniętych wyników jest bardziej sprzeczne z Konstytucją niż to, że niektórzy z nich (jak rolnicy) tego robić nie muszą.

„Polsce, mimo że żyjemy coraz dłużej, to bardzo wcześnie odchodzimy z rynku pracy” – stwierdził Maciej Bukowski. „Demografia sprawia, że jeśli nic nie zrobimy, to w ciągu 10 lat liczba pracujących spadnie o 1 mln, czyli o jedną szesnastą. To bardzo dużo. Żeby zaradzić tej sytuacji, trzeba podnosić wiek emerytalny. Do 67 lat” Tutaj pełna zgoda. Szkoda tylko, że nie poparliście Państwo naszej (CAS) tezy o konieczności zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn i jego wydłużenia ani 11 lat temu, gdy o tym mówił Krzysztof Dzierżawski, ani 4 lata temu gdy to powiedziałem jako Przewodniczący Rady Nadzorczej ZUS. Ośmielę się twierdzić, że moja propozycja przedłużania wieku emerytalnego „o pół roku co pół roku” była lepsza od Waszej, aby „wiek emerytalny podnosiłby się z miesiąca na miesiąc. I tak mężczyzna urodzony w styczniu 1950 r. przeszedłby na emeryturę w wieku 65 lat, urodzony w lutym - w wieku 65 lat i miesiąca, w marcu - w wieku 65 lat i dwóch miesięcy itd. Kobieta urodzona w styczniu 1955 r. przeszłaby na emeryturę w wieku 60 lat, ale już ta urodzona w lutym w wieku 60 lat i miesiąca. W sumie dojście do emerytur wypłacanych od 67. roku życia trwałoby u mężczyzn dwa lata, a u kobiet pięć”.

Ale, jako że ja małostkowy nie jestem to Waszej propozycji krytykował nie będę, tylko dlatego, że jest Wasza. Dziś rzeczywiście trzeba przedłużać wiek emerytalny już co miesiąc. A jak tego nie zrobimy, to za kilka lat trzeba będzie go przedłużyć jednorazowo o kilka lat.

Ekonomiści chcą też reformować Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego. „Do każdej osoby w KRUS podatnicy muszą dziś dopłacać. Wszystko przez nierównowagę między składkami, a wypłacanymi z KRUS świadczeniami” – powiedziała Agnieszka Chłoń-Domińczak. Tłumaczyła, że „konieczne jest natychmiastowe zamknięcie dopływu do kasy nowych ubezpieczonych. W dalszej kolejności z KRUS miałyby być wykluczone osoby, które utrzymują się z działalności pozarolniczej. Stopniowo do powszechnego systemu mieliby też być przesuwani rolnicy, na początek najwięksi. W latach 2017-18 system powszechny zastąpiłby KRUS” Pani Agnieszko, a pamięta Pani, co mówiła na temat kosztów pracy w swoim referacie na konferencji „Wyzwania i szanse Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki”. Przecież to właśnie koszty pracy uznała Pan za powód trudności z utrzymywaniem aktywności na rynku pracy osób starszych i postulowała zwolnienie pracodawców zatrudniających osoby w wieku 50+ z płacenia składek na FP i FGŚP? http://www.konferencja-efs.pl/ffw/upload/file/Panel_3_ACD.ppt#275,17,Program 50+ Cele polityki rynku pracy A jeśli chce Pani, żeby do „powszechnego systemu emerytalnego” (czyli też do hołubionego OFE) przesuwani byli „na początek najwięksi” rolnicy, to należy rozumieć, że z czasem mają się w OFE znaleźć wszyscy! Wynika to zresztą wprost ze zdania, że „W latach 2017-18 system powszechny zastąpiłby KRUS” Sam, niestety, jestem w „powszechnym systemie emerytalnym” i bardzo nie życzę żeby to samo nieszczęście dotknęło rolników. Może zechce Pani zauważyć, że  gospodarstw powyżej 20 hektarów jest w Polsce około 6%!!! Jak chce Pani policzyć dochód wszystkich pozostałych, żeby OFE mogły zabrać im 7,5% tegoż??? Macie już Państwo jakiś algorytm na stawkę amortyzacji konia w gospodarstwach liczących mniej niż 10 hektarów? Bo w wielu z nich koń jest siłą pociągową.

