Robert Gwiazdowski

Gospodarka klasycznie

2012-01-16 12:00

MIŚ PL 2012. SERIA II. ODCINEK 10

W natłoku różnych „ważnych i jeszcze ważniejszych” informacji i komentarzy na różne tematy jakoś tak bez echa przemknęła ta, że na najdroższym stadionie świata w przeliczeniu na jedno miejsce siedzące – czyli naszym „Misiu Narodowym”,  piękny rozsuwany (a więc drogi) dach nie będzie działał zimą! 

„Technologicznie dach można zamknąć zawsze, choć rzeczywiście producent zaleca wykonywanie tego tylko przy dodatniej temperaturze” – powiedziała dziennikarzom Daria Kulińska z Narodowego Centrum Sportu.

www.rp.pl/artykul/479942,791769-Problemy-Stadionu-Narodowego.html

Podobno „decyzje o tym, czy dach będzie zamknięty czy otwarty, będą podejmowane przez organizatorów wydarzeń wspólnie z gospodarzem obiektu”! A bez producenta? Ciekwe co co napisał on w warunkach gwarancji? Czy nie czasami, że używanie sprzecznie z zaleceniami oznacza jej wygaśnięcie?

Jak powszechnie wiadomo rozsuwany najbardziej przyda się naszemu Misiowi latem. Natomiast budowniczym Misia najbardziej zależy, żeby był on jak największy, jak najwspanialszy i jak najdrożej kosztował – jak to zawsze z takim Misiem.

2012-01-10 22:20

CÓŻEŚ TY EUROPIE UCZYNIŁ ORBANIE

Najpierw był „wstępniak” redakcyjny. Tylko że w roli moskiewskiej „Prawdy” wystąpił londyński Financial Times.

www.ft.com/intl/cms/s/0/a5fe09ee-3604-11e1-ae04-00144feabdc0.html#axzz1ikXSaZ00

Zgodnie ze „sztuką” zaczęło się od przywołania autorytetu. Za autorytet „robił” zmarły Vaclav Havel, który przed śmiercią wyraził niepokój o demokrację węgierską.

A potem już była jazda „po bandzie”. Na Węgrzech miał miejsce „zamach stanu w majestacie prawa”. „Znowelizowana konstytucja oraz zalew pomniejszych („basic”) ustaw przepchniętych (rushed through) przez parlament pod koniec roku praktycznie zlikwidowały system kontroli i równowagi między trzema gałęziami władzy”. Nowe ustawy „dają Fideszowi ogromną władzę nad mediami, sądami,  bankiem centralnym oraz instytucjami nadzoru”. „Zmiany w ordynacji wyborczej pozwolą temu ugrupowaniu pozostać u władzy przez długie lata”. Żadnych konkretnych przykładów – znowu zgodnie ze „sztuką” – nie podano. 

Ja się nie znam na polityce, ale ciekawy jestem jak to się dzieje, że parlament polski ustawy „uchwala” (na przykład tę o refundacji leków), a przez parlament węgierski ustawy się „przepycha”? Który to konkretnie przepis nowej węgierskiej konstytucji albo „pomniejszych ustaw” daje konkretnie Fideszowi władzę nad mediami, sądami, bankiem centralnym, i instytucjami nadzoru?

Żeby było jasne – nie podoba mi się nowa węgierska ustawa medialna, bo wolność słowa to jedno z moich ulubionych praw! Ale poza tym? Nowa węgierska konstytucja ogranicza podobno uprawnienia sądu konstytucyjnego do badania konstytucyjności przepisów na wniosek zwykłych obywateli. Wbrew dotychczasowej praktyce będą oni musieli najpierw przejść całą procedurę sądową. Dla wszystkich, którzy zapałali z tego powodu oburzeniem przypomnienie, że tak samo mamy w Polsce od lat!

A może chodzi o to, że sędzia sądu najwyższego musi mieć co najmniej pięcioletni staż. Zapis został uznany jako napisany personalnie pod obecnego szefa sądu najwyższego Andrasa Bakę, który przez 17 lat pracował w Europejskim Trybunale Praw Człowieka i nie może się wylegitymować niezbędnym doświadczeniem nad Balatonem. Ale przecież w Polsce (art. 5 ust 3 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym w związku z art. 22 § 1 pkt 6) ustawy o Sądzie Najwyższym) wymagany jest staż 10 lat!

Zamachem na demokrację ma być podobno zmniejszenie liczby posłów z 386 do 199. – to źle. Po pierwsze będzie taniej – bo mniej posłów to mniejsze wydatki na ich utrzymanie. Po drugie Węgrów jest raptem 10 milionów więc nawet 199 posłów to dużo (proporcjonalnie w Polsce, gdzie wyborców jest prawie 4 razy więcej powinno być 800). Zresztą ministerstw w „faszystowskim” rządzie Orbana jest raptem 8, a w Polsce 19. To gdzie jest lepiej, bo moim zdaniem na Węgrzech.

Węgierska opozycja skrytykowała niemal całą konstytucję. Od invocatio dei na początku (chodź słowa „Boże, błogosław Węgrów”, od których zaczyna się preambuła, są zarazem pierwszym wersem niezmienionego nawet za komunistów hymnu) po zmianę nazwy państwa z Republiki Węgierskiej na Węgry co ma oznaczać jakoby… zapowiedź rezygnacji z systemu republikańskiego. Jak się psa chce uderzyć, to kije się zawsze znajdzie. Bo czy w nazwie USA jest słowo „republika”?

Jak był „wstępniak” to trzeba było wyciągnąć z niego wnioski. W Polsce wyciągnął je jeden z publicystów ekonomicznych. „Węgry są o krok od katastrofy i wydaje się, że jedynym sposobem na jej uniknięcie jest podanie się rządu Orbana do dymisji i utworzenie rządu pozapartyjnego, mającego szanse na odzyskanie zaufania rynków, MFW i Komisji Europejskiej” – napisał.

http://wyborcza.pl/1,76842,10920354,Uciec_z_Budapesztu.html#ixzz1ikucG8Z6

Politykę zostawię jednak tym, co się znają na polityce. Sam mam kilka spostrzeżeń dotyczących gospodarki.

W nowej węgierskiej konstytucji przewidziano limit zadłużenia do wysokości 50% PKB – czyli o 10 punktów procentowych niższy niż w Polsce! To też źle? Przecież cała Europa walczy z problemem nadmiernego zadłużenia. Węgry są więc raczej pod tym względem dobrym przykładem do naśladowania przez innych!

Podatek CIT wynosi dziś na Węgrzech 19%, a dla tak zwanych „Misi” – czyli małych i średnich przedsiębiorstw – został właśnie obniżony do 10%! Od 1 stycznia 2012 roku obowiązuje też liniowy podatek PIT ze stawką 16% i z ulgami na dzieci.

www.kormany.hu/download/3/11/10000/Hungary s flat rate personal income tax.pdf

Może dlatego w Polsce jako chyba już ostatnim kraju postkomunistycznym upieramy się przy podatkowej progresji – żeby nie posądzono nas o faszyzm?

Za to podstawowa stawka podatku VAT została na Węgrzech podwyższona do 27%. Niezmienione zostały stawki na podstawowe produkty żywnościowe (18%), prasę i książki (5%). Ale podwyżkę podatku VAT poparła Komisja Europejska. Inaczej niż obniżkę podatku PIT. To jest kość niezgody między węgierskim rządem a Międzynarodowym Funduszem Walutowym, który żądał od Węgrów rezygnacji z jego obniżania, choć w ostatnim raporcie OECD Taxing Wages zalecana jest właśnie zmiana proporcji miedzy podatkami pośrednimi i bezpośrednimi: (www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=989)

A i w Polsce pojawiają się takie pomysły – jak w zmodyfikowanej wersji raportu „Polska 2030. Trzecia fala nowoczesności” – czy jakoś tak.

www.zds.kprm.gov.pl/sites/default/files/dsrk_kadry_0.3.pdf

Może więc „faszystowski” jest „podatek chipsowy”? Ale polski  rząd też zaczął przebąkiwać o jego wprowadzeniu. Pomysłu likwidacji preferencyjnych stawek VAT na „używki” – bo chipsy mają taki właśnie charakter – ja bym za „faszystowski” nie uznał.

To może zatem „faszystowski” jest przepis, że do zmiany przepisów podatkowych wymagana odtąd będzie kwalifikowana większość 2/3 głosów? Co prawda wpływa to w sposób istotny na stabilność systemu podatkowego i skoro do zmiany konstytucji potrzebna jest kwalifikowana większość głosów to dlaczego do zmiany systemu podatkowego nie może być wymagana taka sama? Jak pokazuje praktyka w konstytucjach są same ogólniki, a tu chodzi o konkretne pieniądze!

Na pewno polscy obrońcy OFE uznają Orbana za „faszystę” bo pozwolił Węgrom wybrać – czy chcą pozostawać w prywatnych funduszach emerytalnych czy tez wolą przenieść się do państwowego. Czas na to mają do 31 stycznia 2012, ale już 97% Węgrów skorzystało z tego prawa i wybrało. Jak się Państwu wydaje, co wybrali?

Czy to pomysł żeby ludzie sami sobie o czymś decydowali jest sprzeczny z zasadami Unii Europejskiej? Wygląda na to, że tak – o czym przekonali się Grecy, gdy pomysł przeprowadzenia referendum w sprawie akceptacji warunków pomocy unijnej spotkał się z ostracyzmem i szybko został zaniechany.

Za to deficyt, który od 2002 roku wzrósł na Węgrzech z 53% do 82% PKB w 2009 roku został zredukowany do 75% w 2011. Węgry i Szwecja były jedynymi krajami UE, które w minionym roku zmniejszyły swój deficyt!!! Wyniósł on na Węgrzech raptem 2,9% PKB. Pierwszy raz od wejścia do UE Węgry spełniły pod tym względem wymagania Traktatu z Maastricht.

2012-01-09 17:40

EMERYTURY Z OTP

Nie wiem, czy jeszcze ktoś pamięta ambitny plan połączenia PKO BP z węgierskim OTP. Dla większości, która pewnie nie pamięta, pisałem o tym tu:

www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=655 

Dlaczego sobie o tym teraz przypomniałem? Otóż okazało się, że siedem OFE zainwestowało na naszą emeryturę w akcje OTP, któremu agencje Moody ′s i S&P obniżyły rating do „śmieciowego”.

OFE musiały więc oficjalnie poinformować o tym, że inwestowały w akcje spółki, która straciła rating inwestycyjny. Nie wolno im ich kupować ani mieć w portfelu. Początkowo OFE nie podały, że chodzi o akcje banku OTP. W komunikatach informowały jedynie o „nieumyślnym naruszeniu zasad prowadzenia działalności lokacyjnej poprzez naruszenie limity inwestycyjnego” podczas „lokowania aktywów poza granicami kraju”.

Tylko Pocztylion przyznał, że posiada akcje Banku OTP. „To nie tylko nasz problem, co drugi fundusz ma akcje tego banku” stwierdził Andrzej Bąk, zarządzający Pocztyliona. Inne fundusze, które wydały komunikaty - Aviva, AXA, ING, Nordea, PKO BP i PZU - nie chciały potwierdzić, że chodziło o akcje OTP.

www.wyborcza.biz/biznes/1,100896,10915661,Siedem_OFE_ma_akcje_banku_OTP.html

Skoro Trybunał Sprawiedliwości uznał, że limity inwestycyjne nałożone na OFE są sprzeczne z prawem unijnym, to się można spodziewać kolejnych podobnych inwestycji.

A jakie są efekty tych inwestycji? 2 stycznia 2012 roku na popularnym portalu Analizy.pl można było przeczytać, że „na koniec grudnia 2011 r. wartość środków pozostająca na drugofilarowych kontach emerytalnych wyniosła 224,7 mld PLN, co w ujęciu miesięcznym oznacza przyrost na poziomie +1,0%. Tym samym był to siódmy miesiąc od początku minionego roku, w którym aktywa OFE zyskały na wartości. W całym 2011 roku wartość aktywów OFE wzrosła o +1,6%.”

www.analizy.pl/fundusze/newsletter/11415/Aktywa-funduszy-emerytalnych-(grudzien-2011).html?c=33199104003&id_miejsca=3&fm=5805&s=NLD_WNC_TYT

To ciekawe, bo pod datą 3 stycznia 2012 roku na tym samym portalu znaleźć można było informację, że „w samym grudniu jednostki OFE straciły na wartości średnio -0,4% i był to siódmy w 2011 roku miesiąc z ujemną stopą zwrotu”.

www.analizy.pl/fundusze/newsletter/11426/Ranking-funduszy-emerytalnych-(grudzien-2011).html?c=34259844003&id_miejsca=3&fm=5805&s=NLD_WNC_TYT

Jako że w roku miesięcy jest dwanaście, to teoretycznie nie ma takiej możliwości, żeby przez siedem miesięcy aktywa OFE zyskiwały na wartości i przez siedem traciły.

Ale skoro OFE „pomnażają nasze pieniądze”, to muszą sprawiać cuda. Cuda się zdarzył się w grudniu. Był to miesiąc w którym OFE i traciły i zyskiwały. Najistotniejszy wpływ na poziom aktywów OFE w grudniu 2011 roku miały – jak czytamy na Analizy.pl – „rozliczenia dodatnich przepływów towarzyszących listopadowej sesji transferowej. Ze względu na techniczny charakter tej operacji w ślad za osobami, które zdecydowały się na zmianę funduszu przepłynęło między OFE 2,0 mld zł.”

www.analizy.pl/fundusze/newsletter/11415/Aktywa-funduszy-emerytalnych-(grudzien-2011).html?c=33199104003&id_miejsca=3&fm=5805&s=NLD_WNC_TYT

Jest to efekt przyjętego sposobu rozliczeń przepływów w sesjach transferowych, w ramach którego najpierw rozliczane są odejścia, a dopiero później, na początku kolejnego miesiąca, przyjścia. A zatem dzięki sztuczkom księgowym OFE wykazały, że straciły mniej niż straciły, gdyż same wyniki zarządzania zmniejszyły wartość aktywów OFE w tym miesiącu o 0,7 mld zł!

A jakby rozliczyły stratę z inwestycji w OTP – strata byłaby jeszcze większa. Na sprzedaż papierów spółki, która utraciła rating inwestycyjny mają jednak pół roku. Planują jednak zwrócić się do KNF z prośbą o wydłużenie okresu dostosowawczego z sześciu do dwunastu miesięcy. To oznacza, że nie będą musiały „pochopnie” wycofywać się z tej inwestycji, realizując stratę.

Mnie najbardziej zastanowiło dlaczego przy takich limitach inwestycyjnych zainwestowały akurat w akcje OTP? Czyżby z powodu planowanego „połączenia” PKO BP z OTP? „Połączenia” w cudzysłowie, bo – jak pamiętamy – bardziej przypominać ono miało przejęcie PKO BP przez OTP za pieniądze PKO BP. Byłoby na czym zarobić.

Sytuacja z wiosny 2009 roku raczej się nie powtórzy. Węgry otrzymały wówczas pożyczkę z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która została wykorzystana między innymi na ratowanie banku OTP. Ale gdy wybory wygrał Victor Orban uznawany przez postępową europejską opinię publiczną prawie za faszystę, o nową pożyczkę nie będzie już tak łatwo. Ale o tym co się dziej na Węgrzech w jednym z następnych wpisów.

2012-01-06 22:20

SZTYWNA CENA PRYWATNEJ NERKI

Państwa gorąca dyskusja na temat służby zdrowia  przypomniała mi, że już w 2007 roku , gdy agenci z „ABC” latali po dachach szpitali ścigając lekarzy łapowników już coś na ten temat pisałem. (www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=92)

Doktryna marksistowska oparta na przekonaniu o nieprzezwyciężalnej sprzeczności prywatnych środków produkcji i społecznego procesu pracy zakładała, że jedynym sposobem rozwiązania tego konfliktu jest uspołecznienie środków produkcji. Taki sam „nieprzezwyciężalny” konflikt istnieje między prywatną nerką a „uspołecznioną służbą zdrowia”. Jak ten konflikt rozwiązać? Można uspołecznić nerki… I wszystkie operacje przeprowadzać pod nadzorem prokuratorów. Uważają oni, że lepiej wiedzą, jak należy zarządzać firmami i stawiają zarzuty menadżerom, że zarządzali nimi inaczej, niż się wydaje prokuratorom, więc .równie dobrze mogą lepiej znać się na robieniu operacji! Drugim rozwiązaniem byłoby… sprywatyzowanie służby zdrowia. Jak człowiek jest chory, to nie potrzebuje ani ministra zdrowia, ani dyrektora ZOZ, ani prokuratora. Potrzebuje lekarza, a potem pielęgniarki. I, choć to może wydać się obrazoburcze, chce im płacić! Ludzie lekarzom płacą bo chcą. Żyją w głębokim przekonaniu, że jak lekarzowi płacą, to ich wzajemna relacja jest bardziej osobista. Dlatego podobno „nie biorą” tylko anestezjolodzy… Bo oni usypiają pacjentów i nie mają z nimi kontaktu. Więc ja jestem za tym żeby pacjent mógł płacić lekarzowi. Tylko lekarz (a najlepiej jego asystentka) powinien wystawiać pacjentowi fakturę. A jeszcze lepiej by było, gdyby wystawiali ją ubezpieczycielowi.