Pewien rolnik, który przy okazji prowadzenia gospodarstwa prowadzi też hodowlę psów, u którego kupowałem swojego psa, przysłał mi takiego maila:

„rolnik pracuje 24h/d. To że ja siedziałem w niedziele w domu nie znaczyło, że moja praca się „zatrzymała”, w każdej chwili może zadzwonić alarm ze nie ma prądu i po 15 min indory można wywozić na bakutil…, nie można tego zamknąć na 2 dni bo chce się mieć wolne. Przez 52 tyg. dzień i noc trzeba tego doglądać i za każdy błąd, niedopatrzenie płaci się z własnej kieszeni a nie podatników. Pracownik fabryki urzędnik wychodzi w piątek i wraca w poniedziałek. 8 h i do domu. I 26 dni urlopu w roku. Ja na wakacjach byłem jak chodziłem do szkoły”.

Jego też planujecie Państwo zapisać przymusowo do OFE??? Bo nie udawajmy: pod pojęciem „powszechny system emerytalny” ukrywa się OFE! No bo przecież nie ZUS!!! W OFE znajdują się pieniądze publiczne! Bo każda złotówka odebrana obywatelowi pod przymusem, której nie zapłacenie obwarowane jest przez aparat przymusu państwowego sankcją karną, jest złotówką publiczną. I bardzo nie życzę rolnikom, żeby OFE również z nich robiły takich samych frajerów jak ze mnie za pomocą poborców składek z ZUS.

Co prawda Pani Ewa Lewicka – Prezes Izby Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych –   stwierdziła w trakcie konferencji, że „OFE dałyby wyższe zyski niż waloryzacja tych samych środków w ZUS”, ale przecież Fundusz Rezerwy Demograficznej zarządzany przez ZUS, zwłaszcza w czasach Pana Prezesa Ireneusza Fąfary, uzyskiwał lepsze wyniki inwestycyjne niż większość OFE!!! A same OFE największe zyski jak dotąd przyniosły swoim pracownikom i akcjonariuszom, a nie emerytom.

Przeczytałem w jednym z prasowych komentarzy do propozycji 10 ekonomistów, że jeśli propozycje Minister Fedak ograniczające wysokość wpłat do OFE wejdą w życie, to „będziemy biedować na emeryturze”. A jeśli nie wejdą? To będziemy odpoczywać pod palmami jak na reklamówkach OFE z 1999 roku??? Jakaś na to gwarancja?

Uprzejmie informuję, że ja sam lepiej potrafię zadbać o swoją emeryturę niż OFE i najbardziej nawet znani ekonomiści! A argument, że ja to może dam sobie radę, ale część obywateli, jak nie będzie ubezpieczona przymusowo w OFE, to zamiast oszczędzać na swoje przyszłe emerytury wyda na wódkę i na starość i tak podatnicy będą musieli ich utrzymywać, dość dziwnie brzmi w ustach zwolenników demokracji. Przecież Ci obywatele to w końcu wyborcy! To może wprowadźmy jakiś cenzusie wyborczy. Na przykład prawo wyborcze mogliby mieć ci, którzy wylegitymują się polisą ubezpieczeniową? Nie? A dlaczego?

Zróbmy debatę oksfordzką na temat systemu emerytalnego. Może TVN, która transmitowała już kilka debat organizowanych przez FOR, w trakcie których wszyscy się ze sobą zgadzali, zechce przeprowadzić transmisję i z takiej debaty, w której nastąpi prezentacja dwóch odmiennych stanowisk. Dwóch na dwóch. Dwóch przedstawicieli CAS i dwójka znanych ekonomistów. Miejsce do Państwa wyboru. Termin do Państwa wyboru. Po 15 min prezentacji stanowisk obu stron. Potem seria wzajemnych pięciu pytań (nie dłuższych niż 30 sekund) i odpowiedzi (nie dłuższych niż 3 minuty). Potem seria po pięć pytań z sali z takim samym reżimem czasowym. Zgoda?

Tylko jeszcze jedna „oszołomska” propozycja: jak się wypowiadamy o OFE, to zacznijmy od tego, że każdy z dyskutantów złoży oświadczenie „lustracyjne” jakie, w ciągu ostatnich 10 lat, otrzymał wynagrodzenie z OFE, PTE lub banku będącego akcjonariuszem PTE lub ile od nich otrzymała instytucja, w której jest on zatrudniony, lub której jest ekspertem.

P.S. Witam w gronie „oszołomów” Panią Leokadię Oręziak, Profesor SGH i WSHiP, która w ostatnim numerze Polityki (nr 5/2010 – niestety jeszcze niedostę0pny w Internecie w wersji elektronicznej więc trzeba zainwestować 5 zł, albo poczekać 5 dni) w artykule „Zlikwidować OFE” pisze o  OFE to samo co CAS.

2010-01-27 23:10

WYLALI BIZNES Z HAZARDOWĄ KĄPIELĄ

No i wylali dziecko z kąpielą. Konieczność przyćmienia spotkań po cmentarzach sprawiła, że rząd przyjął, parlament uchwalił, a prezydent podpisał głupawą ustawę hazardową. W efekcie organizatorzy zawodów o Puchar Świata w Zakopanym powinni wylądować niebawem w areszcie. W czasie ostatniego konkursu Pucharu Świata w Zakopanem bujał się na wietrze wielki balon z logo francuskiej firmy Bet-at-home zajmującej się hazardem w Internecie. Na razie sprawą „interesują się” podwładni Pana Ministra Jacka Kapicy z. Urzędu Celnego w Nowym Targu, którzy powiadomił prokuraturę w Zakopanym o możliwości popełnienia przestępstwa. Prokuratura też się sprawą „zainteresuje” jak dostanie list polecony z Urzędu Celnego, bo jak przeczytałem w Gazecie Wyborczej „list polecony powinien dotrzeć, jeśli jeszcze nie dziś to z pewnością na dniach”. Niewiadomo tylko co by się stało, jakby wybuchł strajk listonoszy? Czy może Urząd Celny włożył do koperty jakąś blaszkę i wysłał list do prokuratury inPostem?

Dostrzegam jednak pewien problem. Otóż skoczkowie nosili reklamę Bet-at-home na numerach startowych. W państwie prawa, które uchwala prawo rozsądne po to, żeby go przestrzegać, Adam Małysz zamiast w Vancouver powinien wylądować we Wronkach albo w innym areszcie i to razem z innymi kolegami za skoczni. Zgodnie z zasadą terytorialności prawu obowiązującemu w Polsce podlegają wszyscy, którzy w Polsce przebywają. A zatem Gregor Schlierenzauer, Simon Ammann, Thomas Morgenstern i inni powinni iść siedzieć razem z Małyszem. Bo co to za usprawiedliwienie, że numery startowe dali im organizatorzy? W świetle ustawy hazardowej – żadne. Przecież rząd walczy z hazardem bezkompromisowo. Nadzieja dla skoczków jest tylko taka, że Polska nie jest jakimś tam zwykłym „państwem prawa”, tylko „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

Więc się pewnie wszystkim upiecze bo rząd miał determinację w uchwalaniu ustawy, a nie w jej przestrzganiu.

2010-01-27 13:00

BOŻA ROBOTA

„Nigdy już podatnicy amerykańscy nie będą zakładnikami banków zbyt dużych, by upaść” – powiedział Pan Prezydent Barack Obama. Co się takiego stało, że Pan Prezydent tak się zapędził w krytyce „Bożej roboty”, którą rzekomo wykonuje Goldman Sachs, za którą musi być tak dobrze opłacany - jak powiada jego prezes?

Pan Prezydent Obama chce wrócić do starych regulacji prawnych, które nie pozwalały bankom na prowadzenie ryzykownych inwestycji przez hedge funds zgodnie z zasadą: „możesz być bankiem albo funduszem inwestycyjnym wysokiego ryzyka, ale nie możesz być i jednym, i drugim”. Z niewielu rozwiązań ekonomicznych, które się Roosveltowi akurat udały, był „Banking Act of 1933” znany również od nazwisk swoich ustawodawczych sponsorów, Cartera Glassa i Henry Steagalla, „Glass-Steagall Act”. (więcej tu: http://en.wikipedia.org/wiki/Glass%E2%80%93Steagall_Act)

Po ogłoszeniu tych propozycji Dow Jones spadł o 2%. Najbardziej (7%) stracił Goldman Sachs.