Ale awantura o recepty przesłoniła o wiele istotniejszy, moim zdaniem, problem wprowadzenia sztywnych cen i marż oraz sposobu ich ustalania – w zaciszu ministerialnych gabinetów w trakcie „negocjacji” urzędników z koncernami. Jak stwierdził Minister Arkułowicz te negocjacje maja być tajne, bo nie ma powodu, żeby państwo ujawniało swoje „tajemnice handlowe”. Urzędnicy, którzy mieli z zamysłu „kontrolować chciwych przedciębiorców dla dobra społecznego” sami zostali więc chyba przedsiębiorcami mającymi „tajemnice handlowe”. Ale kto ich będzie kontrolował, skoro nawet Sejmowa Komisja Zdrowia niczego się nie może dowiedzieć? To może od razu prokurator? Bo w jaki niby sposób cena sztywna, której nie można obniżyć,  miałaby być korzystniejsza dla pacjentów od ceny maksymalnej, którą można obniżyć, skoro nie ma żadnej przeszkody, aby urzędnicy – przedsiębiorcy ustalili w swoim geniuszu cenę maksymalną na takim samym poziomie,  na jakim ustalać teraz będą cenę sztywną?  

Tak mnie to pytanie zafrapowało, że trochę „poprzynudzam” –dalsza część, dla „fanatyków” ekonomicznej analizy prawa …

Każda analiza rynku zaczyna się od określenia jego podstawowych elementów, którymi są podaż i popyt oraz cena będąca pochodną relacji podaży i popytu.

Sektor farmaceutyczny jest jednym z najważniejszych sektorów współczesnych gospodarek wysokorozwiniętych. Jest tak przede wszystkim dlatego, że jest on nośnikiem postępu technologicznego. Jak każdy rynek, tak i rynek farmaceutyczny nie jest jednolity. Można mówić o zróżnicowaniu zarówno po stronie sprzedawców (wielość hurtowni farmaceutycznych i aptek) a także po stronie „towarowej” (wielość dostępnych medykamentów). Natomiast po stronie nabywców dominuje państwo, które jest nabywcą lekarstw do lecznictwa zamkniętego i refundatorem części ceny leków dostępnych w aptekach otwartych dla pacjentów. Bezpośrednio lub pośrednio państwa są więc na rynku leków tak zwanym monopsonistą (monopolistą po stronie popytowej). Zrozumiałe jest ich zainteresowane zmniejszeniem kosztów zakupu leków, które są istotnym elementem kosztów ochrony zdrowia, ergo – zmniejszeniem wydatków publicznych.

Funkcja ceny jest w pierwszej kolejności pochodną funkcji podaży i popytu. Na rynku, który jest rynkiem niedoboru, najważniejszym elementem jest podaż, poziom której w sposób najistotniejszy wpływa na cenę. Podstawową przyczyną ograniczenia podaży jest bariera wejścia na rynek. Może być to bariera ekonomiczna lub administracyjno-prawna.

Elastyczność popytu to zmiana w wielkości popytu na dane dobro wywołana zmianami różnych czynników oddziaływujących na popyt na owo dobro. Z ekonomicznego punktu widzenia elastyczność oznacza wrażliwość jednej wielkości (traktowanej jako zmienna zależna - reakcja) na zmianę innej wielkości (traktowanej jako zmienna niezależna – bodziec). W odniesieniu do rynku wielkościami tymi są podaż i popyt, które reagują na cenę, lub cena która reaguje na zmiany w relacji: podaż-popyt. W teoretycznych modelach rynkowych rozróżnia się elastyczność cenową podaży (elastyczność podaży względem ceny) i elastyczność cenową popytu (elastyczność popytu względem ceny). Odwrotność tych elastyczności określana jest jako ekspansywność i giętkość ceny.

Elastyczność popytu w modelu matematycznym jest miarą względnych zmian funkcji wywołanych względnym przyrostem zmiennej niezależnej. W funkcji y = (f) x, elastyczność Exy definiuje się jako granicę, do której dąży stosunek względnego przyrostu (Δy zmiennej zależnej y do względnego przyrostu (Δx) zmiennej niezależnej x, kiedy Δx dąży do zera. Elastyczność zmiennej zależnej y względem zmiennej x jest iloczynem pochodnej funkcji i stosunku zmiennej x do y, służy więc do mierzenia elastyczności w określonym punkcie (dla określonego x) a więc do badania reakcji zmiennej zależnej y na zmiany zmiennej niezależnej x przy założeniu, że inne czynniki są stałe i nie mają wpływu na zmienną y. Obliczona w ten sposób elastyczność nazywa się elastycznością punktową. Ponieważ jednak elastyczność jest funkcją, dla większości typów funkcji w każdym punkcie jest ona inna (z wyjątkiem funkcji izoelastycznej, którą jest funkcja podwójnie logarytmiczna: logy = logA + logx, gdzie: A – wyraz stały; ŋ - elastyczność stała dla wszystkich punktów)

Elastyczność punktowa może być zadawalającą miarą przy analizie rynku tylko i wyłącznie w określonym punkcie krzywej, gdy zmiany zmiennej niezależnej x są nieskończenie małe i rzadkie. Tymczasem zmiany zmiennych objaśniających (jak na przykład dochody czy ceny) są zazwyczaj skokowe. Dlatego właściwsze jest określenie elastyczności łukowej. Pokazuje ona przeciętną elastyczność w pewnym przedziale. Gdy znana jest wielkość x i y w dwóch punktach (0 i 1) można obliczyć zmiany stosunkowe obu zmiennych i dzieląc stosunkową zmienną y przez stosunkową zmienną x, otrzymać elastyczność y względem x.

Miarą elastyczności jest współczynnik elastyczności, którego wartość odzwierciedla stopień wrażliwości zmiennej zależnej y na zmiany zmiennej niezależnejx. Określa on, o ile jednostek zmieni się wielkość y, jeżeli x zmieni się o jedna jednostkę.

W dominującym nurcie teorii ekonomii, popyt uważany jest za zmienną zależną. Za zmienne niezależne uważa się czynniki kształtujące popyt: dochody, ceny danego bobra oraz ceny dóbr substytucyjnych i komplementarnych. W zależności od tego, który z czynników wpływa najmocniej na wielkość popytu wyróżnia się: (i) elastyczność dochodową, czyli elastyczność funkcji popytu na dane dobro względem poziomu dochodu; (ii) elastyczność cenową, czyli elastyczność funkcji popytu względem poziomu ceny danego dobra i (iii) elastyczność mieszaną (nazywana też krzyżową), czyli elastyczność funkcji popytu na dobro A względem ceny dobra B.

Do analizy elastyczności popytu bezwzględnie konieczne jest istnienie rynkowego, a przynajmniej jak najmniej odbiegającego od rynkowego, mechanizmu kształtowania cen. Ustalenie cen i marż sztywnych uniemożliwia mierzenie elastyczności popytu.

Zależność pomiędzy dochodami konsumentów a wielkością popytu na dane dobro jest najczęściej jednokierunkowa – wraz ze wzrostem dochodów konsumentów, przy innych czynnikach nie zmienionych, zwiększa się popyt na nie i odwrotnie. Dlatego współczynnik elastyczności dochodowej popytu informujący o zmianach popytu wyrażonych w procentach przy jednoprocentowych zmianach dochodu przyjmuje najczęściej wartości dodatnie.