Z propozycji Obamy zapewne nic nie wyjdzie, bo podobno wielu członków zarządów banków powiedziało mediom, że „na pewno nie da już nigdy więcej pieniędzy Obamie na kampanię”.

http://wyborcza.pl/1,75248,7486803,Obama__Koniec_bankowych_molochow.html

Ciekawe czy to nie z tego powodu Szef komisji finansów Izby Reprezentantów Barney Frank stwierdził, że „nowe propozycje nie wejdą w życie wcześniej niż za trzy lata” To co prawda będzie już po wyborach, ale może Loyd Blankfein nie będzie chciał dopuścić do tego, żeby ktoś mu przeszkadzał w Boskiej robocie” i w 2012 roku (jak nie będzie końca świata) sfinansuje kampanię wyborczą jakiemuś nowemu objawieniu o niezwykłym uroku osobistym i zdolności porywania tłumów? „Afroamerykanin zrobił swoje, Afroamerykanin może odejść”.

Ale może nie być łatwo, gdyż w tym akurat „Dziele Bożym” ponad 60% Amerykanów Obamę popiera (w odróżnieniu od reformy służby zdrowia). A jak Pan Loyd Blankfein jeszcze przez te trzy lata politykę „kreacji” (jak na Boga przystało) wartości swojej firmy będzie kontynuował, posługując się darmowymi dolarami dostarczanymi mu przez kumpli z FED, to ich jeszcze przybędzie. Oj przybędzie!

Ale wróćmy do pytania, co napadło Obamę? Na razie nie mam pomysłu na proste wytłumaczenie. Zezorro twierdzi (http://zezorro.blogspot.com/), że to porażka Demokratów w uzupełniających wyborach w Massachusetts, które wygrał Scott Brown. Ale coś mi się wydaje, że to nie znany wcześniej z rozkładówki w Cosmpolitan młodzieniec z owłosionym podbrzuszem (http://thegossiper.typepad.com/.a/6a0120a5b83330970c0120a592948e970b-500wi) uznany za „Cosmo’s Center Fold Winner”, zmusza Obamę do zmiany retoryki. Poczekamy zobaczymy.

P.S. Microsoft jest targany po sądach za praktyki monopolistyczne, a powinien być za niepoprawność polityczną. Jak piszę nowocześnie i poprawnie „Afroamerykanin” to ciągle podkreśla, że niepoprawnie. A jak napisałem niepoprawnie – tak jak kiedyś przeczytałem u Tuwima –  to nie podkreślił.

2010-01-23 13:50

O PANU MINISTRZE ROSTOWSKIM TEORIACH ZMARŁYCH EKONOMISTÓW I KRĘCENIU MŁYNKA PALCAMI

Jako że spędziłem chwilkę w Kijowie, gdzie miałem okazję się przekonać o fatalnych skutkach polskiej polityki zagranicznej dla stosunków gospodarczych między naszymi krajami, złe wrażenie której jest na szczęście zacierane żmudną pracą polskich przedsiębiorców, dopiero dziś wpadłem na artykuł Pana Ministra Finansów Jacka Rostowskiego w Financial Times z 13 stycznia 2010: „Intolerance of small crises led to big one”. http://www.ft.com/cms/s/0/602fd6ee-0079-11df-b50b-00144feabdc0.html

Przez chwilkę się zastanawiałem, dlaczego polski Minister Finansów nie był uprzejmy napisać tego samego po polsku w jakiejś polskiej prasie? Ale nie będę małostkowy. Wiele razy Pana Ministra krytykowałem, a teraz muszę (i chcę) pochwalić (i to bez żadnego sarkazmu). Pan Minister, który kiedyś mnie zmroził stwierdzeniem, że „rząd nie zajmuje się teoriami zmarłych ekonomistów”, widać, że chyba zaczął się nimi zajmować – jak radziłem. I całkiem nieźle mu to poszło.

„The financial crisis was not a crisis of capitalism or globalisation. Instead it is a crisis of the „deep Keynesian project”, according to which the aim of economic policy should be the maximum smoothing out of fluctuations in the real economy” – napisał Pan Minister.

Wow!!! Zakrzyknąłem ze zdumienia. A już kompletnie mnie przytkało takie zdanie:

„Our major challenge is to contain public expenditure and restore fiscal balance. The big concern for the west is elevated public debt. The world needs smaller and more rational entitlement systems, not more discretionary spending, which has a tendency to become permanent”.

Panie Ministrze, skoro nie zajmując się teoriami „zmarłych ekonomistów” doszedł Pan do takich samych wniosków jak oni, to wielkie gratulacje. A jeśli Pan jednak troszkę się nimi jednak zajął, to też nie ma się czego wstydzić. Ale jakby nie było, najważniejsze są konkluzje. Na razie, co prawda, teoretyczne, ale teraz przed Panem wielka szansa wcielenia ich w życie: budżet RP na 2010!

Panu Ministrowi Rostowskiemu odpisał na łamach „FT” Pan Profesor Giuseppe Fontana, (Professor of Monetary Economics, Leeds University Business School, UK), że „Keynes’ thinking is alive and well” http://www.ft.com/cms/s/0/caa1ef0c-03d1-11df-a601-00144feabdc0.html, zadając „fundamentalne” (i chyba sarkastyczne) pytanie: „Is Mr Rostowski suggesting that Mervyn King, Ben Bernanke and Jean-Claude Trichet should go skiing rather than wasting their time on minor things such as economic analyses? And second, what is the „deep Keynesian project”? Here, perhaps Mr Rostowski is suggesting that Gordon Brown, Barack Obama and Nicolas Sarkozy might have been better twiddling their thumbs rather than developing fiscal policies to battle the worst recession since the 1930s?”

Pan Minister Rostowski już nie odpowiadał, więc ja sobie pozwolę: Tak! Panowie Mervyn King, Ben Bernanke and Jean-Claude Trichet powinni raczej pójść na narty. Razem z Profesorem Fontaną. Ale jeśli w narciarstwie są tak świetni, jak w ekonomii, to może niech już razem z Gordonem Brownem, Barackiem Obamą i Nicolasem Sarkozym „kręcą młynka palcami („twiddling their thumbs”).

2010-01-23 12:20

BIEDNI SZERPOWIE W HIMALAJACH

Za oknem -18 st. C. Zwiększyłem emisję CO2 z kominka więc się przyczyniam do globalnego ocieplenia. Ale jak ono nastanie, to zmniejszę emisję CO2 i co będzie wtedy? Globalne oziębienie? Pewnie gdzieś tam w Himalajach Szerpowie też palą ogień w swoich chatach, w ogóle się nie przyjmując, że himalajskie lodowce mają się roztopić do 2035 roku. Tak przynajmniej przewidywali naukowcy z Intergovernmental Panel on Climate Change (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, w skrócie IPCC). Teraz właśnie przyznali, że się pomylili. Lodowce nie stopnieją już w roku 2035 tylko dopiero w 2050.  http://www.tvn24.pl/-1,1639024,0,1,klimatolodzy-przyznaja–ws-lodowcow-mylilismy-sie,wiadomosc.html

Ciekawe, czy dla Szerpów jest to dobra wiadomość, czy zła?

IPCC została założona w 1988 roku przez dwie organizacje Narodów Zjednoczonych - światową Organizację Meterologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP) w celu oceny ryzyka związanego z wpływem człowieka na zmianę klimatu.

Przewodniczącym IPCC jest Rejendra Kumar Pachauri, który z wykształcenia jest inżynierem kolejowym. W 2007 roku to właśnie IPCC oraz Al Goreotrzymali Nagrodę Nobla za wysiłki na rzecz budowy i upowszechniania wiedzy na temat zmian klimatu wynikających z działań człowieka i za stworzenie podstaw dla środków, które są niezbędne do walki z takimi zmianami.

Głównymi dokumentami publikowanymi przez IPCC są raporty dotyczące zmian klimatycznych. Pierwszy z nich ukazał się w 1990 roku. Ostatni w roku 2007. To właśnie w nim prorokowano to, czemu się teraz zaprzecza.

Wiceprezes IPCC Jean-Pascal van Ypersele powiedział „BBC News”, że „był to błąd i badania powinny być zrewidowane”. Ypersele przynajmniej jest klimatologiem, a nie kolejarzem, co, jak widać, nie uchroniło go od „błędu”. Ale jak podkreśla, ten błąd „nie zmienia całościowego obrazu wpływu człowieka na zmiany klimatyczne”. „Niektórzy będą usiłowali podważyć wiarygodność IPCC, ale jeśli możemy ujawnić błąd, wytłumaczyć go i zmienić prognozę, to takie działanie powinno tylko wzmocnić wiarygodność IPCC, pokazując, że jesteśmy gotowi uczyć się na własnych błędach” - powiedział Pan Wiceprezes IPCC.