Elastyczność dochodowa popytu kształtuje się różnie, nie tylko w zależności od dochodów konsumentów, ale także rodzaju dobra. W teorii ekonomii wyróżnia się trzy podstawowe kategorie dóbr: dobra niższego rzędu, dobra pierwszej potrzeby i dobra wyższego rzędu.

W przypadku rynku farmaceutycznego możemy mówić o dobrach niższego rzędu lub o dobrach pierwszej potrzeby. Zdrowie, po jedzeniu, jest absolutnie najważniejszym dobrem dla większości ludzi, którzy są skłonni poświęcić cały swój wysiłek produkcyjny i większość konsumpcji (poza konsumpcją żywności niezbędnej do utrzymania życia) na ochronę zdrowia.

O ile elastyczność dochodowa popytu ma charakter podmiotowy, gdyż jest skorelowana z podmiotami generującymi rynkowy popyt, o tyle elastyczność cenowa popytu ma charakter przedmiotowy, gdyż jest skorelowana z przedmiotem wymiany. Podstawową relację między ceną a popytem pokazuje krzywa popytu. Wskazuje ona, jaką ilość danego dobra nabędą konsumenci przy różnych poziomach ceny w określonym czasie na określonym rynku. Krzywa popytu ma nachylenie ujemne – im wyższa jest cena jakiegoś dobra, tym mniejszą jego ilość konsumenci są skłonni nabyć, i odwrotnie. Obrazuje ona prawo popytu sformułowane przez Alfreda Marshalla. Im bardziej płaska (stroma) jest krzywa popytu w danym punkcie, tym większa (mniejsza) jest wartość absolutna elastyczności cenowej popytu.

Siłę reakcji popytu na zmiany ceny danego dobra mierzy elastyczność cenowa popytu. Jest to stosunek procentowej zmiany wielkości popytu do procentowej zmiany ceny danego dobra, przy założeniu, że pozostałe zmienne nie ulegają zmianie (ceteris paribus).

Z uwagi na reakcje popytu na zmianę ceny wyróżnia się:

(i) popyt proporcjonalny (gdy procentowej zmianie ceny odpowiada dok ładnie taka sama procentowa zmiana wielkości popytu w kierunku odwrotnym);

(ii) popyt elastyczny (gdy procentowa zmiana popytu jest większa niż procentowa zmiana ceny);

(iii popyt nieelastyczny (gdy procentowa zmiana popytu jest mniejsza niż procentowa zmiana ceny);

(iv) popyt doskonale elastyczny (gdy dla danej ceny popyt może przybierać dowolnie różne rozmiary);

(v) popyt sztywny (gdy dla dowolnej zmiany ceny zmiana popytu jest równa zeru).

Elastyczność cenowa popytu jest determinowana kilkoma czynnikami:

(i) stopniem, w jakim dane dobro zaspakaja podstawowe potrzeby konsumenta;

(ii) dostępnością substytutów danego dobra;

(iii) udziałem wydatków na zakup danego dobra w budżecie konsumenta;

(iv) poziomem ceny danego dobra;

(v) czasem dostosowań konsumentów do zmiany ceny.

Odwrotnością elastyczności cenowej popytu jest giętkość ceny. Współczynnik giętkości ceny pokazuje, o ile procent należy zmienić cenę na dane dobro, aby popyt na nie zmienił się o 1%.

Elastyczność cenowa popytu jest jednym z podstawowych narzędzi analizy marginalnej.

Rynek farmaceutyczny charakteryzuje mała elastyczność dochodowa popytu i to zarówno indywidualnego – z uwagi na charakter rynku oferującego dobra niższego rzędu i pierwszej potrzeby, jak i kreowanego przez państwo – z uwagi na charakter tego popytu, ceny rzadko reagują spadkiem na jego zwiększenie. W efekcie mamy do czynienia z rynkiem na którym najwięksi producenci osiągają ponadprzeciętne wyniki finansowe w porównaniu do innych branż. Jednakże bariery wejścia na ten rynek, zarówno administracyjne jak i finansowe są tak wysokie, że nie następuje tak szybko, jak na innych rynkach zjawisko zwiększenia podaży w odpowiedzi na zwiększający się popyt.

Ceny pełnią rolę podstawowego mechanizmu określającego ilość angażowanych do danej działalności zasobów. Tylko i wyłącznie dzięki mechanizmowi cenowemu wiemy, że koszt danego dobra odpowiada wartości, jaką osiąga ono z chwilą jego alternatywnego wykorzystania. Prawdziwym kosztem produkcji danego lekarstwa jest wartość innych lekarstw lub wyrobów chemicznych, które można byłoby wyprodukować używając zasoby wykorzystane do produkcji danego lekarstwa. A koszty te znane są dzięki cenom.

Zgodnie z powszechnie przyjętym założeniem gospodarki rynkowej „minimalna cena sprzedaży na jaką gotów jest się zgodzić sprzedawca, musi być niższa niż maksymalna cena zakupu, jaką gotów jest zapłacić nabywca”.

W modelu wymiany izolowanej (teoretycznego modelu dwóch podmiotów mających dwa dobra do wymiany) cena zostanie ustalona w zakresie pomiędzy maksymalną ceną kupna i minimalną ceną sprzedaży. W przypadku konkurencji po stronie sprzedawców lub nabywców wysokość ceny będzie równa lub niższa niż maksymalna cena zakupu najbardziej zainteresowanego nabywcy i wyższa niż maksymalna cena zakupu następującego w kolejności najbardziej zainteresowanego nabywcy. W przypadku jednostronnej konkurencji wielu nabywców i jednego sprzedawcy wysokość ceny znajdzie się pomiędzy maksymalną ceną kupna najbardziej zainteresowanego (gotowego zaoferować najwyższą cenę) nabywcy i jego najbardziej groźnego pod tym względem konkurenta, umożliwiając nabycie pierwszemu i uniemożliwiając drugiemu. W tym modelu ograniczenie zakresu cen podlegających negocjacji zmierza w kierunku podwyższenia ceny, z korzyścią dla sprzedawcy. W przypadku jednostronnej konkurencji wielu sprzedawców i jednego nabywcy sytuacja jest dokładnie odwrotna. Gdy przybywa sprzedawców każdy próbuje przebić ofertę rywala obniżając cenę! W efekcie zostaje ona ustalona na poziomie pomiędzy minimalną ceną sprzedaży drugiego i pierwszego z najbardziej zainteresowanych sprzedażą konkurentów.

W modelu konkurencji po stronie nabywców i sprzedawców, nabywcy rozpoczynają „negocjacje” od zaoferowania jak najniższych cen, a sprzedawcy od żądania jak najwyższych, jaką, ich zdaniem, mogą otrzymać. Do transakcji nie dojdzie, jak długo istnieć będzie gotowość zaoferowana wyższej ceny przez niektórych nabywców i wiedza sprzedawców o tym fakcie lub na odwrót: gdy istnieć będzie gotowość zaoferowania niższej ceny przez niektórych sprzedawców i wiedza nabywców o tym fakcie. W miarę wzrostu oferowanej ceny, dysproporcja pomiędzy oferowaną na sprzedaż ilością danego dobra i tą jego ilością, którą nabywcy byliby gotowi kupić po danej cenie, zmniejsza się. Jednak dopóki ta druga wielkość jest większa od pierwszej, będzie następował wzrost ceny. Z odwrotną sytuacją będziemy mieć do czynienia, gdy początkowa cena jest zbyt wysoka – nie ma chętnych do jej zapłacenia po stronie nabywców, więc rywalizacja po stronie dostawców prowadzi do obniżenia ceny. Konkurencja ofert nabywców, gdy zapotrzebowanie na dane dobro przewyższa wielkość zaoferowaną na sprzedaż, prowadzi do wzrostu cen. Konkurencja ofert sprzedawców, gdy ilość dobra zaoferowanego na sprzedaż przewyższa zapotrzebowanie na nie prowadzi do spadku cen. Gdy wielkość zapotrzebowania na dane dobro jest równa wielkości oferowanej na sprzedaż mamy do czynienia z ceną równowagi rynkowej. Występuje ona, gdy tak zwany „sprzedawca krańcowy” (marginal supplier) – czyli ostatni z dostawców gotowy zaakceptować cenę równowagi, powstrzyma się od sprzedaży w przypadku spadku ceny, a „nabywca krańcowy” (marginal buyer) – czyli ostatni z nabywców gotowy zaakceptować cenę równowagi, powstrzyma się od kupna w przypadku wzrostu ceny. Sprzedawcy lub nabywcy powstrzymujący się od sprzedaży lub kupna w przypadku spadku lub wzrostu ceny określani są mianem „podkrańcowych” (submarginal). To ich gotowość do powrotu na rynek danego dobra decyduje o elastyczności ceny na dane dobro. Cena równowagi oznacza więc także „ilość równowagi”.

Jak wiele jednostek danego dobra zostanie nabytych po hipotetycznej cenie pokazuje krzywa popytu. W warunkach równowagi krzywa popytu pokrywa się z tak zwaną krzywą wydatku całkowitego. Jednak krzywa ta wykazuje jedną szczególna właściwość: może być nachylona w jednym lub w drugim kierunku wraz ze wzrostem lub spadkiem ceny danego dobra. Wynika to z działania dwóch czynników wyznaczających położenie krzywej. Gdy cena spada popyt zazwyczaj rośnie (choć nie zawsze musi się tak stać). Dlatego spadkowi cen może towarzyszyć wzrost zakupionej ilości danego dobra i w rezultacie wydatek całkowity czasami wzrasta, mimo spadku ceny na dane dobro.

Jak twierdzi Rothbard, „jeśli niższa cena oznacza wyższy wydatek całkowity niż cena wyższa, krzywą wydatku całkowitego można zdefiniować jako elastyczną w danym zakresie cen. Jeśli niższa cena skutkuje niższą sumą wydatków niż cena wyższa, oznacza to, że krzywa jest nieelastyczna w danym zakresie cen (…) W pierwszym przypadku mamy do czynienia z elastycznością większą od jedności, w drugim – z elastycznością mniejszą od jedności, a przypadek w którym suma wydatków jest taka sama dla obu cen oznacza elastyczność równą jedności”.

Z inną sytuację mamy do czynienia po stronie podaży. Ilość oferowanych dóbr/usług zawsze zwiększa się w tym samym kierunku co cena, w rezultacie podaż jest zawsze „elastyczna”. Przywiązywanie przez niektóre szkoły ekonomiczne szczególnej uwagi do kwestii elastyczności podaży wynika ze szczególnego podejścia do teorii użyteczności. Ich zdaniem ludzkie działanie można traktować w kategoriach „nieskończenie małych różnic” stosując w analizie ekonomicznej eleganckie wzory matematyczne. Tymczasem mierzenie użyteczności jest w praktyce niemożliwe i dlatego opiera się na błędnym uproszczeniu, polegającym na przyjęciu średnich reprezentatywnych dla jakiejś grupy. Jednak zarówno decyzji inwestycyjnych jak i konsumpcyjnych nie podejmują „średni statystyczni”, tylko konkretne jednostki, których funkcje użyteczności różnią się między sobą i to niekiedy znacząco.

Przy danej cenie danego dobra jego ilość, jaka zostanie zakupiona lub sprzedana, określa jego pozycja na skali wartości kupującego lub sprzedającego. Kupujący będzie zainteresowany nabyciem dobra X jeśli użyteczność krańcowa jednostki dobra X będzie dla niego wyższa od użyteczności krańcowej dobra Y, z którego musiałby zrezygnować żeby móc nabyć dobro X. Sprzedawca zaś będzie zainteresowany sprzedażą dobra X jeśli będzie wartościował te jednostki w odwrotnym porządku. Ustalanie ceny w sposób administracyjny niweczy ten mechanizm. Oczywiście może się zdarzyć, że cena administracyjna będzie – ale tylko przez przypadek – ceną równowagi rynkowej, jednak wówczas nie ma żadnego sensu ponoszenie kosztów takiego „administracyjnego” dochodzenia do ceny równowagi. Ustalanie ceny w sposób administracyjny ma sens tylko i wyłącznie wówczas, gdy, z założenia, ma ona nie być ceną równowagi rynkowej. W takim przypadku może to być cena poniżej ceny równowagi i wówczas będzie ona korzystna dla nabywcy, albo powyżej ceny równowagi i wówczas będzie ona korzystna dla sprzedawcy. Jednakże w pierwszym przypadku musiałby istnieć mechanizm zmuszający sprzedawcę do zaakceptowania takiej ceny i dostarczania na rynek dóbr poniżej ceny równowagi rynkowej. Jeśli bowiem określona administracyjnie cena nie będzie satysfakcjonująca dla sprzedawcy, nie będzie on dostarczał danego dobra na rynek. W całkowicie odmiennej sytuacji są nabywcy. W szczególności na rynku dóbr nie mających alternatywy lub mających alternatywę zminimalizowaną, a takim właśnie rynkiem, jest rynek lekarstw. Nabywcy – pacjenci mają o wiele mniejsze możliwości wycofanie się z rynku w przypadku, gdy administracyjnie ustalona cena lekarstw jest wyższa od ich ceny rynkowej, albowiem „użyteczność” zdrowia jest dla większości nabywców znacznie wyższa niż „użyteczność” innych dóbr, które muszą wymienić na lekarstwa (oczywiście za pośrednictwem środków pieniężnych). Można zatem stwierdzić, że rynek dobra, na którym ustalono administracyjną cenę może funkcjonować tylko i wyłącznie wówczas, gdy przypadkowo cena ta zostanie ustalona na poziomie równowagi rynkowej, lub powyżej niej.

Twierdzenie, że w przypadku współpłacenia za dane dobra (lekarstwa) przez państwo można doprowadzić do sytuacji odwrotnej i utrzymywać cenę poniżej równowagi rynkowej z korzyścią dla nabywców jest absolutnie nie prawdziwe. Z punktu widzenia sprzedawcy nie ma najmniejszej różnicy, kto płaci i jak: czy płaci bezpośrednio pacjent, czy ubezpieczyciel (prywatny), czy państwo (ubezpieczyciel publiczny). Sprzedawca nie dostarczy na rynek dobra, jeśli użyteczność krańcowa jednostki tego dobra będzie dla niego niższa od użyteczności krańcowej innego dobra, które będzie mógł nabyć za cenę otrzymaną za dobro sprzedawane lub gdy cena innych dóbr, które będzie mógł wyprodukować przy wykorzystaniu zasobów użytych do produkcji danego dobra będzie wyższa niż cena tego dobra.

Dotąd cena leku składała się z dwóch części: jedną z nich – do tak zwanego „limitu ceny”, czyli poziomu ceny najtańszego leku w danej grupie terapeutycznej – pokrywał NFZ. Natomiast drugą część – ponad limit ceny – pokrywał pacjent. Część ceny płacona przez pacjenta poddana była pewnej konkurencji. Marża producentów była maksymalna, a nie sztywna, uniemożliwiała więc producentom pewne konkurowane ceną leku w granicach marży.

O ile można tłumaczyć utrzymywanie cen maksymalnych „troską o pacjenta” – o tyle wprowadzenie „ceny sztywnej”, a więc brak możliwości obniżenia ceny poniżej obowiązującego poziomu ceny maksymalnej, w ten sam sposób wytłumaczyć nie można.

Wprowadzenie cen sztywnych spowoduje więc odebranie pacjentom możliwości kupna leku po cenie niższej niż cena sztywna, a więc taniej w przypadku, gdyby któryś z uczestników rynku, z sobie wiadomego powodu, którym najczęściej jest chęć konkurowania z innymi uczestnikami rynku, zdecydował się obniżyć obowiązującą cenę maksymalną, która stanie się ceną sztywną. Z punktu widzenia pacjentów jest to szczególnie istotne, gdy zważymy na fakt, że poziom refundacji należy w Polsce do najniższych w Europie.

Funkcjonowanie rynku jakiegoś dobra, na które cena ustalana jest administracyjnie jest możliwe tylko i wyłącznie w przypadku, gdy cena ta jest przez przypadek ustanowiona na poziomie równowagi rynkowej lub gdy jest ona wyższa od ceny równowagi rynkowej czyli jest korzystniejsza dla sprzedawców niż cena rynkowa.