Absolutnie nie usiłuję podważać wiarygodności IPCC z uwagi na ich pomyłkę, do której naukowcy się przyznali. Dokładnie, to nie oni sami się przyznali, tylko ich przyłapano. W grudniu ubiegłego roku czterech glacjologów przygotowało list do publikacji w czasopiśmie „Science”, argumentując, że całkowite stopnienie do 2035 roku jest fizycznie niemożliwe. „To po prostu nie może się dokonać. Jeśli wziąć pod uwagę grubość lodu - 200-300 m, a w niektórych przypadkach do 400 m grubości oraz jeśli tempo utraty lodu rocznie wynosi metr lub dwa metry, to nie jest możliwa utrata 200 metrów lodu w ćwierć wieku” - powiedział BBC News Jeffrey Kargel z Uniwersytetu Arizony.

Wiarygodności IPCC pozbawiła się sama dużo wcześniej, uprawiając ideologię, zamiast nauki. Być może będzie globalne ocieplenie. Być może to działalność człowieka stanie się jego przyczyną. Wykluczyć tego nie sposób zgodnie z pozytywistyczną teorią falsyfikacji twierdzeń naukowych stosowaną w ekonomii przez Miltona Friedmana. Podobnie jak się nie da wykluczyć, że zanim nastanie globalne ocieplenie wybuchnie wojna atomowa, albo w Ziemię uderzy jakaś kometa, czy inny czort. Ale nie sposób nie zwrócić uwagi, że w historii ludzkości, i to całkiem niedalekiej jak dla geologów, bywało już i dużo zimniej i dużo cieplej. Z pewnością nie spowodował tamtych zmian człowiek. Mało tego – nic wielkiego się w ich rezultacie z ludzkością nie stało. Więc o co ten dzisiejszy hałas? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o dziewczynę, albo o pieniądze. Choć wśród „zielonych” nie jedna by się może i znalazła, ale jako że faceci ostatnio tacy zniewieściali, to pewnie chodzi im jednak o pieniądze. A stosując metodę, którą  w ekonomii stosował Ludwig von Mises, rzekłabym, że wcale nie trzeba czekać, aż zgubne skutki działania kościoła klimatologów dadzą o sobie znać, bo można je przewidzieć. Wydawanie na walkę z globalnym ociepleniem, a już zwłaszcza na naukowców piszących na ten temat raporty, choćby „pensa” z zapłaconych przez nas podatków, których i tak nie starcza rządzącym na ich „hulaszczy” tryb życia i organizowanie szczytów klimatycznych, więc się muszą zadłużać na potęgę na poczet przyszłych pokoleń, szkodzi tym pokoleniom bardziej, niż gdyby nawet globalne ocieplenie było, choć patrząc za okno nie można mieć wcale pewności, że jest.

Przez całą swoją historię, bez względu na to, czy było zimniej, czy było cieplej, ludzkość się sukcesywnie rozwijała tworząc coraz lepsze rozwiązania dla własnego życia. Upowszechniały się najlepsze i najtańsze. Oczywiście mamy też nisze. Na przykład wspaniałe zegarki mechaniczne, które się regularnie śpieszą albo późnią, ale za to potrafią być 1000 razy droższe od „kwarca” pokazującego czas z dokładnością do 1/100 sekundy. I właśnie ten „kwarc” jest miarą postępu. Podobnie jak kaloryfery w domu, które są ciepłe, jak za oknem zimno, na razie głównie dzięki węglowi. Co prawda posiadacze tych pięknych spieszących się zegarków, mają u siebie w domach pompy ciepła i teraz, podobnie jak ja palą w kominkach, bo na -18 st. C pompa nie „pompuje”, a jak nawet „pompuje”, to tylko dzięki poborowi energii elektrycznej z okolicznej elektrowni spalającej węgiel.

Rozwój ludzkości w czasach „wilczego” kapitalizmu, gdy nie było jeszcze „demokracji budujących społeczne gospodarki rynkowe” polegał na dostarczaniu masom coraz tańszych rozwiązań, które wcześniej nie były dla nich dostępne. Dostarczali je chciwi kapitaliści, którzy ciężko pracowali dla swojego własnego zysku. Dziś „przywódcy” współczesnych „demokracji” chcą, aby biedniejsi ludzie płacili więcej za prąd, żeby lepiej mieli się współcześni socjaliści – czyli ci, którzy nie potrafią niczego wartościowego stworzyć bez pieniędzy podatników. A jak już nawet tworzą, to się to okazuje zazwyczaj droższe i gorsze od wielu wynalazków sprzed dwustu lat – czyli z czasów wstrętnego kapitalizmu – więc skoro nie można ludzi do nich zachęcić ceną i/lub jakością, trzeba ich zmusić przy pomocy zakazów i nakazów (jak na przykład żarówki).