Jednakże, w przypadku lekarstw, których cena jest refundowana zostaje rozerwany związek między podażą a popytem, gdyż pacjenci nie mają orientacji, co do rzeczywistej ceny lekarstwa. Dlatego nie jest możliwa korekta ceny na skutek zmniejszenia popytu, wynikającego z zawyżenia ceny i z istnienia alternatyw danego dobra. Pacjenci mogą bowiem się leczyć lub być leczeni tylko i wyłącznie przy pomocy lekarstw dopuszczonych do obrotu przez państwo i w większości przypadków przepisanych im przez lekarzy mających  państwowy certyfikat wykonywania zawodu. A zatem nie ma możliwości dokonania rynkowej korekty ceny ustalonej administracyjnie powyżej ceny równowagi rynkowej. A zatem cena sztywna nie może nigdy być korzystna dla nabywcy i zawsze jest korzystna dla sprzedawcy, jeśli nie istnieją administracyjne środki zmuszania sprzedawcy do produkcji danego dobra po ustalonej administracyjnie cenie – jak to miało miejsce w gospodarce nakazowo-rozdzielczej.

Wprowadzenie cen sztywnych oznacza de facto ustawowy zakaz konkurencji cenowej w zakresie leków refundowanych, likwiduje bowiem obecną konstrukcję ceny urzędowej jako ceny maksymalnej, która może być obniżana w łańcuchu dystrybucji na korzyść pacjenta. Prowadzi to do sytuacji, w której o cenie urzędowej decydować będzie wyłącznie część producentów leków prowadzących negocjacje z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia. W obecnej sytuacji rynkowej oznacza to de facto, ze o cenach decydować będą urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i producenci leków generycznych.

Zgodnie z art. 20 Konstytucji podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej stanowi „społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych”.

Zasada gospodarki rynkowej pozostaje w ścisłym związku z art. 22. Konstytucji, zgodnie z którym „ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”. W wyroku z dnia 5.06.2007 (I OSK 411/07) NSA stwierdził co prawda, że kryterium ważnego interesu publicznego ma „charakter niedookreślony”, ale nie można uznać, że takie konstytucyjne „niedookreślenie” pozwala zastosować każdy rodzaj „dookreślenia”, byleby tylko wprowadzony został w drodze ustawy. Pojęcie „interes publiczny” (Public Interes) ma bowiem, podobnie jak pojęcie „społecznej gospodarki rynkowej” (soziale Martkwirtschaft), swoją własną doktrynę. Odnosiło się do niego także orzecznictwo.

Kategoria „interesu publicznego” pełni wiele funkcji w procesie stanowienia i stosowania prawa. Interes publiczny może być zarówno elementem hipotezy normy prawnej, jak i ustawową przesłanką decyzji podejmowanych w granicach uznania administracyjnego i to także decyzji negatywnych, które ograniczają uprawnienia bądź nakładają obowiązki, lub pozbawiają obywateli konkretnych uprawnień. Ustawodawca wielokrotnie posługuje się pojęciem „interesu publicznego” nie definiując jednak expressis verbis tego pojęcia. W konsekwencji jest ono pojęciem wieloznacznym. Istnieje więc wiele kontekstów, w których może być ono analizowane.

Interes publiczny nie jest interesem prawnym w znaczeniu ustalonym przez kodeks postępowania administracyjnego. Interes publiczny jest tylko przesłanką rozstrzygnięcia w sprawach dotyczących praw i obowiązków obywatela. Nie można zatem uznać, że posiada on walory interesu prawnego, które można by przeciwstawić zawartemu w normie interesowi prawnemu obywatela.

Celem pojęcia interesu publicznego nie było jedynie określenie praw podmiotowych jednostki czy przysługujących jej środków prawnych. Pojęcie interesu publicznego, choć samo w sobie nieostre, jest dookreślone przez doktrynę. I to bardziej przez doktrynę polityczną niż prawną. Zwykło się uważać, że nabiera ono właściwej treści poprzez kontrast z interesem prywatnym – czyli prawami poszczególnych jednostek. Pojęcie „publiczności” dotyczy sytuacji, w której jednostki przestają funkcjonować jak niezależne „atomy”, łącząc się w grupy o podłożu gospodarczym, społecznym i politycznym. Oprócz troski o zaspokojenie egoistycznych potrzeb muszą one rozstrzygać problemy wspólne dla danej zbiorowości, wymagające współpracy i koordynacji.

We współczesnych państwach uzasadnieniem dla interesu publicznego jest także znalezienie celu działania administracji, a w konsekwencji określenie prawa publicznego jako działu prawa, które przeciwstawia się prawu prywatnemu.

Pojęcie interesu publicznego jest więc szeroko rozumianą podstawą konstrukcji norm prawa administracyjnego, celem którego jest uregulowanie sytuacji prawnej obywateli tak, by uznanie interesu publicznego i interesu indywidualnego jako interesów prawnych nastąpiło w sposób harmonijny, a stworzenie procedur umożliwiających ich zidentyfikowanie służyło rozstrzyganiu potencjalnych sytuacji konfliktowych.

Ustawodawca posługuje się pojęciem interesu publicznego w normach prawnych podobnie jak pojęciem interesu prawnego a zatem podlega ono wykładni prawa. Gdy ustawodawca z pojęciem nieostrym łączy określone dyspozycje, staje się ono normatywnym elementem abstrakcyjnie określonej hipotezy. Wynika to z chęci uregulowania takich stanów faktycznych (stosunków prawnych), których opisanie w sposób dostatecznie precyzyjny jest niemożliwe. Użycie pojęć nieostrych umożliwia elastyczne dostosowanie się ustawodawstwa do zmieniających się stosunków społecznych i gospodarczych i uniknięcia nadmiernej kazuistyki. W związku z tym interes publiczny jest pojęciem nieoznaczonym i podlega wykładni w procesie stosowania prawa administracyjnego materialnego i procesowego. Oznacza to przysunięcie kompetencji do konkretyzacji przepisów zawierających klauzule generalne zgodnie, z okolicznościami miejsca i czasu, organowi stosującemu prawo. Pojęciem interesu publicznego zajmował się w polskim orzecznictwie najczęściej Sąd Antymonopolowy.

Z jego orzecznictwa wyłania się tak zwana negatywna definicja interesu publicznego – Sąd Antymonopolowy zajmuje się bowiem naruszaniem interesu publicznego przez działania jednostkowe. Zgodnie z orzecznictwem interes publiczny jest naruszony, kiedy skutkami praktyk ograniczających konkurencję jest dotknięty szeroki krąg uczestników rynku albo kiedy wywołują one inne niekorzystne zjawiska dla wszystkich uczestników rynku, a nie jedynie dla jednego, pojedynczego podmiotu. Ponadto skutki takich działań muszą mieć charakter powszechny, co oznacza, że muszą dotykać wszystkich potencjalnych podmiotów na danym rynku, a nie jedynie ściśle określoną grupę już działających podmiotów. Oznacza to, że interes publiczny jest naruszony wówczas, gdy zakazane działania wywołują niekorzystne zjawiska dla rynku, a więc gdy dotyczą konkurencji rozumianej jako zjawisko charakteryzujące funkcjonowanie całej gospodarki.

Najczęściej konflikt pomiędzy interesem prywatnym a interesem publicznym oddają sytuacje znane jako pułapki społeczne.

Jak pisał John Rawls, „tam, gdzie ogół jest szeroki i obejmuje wiele jednostek, każda osoba staje przed pokusą, by usiłować uchylić się od wniesienia swojego wkładu. Jest tak dlatego, że to, jak postąpi dana osoba, nie wpływa w znaczący sposób na ilość wytwarzanego dobra. Jeśli dobro publiczne zostaje wytworzone, jej korzystanie z niego nie ulega zmniejszeniu przez to, że nie wniosła żadnego wkładu. Jeśli nie zostaje wytworzone, jej działanie i tak nie zmieniłoby sytuacji”. Z kolei Otfried Höffe zauważył, że „zgodnie z zasadą korzyści dystrybutywnej uczestnicy umowy dbają tylko o własny interes, a wtedy – paradoksalnie – większą korzyść widzą w niedotrzymaniu umowy”.