Skąd się biorą pieniądze, które mają wspierać „innowacyjne” technologie potrzebne w walce z globalnym ociepleniem? Przecież nie z drukarni tylko od podatników!!! A kto płaci największe podatki? Ci, którzy mają największe zyski. A kto ma największe zyski? Ci, którzy są najbardziej innowacyjni, którzy posiadają produkty najbardziej poszukiwane przez klientów. Więc urzędnicy zabierają pieniądze firmom najlepszym i przydzielają je tym, którzy najlepiej piszą głupawe raporty mające uzasadniać przekazywanie pieniędzy głupawym inżynierom.

2010-01-22 17:30

LOTOS NA WYPŁATY

Na początku stycznia Ministerstwo Skarbu Państwa zapowiedziało podjęcie ostatecznej decyzji w sprawie sprzedaży akcji Grupy LOTOS „do lutego”. Pod uwagę brano dwie opcje: sprzedaż akcji na GPW lub zaproszenie strategicznego inwestora.

W środę 20 stycznia Wiceminister SP Pan Mikołaj Budzanowski, poinformował, że resort „w tym roku mógłby sprzedać inwestorowi na tyle duży pakiet akcji Grupy LOTOS, że „zszedłby poniżej 50% udziału”

W czwartek 21 stycznia pojawiły się informacje, które PAP powtórzył za Bloomergiem, że MSP zleciło czterem biurom maklerskim zbudowania księgi popytu na pakiet 10-13% akcji Grupy LOTOS. Według nieoficjalnych informacji Bloomberga, brokerami tymi są Ipopema, ING, BRE i Citigroup.

„Trudno w tym momencie temu zaprzeczyć, musimy poczekać na zakończenie transakcji, żeby to komentować” - powiedział w czwartek Pan Wiceminister Mikołaj Budzanowski. Ale dodał, że „nie zmieniamy naszego podejścia wyrażonego w ubiegłym tygodniu lub nawet wczoraj” – czyli, jak rozumiem, możliwości „zejścia” poniżej 50% udziału w Grupie LOTOS i zasugerował, że choć nie zdecydowano jeszcze kto zostanie nabywcą, to „najbardziej prawdopodobny jest wybór inwestora branżowego”

Po informacjach o sprzedaży akcji Grupy LOTOS akcje  spadły o ponad 2,5%, do 31,22 zł.

Dziś (piątek 22 stycznia) Skarb Państwa ogłosił, że sprzeda pakiet 11% akcji Grupy LOTOS, a cenę ustalił na 29 zł – czyli ponad 5% mniej niż cena giełdowa z czwartku. Kurs nadal spada.

Oczywiście jestem za tym, żeby LOTOS sprywatyzować. I wziąć od inwestora branżowego premię za kontrolę! A nie sprzedawać z dyskontem małego pakieciku tylko dlatego, żeby nadal móc  mieć wpływ na obsadę stanowisk w tej spółce, bo żadnego innego powodu nie ma. Spokojnie mozna przyjąć, że jakby Skarb Państwa chciał sprzedać posiadane przez siebie obecnie 63,97% akcji, to akcje mogłyby pójść spokojnie po 45 zł za sztukę. A jak Ipopema, ING, BRE i Citigroup takiego inwestora by nie znaleźli, to ja chętnie przyjmę zlecenie (z tym, że górkę dzilimy 50:50)

Ale skoro nie znaleziono inwestora branżowego na 13% (bo pakiet za mały), to sprzedawanie „na chybcika” na GPW pakietu 11 procent z 5 procentowym dyskontem i opowiadanie w tym samym czasie, że poszukamy inwestora branżowego na jeszcze kilka procent, to… musi być jakiś genialny plan, bo prosty człowiek nie jest go w stanie zrozumieć. Jak się bowiem słucha Najlepszego Ministra Finansów w Europie o świetnym stanie finansów publicznych, to trudno przypuszczać, że muszą sprzedzawać bez sensu po prostu dlatego, że na wypłaty nie mają na luty.