Teoria gier i teoria racjonalnego wyboru  zakładają, że ludzie w kontaktach między sobą grają w dwa rodzaje gier. Może to być gra o sumie zerowej, czyli: „ja wygrywam, ty przegrywasz”, albo gra o sumie większej od zera, czyli: „gramy tak, żeby wspólnie wygrać jak najwięcej, choć nie musimy wygrać po równo”. Najbardziej znanym przykładem pułapki społecznej jest „Tragedia wspólnego pastwiska”. To metaforyczna nazwa jednej z takich pułapek. Elemer Hankiss opisał pastwisko, które jest użytkowane wspólnie przez 10 farmerów. Każdy farmer ma jedną krowę Na pastwisku jest tyle trawy, że wszystkie najadają się do syta, a każda utrzymuje stałą wagę 1.000 funtów. Gdy jeden z farmerów wpuszcza na pastwisko drugą krowę, pasie się ich 11, trawy jest mniej dla każdej z nich i waga krów spada o 100 funtów. Jeden farmer zyskał w stosunku do stanu początkowego, bo jego krowy ważą 1.800 funtów (2×900=1800). Pozostali tracą. Drugi z farmerów postanawia też wpuścić na pastwisko drugą krowę. Waga krów znów spada, bo mają coraz mniej trawy dla siebie. Ale wciąż ci, którzy mają dwie krowy zyskują. Więc kolejni farmerzy wpuszczają na pastwisko druga krowę. Gdy czyni to piąty farmer trawy jest już tylko tyle, że waga dwóch krów łącznie spada do wagi jednej krowy za czasów, gdy pasło się ich tylko 10. Pięciu farmerów mających na pastwisku po 2 krowy nie zyskało nic na ich wadze, ponosząc większy koszt ich hodowli, a pięciu straciło połowę wagi swoich krów. Jak kolejni farmerzy wpuszczą na pastwisko kolejne krowy, trawy zabraknie w ogóle i krowy zdechną.

=Właśnie taka sytuacja uzasadnia, w imię interesu publicznego, wprowadzenie ograniczenia dostępu do pastwiska.

W przypadku wprowadzenia sztywnych cen i marż na lekarstwa nie zachodzi sytuacja, która mogłaby zostać opisana w kategoriach podobnej pułapki społecznej! A zatem nie ma interesu publicznego, który powinien być chroniony poprzez wprowadzenie „ograniczenia dostępu do pastwiska” polegającego na zakazie konkurencji cenowej w granicach ceny maksymalnej. Co więcej, wydaje się, że niektórzy producenci leków, zawłaszczając część sztywno ustalonej marży, której nie można obniżyć, występować będą raczej jako farmerzy chcący wpuścić na pastwisko drugą krowę.

2012-01-05 15:10

PRZEPROSINY OD RZEPY

Co prawda nie na całej stronie, a tylko na 1/3.

Co prawda nie „bardzo, ale to bardzo”,  a tylko „bardzo”

Ale w końcu „już” po trzech latach doczekałem się przeprosin od Rzepy.

Wczoraj na stronie A3.

2012-01-02 11:20

LEKARZE W KAMASZE

„Lekarze, którzy będą zachowywali się niegodnie, którzy będą utrudniali pacjentom życie, będą podlegali konsekwencjom” - powiedział w Sylwestra Pan Premier Donald Tusk o nowej ustawie refundacyjnej.

„To jest nie do uniknięcia, że ktoś to odczuje boleśnie, ponieważ będzie musiał płacić trochę więcej pieniędzy za leki” Więcej??? Jako to? Przecież Pani Marszalek Ewa Kopacz mówiła, jak jeszcze była Ministrem Zdrowia, że pacjenci będą płacić mniej! Pan Minister Arkułowicz to powtórzył. Pisali tak niektórzy dziennikarze. I co? „Ktoś” będzie jednak płacić „trochę więcej”? „Kto”? I ile to jest „trochę”?

Ja się nie znam na polityce, ale jakie będą skutki wprowadzenia cen sztywnych pisałem dwa lata temu: www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=700 (tak a propos: „A nie mówiłem?”) 

Ciekawy też jestem na czym będzie polegać „zachowanie niegodne”? Lekarze zapowiadają, że nie będą określać na receptach poziomów odpłatności za lek. To jest ta „niegodziwość”? A może „niegodnie” było zmuszanie lekarzy do tego? Bo przecież to nie ich rola. Skoro się uchwaliło, że lekarze błędnie określający poziom refundacji będą zobowiązani do zwrotu za pacjenta kwoty nienależnej wraz z odsetkami – to się proszę nie dziwić. Ja, jak pójdę do lekarza i wystawi mi receptę na 100%, to się nie zdziwię. Bo lekarz ma prawidłowo rozpoznać, czy mam grypę, czy anginę, a nie jaki poziom refundacji mi przysługuje. Więc po co ma finansowo ryzykować?

Lekarze mają też ponosić odpowiedzialność za wypisanie recepty „nieuzasadnionej względami medycznymi” lub „niezgodnej z listą leków refundowanych”.

Ale przecież na liście leków refundowanych nie ma wielu leków jak najbardziej „uzasadnionych względami medycznymi”! To może by się ustawodawca zdecydował, za którą ewentualność karać lekarzy. A dokładniej niech się może Pan Premier zdecyduje, bo to on robi teraz za „ustawodawcę” – w Sejmie ma maszynkę do głosowania. Jak mi lekarz przepisze lekarstwo, które mi zaszkodzi to przecież ponosi pełną odpowiedzialność za błąd w sztuce. Co prawda jeszcze jest to raczej teoria, ale mam nadzieję, że się ten stan zmieni.

I na koniec pytanie: jakim „konsekwencjom” będą „podlegali lekarze”? Może wezmą ich „w kamasze”? Pan Poseł Ludwik Dorn, który kiedyś straszy w ten sposób lekarzy, mógłby podzielić się z Panem Premierem Tuskiem swoimi przemyśleniami na ten temat.

Możliwa w tym względzie byłaby chyba szeroka koalicja. Bo przecież w 2007 roku PiS planował przeprowadzić w Sejmie bardzo podobną ustawę. Ceny lekarstw też miały być sztywne. I miało być od tego „dobrze”. Protestowała wówczas Platforma Obywatelska a głównie Pani Poseł Ewa Kopacz. Teraz protestuje PiS i mówi mniej więcej to samo.

Jak PiS przygotowywał swój projekt dr Wojciech Misiński i dr hab. Aleksander Surdej stwierdzili, że „regulacje administracyjne rynku farmaceutycznego powinny ograniczyć się do wymiaru zdrowotnościowego. (…) Urzędy państwowe dysponują obecnie szeregiem przyjaznych rynkowi narzędzi, które umożliwiają kontrolę nad wydatkami publicznymi związanymi z refundowaniem leków”. Ich zdaniem „w wyniku eliminacji konkurencji cenowej w fazie obrotu hurtowego i detalicznego projektowane zmiany prowadzą do dalszego pogłębiania bodźców korupcjogennych, bowiem jedyną fazą patologicznej „konkurencji cenowej” stanie się faza ustalania maksymalnych cen zbytu” oraz że „jest to wręcz ukrytym celem projektowanych zmian”! A ja, jak PO przygotowywała swój projekt w roku 2009 zastanawiałem się „w jaki sposób cena sztywna, której nie można obniżyć,  miałaby być korzystniejsza dla pacjentów od ceny maksymalnej, którą można obniżyć, skoro nie ma żadnej przeszkody prawnej, aby cena maksymalna została ustalona n a takim samym poziomie jak cena sztywna”? Konkluzja była taka: „jest to projekt wysoce korzystny tylko i wyłącznie dla jednej grupy podmiotów działających na rynku farmaceutycznym: producentów lekarstw generycznych”. Jeden ze znaczących akcjonariuszy, dokupił właśnie akcje Biotonu. A nie mówiłem?

 

2011-12-23 17:30

LONG HOLIDAYS TO BANKERS. HAPPY CHRISTMAS - TO US.

Pamiętam jak pierwszy raz otrzymałem jakieś „Seasonal Greatings”. Otrzymałem je od pracowników jednego z „banków inwestycyjnych”, z którymi pracowaliśmy nad transakcją M&A w Polsce.  Na pierwsze Święta na blogu naigrywałem się z życzeń składanych przez anglojęzycznych – poprawnych politycznie – prawników. (www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=49)   

W tym roku też takich wiele dostałem. Najbardziej „rozczuliły” mnie życzenia na „Holiday Season”: „The time to play or party, travel, work, share, eat, or simply the time you spend with your loved ones”.

Jako że „holidays” – znaczy się ferie szkolne – zaczynają się w Warszawie 16 stycznia dopiero – więc to chyba jeszcze nie na te były te życzenia.

Pewnie jak co roku będziemy dużo „eat” seating around the table „with we loved ones”. Ale jako niepoprawny politycznie złożę wszystkim życzenia

spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i dużo szczęścia w Nowym Roku. Szczęście nam się przyda bardzo. Żeby rządowi nie udał się zrobić przynajmniej niektórych głupich rzeczy, które zapowiada, że zrobi – tak jak nie udało mu się, na szczęście, wprowadzić nas do strefy euro od 1 stycznia 2012 roku. Podwyższyć składki rentowe już mu się niestety udało w tym roku, ale może nie uda mu się w przyszłym „udostępnić” MFW 9,5 mld euro. Rolnikom życzę szczególnie żeby się rządowi nie udało objąć ich podatkiem dochodowym i składkami na OFE. A przedstawicielom „rynków finansowych” życzę wielu udanych „poluzowań ilościowych”, a może nawet i jakiegoś jakościowego. I jak najdłuższych „holidays” po tej ciężkiej „Bożej robocie”, którą za Prezesem Goldmana muszą wykonywać!

2011-12-22 20:10

LIST DO SUPER MARIO

Ja tu listy do Świętego Mikołaja piszę z prośbą o rozum, a niektórzy – co mądrzejsi – napisali do Super Mario (Draghi) listy z prośbą o pieniążki.

No i Mario zabawił się w Mikołaja i im dał. Och, przepraszam! POŻYCZYŁ.  Ale „tanio” (na 1%). Zgłosiły się do EBC 523 banki komercyjne po 489 mld euro, które mają przeznaczyć na „akcję kredytową dla firm i zakupy obligacji krajów pogrążonych w kryzysie”! Ciekawe, czy w ramach „akcji kredytowej dla firm” banki komercyjne będą też im pożyczały „tanio”? Czy może wręcz przeciwnie – drogo? Bo przecież banki nie mogą nie zarobić! 

Pewnie zdecydowanie więcej przeznaczą na zakup obligacji. W ten sposób zarobią na różnicy w oprocentowaniu między niskim kosztem pożyczki a wysokimi odsetkami od obligacji. Ale na zdrowy rozum, jak banki będą kupować obligacje, to ich cena powinna wzrosnąć a oprocentowanie zmaleć. Ale pewnie tak się nie stanie bo banki zastosują zmowę kartelową – jak to miało miejsce w 2009 roku, gdy EBC im już pożyczył na rok ponad 440 mld euro dla ratowania płynności po bankructwie Lehman Brothers. Kłopot tylko w tym skąd Hiszpania i Włochy wezmą za trzy lata na wykup (z odsetkami) obligacji, które dziś sprzedadzą bankom za pieniądze, które pożyczył im EBC? Ano EBC będzie musiał udzielić bankom kolejnej pożyczki, żeby mogły kupić obligacje, żeby Hiszpania i Włochy miały za co wykupić te obligacje, które sprzedadzą dziś. Ale kto by się martwił co będzie za trzy lata. Może uderzy w Ziemię jakiś wielki meteoryt? Ciekawe, że nikt jeszcze nie sprzedaje CDS-ów na taką okoliczność.

2011-12-22 11:10

LIST DO ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA

Wczoraj Rzepa opublikowała mój list do Świętego Mikołaja:

Kochany Święty Mikołaju!

Nikt Cię chyba nie prosi, żebyś przyniósł mu pod choinkę trochę rozumu, bo to jedyna rzecz, której Pan Bóg nikomu nie poskąpił, a nawet rozdał w nadmiarze – nikt się przecież nie skarży, że mu go brakuje. Ja Cię jednak o niego poprosić muszę. Chciałbym bowiem zrozumieć tych wszystkich mądrych ludzi, którzy mają tytuły profesorskie i to ze skomplikowanej ekonomii, a nie z prostego prawa.

W moim małym rozumku – jak mówił Kubuś Puchatek – nie mieści się, jak można wypłukać złoto z powietrza, a oni to wiedzą. Piszą na przykład, że „w rzeczywistości MFW na podstawie swojego kapitału pożycza z rynku wielokrotność tej kwoty (czyli 200 mld euro, które państwa UE mają mu „udostępnić”) a jej przekazanie zwiększyłoby o połowę jego zdolności pożyczkowe”. Potrafią więc pożyczyć innym  pieniążki – których sami nie mają. To znaczy troszkę mają – ale jeszcze większe mają długi – więc mi się wydaje, że to tak, jakby ich nie mieli. No bo jak mam pożyczyć Kaziowi 200 (choćby nie miliardów tylko złotych) z 400, które pożyczyłem od Stacha, skoro Franiowi jestem winien jeszcze 800?

Adam Smith pisał, że: „to, co jest roztropnością w prywatnym życiu każdej rodziny, nie może być szaleństwem w życiu wielkiego królestwa”. Ale to chyba nie może być prawdą, skoro ci wszyscy mądrzy ludzie, którzy tak ciężko pracują, żeby uratować nas przed strasznym kryzysem, mówią, że ekonomia rządzi się innymi prawami. Jak się ich pytam jakimi, to ciągle słyszę że „to jest skomplikowane” i że „prosto wytłumaczyć to się nie da”. Więc chciałbym mieć tyle rozumu co oni, żeby jednak móc ich zrozumieć.     

Słyszałem od jednego takiego profesora, że musimy mieć u nas takie samie pieniążki jakie inni mają. Wtedy będziemy się szybciej rozwijać i nie będziemy musieli się męczyć jadąc za granicę żeby ceny przeliczać. Z tym przeliczaniem to ja jakoś daję sobie radę, ale jak jadę na narty tam gdzie jest taka wielka góra, która nazywa się Matterhorn, to płacę innymi pieniążkami i nie mogę zrozumieć dlaczego oni są tacy bogaci, choć nie mają tych dobrych pieniążków, dzięki którym my będziemy mogli się szybciej rozwijać. A jak jadą gdzieś nad morze – bo morza to u siebie nie mają – to też muszą przeliczać. I nie mogę zrozumieć dlaczego niektórzy są tak wstrętni, że nie chcą wydrukować więcej tych dobrych pieniążków, żeby tyle biednych dzieci na całym świecie nie głodowało? Nie stać ich, żeby wydrukować więcej? To ja bym chętnie pozwolił żeby to tym biednym wymienili  pieniążki na te lepsze. Ale ja nic nie rozumiem .

2011-12-21 17:50

TRYBUNAŁ SPRAWIEDLIWOŚCI UE LIKWIDUJE OFE

Wreszcie! Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że Polska naruszyła ustanowioną traktatem UE swobodę przepływu kapitału i tym samym złamała unijne prawo, ograniczając możliwość inwestowania Otwartych Funduszy Emerytalnych za granicą.

Więc mamy teraz następujące możliwości:

1) grzecznie poprosić OFE, żeby jednak kupowały polskie obligacje, żeby Prawie Najlepszy Minister Finansów w Europie miał na dotację do ZUS, żeby ZUS miał na emerytury, albo

2) natychmiast podwyższyć składkę emerytalną o procent przekazywany do OFE, a następnie podwyższyć ją znowu, gdy procent przekazywany do OFE znowu wzrośnie, żeby ZUS miał na emerytury, albo

3) zlikwidować OFE!

Trybunał stwierdził bowiem: „Utrzymując w mocy przepisy ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych, które wprowadzają ograniczenia w inwestowaniu przez polskie Otwarte Fundusze Emerytalne w innych państwach członkowskich UE, Polska naruszyła ustanowioną traktatem swobodę przepływu kapitału”.

Więc najlepiej będzie nie „utrzymywać” dłużej w mocy przepisów ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych.

Żeby jednak się nie narazić na zarzut działania sprzecznego z prawem UE, powtórzę propozycję sprzed dwóch lat żeby znieść przymus „ubezpieczania” się w OFE. I nich OFE inwestują gdzie chcą i jak chcą. I nawet będą mogły sobie znowu pobierać prowizję „za zarządzanie” (bez względu na wyniki) w wysokości 10% jak na początku swojej działalności, albo nawet i większą. (www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=621)